Do Komsomołu Ukrainy w dniu jego dziesięciolecia

 Wypróbowanemu w bitwach wojny domowej, pomyślnie rozwijającemu socjalistyczne współzawodnictwo i aktywnie uczestniczącemu w budownictwie ukraińskiej kultury socjalistycznej, Leninowskiemu Komsomołowi Ukrainy w dniu jego dziesięciolecia — gorące pozdrowienia.

J. Stalin

Moskwa, 10 lipca 1929r.

„Prawda” nr 157,

12 lipca 1929 r.

Marks – PŁACA, CENA I ZYSK

[WSTĘP]

Obywatele!

Zanim przystąpię do właściwego tematu, pozwólcie mi na kilka wstępnych uwag.

Na kontynencie panuje teraz istna epidemia strajków, a podwyżka płac stała się powszechnym żądaniem. Kwestia ta wypłynie na naszym kongresie. Wy, którzy stoicie na czele Międzynarodowego Stowarzyszenia, powinni byście mieć w tej ważnej sprawie ustalony pogląd. Uważam przeto za swój obowiązek — ryzykując nawet wystawienie waszej cierpliwości na ciężką próbę — gruntownie tę kwestię rozpatrzyć.

Moja druga uwaga wstępna dotyczy obywatela Westona. On nie tylko rozwinął przed wami, lecz również bronił publicznie — jak sądzi, w interesie klasy robotniczej — poglądów, o których wie, że są wysoce niepopularne w klasie robotniczej. Taki dowód odwagi moralnej musi każdy z nas wysoko cenić. Mam nadzieję, że w końcu mojego referatu — pomimo jego bezceremonialnego stylu — obywatel Weston przekona się, że zgadzam się z tym, co wydaje mi się słuszną ideą, leżącą u podstawy jego tez, które wszakże w obecnej ich formie uważam za teoretycznie fałszywe i praktycznie niebezpieczne.

Przechodzę teraz do zajmującej nas kwestii.

1. [PRODUKCJA I PŁACA ROBOCZA]

Twierdzenie obywatela Westona opierało się w rzeczywistości na dwóch założeniach: 1. że masa produkcji narodowej jest czymś stałym, jest niezmienną ilością lub wielkością, jak powiedziałby matematyk, 2. że suma realnej płacy. tzn. płacy mierzonej masą towarów, które za nią można nabyć, jest sumą stałą, wielkością niezmienną.

Otóż jego pierwsze założenie jest oczywiście błędne. Możecie się przekonać, iż wartość i masa produkcji rosną z roku na rok, że rosną siły wytwórcze pracy narodowej i że suma pieniędzy, niezbędna dla obiegu tej wzrastającej produkcji, wciąż się zmienia. Co jest słuszne dla wyników całego roku i dla rozmaitych porównywanych ze sobą lat, to jest także słuszne dla każdego przeciętnego dnia w roku. Masa lub wielkość produkcji narodowej wciąż się zmienia. Nie jest to wielkość stała, lecz zmienna, i pomijając nawet ruch ludności, musi tak być na skutek ciągłych zmian w nagromadzaniu kapitału i w siłach wytwórczych pracy. Jest całkiem słuszne, że jeśliby dziś nastąpił wzrost ogólnego poziomu płac, to wzrost ten, bez względu na jego dalsze następstwa, sam przez się nie zmieniłby bezpośrednio sumy produkcji. Wyszedłby on przede wszystkim z istniejącego stanu rzeczy. Jeżeli jednak produkcja narodowa bywa wielkością zmienną, a nie stałą przed wzrostem płac, to i po podwyższeniu płac pozostanie zmienna, a nie stała.

Przypuśćmy jednak, że masa produkcji narodowej byłaby stała, a nie zmienna. Nawet i wtedy to, co nasz przyjaciel Weston uważa za logiczny wniosek, pozostałoby tylko nieuzasadnionym twierdzeniem. Jeżeli mam określoną liczbę, powiedzmy 8, to absolutne granice tej liczby nie przeszkadzają zmianom względnych granic między jej częściami. Jeżeli zysk wynosi 6, a płaca 2, to płaca mogłaby wzrosnąć do 6, a zysk spaść do 2, a jednak suma ogólna pozostałaby równa 8. Tak więc stałość masy produkcji nie może bynajmniej świadczyć o niezmienności sumy płac. Jakżeż wobec tego dowodzi tej niezmienności nasz przyjaciel Weston? Po prostu twierdząc, że tak jest.

Ale przyjąwszy nawet, że jego twierdzenie jest słuszne, to powinno by ono działać w dwu kierunkach, podczas gdy on każe mu działać tylko w jednym kierunku. Jeżeli suma płac jest wielkością stałą, to nie może ona być ani powiększona, ani zmniejszona. Jeżeli zatem robotnicy postępują nierozumnie usiłując wymóc przejściową podwyżkę płacy, to niemniej nierozumnie postępują kapitaliści usiłując wymóc przejściową obniżkę płacy. Nasz przyjaciel Weston nie przeczy, że w pewnych okolicznościach robotnicy mogą wymóc podwyżkę płac, ale ponieważ suma płac jest ustalona prawem natury, przeto musi nastąpić reakcja. Z drugiej jednak strony, wie on również, że kapitaliści mogą wymóc obniżkę płacy i faktycznie też bezustannie do tego dążą. W myśl prawa niezmienności płac musiałaby w tym wypadku nie mniej niż w poprzednim nastąpić reakcja. Robotnicy postępowaliby więc słusznie występując przeciw usiłowanym lub faktycznie dokonanym obniżkom płac. Postępowaliby więc słusznie także i wówczas, jeśliby domagali się podwyżki płac, gdyż wszelka reakcja przeciw obniżaniu płac jest akcją o ich podwyższanie. W myśl własnej zasady obywatela Westona o niezmienności płacy robotnicy powinni by zatem w pewnych warunkach łączyć się i walczyć o podwyższenie płacy.

Jeżeli odrzuca on ten wniosek, to musi też zrezygnować z przesłanki, z której on wypływa. Nie wolno mu mówić, że suma płac jest wielkością stałą, ale że chociaż nie może i nie powinna ona wzrastać, to może i musi spadać, ilekroć kapitałowi dogadza ją obniżyć. Jeżeli kapitaliście spodoba się żywić was kartoflami, zamiast mięsem, i owsem, zamiast pszenicą, musicie uznać jego wolę za prawo ekonomii politycznej i poddać się jej. Jeżeli w jednym kraju, np. w Stanach Zjednoczonych, poziom płac jest wyższy niż w innym, np. w Anglii — to winniście te różnice poziomu płac tłumaczyć różnicą między wolą kapitalisty amerykańskiego a wolą kapitalisty angielskiego — metoda, która niezmiernie uprościłaby badanie nie tylko ekonomicznych, ale też i wszelkich innych zjawisk.

Lecz nawet w tym wypadku moglibyśmy zapytać, dlaczego wola kapitalisty amerykańskiego różni się od woli kapitalisty angielskiego. I ażeby odpowiedzieć na to pytanie, musicie wyjść poza dziedzinę woli. Klecha może powiedzieć, że Bóg chce jednej rzeczy we Francji, a innej w Anglii. Gdybym zaś zażądał od niego wyjaśnienia mi tej dwoistości woli, mógłby mieć czelność odpowiedzieć, że wolą Boga jest mieć inną wolę we Francji, a inną w Anglii. Ale nasz przyjaciel Weston z pewnością nie ucieknie się do takiej argumentacji, która jest zupełnym zaprzeczeniem wszelkiego rozsądku.

Wola kapitalisty polega naturalnie na tym, by wziąć możliwie najwięcej. Ale nasze zadanie polega nie na tym, by gadać o jego woli, lecz na tym, by zbadać jego siłę, granice tej siły i charakter tych granic.

2. [PRODUKCJA, PŁACA, ZYSK]

Myśli wykładu odczytanego nam przez obywatela Westona można by pomieścić w łupinie orzecha. Całe jego rozważanie zmierza do tego: Jeżeli klasa robotnicza zmusi klasę kapitalistów do płacenia zamiast 4 szylingów 5 szylingów w postaci płacy pieniężnej, to kapitalista będzie jej oddawał w postaci towarów wartość 4 szylingów zamiast 5 szylingów. Klasa robotnicza musiałaby wówczas płacić 5 szylingów za to samo, co przed podwyższeniem płacy kupowała za 4 szylingi. Ale dlaczego tak się dzieje? Dlaczego kapitalista daje wartość tylko 4 szylingów w zamian za 5 szylingów? Dlatego, że wysokość płacy jest stała. Ale dlaczego jest ona ustalona na 4 szylingi wartości towarowej ? Dlaczego nie na .3 lub 2 szylingi, albo też na jakąkolwiek inną sumę? Jeżeli granica sumy płac jest ustalona przez prawo ekonomiczne, niezależnie od woli zarówno kapitalisty jak i robotnika, to rzeczą obywatela Westona byłoby przede wszystkim wyłożyć i udowodnić to prawo. Musiałby on ponadto dowieść, że suma płac faktycznie wypłacanych w każdym danym momencie zawsze dokładnie odpowiada niezbędnej sumie płac i nigdy od niej nie odbiega. Jeżeli, z drugiej strony, dana granica sumy płac zależy od samej tylko woli kapitalisty lub od granic jego chciwości, to granica ta jest dowolna. Nie ma w niej nic koniecznego. Może ona być zmieniona woli kapitalisty, a więc i przeciw jego woli.

Obywatel Weston zilustrował swoją teorię opowiadając wam, że jeżeli miska zawiera pewną określoną ilość zupy przeznaczonej dla określonej liczby osób, to zwiększenie pojemności łyżek nie powiększy ilości zupy. Ob. Weston pozwoli, że ilustrację tę uznam za nieco wulgarną[b]. Przypomina mi ona trochę porównanie użyte przez Meneniusza Agryppę. Gdy rzymscy plebejusze zastrajkowali przeciw rzymskim patrycjuszom, patrycjusz Agryppa opowiedział im, że patrycjuszowski brzuch żywi plebejskie członki państwowego ciała. Ale Agryppie nie udało się dowieść, że można żywić członki jednego człowieka napełniając brzuch drugiego. Obywatel Weston ze swej strony zapomniał, że miska, z której jedzą robotnicy, napełniona jest całkowitym produktem pracy narodowej i że nie szczupłość miski ani skąpa jej zawartość, lecz jedynie mały rozmiar ich łyżek nie pozwala im więcej z niej czerpać.

Za pomocą jakiego fortelu może kapitalista zwracać wartość 4 szylingów w zamian za 5 szylingów? Za pomocą podnoszenia cen towaru, który sprzedaje. Otóż, czy wzrost cen albo, ogólniej mówiąc, zmiana cen towarów, czy w ogóle same ceny towarów zależą jedynie od woli kapitalisty? Czy też, przeciwnie, niezbędne są pewne okoliczności, by wola ta mogła być urzeczywistniona? Jeżeli tak nie jest, to spadek i wzrost, ustawiczne zmiany cen rynkowych stają się nierozwiązalną zagadką.

Skoro przyjmujemy, że nie zaszły absolutnie żadne zmiany ani w siłach wytwórczych pracy, ani w sumie użytego kapitału i pracy, ani w wartości pieniędzy, w których są wyrażane wartości produktów, lecz że zmienił się tylko poziom płac, to jakim sposobem ten wzrost płac mógłby wpływać na ceny towarowi Tylko przez to, że wywiera wpływ na faktyczny stosunek między popytem a podażą tych towarów.

Jest zupełnie słuszne, że klasa robotnicza, ujęta jako całość, wydaje i musi wydawać cały swój dochód na przedmioty pierwszej potrzeby. Dlatego też ogólne podwyższenie poziomu płac pociągnęłoby za sobą powiększenie popytu na przedmioty pierwszej potrzeby, a więc i wzrost ich cen rynkowych. Kapitaliści, którzy wytwarzają te przedmioty pierwszej potrzeby, powetowaliby sobie straty, pochodzące z podwyżki płac, wzrostem cen rynkowych towarów. Ale jak się ma sprawa z innymi kapitalistami, którzy nie wytwarzają przedmiotów pierwszej potrzeby? A wierzcie mi, jest ich niemało. Jeżeli zważycie, że dwie trzecie produkcji narodowej zostają zużyte przez jedną piątą część ludności — pewien członek Izby Gmin stwierdził niedawno, że jest to tylko jedna siódma część ludności — to zrozumiecie, jak olbrzymia część produkcji narodowej musi zostać wytworzona w postaci przedmiotów zbytku lub wymieniona na przedmioty zbytku i jak ogromna ilość przedmiotów pierwszej potrzeby musi być trwoniona na lokajów, konie, koty itp. — marnotrawstwo, które, jak wiemy z doświadczenia, doznaje zawsze znacznego ograniczenia w miarę wzrostu cen przedmiotów pierwszej potrzeby.

A więc jakie byłoby położenie tych kapitalistów, którzy nie wytwarzają przedmiotów pierwszej potrzeby? Oni bowiem nie mogliby powetować sobie strat, wynikłych z obniżenia stopy zysku w następstwie ogólnego wzrostu płac, przez podwyższenie cen swoich towarów, gdyż popyt na te towary nie wzrósłby. Dochód ich zmniejszyłby się i z tego zredukowanego dochodu musieliby płacić więcej za tę samą ilość podwyższonych w cenie przedmiotów pierwszej potrzeby. Ale to jeszcze nie byłoby wszystko. Na skutek spadku swego dochodu mogliby również mniej wydawać na przedmioty zbytku i w ten sposób zmniejszyłby się ich wzajemny popyt na ich własne towary. Wskutek tego zmniejszenia się popytu ceny ich towarów spadłyby. Dlatego też w tych gałęziach przemysłu stopa zysku spadłaby nie tylko pod wpływem samego ogólnego wzrostu poziomu płacy, ale i pod wpływem łącznego działania ogólnego wzrostu płacy roboczej, wzrostu cen przedmiotów pierwszej potrzeby i spadku cen przedmiotów zbytku.

Jaki byłby skutek tej różnicy między stopami zysku kapitałów włożonych w różne gałęzie przemysłu? Oczywiście, skutek byłby taki sam, jaki następuje zawsze, ilekroć z jakiegokolwiek powodu pojawiają się różnice w przeciętnej stopie zysku w różnych dziedzinach produkcji. Kapitał i praca zaczęłyby się przenosić z mniej zyskownych gałęzi przemysłu do bardziej zyskownych; i ten proces przenoszenia kapitału i pracy trwałby dopóty, dopóki podaż w jednym dziale przemysłu nie wzrosłaby stosownie do zwiększonego popytu, w innych zaś nie spadłaby stosownie do zmniejszonego popytu. A skoroby zmiana ta już nastąpiła, ogólna stopa zysku w różnych gałęziach przemysłu znów by się wyrównała. Ponieważ całe to przesunięcie powstało pierwotnie z prostej zmiany w stosunku podaży i popytu różnych towarów, to z ustaniem przyczyny ustałby i skutek i ceny wróciłyby do swego poprzedniego poziomu i równowagi. Spadek stopy zysku, spowodowany zwyżką płac, nie ograniczyłby się do poszczególnych gałęzi przemysłu, lecz stałby się powszechny. Zgodnie z naszym założeniem, nie zaszłyby żadne zmiany ani w siłach wytwórczych pracy, ani w ogólnej sumie produkcji, lecz owa dana, suma produkcji zmieniłaby tylko swą formę. Większa część produktów istniałaby w postaci przedmiotów pierwszej potrzeby, mniejsza część — w postaci przedmiotów zbytku albo też, co na jedno wychodzi, mniejsza część byłaby wymieniona na zagraniczne przedmioty zbytku i zużyta w swojej pierwotnej formie, albo też, co znów na jedno wychodzi, większa część krajowej produkcji byłaby wymieniona na zagraniczne przedmioty pierwszej potrzeby, zamiast na przedmioty zbytku. Ogólne podwyższenie poziomu płac spowodowałoby zatem po przejściowym zakłóceniu cen rynkowych jedynie ogólny spadek stopy zysku nie wywołując żadnej trwałej zmiany w cenach towarów.

Jeśli mi ktoś odpowie, że w powyższej mojej argumentacji wychodzę z założenia, że cały przyrost płac zostaje wydany na przedmioty pierwszej potrzeby, to odpowiem na to, iż moje założenie jest najpomyślniejsze dla poglądów obywatela Westona. Jeśliby przyrost płac był wydany na przedmioty, które przedtem nie wchodziły w skład konsumpcji robotników, to realny wzrost ich siły kupna nie potrzebowałby żadnego dowodu. Ponieważ jest ona jednak tylko skutkiem podwyżki płac, to powiększenie jej siły kupna musi dokładnie odpowiadać zmniejszeniu siły kupna kapitalistów. Ogólny popyt na towary nie zwiększyłby się zatem, lecz zmieniłyby się części składowe tego popytu. Zwiększający się popyt po jednej stronie byłby wyrównany przez zmniejszający się popyt po drugiej stronie. W ten sposób nie mogłaby nastąpić żadna zmiana w cenach rynkowych towarów, ponieważ ogólny popyt pozostaje niezmieniony.

W ten sposób stajemy przed następującym dylematem: albo przyrost płacy zostaje równomiernie wydany na wszystkie przedmioty użytku codziennego — i w tym wypadku musi wzrost zapotrzebowania ze strony klasy robotniczej zostać wyrównany przez ograniczenie zapotrzebowania ze strony klasy kapitalistów — albo przyrost płacy zostanie wydany tylko na niektóre przedmioty i w tym wypadku ich ceny rynkowe przejściowo wzrosną. Wówczas odpowiedni wzrost stopy zysku w niektórych gałęziach przemysłu i odpowiedni spadek stopy zysku w innych wywoła zmianę w podziale kapitału i pracy, która będzie trwała tak długo, aż podaż nie dostosuje się do wzmożonego popytu w jednej gałęzi przemysłu i do zmniejszonego popytu w drugiej.

Zgodnie z pierwszym założeniem, nie zajdzie żadna zmiana cen towarów. Zgodnie z drugim założeniem, po pewnych wahaniach cen rynkowych wartości wymienne towarów spadną do poprzedniego poziomu. W jednym i drugim wypadku ogólne podwyższenie poziomu płac spowoduje w końcu tylko powszechny spadek stopy zysku.

By pobudzić waszą wyobraźnię, obywatel Weston zaproponował wam, byście pomyśleli o trudnościach, które wywołałaby powszechna podwyżka płac angielskich robotników rolnych z 9 na 18 szylingów. Pomyślcie tylko, zawołał on, o ogromnym wzroście popytu na przedmioty pierwszej potrzeby i straszliwym wzroście cen, który by wskutek tego nastąpił. Otóż wiecie wszyscy, że przeciętna płaca amerykańskiego robotnika rolnego przewyższa przeszło w dwójnasób przeciętną płacę angielskiego robotnika rolnego, chociaż ceny produktów rolnych w Stanach Zjednoczonych są niższe niż w Anglii, chociaż w Stanach Zjednoczonych panują te same ogólne stosunki między kapitałem i pracą, co w Anglii, i chociaż masa rocznej produkcji w Stanach Zjednoczonych jest o wiele niższa niż w Anglii. Dlaczegoż więc nasz przyjaciel bije na trwogę? Tylko po to, aby ominąć właściwe zagadnienie. Nagłe podniesienie płacy z 9 szylingów na 18 oznaczałoby nagły wzrost jej sumy o 100%. Jednak my bynajmniej nie omawiamy tu kwestii, czy ogólny poziom płac w Anglii mógłby nagle być podniesiony o 100%. Nas wcale nie zajmuje wielkość tego wzrostu, która w każdym praktycznym wypadku zależy od danych okoliczności i musi się do nich stosować. Mamy tylko zbadać, jak będzie oddziaływać ogólne podniesienie poziomu płac, nawet gdyby miało ono wynosić nie więcej niż jeden procent.

Pozostawiając zatem na uboczu fantastyczną podwyżkę płacy o 100%, wymyśloną przez naszego przyjaciela Westona, chcę skierować waszą uwagę na faktyczne podniesienie płac, jakie dokonało się w Wielkiej Brytanii między 1849 r. a 1859 r.

Znacie wszyscy wprowadzoną w 1848 r. ustawę o 10-godzinnym lub raczej 10 1/2 -godzinnym dniu pracy. Była to jedna z największych przemian ekonomicznych, które przeżyliśmy. Oznaczało to nagłą i przymusową podwyżkę płac i to nie w jakimś tam przemyśle o lokalnym znaczeniu, lecz w głównych gałęziach przemysłu, dzięki którym Anglia panuje na rynku światowym. Była to podwyżka płac w wyjątkowo niepomyślnych warunkach. Dr Ure, profesor Senior i wszyscy inni oficjalni rzecznicy gospodarczy burżuazji dowodzili — i muszę przyznać, że dowodzili przy pomocy o wiele silniejszych argumentów niż nasz przyjaciel Weston — że ustawa ta stanie się dzwonem pogrzebowym dla angielskiego przemysłu. Dowodzili oni, że idzie tu nie tylko o zwykłe podwyższenie płac, ale o podwyższenie płac wywołane przez zmniejszenie ilości zastosowanej pracy i na nim oparte. Utrzymywali, że dwunasta godzina, którą, chce się zabrać kapitaliście, była właśnie jedyną godziną, z której ciągnie on swój zysk. Grozili oni zmniejszeniem akumulacji kapitału, wzrostem cen, utratą rynków, ograniczeniem produkcji, wynikającym zeń nowym obniżeniem płac, ostateczną ruiną. Oświadczali oni nawet, że w porównaniu z tym ustawa Maksymiliana Robespierre’a o maksymalnych cenach była fraszką, i w pewnym sensie mieli rację [c]. I cóż, jakież były rzeczywiste następstwa? Podwyższenie płac pieniężnych robotników fabrycznych pomimo skrócenia dnia roboczego, znaczny wzrost liczby zatrudnionych robotników fabrycznych, ciągły spadek cen ich produktów, zadziwiający rozwój sił wytwórczych ich pracy, niebywałe, ciągle postępujące rozszerzanie się rynków zbytu ich towarów. Sam słyszałem na zebraniu Towarzystwa Popierania Nauk w Manchesterze w r. 1860, jak p. Newman przyznał się, że on, dr Ure, Senior i wszyscy inni przedstawiciele nauki ekonomicznej mylili się, podczas gdy instynkt ludu był słuszny. Mam na myśli nie prof. Francis Newmana, lecz p. W. Newmana [d], który zajmuje wybitne stanowisko w nauce ekonomicznej jako współpracownik i wydawca «Historii cen» p. Tomasza Tooke’a, owego świetnego dzieła, które kreśli historię cen w latach 1793—1856. Gdyby słuszna była idee fixe [e] naszego przyjaciela Westona o niezmiennej sumie płac, o niezmiennej sumie produkcji, o niezmiennym poziomie siły wytwórczej pracy, o niezmiennej i panującej woli kapitalistów i o wszelkich innych niezmiennościach i ostatecznościach, to słuszne byłyby ponure przepowiednie profesora Seniora, a myliłby się Robert Owen, który już w r. 1816 głosił ogólne skrócenie dnia roboczego jako pierwszy przygotowawczy krok ku wyzwoleniu klasy robotniczej i który wbrew panującym uprzedzeniom faktycznie wprowadził je na własną rękę w swojej przędzalni bawełny w New Lanark.

W tym samym czasie, kiedy weszła w życie ustawa o 10-godzinnym dniu roboczym i kiedy w związku z nią podniosły się płace, nastąpił w Wielkiej Brytanii — z przyczyn, których wyliczenie nie byłoby tu na miejscu, ogólny wzrost płac robotników rolnych.

Aby nie być przez was źle zrozumiany, chcę tu zrobić kilka wstępnych uwag, chociaż nie jest to konieczne dla mego bezpośredniego celu.

Jeżeli ktoś otrzymywał płacę w wysokości 2 szylingów tygodniowo i jeżeli jego płaca wzrosła do 4 szylingów, to poziom płacy wzrasta o 100%. Wydaje się to rzeczą wspaniałą, gdy wyrażamy ją jako wzrost poziomu płac, chociaż faktyczna suma płacy, 4 szylingi tygodniowo, pozostaje wciąż jeszcze nędznie niskim, głodowym zarobkiem. Dlatego też nie powinniście dać się olśnić szumnie brzmiącemu w procentach wzrostowi poziomu płac. Musicie zawsze pytać: jaka była pierwotna suma?

Zrozumiecie dalej, że jeżeli z 10 robotników każdy otrzymuje po 2 szylingi tygodniowo, z 5 robotników każdy po 5 szylingów, a z dalszych 5 każdy po 11 szylingów tygodniowo, to ogółem owych 20 robotników otrzymuje 100 szylingów, czyli 5 f. szt. tygodniowo. Jeśli więc łączna suma ich płacy tygodniowej wzrosła, powiedzmy, o 20%, to nastąpiła podwyżka z 5 funtów na 6 funtów. Biorąc średnią moglibyśmy powiedzieć, że ogólny poziom płac wzrósł o 20%, chociaż w rzeczywistości płaca 10 robotników pozostała bez zmiany, płaca grupy 5 robotników wzrosła tylko z 5 szylingów do 6 szyl., a płaca robocza drugiej 5-osobowej grupy z 55 szyl. do 70 szyl. Położenie połowy tych robotników wcale się nie polepszyło, położenie 1/4 polepszyło się jedynie w nieznacznym stopniu, a tylko położenie 1/4 rzeczywiście się polepszyło. Jeżeli jednak weźmiemy przeciętną, to całkowita suma płac owych 20 robotników wzrosłaby o 20%, i o ile sprawa tyczy się całego kapitału, który ich zatrudnia, oraz cen wytwarzanych przez nich towarów, to byłoby to zupełnie tak, jak gdyby wszyscy oni brali równomierny udział w przeciętnej podwyżce płac. We wspomnianym wypadku robotników rolnych, wśród których poziom płac w rozmaitych hrabstwach Anglii i Szkocji jest bardzo różny, podwyżka była realizowana bardzo nierównomiernie.

I wreszcie w okresie, w którym dokonała się owa podwyżka płac, dał się odczuć szereg czynników działających w przeciwnym kierunku, jak np. nowe podatki z powodu wojny z Rosją, masowe burzenie domów mieszkalnych robotników rolnych itd.

Po tylu uwagach wstępnych wysuwam twierdzenie, iż w okresie 1849 — 1859 r. przeciętny poziom płac angielskich robotników rolnych podniósł się o około 40%. Mógłbym przytoczyć obszerny i obfitujący w szczegóły materiał na poparcie mego twierdzenia, ale dla wytkniętego przede mną celu uważam za wystarczające odesłać was do sumiennego i krytycznego referatu, wygłoszonego w r. 1860 przez nie żyjącego już obecnie p. Johna C. Mortona w Londyńskim Towarzystwie Sztuk Pięknych o «Siłach stosowanych w rolnictwie»P. Morton podaje statystyczne dane, zaczerpnięte z rachunków i z innych autentycznych dokumentów, które zebrał od około 100 farmerów z 12 hrabstw szkockich i 35 angielskich.

Zgodnie z poglądami naszego przyjaciela Westona, specjalnie jeśli wziąć pod uwagę jednoczesny wzrost płac robotników fabrycznych, musiałby nastąpić w latach 1849—1859 niesłychany wzrost cen płodów rolnych. Lecz cóż było w rzeczywistości? Pomimo wojny rosyjskiej i kolejnych nieurodzajów w latach 1854—1856 przeciętna cena pszenicy, podstawowego płodu rolnego Anglii, spadła z około 3 f. szt. za kwarter w latach 1838—1848 do około 2 f. szt. 10 szyl. za kwarter w latach 1849—1859. Oznacza to spadek ceny pszenicy o przeszło 16% przy jednoczesnej podwyżce przeciętnej płacy robotników rolnych o 40%.

W tym samym okresie, jeżeli porównać jego koniec z początkiem, tj. rok 1859 . z 1849. nastąpił spadek oficjalnie stwierdzonego pauperyzmu z 934.419 do 860.470 osób, co stanowi różnicę 73.949; zmniejszenie, przyznaję, bardzo niewielkie i które w następnych latach znowu znikło, ale jednak — zmniejszenie. Ktoś mógłby powiedzieć, że na skutek zniesienia ustaw zbożowych przywóz zboża zagranicznego w okresie 1849—1859 wzrósł przeszło w dwójnasób w porównaniu z okresem 1838—1848. I cóż stąd? Z punktu widzenia . obywatela Westona należałoby oczekiwać, że ten nagły, ogromny i wciąż rosnący popyt na rynkach zagranicznych podniesie ceny płodów rolnych do jakiejś niebywałej wysokości, gdyż skutek zwiększonego popytu pozostaje ten sam, niezależnie od tego, czy pochodzi on z wewnątrz, czy też z zewnątrz. A co nastąpiło w rzeczywistości? Z wyjątkiem kilku lat nieurodzaju zgubny spadek cen zbóż chlebowych stanowił w ciągu całego tego okresu ciągły temat skarg we Francji; Amerykanie raz po raz musieli palić nadmiar swej produkcji, a Rosja, jeżeli wierzyć p. Urquhartowi, podsycała wojnę domową w Stanach Zjednoczonych, gdyż konkurencja Jankesów na rynkach europejskich paraliżowała jej wywóz płodów rolnych.

Argument obywatela Westona, sprowadzony do swej formy abstrakcyjnej, oznacza, co następuje: Wszelki wzrost popytu dokonuje się zawsze na podstawie danej sumy produkcji. Nie może on zatem nigdy powiększyć podaży żądanych artykułów, lecz jedynie podnieść ich ceny pieniężne. A tymczasem najzwyklejsza obserwacja wykazuje, że zwiększony popyt pozostawia w pewnych wypadkach ceny rynkowe zgoła bez zmiany, w innych zaś wywołuje przejściowy wzrost cen rynkowych, za którym następuje zwiększona podaż; to znów pociąga za sobą spadek cen do ich pierwotnego poziomu, a w wielu wypadkach poniżej ich pierwotnego poziomu. Czy wzrost popytu wynika z podwyżki płac, czy też z innej jakiejś przyczyny — nie zmienia to zupełnie warunków zagadnienia. Z punktu widzenia obywatela Westona równie trudno byłoby objaśnić zjawisko ogólne jak i zjawisko zachodzące w wyjątkowych warunkach zwyżki płac. Dlatego też jego argument nic zupełnie nie udowadnia w omawianej przez nas kwestii. Był on tylko wyrazem jego bezradności przy wyjaśnieniu praw, w myśl których wzrost popytu wywołuje wzrost podaży, a nie ostateczny wzrost cen rynkowych.

3. [PŁACA I PIENIĄDZ]

W drugim dniu dyskusji nasz przyjaciel Weston oblókł stare swoje twierdzenia w nowe formy. Powiedział on: w rezultacie ogólnego wzrostu płac pieniężnych potrzeba większej ilości gotówki dla wypłacenia tych samych płac. Ponieważ suma pieniędzy znajdujących się w obiegu jest stała, to jakżeż potraficie za pomocą tej niezmiennej sumy pieniędzy znajdujących się w obiegu opłacić powiększoną sumę płac pieniężnych ? Przedtem trudność polegała na tym, że suma towarów przypadająca na każdego robotnika była stała, chociaż nawet jego płaca pieniężna wzrosła; teraz zaś trudność powstaje stąd, że płaca pieniężna wzrosła, chociaż suma towarów jest stała. Oczywiście, jeżeli odrzucicie pierwotny dogmat obywatela Westona, znikną też pochodne trudności.

Chcę wam jednak wykazać, że ta kwestia obiegu pieniężnego nie ma nic wspólnego z omawianym przez nas przedmiotem.

Mechanizm płatniczy jest w waszym kraju o wiele bardziej udoskonalony niż w jakimkolwiek innym kraju w Europie. Dzięki rozpowszechnieniu i koncentracji systemu bankowego potrzeba o wiele mniej pieniędzy dla puszczenia w obieg tej samej sumy wartości lub dla zawarcia tej samej lub nawet większej ilości transakcji. Co się tyczy na przykład płacy, to angielski robotnik fabryczny oddaje ją co tydzień sklepikarzowi, który co tydzień odsyła ją do banku; ten zwraca ją co tydzień fabrykantowi, który znów wypłaca ją swoim robotnikom itd. Dzięki takiemu mechanizmowi roczna płaca robotnika, powiedzmy 52 f. szt., może być uiszczona za pomocą jednego tylko suwerena, który co tydzień wykonuje ten sam obieg. Nawet w Anglii mechanizm ten jest mniej doskonały niż w Szkocji i nie wszędzie jest on jednakowo doskonały; dlatego też widzimy, że na przykład, w porównaniu z okręgami czysto fabrycznymi, w niektórych okręgach rolniczych potrzeba o wiele więcej środków obiegowych do cyrkulacji o wiele mniejszej sumy wartości.

Przekroczywszy Kanał [La Manche] zobaczycie, że płace pieniężne są o wiele niższe niż w Anglii, ale że w Niemczech, we Włoszech, w Szwajcarii i we Francji ich obieg odbywa się za pomocą o wiele większej sumy pieniędzy. Ten sam suweren nie zostanie tak szybko przechwycony przez bankiera i nie wróci tak prędko do przemysłowego kapitalisty; dlatego też zamiast jednego suwerena, potrzebnego w Anglii do obsłużenia obiegu w wysokości 52 f. szt. rocznie, na kontynencie trzeba będzie, być może, trzech suwerenów do krążenia płacy rocznej w sumie 25 f. szt. Tak więc porównując kraje na kontynencie Europy z Anglią zobaczycie natychmiast, że niskie płace pieniężne mogą wymagać o wiele więcej gotówki dla swego krążenia niż wysokie płace pieniężne i że jest to faktycznie kwestia czysto techniczna, obca zgoła naszemu tematowi.

Według najlepszych ze znanych mi obliczeń dochód roczny klasy robotniczej Anglii może być oszacowany na 250 milionów f. szt. Olbrzymia ta suma krąży przy pomocy około 3 milionów f. szt. Przypuśćmy, że płaca robocza wzrosła o 50%. Wtedy potrzeba byłoby nie 3 milionów, ale 4 1/2 milionów f. szt. w gotówce. Ponieważ robotnik dokonuje znacznej części swych dziennych wydatków w Srebrze i w miedzi — tj. w prostych znakach monetarnych, których względna wartość w stosunku do złota, podobnie jak wartość nie podlegających wymianie pieniędzy papierowych, jest dowolnie ustalana przez ustawę — to podniesienie płac pieniężnych o 50 % wymagałoby w ostatecznym wypadku dodatkowego krążenia w sumie, powiedzmy, jednego miliona suwerenów. Milion, który dotychczas spoczywa w postaci złotych sztab lub monet w piwnicach Banku Angielskiego albo prywatnych bankierów, począłby krążyć. Ale nawet znikomy wydatek, związany z dodatkowym biciem monety albo z dodatkowym zużyciem owego miliona, mógłby być zaoszczędzony i byłby faktycznie zaoszczędzony, o ile by wynikły jakiekolwiek trudności z powodu braku dodatkowych środków obiegowych. Wiecie wszyscy, że w Anglii pieniądze znajdujące się w obiegu dzielą się na dwie wielkie grupy. Jedna z nich, złożona z banknotów najrozmaitszego rodzaju, służy dla transakcji między kupcami i do większych wypłat dokonywanych między kupcami i spożywcami; druga grupa, monety metalowe, krążą w handlu detalicznym. Chociaż te dwa rodzaje pieniędzy w obiegu są różne, przeplatają się one jednak ze sobą. Tak np. złota moneta krąży na szeroką skalę nawet przy większych wypłatach dla płacenia resztujących sum poniżej 5 f. szt. Jeśliby jutro wypuszczono banknoty 3, 4 lub 2-funtowe, to złote monety, zapełniające te kanały obiegowe, zostałyby z nich natychmiast wyparte i odpłynęłyby do kanałów, gdzie byłyby potrzebne wskutek wzrostu płac. W taki sposób dodatkowy milion, potrzebny ze względu na zwyżkę płac o 50%, byłby dostarczony bez dorzucenia choćby jednego suwerena. Taki sam skutek mógłby być również osiągnięty bez jednego dodatkowego banknotu przy pomocy dodatkowego obiegu wekslowego, jak to było w ciągu bardzo długiego okresu w Lancashire.

Gdyby ogólny wzrost poziomu płac, na przykład o 100% — jak obywatel Weston przyjął dla płac robotników rolnych — wywołał poważny wzrost cen przedmiotów pierwszej potrzeby i zgodnie z jego poglądem wymagał dodatkowej sumy pieniędzy, której nie podobna byłoby dostarczyć, to ogólny spadek plac musiałby wywołać ten sam skutek w tej samej skali w przeciwnym kierunku. Wybornie! Wiecie wszyscy, że lata 1858—1860 były latami największego rozkwitu przemysłu bawełnianego i że szczególnie rok 1860 w tym względzie nie ma równego sobie w rocznikach handlu, przy czym w tym samym czasie inne gałęzie przemysłu przeżywały również okres wielkiego rozkwitu. Płace robotników przemysłu bawełnianego i wszystkich innych robotników, związanych z tym przemysłem, były w r. 1860 wyższe niż kiedykolwiek. Ale nastąpił kryzys amerykański i płace wszystkich tych robotników zostały nagle obniżone do około jednej czwartej swojej poprzedniej sumy. Oznaczałoby to wzrost w przeciwnym kierunku o 300%. Jeżeli płaca podnosi się z 5 do 20, mówimy, że podniosła się o 300%; jeżeli zaś spada z 20 do 5, mówimy, że spadła o 75%; lecz suma wzrostu w jednym wypadku i spadku w drugim byłaby ta sama, równałaby się mianowicie 15 szylingom. Była to więc raptowna i niebywała dotychczas zmiana poziomu płac, ogarniająca przy tym taką liczbę robotników, która, jeżeli liczyć wszystkich robotników, nie tylko bezpośrednio zatrudnionych w przemyśle bawełnianym, ale także pośrednio od niego zależnych, była o połowę większa niż liczba robotników rolnych. Czyż cena pszenicy spadła? Podniosła się z przeciętnej rocznej 47 szyl. 8 pensów za kwarter w ciągu trżechlecia 1858—1860 do przeciętnej rocznej 55 szyl. 10 pensów za kwarter w ciągu trżechlecia 1861—1863. Co się tyczy obrotu pieniężnego, to w roku 1861 wybito w mennicy monet na sumę 8.673.232 f. szt. wobec 3.378.102 f. szt. w r. 1860. To znaczy, że w r. 1861 wybito ich o 5.295.130 f. szt. więcej niż w r. 1860. Prawda, że w r. 1861 obieg banknotów był o 1.319.000 f. szt. mniejszy niż w r. 1860. Odejmijmy to. Pozostaje jeszcze w r. 1861, w porównaniu z pomyślnym rokiem 1860, nadwyżka pieniędzy w obiegu w sumie 3.976.130 f. szt., tj. około 4.000.000; ale jednocześnie zmniejszyły się rezerwy kruszcowe Banku Angielskiego nie ściśle w tym samym, ale w zbliżonym stosunku.

Porównajmy rok 1862 z r. 1842. Pominąwszy ogromny wzrost wartości i sumy znajdujących się w obiegu towarów, sam tylko kapitał, wypłacony w regularnych transakcjach za akcje, pożyczki itp., za papiery wartościowe kolei w Anglii i Walii, dochodził do 320 milionów f. szt., tj. sumy, która w r. 1842 wydawałaby się fantastyczna. A przecież ogólne sumy pieniędzy znajdujących się w obiegu w r. 1862 i w r. 1842 były prawie równe i w ogóle zauważycie, że mimo olbrzymiego wzrostu wartości nie tylko towarów, ale w ogóle transakcji pieniężnych, ilość pieniędzy znajdujących się w obiegu wykazuje tendencję do postępującego zmniejszania się. Z punktu widzenia naszego przyjaciela Westona jest to nierozwiązalna zagadka.

Jeśliby on wniknął nieco głębiej w daną sprawę, przekonałby się, że zgoła niezależnie od płac i zakładając, że są one niezmienne, wartość i masa znajdujących się w obiegu towarów i w ogóle suma zawieranych transakcji pieniężnych zmieniają się codziennie; że suma wypuszczanych banknotów zmienia się codziennie; że suma wypłat, uiszczanych bez pośrednictwa pieniędzy, za pomocą weksli, czeków, otwartego kredytu, izb rozrachunkowych, zmienia się codziennie; że o ile są potrzebne rzeczywiste metalowe środki obrotu, zmienia się codziennie stosunek między monetami znajdującymi się w obiegu a monetami i sztabami stanowiącymi rezerwę albo spoczywającymi w piwnicach banków; że zmienia się codziennie i suma kruszcu, wchłanianego przez obieg krajowy i wysyłanego za granicę dla obiegu międzynarodowego. Zrozumiałby, że jego dogmat o stałej sumie pieniędzy znajdujących się w obiegu jest potwornym błędem, nie dającym się pogodzić z naszym codziennym doświadczeniem. Zamiast przemieniać swe niezrozumienie praw obiegu pieniężnego w argument przeciwko podniesieniu płac, powinien by on zbadać prawa pozwalające obiegowi pieniężnemu przystosowywać się do tak nieustannie zmieniających się warunków.

4. [PODAŻ I POPYT]

Nasz przyjaciel Weston hołduje łacińskiemu przysłowiu, że «repetitio est mater studiorum», tzn. powtarzanie jest matką nauki, i dlatego powtórzył w nowej formie swój pierwotny dogmat, że skurczenie się obiegu pieniężnego, wynikające z podwyżki płac, prowadzi do zmniejszenia kapitału itd. Ponieważ już załatwiliśmy się z jego dziwactwami na temat obiegu pieniężnego, uważam za całkiem zbyteczne wchodzić w szczegóły urojonych skutków, które, jego zdaniem, wypływają z urojonej katastrofy obiegu pieniężnego. Przystąpię raczej niezwłocznie do tego, by jeden i ten sam jego dogmat, powtórzony przezeń w tak wielu różnych postaciach, sprowadzić do jego najprostszej formy teoretycznej.

Bezkrytyczność, z jaką traktuje on swój przedmiot, stanie się oczywista, gdy zrobimy jedną prostą uwagę. Występuje on przeciw podwyżce płac lub przeciw wysokim płacom jako skutkowi tej podwyżki. Otóż, pytam go: co to jest wysoka płaca, a co niska? Dlaczego na przykład o szylingów tygodniowo stanowi niską płacę roboczą, a dwadzieścia szylingów wysoką? Jeżeli 5 jest niską płacą w porównaniu z 20, to 20 jest jeszcze niższą w porównaniu z 200.

Jeżeli ktoś przystępując do wykładu o termometrze zacznie deklamować na temat niskich i wysokich stopni, to niczego nas nie nauczy. Musi mi on najpierw objaśnić, jak znaleźć punkt zamarzania i punkt wrzenia i jak oba te wyjściowe punkty zostały określone przez prawa przyrody, nie zaś przez fantazję sprzedawców albo producentów termometrów. Otóż, co się tyczy płac i zysków, to obywatel Weston nie tylko nie wyprowadził takich wyjściowych punktów z praw ekonomicznych, lecz nie odczuł nawet konieczności ich szukania. Zadowolił się tym, że pospolite, utarte wyrażenia: niskie i wysokie — wziął jako coś, co ma stałe, określone znaczenie, chociaż jest oczywiste, że o niskich i wysokich płacach można mówić tylko w porównaniu z jakąś skalą służącą do mierzenia ich wielkości.

Nie potrafi on powiedzieć mi, dlaczego określoną sumę pieniędzy daje się za określoną ilość pracy. Jeżeliby zaś odpowiedział mi: te rzeczy ustala prawo podaży i popytu, to zapytałbym go przede wszystkim, jakie prawo reguluje samą podaż i popyt. I wobec takiej odpowiedzi stanąłby on całkiem bezradny. Stosunki między podażą pracy a popytem na nią ulegają ciągłym zmianom, a wraz z nimi zmieniają się rynkowe ceny pracy. Jeżeli popyt przewyższa podaż, płace podnoszą się; jeśli podaż przewyższa popyt — płace spadają, chociaż w takich okolicznościach byłoby może potrzebne sprawdzić rzeczywisty stan podaży i popytu, na przykład za pomocą strajku albo też jakimś innym sposobem. Ale jeżeli uznacie podaż i popyt za prawo regulujące płace, to byłoby równie dziecinne jak i zbędne gardłować przeciw podniesieniu płac, skoro według najwyższego prawa, na które się powołujecie, periodyczna podwyżka płac jest tak samo konieczna i słuszna jak ich periodyczna zniżka. Jeżeli zaś nie uznajecie podaży i popytu jako prawa regulującego płace, to powtarzam jeszcze raz pytanie: dlaczego określona suma pieniędzy jest dawana za określoną ilość pracy?

Ale rozpatrzmy sprawę z szerszego punktu widzenia: mylilibyście się gruntownie, gdybyście sądzili, że wartość pracy albo jakiegokolwiek innego towaru jest określona w ostatniej instancji przez podaż i popyt. Podaż i popyt regulują jedynie przejściowe wahania cen rynkowych. One wytłumaczą wam, dlaczego cena rynkowa towaru podnosi się powyżej albo spada poniżej jego wartości, ale nie mogą nigdy wytłumaczyć samej wartości. Przypuśćmy, że podaż i popyt równoważą się albo, jak mówią ekonomiści, wzajemnie się pokrywają. Otóż w tej samej chwili, gdy te przeciwne siły Stają się równe, paraliżują się one wzajemnie i przestają działać w tym czy innym kierunku. Z chwilą gdy podaż i popyt równoważą się wzajemnie, a więc przestają działać, cena rynkowa towaru zbiega się z jego rzeczywistą wartością, z ceną normalną, dokoła której wahają się jego ceny rynkowe. A zatem przy badaniu natury tej wartości nie obchodzi nas wcale przemijające działanie podaży i popytu na ceny rynkowe. Odnosi się to zarówno do płac jak i do cen wszelkich innych towarów.

5. [PŁACA ROBOCZA I CENY]

Wszystkie dowody naszego przyjaciela, sprowadzone do swego najprostszego teoretycznego wyrazu, dadzą się streścić w jednym jedynym dogmacie: «Ceny towarów są określane lub regulowane przez płace)}.

Przeciw temu przestarzałemu i obalonemu już błędowi mógłbym powołać się na świadectwo praktyki. Mógłbym wam powiedzieć, że angielscy robotnicy fabryczni, górnicy, robotnicy stoczni itd., których praca jest opłacana stosunkowo wysoko, biją taniością swoich wyrobów wszystkie inne narody; a tymczasem np. angielski robotnik rolny, którego praca jest stosunkowo nisko opłacana, jest dystansowany przez niemal wszystkie inne narody ze względu na drożyznę swoich produktów. Porównując ze sobą różne wyroby w tym samym kraju i towary różnych krajów, mógłbym wykazać, że poza pewnymi bardziej pozornymi niż rzeczywistymi wyjątkami przeciętnie praca wysoko opłacana wytwarza tanie towary, a praca nisko opłacana — drogie towary. Nie dowodziłoby to oczywiście, że wysoka cena pracy w jednym wypadku, a niska cena pracy w drugim są właśnie przyczynami tych biegunowo przeciwstawnych skutków, lecz w każdym razie dowodzi to, że ceny towarów nie są określane przez ceny pracy. Wszelako my nie mamy wcale potrzeby uciekać się do tej empirycznej metody.

Ktoś, być może, zaprzeczy, by obywatel Weston ustanowił dogmat: «Płace określają lub regulują ceny towarów». Istotnie, nie sformułował on nigdy takiego dogmatu. Przeciwnie, utrzymywał, że zysk i renta stanowią również części składowe cen towarów, gdyż z cen towarów musi wszak być opłacana nie tylko płaca robocza, ale również zysk kapitalistów i renta właścicieli ziemskich. Ale z czego, jego zdaniem, składają się ceny? Przede wszystkim z płac. Następnie dochodzi do tego pewien procent na rzecz kapitalisty i dalszy dodatkowy procent na rzecz właściciela ziemskiego. Przypuśćmy, że płaca robotników, zatrudnionych przy produkcji pewnego towaru, wynosi 10. Jeśli stopa zysku wynosi 100%, kapitalista do wyłożonych płac doda 10, a jeżeli stopa renty także wynosi 100%, to dojdzie jeszcze 10 i łączna cena towaru będzie wynosić 30. Ale takie określenie cen byłoby po prostu ich określeniem przez płace. Jeśliby w przytoczonym wypadku płaca podniosła się do 20, to cena towaru podniosłaby się do 60 i tak dalej. Dlatego też wszyscy przestarzali pisarze w dziedzinie ekonomii politycznej, którzy bronili dogmatu, iż płace regulują ceny, starali się dowieść tego traktując zysk i rentę jedynie jako proste procentowe dodatki do płacy. Nikt z nich nie mógł oczywiście sprowadzić granic tych dodatków do jakiegokolwiek prawa ekonomicznego. Przeciwnie, sądzili oni, jak się zdaje, że zyski są ustalane przez tradycję, zwyczaj, wolę kapitalisty albo też jakimś innym równie dowolnym i niewytłumaczonym sposobem. Jeżeli twierdzą oni, że zyski są określane przez konkurencję między kapitalistami, to absolutnie nic tym nie mówią. Konkurencja ta może z pewnością wyrównać różne stopy zysku w różnych gałęziach przemysłu albo sprowadzić je do jednego przeciętnego poziomu, ale nigdy nie może ona określić samego poziomu ani ogólnej stopy zysku.

Co rozumiemy przez powiedzenie, że ceny towarów są określone przez płace? Ponieważ płaca jest tylko nazwą ceny pracy, to twierdzimy przez to, że ceny towarów są regulowane przez cenę pracy. Ponieważ «cena» jest wartością wymienną — a mówiąc o wartości mówię zawsze o wartości wymiennej—mianowicie wartością wymienną wyrażoną w pieniądzach, twierdzenie to sprowadza się do tego, że «wartość towarów jest określana przez wartość prący» lub że wartość pracy jest ogólną miarą wartości».

Ale czymże określa się sama «wartość pracy«? Tutaj dochodzimy do martwego punktu. Do martwego punktu, oczywiście, jeżeli staramy się rozumować logicznie. Ale przedstawiciele tej doktryny niewiele kłopocą się o logikę. Weźmy, na przykład, naszego przyjaciela Westona. Naprzód mówił nam, że ceny towarów są regulowane przez płace i że przeto, gdy rosną płace, to muszą rosnąć ceny. Potem zrobił obrót o 180 stopni, aby wykazać nam, że podniesienie płac nie przyniesie żadnej korzyści, ponieważ wzrosną ceny towarów i ponieważ miarą płac są w gruncie rzeczy ceny towarów za nie nabywanych. Tak więc zaczynamy od twierdzenia, że wartość pracy określa wartość towarów, a kończymy na twierdzeniu, że wartość towarów określa wartość pracy. I tak w rzeczywistości kręcimy się w zupełnie błędnym kole i nie dochodzimy do żadnego zgoła wniosku.

W ogóle jest rzeczą jasną, że czyniąc wartość pewnego towaru, np. pracy, zboża albo jakiegokolwiek innego towaru, ogólnym miernikiem i regulatorem wartości, przesuwamy tylko trudność, gdyż określamy jedną wartość przez drugą, która z kolei wymaga określenia.

Dogmat, że «płaca określa ceny towarów», wyrażony w swoim najbardziej abstrakcyjnym sformułowaniu, sprowadza się do tego, że «wartość jest określona przez wartość«, a tautologia ta oznacza, że faktycznie nic nie wiemy o wartości. Jeżeli przyjmiemy to założenie, to wszelka dyskusja o ogólnych prawach ekonomii politycznej staje się czczą gadaniną. Dlatego też było wielką zasługą Bicarda, że w swojej pracy «Zasady ekonomii politycznej)), wydanej w r. 1817, do gruntu zburzył stary, pospolity i przebrzmiały, fałszywy pogląd, że «płace określają ceny», fałszywy pogląd, który Adam Smith i jego francuscy poprzednicy zarzucali w prawdziwie naukowych częściach swych badań, lecz do którego mimo to wracali w bardziej powierzchownych i wulgaryzujących rozdziałach swych prac.

6. [WARTOŚĆ I PRACA]

Obywatele, doszedłem do punktu, kiedy muszę przystąpić do rzeczywistego wyjaśnienia rozpatrywanego problemu. Nie mogę obiecać, że zrobię to w zupełnie zadowalający sposób, gdyż w takim razie musiałbym ogarnąć całą dziedzinę ekonomii politycznej. Mogę zaledwie, jakby powiedział Francuz, «effleurer la question», poruszyć tylko główne punkty zagadnienia.

Pierwsze pytanie, które musimy postawić, brzmi: Co to jest wartość towaru? Co ją określa?

Mogłoby się na pierwszy rzut oka zdawać, że wartość towaru jest czymś całkiem względnym i że nie można jej określić inaczej jak tylko rozpatrując dany towar w jego stosunku do wszystkich innych towarów. W samej rzeczy, mówiąc o wartości, o wartości wymiennej towaru, mamy na myśli ilościowe stosunki, w jakich dany towar jest wymieniany na wszelkie inne towary. Lecz oto powstaje pytanie: jak ustalają się te proporcje, w których odbywa się wymiana jednych towarów na inne ?

Wiemy z doświadczenia, że proporcje te są nieskończenie różne. Jeżeli weźmiemy jakiś towar, na przykład pszenicę, to zobaczymy, że kwarter pszenicy jest wymieniany na różne inne towary w niemal niezliczonych proporcjach. A jednak, ponieważ wartość jej pozostaje zawsze ta sama, czy jest wyrażona w jedwabiu, złocie, czy też w jakimkolwiek innym towarze, musi ta wartość być czymś odmiennym i niezależnym od tych różnych proporcji, w których wymienia się ona na inne artykuły. Musi istnieć możność wyrażenia jej w formie odmiennej od tych różnych stosunków równości między różnymi towarami.

Dalej: jeżeli mówię, że kwarter pszenicy jest wymieniany na żelazo w pewnej określonej proporcji lub że wartość kwarteru pszenicy jest wyrażona w pewnej ilości żelaza, to powiadam przez to, że wartość pszenicy i jej ekwiwalent w żelazie równają się jakiejś trzeciej rzeczy, nie będącej ani żelazem, ani pszenicą, ponieważ wychodzę z założenia, że wyrażają one tę samą wielkość w dwóch różnych postaciach. Każde z nich, pszenica jak i żelazo, musi zatem, jedno niezależnie od drugiego, dać się sprowadzić do owej trzeciej rzeczy, która stanowi ich wspólną miarę.

Ażeby objaśnić ten punkt, użyję bardzo prostego przykładu geometrycznego. Jak postępujemy porównując powierzchnię trójkątów wszelkich możliwych form i wielkości albo porównując powierzchnię trójkątów z powierzchnią prostokątów, albo z jakimkolwiek innym wielobokiem? Sprowadzamy powierzchnię każdego trójkąta do wyrazu zupełnie odmiennego od jego widocznej formy. Poznawszy z natury trójkąta, że jego powierzchnia równa się połowie iloczynu podstawy i wysokości, możemy porównywać rozmaite wielkości wszelkiego rodzaju trójkątów z wielobokami, z których każdy może być rozłożony na pewną liczbę trójkątów.

Ten sam sposób postępowania należy zastosować do wartości towarów. Musimy mieć możność sprowadzenia ich wszystkich do jednego wspólnego im wyrazu rozróżniając je tylko według proporcji, w jakich zawierają w sobie ten jednakowy miernik.

Ponieważ wartości wymienne towarów są tylko funkcjami społecznymi owych przedmiotów i nic nie mają. wspólnego z ich przyrodzonymi właściwościami, musimy najpierw zapytać: jaka jest wspólna substancja społeczna wszystkich towarów? Jest to praca. Aby wytworzyć towar, trzeba użyć nań lub włożyć weń pewną ilość pracy. Mówię nie po prostu pracy, lecz pracy społecznej. Człowiek, który wytwarza jakiś przedmiot dla swego własnego bezpośredniego użytku, dla własnego spożycia, wytwarza produkt, ale nie towar. Jako wytwórca pracujący sam dla siebie nie jest on niczym związany ze społeczeństwem. Ale żeby wytworzyć towar, człowiek musi nie tylko wytworzyć przedmiot zaspokajający jakąś potrzebę społeczną, ale sama jego praca musi być częścią całkowitej sumy pracy wydatkowanej przez społeczeństwo. Praca jego musi być podporządkowana podziałowi pracy wewnątrz społeczeństwa. Ona jest niczym bez innych działów pracy i ze swej strony musi je uzupełniać.

Rozpatrując towary jako wartości rozpatrujemy je wyłącznie tylko z punktu widzenia ucieleśnionej, zakrzepłej albo, jeżeli chcecie, skrystalizowanej pracy społecznej. Pod tym względem towary mogą różnić się między sobą tylko tym, że przedstawiają mniejszą lub większą ilość pracy, jak na przykład większa ilość pracy musi być użyta na sporządzenie jedwabnej chusteczki niż cegły. Ale jak się mierzy ilość pracyCzasem, w ciągu którego trwa praca, mierząc pracę godzinami, dniami itd. Rozumie się, że dla zastosowania tej miary potrzeba sprowadzić wszystkie rodzaje pracy do pracy przeciętnej lub prostej jako ich jedności.

Dochodzimy zatem do następującego wniosku. Towar ma wartość, gdyż jest on krystalizacją pracy społecznej. Wielkość jego wartości lub jego wartość względna zależy od większej lub mniejszej ilości zawartej w nim substancji społecznej; to znaczy od względnej ilości pracy, niezbędnej dla jego wytworzenia. Względne wartości towarów są więc określone przez odpowiednie ilości lub przez sumy prac, które są w nie włożone, wcielone, zakrzepłe. Odpowiadające sobie ilości towarów, które mogą być wytworzone w tym samym czasie pracy, są równe. Albo inaczej mówiąc: wartość towaru tak się ma do wartości innego towaru, jak ilość pracy, zakrzepłej w pierwszym, ma się do ilości pracy, zakrzepłej w drugim.

Przewiduję, że wielu z was zapyta: czyżby rzeczywiście istniała tak wielka albo w ogóle jakakolwiek różnica między określeniem wartości towarów przez płace i określaniem tych wartości przez względne ilości pracy, niezbędnej dla ich wytworzenia? Musicie jednak mieć na uwadze, że wynagrodzenie za pracę i ilość pracy są to zupełnie różne rzeczy. Przypuśćmy na przykład, że równe ilości pracy zawarte są w kwarterze pszenicy i w uncji złota. Posługuję się tym przykładem, gdyż użył go Beniamin Franklin w swoim pierwszym studium, wydanym w r. 1729 i zatytułowanym: «A Modest Inquiry into the Nature and Necessity of a Paper Currency» («Skromne studium nad naturą i koniecznością papierowych pieniędzy»), gdzie jako jeden z pierwszych uchwycił prawdziwą naturę wartości. A więc przyjęliśmy, że kwarter pszenicy i uncja złota są to wartości równe lub ekwiwalenty, ponieważ są krystalizacją równych ilości przeciętnej pracy, tylu a tylu dni lub tylu a tylu tygodni zakrzepłej w nich pracy. Czyż określając w ten sposób względne wartości złota i zboża, odwołujemy się w jakikolwiek sposób do płacy robotnika rolnego i górnika? Ani trochę. Kwestię, jak opłacana była ich praca dzienna czy tygodniowa i czy w ogóle zastosowana tu była praca najemna — pozostawiamy zupełnie nie określoną. Jeśli ona była zastosowana, to płace mogły być bardzo nierówne. Robotnik, którego praca jest wcielona w kwarter pszenicy, mógł otrzymać za nią tylko dwa buszle, a robotnik zatrudniony w kopalni — pół uncji złota. Lub jeżeli przypuścimy, że płace ich są równe, to przecież mogą one odbiegać we wszystkich możliwych proporcjach od wartości wytworzonych przez nich towarów. Mogą one wynosić 1/4, 1/3, 1/4, 1/5 lub jakąkolwiek inną stosunkową cząstkę kwarteru zboża lub uncji złota. Płace ich nie mogą oczywiście przewyższać wartości wytworzonych przez nich towarów, nie mogą być od nich większe, ale mogą być mniejsze i to w najrozmaitszym stopniu. Płace ich są ograniczone przez wartości wytworów, ale wartości ich wytworów nie są ograniczone przez płace. A przede wszystkim wartości, względne wartości na przykład zboża i złota, są ustalone niezależnie od wartości zastosowanej w nich pracy, tj. od płacy. Określenie wartości towarów przez względne ilości zakrzepłej w nich pracy jest rzeczą zgoła różną od tautołogicznej metody określania wartości towarów przez wartość pracy, czyli przez płace. Zresztą punkt ten wyjaśnimy jeszcze obszerniej w toku naszych badań.

Obliczając wartość wymienną towaru musimy do ilości ostatnio użytej pracy dodać jeszcze ilość pracy włożonej uprzednio w surowiec towaru oraz pracę obróconą na urządzenie, narzędzia, maszyny i budynki, niezbędne dla zrealizowania danej pracy. Na przykład wartość pewnej ilości przędzy bawełnianej jest krystalizacją ilości pracy dodanej do bawełny podczas procesu przędzenia, ilości pracy uprzednio zrealizowanej w samej bawełnie, ilości pracy tkwiącej w węglu, smarach i innych materiałach pomocniczych, ilości pracy zakrzepłej w maszynie parowej, we wrzecionach, w budynkach fabrycznych itd. Narzędzia produkcji we właściwym tego słowa znaczeniu, jak np. narzędzia, maszyny, budynki, są wciąż na nowo używane przez dłuższy lub krótszy okres czasu w ciągu powtarzających się procesów produkcji. Gdyby zużywały się od razu, jak to się dzieje z surowcem, ich całkowita wartość byłaby od razu przeniesiona na towary, do których wytwarzania służą. Ale ponieważ wrzeciono na przykład zużywa się tylko stopniowo, więc robi się przeciętne obliczenie, opierające się na przeciętnym okresie istnienia wrzeciona i na jego przeciętnej użyteczności, zużyciu i zniszczeniu w ciągu określonego czasu, np. jednego dnia. W ten sposób obliczamy, jaka część wartości wrzeciona przenosi się na wytworzoną w ciągu dnia przędzę i jaka zatem część całkowitej ilości pracy, tkwiącej np. w funcie przędzy, przypada na ilość pracy uprzednio ucieleśnionej we wrzecionie. Dla naszego obecnego celu zbyteczne jest, byśmy się dłużej zatrzymywali na tym punkcie.

Mogłoby się zdawać, że o ile wartość towaru jest określona przez ilość pracy użytej na jego wytworzenie, to im człowiek jest bardziej leniwy lub im bardziej niezręczny, tym większa będzie wartość wytworzonego przez niego towaru, gdyż tym więcej potrzeba będzie czasu pracy do jego sporządzenia. Byłby to jednak gruby błąd. Przypominacie sobie zapewne, że użyłem zwrotu «praca społeczna)}, a określenie «społeczna« zawiera sporo punktów. Mówiąc, że wartość towaru jest określana przez ilość pracy, włożonej weń lub w nim skrystalizowanej, mamy na myśli ilość pracy niezbędnej dla jego wytworzenia w danym stanie społeczeństwa, w określonych przeciętnych warunkach społecznych produkcji, przy danej społecznie przeciętnej intensywności i przeciętnej sprawności stosowanej pracy. Kiedy w Anglii parowy warsztat tkacki zaczął konkurować z ręcznym krosnem, to przetworzenie danej ilości przędzy w łokieć perkalu albo sukna wymagało tylko połowy uprzedniego czasu pracy. Co prawda, biedny tkacz ręczny pracował teraz siedemnaście lub osiemnaście godzin dziennie, zamiast jak poprzednio dziewięć czy dziesięć. Jednakże produkt jego 20-godzinnej pracy zawierał teraz tylko 10 godzin społecznej pracy lub 10 godzin pracy społecznie niezbędnej do przetworzenia pewnej ilości przędzy w tkaninę. Jego 20-godzinny produkt nie miał zatem więcej wartości niż jego produkt wykonany poprzednio w ciągu 10 godzin.

Jeżeli więc ilość pracy społecznie niezbędnej, wcielonej w towary, określa ich wartość wymienną, to wszelkie zwiększenie ilości pracy niezbędnej dla wytworzenia towaru musi powiększyć jego wartość, podobnie jak wszelkie zmniejszenie musi ją obniżyć.

Jeśliby odpowiednie ilości pracy niezbędne dla wytworzenia odpowiednich towarów pozostawały stałe, to ich odnośne wartości byłyby również stałe. Ale tak nie jest. Ilość pracy niezbędna dla wytworzenia towaru zmienia się ustawicznie wraz ze zmianą sił wytwórczych zastosowanej pracy. Im bardziej rozwinięte są siły wytwórcze pracy, tym więcej wytwarza ona produktów w danym czasie pracy; a im mniej rozwinięte są siły wytwórcze pracy, tym mniej wytwarza ona w tym samym czasie. Jeśliby np. na skutek wzrostu liczby ludności zaszła potrzeba wzięcia pod uprawę mniej urodzajnych gruntów, to ta sama ilość produktów dałaby się osiągnąć tylko za pomocą wydatkowania większej ilości pracy i na skutek tego powiększyłaby się wartość płodów rolnych. Z drugiej strony, jeżeli za pomocą nowoczesnych środków produkcji poszczególny przędzarz w ciągu jednego dnia roboczego przerabia w przędzę wiele tysięcy razy większą ilość bawełny niż ta, którą mógł dawniej wyprząść w tym samym czasie na kołowrotku, to jest oczywiste, że każdy funt bawełny wchłonie wiele tysięcy razy mniej pracy przędzarza niż poprzednio, i co za tym idzie, wartość, dodana przez przędzenie do każdego funta bawełny, będzie wiele tysięcy razy mniejsza niż poprzednio. Odpowiednio do tego spadnie wartość przędzy.

Pominąwszy różnice przyrodzonej energii i nabytej sprawności w pracy różnych narodów, siły wytwórcze pracy muszą głównie zależeć:

1) od naturalnych warunków pracy, np. żyzności gruntu, bogactwa kopalń itd.,

2) od postępującego naprzód doskonalenia społecznych sił pracy, wynikającego z produkcji na wielką skalę, koncentracji kapitału i kombinowania pracy, podziału pracy, maszyn, ulepszonych metod pracy, stosowania chemicznych i innych sił przyrody, ze skracania czasu i przestrzeni za pomocą środków komunikacyjnych i transportowych i z wszelkich innych wynalazków, za których pomocą nauka zmusza siły przyrody do służenia pracy i które rozwijają społeczny lub kooperatywny charakter pracy. Im bardziej rozwinięte są siły wytwórcze pracy, tym mniej jej przypada na daną ilość produktu; a stąd tym mniejsza jest jego wartość. Im mniej rozwinięte Są siły wytwórcze pracy, tym więcej pracy przypada na tę samą ilość produktu, a stąd tym większa jest jego wartość. Możemy więc ustalić jako ogólne prawo, co następuje:Wartości towarów są wprosi proporcjonalne do czasu pracy, użytego dla ich wytworzenia, i odwrotnie proporcjonalne do sil wytwórczych użytej pracy.

Dotychczas mówiliśmy wyłącznie o wartości, teraz zaś dodam kilka słów o cenie, która stanowi szczególną formę, przybieraną przez wartość.

Cena sama w sobie jest niczym innym jak pieniężnym wyrazem wartości. Wartości wszystkich towarów na przykład w Anglii wyrażane są w złotych cenach, podczas gdy na kontynencie wyraża się je przeważnie w cenach srebrnych. Wartość złota lub srebra, podobnie jak wszystkich innych towarów, określana jest przez ilość pracy, niezbędnej dla ich wydobycia. Wymieniacie pewną ilość waszej produkcji narodowej, w której skrystalizowana jest pewna ilość waszej pracy narodowej, na produkcję krajów, wytwarzających złoto i srebro, w której skrystalizowana jest pewna ilość ich pracy. W ten sposób więc faktycznie za pomocą wymiany towaru na towar uczycie się wyrażać w złocie i srebrze wartości wszystkich towarów, tj. odpowiednie ilości pracy użytej dla ich wytworzenia. Wniknąwszy więc głębiej w kwestię pieniężnego wyrazu wartości lub, co na jedno wychodzi, przekształcenia wartości w cenę, ujrzycie, że jest to proces, za którego pomocą nadajecie wartościom wszystkich towarów formę samodzielną i jednolitą lub za którego pomocą wyrażacie je jako ilości jednakowej społecznej pracy. Cenę. o ile jest ona tylko pieniężnym wyrazem wartości, Adam Smith nazwał «ceną naturalną«, a francuscy fizjokraci «prix necessairei> (ceną konieczną).

Jaki jest zatem stosunek między wartością a cenami rynkowymi lub między cenami naturalnymi a cenami rynkowymi? Wiecie wszyscy, że cena rynkowa jest ta sama dla wszystkich towarów jednego i tego samego rodzaju, chociaż warunki produkcji mogą być różne dla indywidualnych wytwórców. Ceny rynkowe oznaczają tylko przeciętną sumę pracy społecznej, niezbędnej w przeciętnych warunkach produkcji dla zaopatrzenia rynku w pewną ilość określonego artykułu. Cena ta oblicza się w stosunku do całkowitej ilości towaru określonego rodzaju.

O tyle cena rynkowa towaru zbiega się z jego wartością. Z drugiej strony, wahania cen rynkowych to przekraczając poziom wartości lub ceny naturalnej, to znów spadając poniżej jej poziomu, zależą od wahań podaży i popytu. Odchylenia cen rynkowych od wartości zdarzają się ustawicznie, ale jak mówi Adam Smith:

«Cena naturalna jest tą centralną ceną, ku której ciążą nieustannie ceny wszystkich towarów. Różne okoliczności mogą czasem trzymać je na poziomie znacznie przewyższającym cenę naturalną, to znów kazać im spadać nawet nieco niżej jej poziomu. Ale jakiekolwiek byłyby owe przeszkody, nie pozwalające im zatrzymać się na tym centralnym punkcie spoczynku i trwałości, to niemniej ciążą one stale ku niemu» [f].

Nie mogę teraz bliżej zająć się tą kwestią. Wystarczy powiedzieć, że jeśli podaż i popyt równoważą się wzajemnie, to ceny rynkowe towarów odpowiadają ich cenom naturalnym, to znaczy ich wartościom, określanym przez odpowiednie ilości pracy niezbędnej dla ich wytworzenia. Ale podaż i popyt muszą dążyć stale do równowagi, chociaż czynią to tylko w ten sposób, że jedno wahanie wyrównywa drugie, wzrost wyrównywa spadek i odwrotnie. Gdybyście, zamiast badać codzienne wahania cen, zanalizowali ruch cen rynkowych w ciągu dłuższego okresu, jak to uczynił np. p. Tooke w swojej «Historii cen», to spostrzeglibyście, że wahania cen rynkowych, ich odchylenia od wartości, ich wzrost i spadek, wzajemnie się znoszą i równoważą; tak iż pominąwszy skutki monopolów i niektórych innych ograniczeń, na których zatrzymywać się tutaj nie mogę, wszystkie rodzaje towarów są sprzedawane przeciętnie według swych odpowiednich wartości lub cen naturalnych. Przeciętne okresy, w ciągu których wahania cen rynkowych równoważą się wzajemnie, są różne dla różnych rodzajów towarów, ponieważ dla towaru jednego rodzaju przystosowanie podaży do popytu odbywa się łatwiej niż. dla innego.

Jeżeli zatem, biorąc rzecz ogólniej i dla dłuższych okresów czasu, wszelkie rodzaje towarów sprzedawane są według swych odpowiednich wartości, to byłoby niedorzecznością przypuszczać, że zysk — nie w poszczególnych wypadkach — ale stały i zwykły zysk w rozmaitych gałęziach przemysłu pochodzi z nadwyżek cen towarów lub ze sprzedaży ich po cenach znacznie przewyższających ich wartość. Niedorzeczność tego poglądu staje się oczywista, jeżeli go uogólnimy. To, co ktoś stale zdobywałby jako sprzedawca, traciłby stale jako nabywca. Na nic się nie zda wskazanie na to, że są ludzie, którzy są nabywcami nie będąc sprzedawcami albo też spożywcami nie będąc wytwórcami. To, co ludzie ci płacą wytwórcom, muszą najpierw otrzymać od nich za darmo. Jeżeli ktoś bierze najpierw od was pieniądze, a potem pieniądze te zwraca kupując wasze towary, to nigdy się nie wzbogacicie sprzedając swoje towary nawet jak najdrożej temu samemu człowiekowi. Tego rodzaju transakcja może zmniejszyć straty, ale nigdy nie przyczyni się do osiągnięcia zysku.

Zatem, aby wytłumaczyć ogólną naturę zysku, musicie wyjść z założenia, że przeciętnie sprzedaje się towary według ich rzeczywistej wartości i że zysk pochodzi ze sprzedaży towarów według ich wartości, tj. odpowiednio do ilości zrealizowanej w nich pracy. Jeżeli nie możecie wytłumaczyć zysku na podstawie tego przypuszczenia, to w ogóle nie możecie go wytłumaczyć. Wydaje się to paradoksalne i sprzeczne z codzienną obserwacją. Ale paradoksalne jest również to, że ziemia obraca się wokoło słońca i że woda składa się z dwóch wysoce zapalnych gazów. Prawda naukowa jest zawsze paradoksalna, jeżeli sądzimy ją wedle codziennego doświadczenia, które chwyta jedynie złudne pozory rzeczy.

7. SIŁA ROBOCZA

Zanalizowaliśmy więc, o ile to było możliwe w tak pobieżnym przeglądzie, naturę wartości, wartości jakiegokolwiek towaru; musimy teraz skierować naszą uwagę na specyficzną wartość pracy. I tutaj znów muszę was wprawić w zdumienie pozornym paradoksem. Wszyscy jesteście na pewno przeświadczeni, że sprzedajecie codziennie właśnie swą pracę, że wobec tego praca posiada cenę i że skoro cena towaru stanowi jedynie pieniężny wyraz jego wartości, to z pewnością musi istnieć rzecz taka jak wartość pracy. A jednak taka rzecz jak wartość pracy w zwykłym tego słowa znaczeniu nie istnieje. Widzieliśmy, że ilość niezbędnej pracy, skrystalizowanej w towarze, stanowi jego wartość. Otóż stosując takie pojęcie wartości jakże moglibyśmy określić, powiedzmy, wartość 10-godzinnego dnia roboczego? Ile pracy zawartej jest w tym dniu? 10 godzin pracy. Jeżeli powiemy, że wartość 10-godzinnego dnia roboczego równa się 10 godzinom pracy, czyli ilości zawartej w nim pracy, to będzie to twierdzenie tautologiczne i ponadto niedorzeczne. Oczywiście, skorośmy już wykryli prawdziwą, choć utajoną treść wyrażenia «wartość pracy», to potrafimy objaśnić to irracjonalne i na pozór niemożliwe zastosowanie wartości, podobnie jak poznawszy rzeczywisty ruch ciał niebieskich możemy objaśnić ich widoczne lub tylko w określonych formach dostrzegalne ruchy.

To, co robotnik sprzedaje, nie jest bezpośrednią jego pracą, ale jego siłą roboczą, którą oddaje on czasowo do rozporządzenia kapitalisty. Jest to tak dalece prawdą, że ustalony jest — nie wiem, czy przez ustawy angielskie, ale na pewno przez niektóre ustawy na kontynencie — maksymalny czas, na przeciąg którego człowiek ma prawo sprzedawać swoją siłę roboczą. Gdyby zezwolono na taką sprzedaż na termin nieokreślony, niewolnictwo byłoby niezwłocznie przywrócone. Gdyby taka sprzedaż rozciągała się np. na całe życie człowieka, to czyniłaby z niego dożywotniego niewolnika przedsiębiorcy.

Tomasz Hobbes, jeden z najstarszych ekonomistów i najbardziej oryginalnych filozofów angielskich, już w swoim «Lewiatanie» wyczuł instynktownie ten punkt przeoczony przez wszystkich jego następców. Hobbes powiada: «Wartością lub walorem człowieka, zarówno jak wszystkich innych rzeczy, jest jego cena, tj. to, co dają za użytkowanie jego siły)).

Wychodząc z tego podstawowego założenia będziemy mogli określić wartość pracy, podobnie jak wszelkiego innego towaru.

Zanim jednak to uczynimy, winniśmy zapytać, jak powstało to dziwne zjawisko, że widzimy, z jednej strony, na rynku kategorię nabywców posiadających ziemię, maszyny, surowiec i środki utrzymania, tj. przedmioty, które prócz nieuprawnego gruntu są wytworami pracy, a, z drugiej strony, kategorię sprzedawców, którzy nie mają do sprzedania nic, prócz swej siły roboczej, swoich rąk roboczych i mózgów? Że jedna kategoria wciąż kupuje dla osiągnięcia zysków i wzbogacania się, a druga ciągle sprzedaje dla zarobienia na życie? Zbadanie tej kwestii byłoby zbadaniem tego, co ekonomiści nazywają «wstępną lub pierwotną akumulacją)), lecz co powinno się nazywać pierwotnym wywłaszczeniem. Przekonalibyśmy się, że tak zwana pierwotna akumulacja nie oznacza nic innego, jak szereg procesów historycznych, których wynikiem był rozkład pierwotnej jedności, istniejącej między człowiekiem pracującym a jego środkami pracy. Tego rodzaju badanie przekracza jednak zakres mego obecnego przedmiotu. Skoro oddzielenie człowieka pracującego od środków pracy już się dokonało, to taki stan rzeczy będzie trwał i będzie się reprodukował w coraz szerszej skali dopóty, dopóki nowa i gruntowna rewolucja w sposobie produkcji nie obali go z kolei i nie przywróci pierwotnej jedności w nowej formie historycznej.

Czymże więc jest wartość siły roboczej?

Podobnie jak wartość wszelkiego innego towaru, wartość siły roboczej jest określona przez ilość pracy niezbędnej do jej wytworzenia. Siła robocza człowieka istnieje jedynie w jego żywej osobowości. Ażeby móc rosnąć i utrzymać się przy życiu, musi on skonsumować pewną sumę środków utrzymania. Ale człowiek, jak maszyna, zużywa się i musi być zastąpiony przez innego człowieka. Prócz określonej ilości środków do życia, niezbędnych dla swego własnego utrzymania, potrzebuje on dodatkowej ich ilości dla wychowania dzieci, które mają go zastąpić na rynku pracy i uwiecznić ród robotników. Ponadto dalsza jeszcze suma wartości musi być wydatkowana na rozwój jego siły roboczej i na nabycie określonej kwalifikacji. Dla naszych celów wystarczy rozpatrzyć tylko przeciętną pracę, której koszty wychowania i wykształcenia są znikomo małe. Muszę jednak skorzystać ze sposobności, by stwierdzić, że tak jak różne są wydatki na wytworzenie siły roboczej różnej jakości, podobnie muszą być różne wartości siły roboczej, zatrudnionej w różnych gałęziach przemysłu. Wołanie o równość płac opiera się przeto na błędzie, jest niedorzecznym życzeniem, które nigdy nie będzie spełnione. Wypływa ono z owego fałszywego i powierzchownego radykalizmu, który przyjmuje przesłanki, ale próbuje uniknąć wniosków. Na gruncie systemu pracy najemnej wartość siły roboczej jest ustalana w taki sam sposób jak wartość wszelkiego innego towaru; a ponieważ różne rodzaje siły roboczej mają też różną wartość lub wymagają dla swego wytworzenia różnych ilości pracy, muszą więc mieć różne ceny na rynku pracy. Żądać równego albo nawet słusznego wynagrodzenia na podstawie systemu pracy najemnej oznacza to samo, co żądać wolności na podstawie systemu niewolnictwa. Co wy uważacie za słuszne lub sprawiedliwe, to nie ma znaczenia. Idzie o to, co jest konieczne i nieuniknione w danym systemie produkcji.

Po tym wszystkim, cośmy powiedzieli, jest rzeczą jasną, że wartość siły roboczej jest określona przez wartość środków utrzymania, niezbędnych dla wytworzenia, rozwoju, utrzymania i zachowania na wieki siły roboczej.

8. WYTWARZANIE WARTOŚCI DODATKOWEJ

Przypuśćmy teraz, że wytworzenie przeciętnej sumy środków utrzymania, niezbędnych dla robotnika na jeden dzień, wymaga 6 godzin przeciętnej pracy. Przypuśćmy ponadto, że 6 godzin przeciętnej pracy realizuje się w ilości złota równej 3 szylingom. W tym wypadku 3 szylingi byłyby ceną, czyli wyrazem pieniężnym, dziennej wartości siły roboczej tego człowieka. Pracując 6 godzin dziennie wytwarzałby on w ciągu dnia wartość wystarczającą do nabycia przeciętnej ilości potrzebnych mu codziennie środków utrzymania lub do utrzymania siebie samego jako robotnika.

Ale ten człowiek jest robotnikiem najemnym. A więc musi on sprzedać kapitaliście Swoją siłę roboczą. Jeżeli sprzedaje ją za 3 szylingi dziennie, tj. za 18 szylingów tygodniowo, sprzedaje ją według jej wartości. Przypuśćmy, że jest on przędzarzem. Pracując 6 godzin dziennie dodaje on do bawełny wartość 3 szylingów dziennie. Ta wartość, codziennie przez niego dodawana, będzie dokładnym ekwiwalentem otrzymywanej przez niego dziennej płacy lub ceny jego siły roboczej. Ale w tym wypadku kapitalista nie otrzymałby żadnej wartości dodatkowej lub dodatkowego produktu. Tu napotykamy więc właściwą trudność.

Kupując siłę roboczą robotnika i płacąc jej wartość, kapitalista, jak każdy inny nabywca, zdobył prawo konsumpcji lub zużycia kupionego towaru. Konsumuje się lub zużywa siłę roboczą człowieka każąc mu pracować, podobnie jak się konsumuje lub zużywa maszynę wprawiając ją w ruch. Kupiwszy dzienną lub tygodniową wartość siły roboczej robotnika kapitalista nabył tym samym prawo używania tej siły roboczej, czyli zmuszania jej do pracy w ciągu całego dnia lub tygodnia. Dzień roboczy albo tydzień roboczy ma oczywiście swoje granice, ale to rozpatrzymy później w sposób bardziej szczegółowy.

Na razie chcę zwrócić waszą uwagę na punkt decydujący.

Wartość siły roboczej jest określana przez ilość pracy niezbędnej dla jej utrzymania lub reprodukcji, ale użycie siły roboczej jest ograniczone jedynie przez energię życiową i silę fizyczną robotnika. Dzienna lub tygodniowa wartość siły roboczej jest całkiem różna od wydatkowania tej siły roboczej w ciągu dnia lub tygodnia, tak samo jak pasza niezbędna dla konia jest całkiem różna od czasu, w ciągu którego koń może nosić jeźdźca. Ilość pracy ograniczająca wartość siły roboczej robotnika nie Stanowi żadnej granicy dla ilości pracy, którą jego siła robocza może wykonać. Weźmy dla przykładu naszego przędzarza. Widzieliśmy, że dla codziennego odnowienia swojej siły roboczej musi on w ciągu dnia reprodukować wartość 3 szylingów, co też czyni pracując 6 godzin dziennie. Lecz to nie przeszkadza mu pracować dziesięć, dwanaście lub więcej godzin dziennie. Ale opłacając dzienną lub tygodniową wartość siły roboczej przędzarza, kapitalista nabył prawo używania tej siły roboczej w ciągu całego dnia lub tygodnia. Każe on mu zatem pracować, powiedzmy, 12 godzin na dobę. Oprócz i powyżej 6 godzin na dobę, niezbędnych dla zwrotu jego płacy lub wartości jego siły roboczej, będzie on więc musiał pracować w ciągu dalszych 6 godzin, które nazwę godzinami pracy dodatkowej, ta zaś praca dodatkowa realizuje się w wartości dodatkowej i w produkcie dodatkowym. Jeżeli np. nasz przędzarz w ciągu 6 godzin swojej pracy dziennej dodawał do bawełny wartość 3 szylingów, wartość stanowiącą dokładny ekwiwalent jego płacy roboczej, to w ciągu 12 godzin doda on do bawełny wartość 6 szylingów i wyprodukuje odpowiednią dodatkową ilość przędzy. Ponieważ sprzedał on swoją siłę roboczą kapitaliście, cała wartość lub produkt wytworzony przez niego należy do kapitalisty, chwilowego właściciela jego siły roboczej. Dlatego też wykładając 3 szylingi kapitalista osiąga wartość 6 szylingów, gdyż wykładając wartość, w której skrystalizowanych jest 6 godzin pracy, kapitalista w zamian otrzymuje wartość, w której skrystalizowanych jest 12 godzin pracy. O ile proces ten powtarza się codziennie, kapitalista codziennie wykłada 3 szylingi i chowa do kieszeni 6 szylingów, z których połowa znów pójdzie na opłacenie płacy roboczej, a druga połowa stanowić będzie wartość dodatkową, za którą kapitalista nie płaci żadnego ekwiwalentu. Jest to ten rodzaj wymiany miedzy kapitałem a pracą, na którym opiera się produkcja kapitalistyczna lub system pracy najemnej i który z konieczności prowadzi do tego, że robotnik stale reprodukuje się jako robotnik, a kapitalista jako kapitalista.

Stopa wartości dodatkowej, gdy inne okoliczności pozostają bez zmiany, zależeć będzie od stosunku między częścią dnia roboczego, niezbędną dla odnowienia wartości siły roboczej, a dodatkowym czasem pracy lub pracą dodatkową, wykonaną, dla kapitalisty. Będzie ona zatem zależeć od stosunku, w jakim dzień roboczy jest przedłużony ponad czas, w ciągu którego praca robotnika może tylko odtworzyć wartość jego siły roboczej lub zwrócić jego płacę.

9. WARTOŚĆ PRACY

Musimy teraz wrócić do wyrażenia: «Wartość lub cena pracy».

Widzieliśmy, że faktycznie jest to tylko wartość siły roboczej, mierzona wartościami towarów, niezbędnych dla jej utrzymania. Ale ponieważ robotnik otrzymuje swoją płacę po ukończeniu swej pracy i ponieważ ponadto wie, że faktycznie daje on kapitaliście swoją pracę, przeto z konieczności wartość lub cena jego siły roboczej wydaje mu się ceną lub wartością samej jego pracy. Jeżeli cena jego siły roboczej wynosi 3 szylingi, w których mieści się 6 godzin pracy, a pracuje on 12 godzin, to z konieczności będzie uważał owe 3 szylingi za wartość lub cenę 12 godzin pracy, chociaż te 12 godzin pracy realizują się w wartości 6 szylingów.

Wynikają stąd dwojakie wnioski:

Po pierwsze. Wartość lub cena siły roboczej przybiera pozór ceny lub wartości samej pracy, chociaż,ściśle mówiąc, wartość lub cena pracy są terminami pozbawionymi sensu.

Po drugie. Chociaż tylko część dziennej pracy robotnika jest opłacona, podczas gdy druga część pozostaje nieopłacona i chociaż ta nieopłacona lub dodatkowa praca tworzy właśnie fundusz, z którego powstaje wartość dodatkowa lub zysk, wydaje się, jak gdyby cała praca była pracą opłaconą.

To fałszywe złudzenie odróżnia pracą najemną od innych historycznych form pracy. Na podstawie systemu pracy najemnej nawet praca nieopłacona wydaje się pracą opłaconą. W przeciwieństwie do tego przy pracy niewolnika nawet opłacona część jego pracy wydaje się nieopłaconą. Naturalnie i niewolnik musi żyć, ażeby móc pracować, i część jego dnia roboczego idzie na pokrycie wartości jego własnego utrzymania. Ale ponieważ między nim a jego panem nie została zawarta żadna transakcja i między stronami nie było aktu kupna i sprzedaży, przeto wydaje się, że cała jego praca zostaje oddana darmo.

Weźmy, z drugiej strony, chłopa pańszczyźnianego, takiego, jaki, można powiedzieć, istniał jeszcze wczoraj na całym wschodzie Europy. Chłop ten pracował na przykład trzy dni dla siebie na własnym albo przydzielonym sobie polu, a następnie trzy dni wykonywał przymusową i bezpłatną pracę w majątku swego pana. W tym wypadku opłacona i nieopłacona część pracy były wyraźnie oddzielone, oddzielone w czasie i przestrzeni; i nasi liberałowie wybuchali moralnym oburzeniem na tak niedorzeczną myśl, że się człowiekowi każe pracować darmo.

W rzeczywistości zaś wychodzi na jedno, czy człowiek pracuje 3 dni w tygodniu na siebie samego na swoim własnym polu i 3 dni bezpłatnie w majątku swego pana, czy też pracuje on w fabryce lub warsztacie 6 godzin na dobę dla samego siebie, a 6 godzin dla swego przedsiębiorcy — chociaż w tym ostatnim wypadku opłacona i nieopłacona część pracy są nierozdzielnie ze sobą zmieszane i charakter całej transakcji jest kompletnie zamaskowany przez pojawienie się umowy i zapłaty, otrzymywanej w końcu tygodnia. Bezpłatna praca wydaje się w jednym wypadku oddawana dobrowolnie, w drugim — przymusowo. Na tym polega cała różnica.

Wyrażeniem «wartość pracy» będę się posługiwał jedynie jako potocznym terminem dla oznaczenia «wartości siły roboczej».

10. ZYSK OSIĄGA SIĘ PRZY SPRZEDAŻY TOWARU WEDŁUG JEGO WARTOŚCI

Przypuśćmy, że godzina przeciętnej pracy realizuje się w wartości 6 pensów lub że 12 godzin przeciętnej pracy realizuje się w wartości 6 szylingów. Przypuśćmy dalej, że wartość pracy równa się 3 szylingom lub wytworowi 6-go-dzinnej pracy. Jeżeli dalej w surowcu, maszynach itd. użytych dla produkcji danego towaru są zrealizowane 24 godziny przeciętnej pracy, to wartość jego wyniesie 12 szylingów. Jeżeli ponadto robotnik zatrudniony przez kapitalistę dodaje do tych środków produkcji 12 godzin pracy, to tych 12 godzin ucieleśnia się w dodanej wartości 6 szylingów. Całkowita wartość produktu wyniesie zatem 36 godzin uprzedmiotowionej pracy i równać się bę*dzie 18 szylingom. Ale ponieważ wartość pracy lub płacone robotnikowi wynagrodzenie wyniesie jedynie 3 szylingi, to za 6 godzin pracy dodatkowej, wykonanej przez robotnika i ucieleśnionej w wartości towaru, nie byłaby zapłacona przez kapitalistę żadna równowartość. Sprzedając ten towar według jego wartości za 18 Szylingów kapitalista realizuje więc wartość trzech szylingów, za które nie zapłacił żadnej równowartości. Te 3 szylingi stanowią wartość dodatkową lub zysk zgarnięty przez niego do kieszeni.. Kapitalista realizuje zatem zysk w wysokości 3 szylingów nie dlatego, że sprzedał swój towar po cenie przewyższającej jego wartość, lecz dlatego, że sprzedał go według jego rzeczywistej wartości.

Wartość towaru jest określona przez całkowitą ilość zawartej w nim pracy.

Ale część tej ilości pracy jest ucieleśniona w wartości, za którą zapłacono równowartość w postaci płacy; część zaś w wartości, za którą żadna równowartość nie została wypłacona. Część pracy zawartej w towarze jest pracą opłaconą, część zaś jest pracą nieopłaconą. Sprzedając zatem towar według jego wartości, tj. jako krystalizację całkowitej ilości pracy, wydatkowanej na ten towar, kapitalista musi z konieczności sprzedać go z zyskiem. Sprzedaje on nie tylko to, co kosztowało go pewną równowartość, ale i to również, co go nic nie kosztowało, chociaż kosztowało pracę jego robotnika. Koszt towaru dla kapitalisty i jego koszt rzeczywisty są to dwie różne rzeczy. Powtarzam więc, że normalny i przeciętny zysk osiąga się ze sprzedaży towarów nie powyżej, lecz według ich rzeczywistej wartości.

11. ROŻNE CZĘŚCI, NA KTÓRE SIĘ DZIELI WARTOŚĆ DODATKOWA

Wartość dodatkową, czyli tę część całkowitej wartości towaru, w której ucieleśniona jest dodatkowa lub nieopłacona praca robotnika, nazywam zyskiem. Kapitalistyczny przedsiębiorca nie zgarnia jednak do kieszeni całego zysku. Monopol na ziemię daje właścicielowi ziemskiemu możność zabierania pod nazwą renty pewnej części tej wartości dodatkowej — bez względu na to, czy ziemia ta jest użyta pod uprawę, czy pod budynki lub koleje żelazne, czy dla jakichkolwiek innych celów produkcyjnych. Z drugiej strony, fakt, że posiadanie środków pracy daje kapitalistycznemu przedsiębiorcy możność wytwarzania wartości dodatkowej lub, co na jedno wychodzi, przywłaszczania sobie pewnej ilości nieopłaconej pracy, pozwala właścicielowi środków pracy, które ten ostatni w całości lub częściowo pożycza kapitalistycznemu przedsiębiorcy, pozwala, jednym słowem, kapitaliście pożyczającemu pieniądze żądać dla siebie pod nazwą odsetek innej części owej wartości dodatkowej. Tak więc kapitalistycznemu przedsiębiorcy jako takiemu pozostaje jedynie to, co się nazywa zyskiem przemysłowym lub handlowym.

Jakie prawa rządzą podziałem ogólnej sumy wartości dodatkowej między tymi trzema kategoriami ludzi, jest to pytanie zupełnie nie związane z naszym tematem. Z tego, cośmy powiedzieli, wynika jednak, co następuje:

Renta gruntowa, procent i zysk przemysłoioy są tylko różnymi nazwami różnych części wartości dodatkowej towaru lub wcielonej weń nieopłaconej pracy i wszystkie w równej mierze pochodzą z tego i tylko z tego źródła. Nie pochodzą one ani z gruntu jako takiego, ani z kapitału jako takiego, ale grunt i kapitał dają możność ich właścicielom otrzymywać odpowiednie części wartości dodatkowej, wyciśniętej przez kapitalistycznego przedsiębiorcę z robotnika. Dla samego robotnika jest sprawą podrzędnego znaczenia, czy kapitalistyczny przedsiębiorca zgarnia w całości wartość dodatkową, wytwór jego pracy dodatkowej lub pracy nieopłaconej, czy też musi on wypłacać pod nazwą renty albo procentu osobom trzecim części owej wartości dodatkowej. Jeśli przypuścimy, że kapitalistyczny przedsiębiorca używa własnego kapitału i sam jest właścicielem gruntu, to całkowita wartość dodatkowa popłynie do jego kieszeni.

Przedsiębiorca kapitalistyczny jest tym, który bezpośrednio wyciska z robotnika tę wartość dodatkową bez względu na to, jaką jej część zdoła w ostatecznym wyniku zatrzymać dla siebie. W ten sposób też cały system pracy najemnej i cały obecny system produkcji oparty jest właśnie na tym stosunku między kapitalistycznym przedsiębiorcą a robotnikiem najemnym. Dlatego nie mieli słuszności niektórzy obywatele, którzy wzięli udział w naszej dyskusji, gdy usiłowali zbagatelizować tę kwestię i traktować ten podstawowy stosunek między kapitalistycznym przedsiębiorcą a robotnikiem jako sprawę drugorzędną, chociaż mieli słuszność utrzymując, że w danych warunkach wzrost cen może w bardzo nierównym stopniu dotknąć kapitalistycznego przedsiębiorcę, właściciela ziemskiego, kapitalistę pieniężnego i jeżeli chcecie, poborcę podatkowego.

Z tego, cośmy powiedzieli, wynika jeszcze jeden wniosek.

Ta część wartości towaru, która przedstawia jedynie wartość surowca, maszyn, jednym słowem, wartość zużytych środków produkcji, nie tworzy wcale dochodu, lecz zwraca tylko kapitał. Ale pominąwszy to, jest nieprawdą, że druga część wartości towaru — ta, która tworzy dochód lub zostaje wydatkowana w postaci płacy, zysku, renty czy procentu — składa się z wartości płacy, wartości renty, wartości zysku itd. Zostawmy na razie na uboczu płacę i rozpatrzmy tylko zyski przemysłowe, procenty i rentę. Widzieliśmy właśnie, że zawarta w towarze wartość dodatkowa lub ta część jego wartości, w której zrealizowana jest praca nieopłacona, rozpada się na różne części o trzech różnych nazwach. Lecz mijałoby się wręcz z prawdą twierdzenie, że wartość tej części towaru składa się lub powstaje z sumowania samodzielnych wartości tych trzech składników.

Jeżeli jedna godzina pracy ucieleśnia się w wartości sześciu pensów, jeżeli dzień roboczy robotnika trwa 12 godzin, jeżeli połowa tego czasu jest pracą nieopłaconą, to owa praca dodatkowa doda do wartości towaru wartość dodatkową trzech szylingów, tj. wartość, za którą nie wypłacono żadnej równowartości. Ta wartość dodatkowa w wysokości trzech szylingów stanowi całkowity fundusz, który kapitalistyczny przedsiębiorca może dzielić w jakiejkolwiek proporcji z właścicielem ziemskim i z osobą, pożyczającą pieniądze. Wartość tych trzech szylingów stanowi granicę wartości, którą mają oni podzielić między siebie. Ale sprawa nie tak się przedstawia, że kapitalistyczny przedsiębiorca sam dodaje do wartości towaru jako swój zysk dowolną wartość, do której dochodzi inna wartość dla właściciela ziemskiego itd., tak iż suma tych dowolnie ustalanych wartości tworzyłaby wartość całkowitą. Widzicie zatem błędność ogólnie rozpowszechnionego mniemania, które podział danej wartości na trzy części miesza z powstaniem owej wartości przez dodanie trzech samodzielnych wartości i w ten sposób przemienia całkowitą wartość, z której pochodzą: renta, zysk i procent, w dowolną wielkość.

Jeżeli całkowity zysk zrealizowany przez kapitalistę równa się 100 funt. szt., to sumę tę, rozpatrywaną jako wielkość absolutną, nazywamy masą zysku. Ale jeżeli obliczamy stosunek tych 100 f. szt. do wyłożonego kapitału, to tę wielkość względną nazywamy stopą zysku. Jest rzeczą jasną, że ta stopa zysku może być wyrażona w dwojaki sposób.

Przypuśćmy, że kapitał wyłożony na płacę wynosi 100 f. szt. Jeżeli wytworzona wartość dodatkowa wynosi również 100 f. szt. — znaczyłoby to, że połowa dnia roboczego robotnika składa się z pracy nieopłaconej — i jeżelibyśmy zmierzyli ten zysk w odniesieniu do wartości kapitału wydatkowanego na płacę, to byśmy powiedzieli, że stopa zysku wynosi 100%, gdyż wartość wyłożona wynosiłaby sto, a wartość zrealizowana dwieście.

Jeślibyśmy natomiast wzięli pod uwagę nie tylko kapitał wyłożony na płacę, ale całkowity wyłożony kapitał, dajmy na to 500 f. szt., z których 400 f. szt. przedstawiałoby wartość surowca, maszyn itd., to powiedzielibyśmy, że stopa zysku wynosi tylko dwadzieścia procent, gdyż zysk w wysokości 100 byłby tylko jedną piątą całkowitego wyłożonego kapitału.

Pierwszy sposób wyrażenia stopy zysku jest jedynym sposobem, który odsłania przed nami rzeczywisty stosunek pracy opłaconej do nieopłaconej, rzeczywisty stopień (pozwólcie mi użyć tego francuskiego słowa) eksploatacji pracy. Drugi sposób wyrażenia stopy zysku jest powszechnie używany i w rzeczy samej nadaje się do pewnych celów. W każdym razie jest on wielce wygodny, gdy idzie o zamaskowanie stopnia, w jakim kapitalista wyciska z robotnika pracę bezpłatną.

W uwagach, które mi jeszcze pozostają do zrobienia, będę używał wyrazu zysk dla oznaczenia całkowitej sumy wartości dodatkowej wyciśniętej przez kapitalistę, bez względu na podział tej wartości dodatkowej między różne kategorie osób, a używając wyrażenia stopa zysku będę zawsze mierzył zysk w odniesieniu do wartości kapitału wyłożonego na płacę.

12. OGÓLNY STOSUNEK MIĘDZY ZYSKIEM, PŁACĄ I CENĄ

Jeżeli od wartości towaru odejmiemy wartość, która zastępuje wartość zużytych nań surowców i innych środków produkcji, tj. odejmiemy wartość, przedstawiającą pracę minioną zawartą w towarze, to pozostała część jego wartości sprowadzi się do ilości pracy, dodanej przez ostatnio zatrudnionego robotnika. Jeżeli ten robotnik pracuje dwanaście godzin dziennie, jeżeli 12 godzin przeciętnej pracy krystalizuje się w ilości złota równej Sześciu szylingom, to ta dodana wartość sześciu szylingów jest jedyną wartością, którą stworzyła jego praca. Ta dana wartość, określona przez czas jego pracy, jest jedynym funduszem, z którego zarówno robotnik czerpie swą część, jak i kapitalista swą dywidendę — jedyną wartością służącą do podziału na płacę i zysk. Jest rzeczą jasną, że sama ta wartość nie ulegnie zmianie na skutek zmiennych proporcji, w jakich może ona być podzielona między obie strony. Nic się również nie zmieni, jeżeli zamiast jednego robotnika weźmiecie całą ludność robotniczą i np. zamiast jednego dnia dwanaście milionów dni roboczych.

Ponieważ kapitalista i robotnik mają do podziału tylko tę ograniczoną wartość, tj. wartość mierzoną całkowitą pracą robotnika, więc im więcej dostaje jeden, tym mniej dostaje drugi i odwrotnie. Jeżeli dana jest określona ilość, to jedna jej część będzie wzrastała w tym samym stosunku, w jakim druga będzie się zmniejszała. Jeżeli zmieniają się płace, to zysk zmieni się w przeciwnym kierunku. Jeżeli płace spadają, zysk się podniesie; jeżeli zaś płace się podnoszą, zysk spadnie. Jeżeli robotnik, zgodnie z naszym poprzednim założeniem, dostaje 3 Szylingi, które równają się połowie wytworzonej przezeń wartości, albo jeżeli jego cały dzień roboczy składa się w połowie z opłaconej i w połowie z nieopłaconej pracy — stopa zysku wyniesie 100%, gdyż kapitalista również dostanie trzy szylingi. Jeżeli robotnik otrzymuje tylko dwa szylingi lub pracuje dla siebie tylko przez jedną trzecią część całego dnia roboczego, kapitalista dostanie cztery szylingi i stopa zysku wyniesie wtedy 200%. Jeżeli robotnik otrzymuje cztery szylingi, kapitalista otrzyma tylko dwa szylingi i stopa zysku spadnie do 50%, ale wszystkie te zmiany nie wpłyną na wartość towaru. Ogólny wzrost płac wywołałby zatem spadek ogólnej stopy zysku, ale pozostałby bez wpływu na wartość towarów.

Ale chociaż wartości towarów, które muszą koniec końców regulować ich ceny rynkowe, określane są wyłącznie przez całkowitą ilość zakrzepłej w nich pracy, nie zaś przez podział tej ilości na pracę opłaconą i nieopłaconą, to bynajmniej jednak nie wynika stąd, że wartości poszczególnych towarów albo partii towarów wytworzonych w ciągu np. dwunastu godzin pozostają stałe. Liczba lub, masa towarów,, wytworzonych w ciągu danego czasu pracy lub przez daną ilość pracy, zależy od siły wytwórczej zastosowanej pracy, nie zaś od jej trwania lub długości. Przy danym stopniu siły wytwórczej pracy np. przędzarza można wytworzyć w czasie dwunastogodzinnego dnia roboczego dwanaście funtów przędzy, przy niższym stopniu siły wytwórczej tylko dwa funty. Jeżeli więc dwanaście godzin przeciętnej pracy ucieleśnia się w wartości sześciu szylingów, to w jednym wypadku dwanaście funtów przędzy kosztowałoby sześć szylingów, w drugim zaś wypadku dwa funty przędzy również kosztowałyby sześć szylingów. Tak więc funt przędzy kosztowałby w jednym wypadku sześć pensów, a w drugim trzy szylingi. Różnica w cenie byłaby wynikiem różnicy w sile wytwórczej zastosowanej pracy. Przy większej sile wytwórczej wcieliłaby się w jednym funcie przędzy jedna godzina pracy, podczas gdy przy mniejszej sile wytwórczej w jednym funcie przędzy wcieliłoby się sześć godzin pracy. Cena funta przędzy równałaby się w jednym wypadku zaledwie sześciu pensom, chociażby płace były stosunkowo wysokie a stopa zysku niska; w drugim wypadku cena ta wyniosłaby trzy szylingi, chociażby płace były niskie a stopa zysku wysoka. Byłoby zaś tak dlatego, że cenę funta przędzy określa całkowita suma włożonej weń pracy, nie zaś stosunek podziału tej całkowitej sumy na pracą opłaconą i nieopłaconą. Wspomniany przeze mnie uprzednio fakt, że praca wysoko opłacana może wytwarzać tanie towary, a praca nisko opłacana — drogie, traci zatem swój pozór paradoksu. Fakt ten jest jedynie wyrazem ogólnego prawa, że wartość towaru jest określana przez ilość włożonej weń pracy i że ilość włożonej weń pracy zależy całkowicie od siły wytwórczej zastosowanej pracy, a przeto będzie się zmieniać wraz z każdą zmianą w wydajności pracy.

13. NAJWAŻNIEJSZE WYPADKI WALKI 0 PODWYŻKĘ PŁACY LUB PRZECIW JEJ OBNIŻENIU

Rozpatrzymy teraz z należną powagą najważniejsze wypadki, w których podejmowane są próby uzyskania podwyżki płac lub walki przeciw ich zniżce.

]. Widzieliśmy, że wartość siły roboczej lub, mówiąc popularniej, wartość pracy jest określona przez wartość niezbędnych środków utrzymania lub przez ilość pracy potrzebnej do ich wytworzenia. Jeżeli zatem w danym kraju wartość niezbędnych środków utrzymania, zużywanych przeciętnie dziennie przez robotnika, przedstawia 6 godzin pracy, wyrażonych w trzech szylingach, to robotnik musiałby pracować sześć godzin dziennie, by wytworzyć równowartość swego dziennego utrzymania. Jeżeli cały dzień roboczy wynosi dwanaście godzin, to kapitalista wypłaci robotnikowi wartość jego pracy płacąc mu trzy szylingi. Połowa dnia roboczego byłaby pracą nieopłaconą, a stopa zysku wynosiłaby 100%. Przypuśćmy teraz, że na skutek spadku wydajności pracy potrzeba będzie więcej pracy do wytworzenia, powiedzmy, tej samej ilości produktów rolnych, tak że cena przeciętnie niezbędnych środków dziennego utrzymania podniosłaby się z trzech do czterech szylingów. W tym wypadku wartość pracy podniosłaby się o jedną trzecią, tj. o 33 1/3 %. Potrzeba by tedy 8 godzin dnia roboczego do wytworzenia równowartości dziennego utrzymania robotnika, odpowiednio do jego poprzedniego poziomu życiowego. Praca dodatkowa spadłaby zatem z sześciu godzin do czterech, a stopa zysku obniżyłaby się ze 100% do 50%. Ale robotnik domagający się podwyżki płacy dążyłby jedynie do otrzymania zwiększonej wartości swojej pracy, podobnie jak każdy inny sprzedawca towarów, który z chwilą wzrostu kosztu swych towarów usiłuje zapewnić sobie zapłatę tej powiększonej wartości. Jeśli płace nie rosną lub rosną niedostatecznie, by zrównoważyć wzrost wartości niezbędnych środków utrzymania, cena pracy spadłaby poniżej wartości pracy i poziom życiowy robotnika obniżyłby się.

Ale zmiana może też dokonać się w przeciwnym kierunku. Wskutek wzmożonej wydajności pracy ta sama suma przeciętnie niezbędnych środków dziennego utrzymania może spaść z trzech do dwóch szylingów, inaczej mówiąc, do odtworzenia ekwiwalentu wartości niezbędnych środków dziennego utrzymania potrzeba będzie tylko czterech godzin dnia roboczego zamiast 6-ciu. Robotnik mógłby teraz kupić za dwa szylingi taką samą ilość środków utrzymania, co przedtem za trzy szylingi. W rzeczywistości wartość pracy obniżyłaby się, ale przy zmniejszonej wartości robotnik rozporządzałby tą samą ilością towarów, co przedtem. Zyski podniosłyby się z trzech do czterech szylingów, a stopa zysku ze 100% do 200%. Chociaż absolutny poziom życiowy robotnika pozostałby ten sam, jego względna płaca, a co za tym idzie, jego względna pozycja społeczna w porównaniu z pozycją kapitalisty obniżyłaby się. Stawiając opór tej zniżce płacy względnej robotnik dążyłby jedynie do zdobycia pewnego udziału we wzmożonej sile wytwórczej swej własnej pracy i do utrzymania swej poprzedniej względnej pozycji w hierarchii społecznej. Tak np. po zniesieniu ustaw zbożowych angielscy magnaci fabryczni jawnie łamiąc uroczyste obietnice, dane podczas agitacji przeciw ustawom zbożowym, przeprowadzili powszechną obniżkę płac o 10%. Opór robotników nie odniósł początkowo skutku, ale w rezultacie okoliczności, w które teraz wnikać nie mogę, owa 10% strata została później wyrównana.

2. Wartość środków utrzymania a tym samym wartość pracy mogą pozostać bez zmiany, ale może zajść zmiana w ich cenie pieniężnej w rezultacie uprzedniej zmiany wartości pieniądza.

Dzięki odkryciu bogatszych kopalń itp. produkcja np. dwóch uncji złota będzie kosztowała nie więcej pracy niż poprzednio produkcja jednej uncji złota. Wartość złota obniży się zatem o połowę, czyli o 50%. Ponieważ wartości wszystkich innych towarów byłyby wtedy wyrażone w zdwojonej w porównaniu z poprzednią cenie pieniężnej, więc tak samo będzie z wartością pracy. Dwanaście godzin pracy, które poprzednio wyrażały się w 6 szylingach, teraz będą się wyrażały w 12 szylingach. Jeżeliby płaca robotnika pozostała równa trzem szylingom, zamiast podnieść się do sześciu szylingów, to cena pieniężna jego pracy równałaby się tylko połowie wartości jego pracy i jego poziom życiowy obniżyłby się w sposób zatrważający. Nastąpiłoby to w mniejszym lub większym stopniu także i w tym wypadku, jeżeliby płaca się podniosła, ale nie w stosunku do spadku wartości złota. W takim wypadku nic by się nie zmieniło ani w sile wytwórczej pracy, ani w podaży i popycie, ani w wartościach. Nic by się nie zmieniło prócz pieniężnych nazw tych wartości. Mówić w takim wypadku, że robotnik nie powinien domagać się proporcjonalnej zwyżki płacy, znaczy, iż powinien się zadowolić zapłatą w nazwach, a nie w rzeczach. Cała dotychczasowa historia dowodzi, że ilekroć następowało takie zmniejszenie wartości pieniądza, kapitaliści szybko korzystali ze sposobności, aby oszukać robotnika. Pewna bardzo liczna szkoła ekonomii politycznej twierdzi, że w rezultacie odkrycia nowych złotodajnych terenów, ulepszonej eksploatacji kopalń srebra i tańszej produkcji rtęci wartość metali szlachetnych znów się zmniejszyła. Tym tłumaczą się powszechne i jednoczesne próby uzyskania podwyżki płac na kontynencie.

3. Wychodziliśmy dotychczas z założenia, że dzień roboczy ma określone granice. Ale dzień roboczy sam przez się nie ma jednak stałych granic. Stałą tendencją kapitału jest rozciągnięcie dnia roboczego do jego ostatecznej, fizycznie możliwej długości, gdyż w tym samym stopniu wzrosłaby praca dodatkowa, a więc wynikający z niej zysk. Im bardziej udaje się kapitałowi przedłużać dzień roboczy, tym większą ilość cudzej pracy przywłaszcza on sobie. W ciągu siedemnastego wieku, a nawet w ciągu pierwszych dwóch trzecich osiemnastego wieku, dziesięciogodzinny dzień roboczy był normalnym dniem roboczym w całej Anglii. Podczas wojny antyjakobińskiej, która była w gruncie rzeczy wojną angielskich baronów przeciw angielskim masom pracującym, kapitał święcił swe orgie i przedłużał dzień roboczy z dziesięciu do dwunastu, czternastu i osiemnastu godzin. Malihus, którego w żadnym razie nie można posądzić o czułostkowy sentymentalizm, oświadczył w pamflecie, ogłoszonym około 1815 r., że jeżeli tak dalej pójdzie, to życie narodu będzie zagrożone u samych podstaw. Na kilka lat przed powszechnym wprowadzeniem nowo wynalezionych maszyn, około r. 1765, ukazał się w Anglii pamflet pod tytułem: «An Essay on Trade» («Rozprawa o przemyśle»). Anonimowy autor, zdeklarowany wróg klasy robotniczej, rozwodzi się tam na temat konieczności rozszerzenia granic dnia roboczego. Między innymi środkami prowadzącymi do tego celu proponuje on domy pracy, które, jak mówi, winny być (domami grozy». A jakaż jest długość dnia pracy, którą tenże autor zaleca dla tych udomów grozy»? Dwanaście godzin, tj. właśnie ten sam czas, który w r. 1832 kapitaliści, ekonomiści i ministrowie określili jako czas pracy nie tylko faktycznie istniejący, ale też niezbędny dla dziecka poniżej lat 12.

Sprzedając swoją siłę roboczą — a w obecnym ustroju jest on do tego zmuszony — robotnik pozostawia kapitaliście zużycie tej siły roboczej, ale w pewnych rozsądnych granicach. Sprzedaje on swą siłę roboczą po to, aby pominąwszy jej naturalne zużycie utrzymać ją, a nie po to, żeby ją zniszczyć. Gdy sprzedał on swoją siłę roboczą według jej dziennej lub tygodniowej wartości, rozumie się samo przez się, że ta siła robocza nie powinna w ciągu jednego dnia albo jednego tygodnia podlegać zużyciu lub wydatkowaniu dwudniowemu lub dwutygodniowemu. Weźmy maszynę wartości 1000 f. szt. Jeżeli maszyna ta zużyje się w ciągu dziesięciu lat, doda ona do wartości towarów, w wytwarzaniu których bierze udział, 100 i. szt. rocznie. Jeżeli zaś zużyje się ona w ciągu lat pięciu, doda ona do wartości 200 f. szt. rocznie, czyli wartość jej rocznego zużycia pozostaje w odwrotnie proporcjonalnym stosunku do szybkości, z jaką się zużywa. Ale to właśnie odróżnia robotnika od maszyny. Maszyna nie zużywa się dokładnie w takim samym stosunku, w jakim jest używana. Człowiek, przeciwnie, marnuje się w znacznie większym stopniu, niż to jest widoczne z samych tylko cyfrowych danych o przedłużeniu jego pracy.

Usiłując sprowadzić dzień roboczy do jego poprzednich rozsądnych rozmiarów albo — tam gdzie nie mogą osiągnąć ustawowego ustalenia normalnego dnia roboczego — usiłując zapobiec nadmiernej pracy przez podwyżkę płacy, podwyżkę pozostającą nie tylko w proporcji do wyciskanej z nich pracy dodatkowej, lecz i przewyższającej ją, robotnicy spełniają jedynie obowiązek względem samych siebie i swego rodu. Kładą oni tylko tamę tyrańskiemu przywłaszczaniu kapitału. Czas jest przestrzenią ludzkiego rozwoju. Człowiek, który zupełnie nie rozporządza wolnym czasem, który przez całe życie — poza przerwami dla zaspokojenia wyłącznie fizycznych potrzeb snu, posiłku itd. — pochłonięty jest pracą dla kapitalisty, człowiek taki stoi niżej jucznego zwierzęcia. Jest on po prostu maszyną do wytwarzania cudzych bogactw, je$t fizycznie złamany i duchowo otępiały. A tymczasem cała historia nowoczesnego przemysłu świadczy o tym, że kapitał, o ile nie napotka oporu, będzie bez skrupułów i bez miłosierdzia dążył do tego, aby zepchnąć całą klasę robotniczą do tego poziomu najgłębszej degradacji.

Przedłużając dzień roboczy kapitalista może płacić wyższe place, a tym niemniej obniżać wartość pracy, jeżeli wzrost płacy nie odpowiada większej ilości wyciśniętej pracy i spowodowanemu przez to szybszemu zniszczeniu siły roboczej. Może to być osiągnięte też inną drogą. Wasi burżuazyjni statystycy powiedzą wam np., że przeciętne zarobki rodzin robotniczych pracujących w fabrykach w Lancashire podniosły się. Zapominają oni, że teraz pod juggernautowy rydwan kapitału rzucony jest nie tylko mężczyzna, głowa rodziny, lecz także jego żona i, być może, troje lub czworo dzieci, i że wzrost ich zbiorowej płacy nie odpowiada całkowitej ilości pracy dodatkowej, wyciśniętej z całej rodziny robotniczej.

Nawet w danych granicach dnia roboczego, takich, jakie teraz istnieją we wszystkich podlegających ustawom fabrycznym gałęziach przemysłu, zwyżka płacy może okazać się niezbędna, choćby w celu utrzymania wartości pracy na dawnym poziomie. Przez wzmożenie intensywności pracy można doprowadzić człowieka do wydatkowania w ciągu jednej godziny tyleż siły żywotnej, ile poprzednio wydatkował w ciągu dwóch godzin. W pewnym stopniu doszło już do tego w gałęziach przemysłu podlegających ustawom fabrycznym wskutek przyśpieszenia biegu maszyn i powiększenia ilości maszyn roboczych, które ma obecnie obsługiwać tylko jeden człowiek. Jeżeli wzrost intensywności pracy lub masy pracy, wydatkowanej w ciągu jednej godziny, będzie mniej więcej proporcjonalny do skrócenia dnia roboczego, to robotnik przecież na tym zyska. Jeżeli te granice są naruszone, to robotnik traci w jednej formie to, co zyskał w innej, i dziesięć godzin pracy będzie wówczas działać równie szkodliwie jak poprzednio dwanaście godzin. Występując przeciw tej tendencji kapitału za pomocą walki o podwyżkę płacy, odpowiednią do wzrostu intensywności pracy, robotnik stawia jedynie opór przeciw obniżeniu wartości jego pracy i zwyrodnieniu jego rodu.

4. Wszyscy wiecie, że z przyczyn, których wyjaśniać w tej chwili nie ma potrzeby, produkcja kapitalistyczna porusza się w określonych periodycznych cyklach. Przechodzi ona przez stan spokoju, rosnącego ożywienia, rozkwitu, nadprodukcji, kryzysu i zastoju. Rynkowe ceny towarów i rynkowa stopa zysku postępują za tymi fazami to spadając poniżej, to wznosząc się powyżej swego przeciętnego poziomu. Rozpatrując całkowity cykl zobaczycie, że jedno odchylenie cen rynkowych jest równoważone przez inne i że — biorąc przeciętną w obrębie cyklu — rynkowe ceny towarów są regulowane przez ich wartości. I otóż w fazie spadku cen rynkowych oraz w fazach kryzysu i zastoju robotnik — o ile w ogóle nie stracił roboty — może z pewnością oczekiwać obniżenia Swej płacy. Ażeby nie być oszukanym, musi on nawet przy takim spadku cen rynkowych walczyć z kapitalistą o to, w jakim stopniu zniżka płac stała się konieczna. Jeśliby podczas fazy rozkwitu, kiedy osiągane są zyski nadzwyczajne, robotnik nie walczył o podwyżkę płacy, to jeżeli wziąć przeciętną całego cyklu przemysłowego, nie otrzymałby on nawet swojej przeciętnej płacy lub wartości swojej pracy. Byłoby szczytem szaleństwa wymagać, by robotnik, którego płaca musiała ucierpieć pod wpływem niepomyślnej fazy cyklu, zrezygnował z powetowania sobie tej Straty podczas faz rozkwitu. W ogóle wartości wszystkich towarów realizują się jedynie w drodze wyrównywania ustawicznie zmieniających się cen rynkowych, wynikających z ciągłych wahań podaży i popytu. Na gruncie obecnego ustroju praca jest tylko towarem jak każdy inny. Musi ona zatem przechodzić przez te same wahania, by osiągnąć cenę przeciętną, odpowiadającą jej wartości. Byłoby niedorzecznością, z jednej strony, rozpatrywać pracę jako towar, a z drugiej, chcieć ją wyłączyć spod działania praw określających ceny towarów. Niewolnik otrzymuje stałą i określoną ilość środków utrzymania, najemny robotnik natomiast jej nie otrzymuje. Musi on dążyć do osiągnięcia większej płacy w jednym wypadku, choćby tylko dlatego, by móc powetować jej spadek w drugim wypadku. Jeżeli zda się on po prostu na wolę i nakaz kapitalisty jako na wyższe prawo ekonomiczne, to podzieli całą nędzę niewolnika nie posiadając, jak ten, zabezpieczonego bytu.

5. We wszystkich wypadkach, które rozpatrywałem—a stanowią one 99 na 100 — widzieliście, że walka o podwyżkę płac idzie jedynie w ślad za poprzedzającymi ją zmianami i jest nieuniknionym wynikiem uprzednich zmian w rozmiarach produkcji, w siłach wytwórczych pracy, w wartości pracy, w wartości pieniądza, w rozmiarach lub intensywności wyciśniętej z robotnika pracy, w wahaniach cen rynkowych, zależnych od wahań podaży i popytu i odpowiadających różnym fazom cyklu przemysłowego; walka ta jest, jednym słowem, reakcją pracy na uprzednią akcję kapitału. Toteż rozpatrując walkę o podwyżkę płac niezależnie od wszystkich tych okoliczności, biorąc pod uwagę jedynie zmianę płacy i pomijając wszystkie inne zmiany, z których ona wypływa, wychodzicie z fałszywego założenia, by dojść do fałszywych wniosków.

14. WALKA MIĘDZY KAPITAŁEM A PRACĄ I JEJ WYNIKI

1. Wykazawszy, że prowadzona periodycznie akcja robotników przeciw zniżeniu plac i podejmowane przez nich periodyczne wysiłki dla osiągnięcia podwyżki płac są nieodłącznie związane z systemem pracy najemnej i wynikają z faktu, że praca jest postawiona na równi z towarem, a więc podporządkowana prawom regulującym ogólny ruch cen; wykazawszy dalej, że ogólna podwyżka płac pociągnęłaby za sobą spadek ogólnej stopy zysku, ale nie naruszałaby przeciętnych cen towarów lub ich wartości, przechodzę wreszcie do zagadnienia: o ile w tej nieustannej walce między kapitałem a pracą ta ostatnia ma szanse powodzenia?

Mógłbym odpowiedzieć uogólnieniem i oświadczyć, że cena rynkowa pracy, podobnie jak wszystkich innych towarów, przystosowuje się na dłuższą metę do jej wartości; że zatem pomimo wszelkich wahań wzwyż i w dół i niezależnie od wysiłków robotnika otrzyma on przeciętnie tylko wartość swojej pracy, która sprowadza się do wartości jego siły roboczej, że tę ostatnią określa wartość środków utrzymania, niezbędnych dla jej zachowania i reprodukcji, i że wreszcie wartość środków utrzymania jest z kolei regulowana przez ilość pracy niezbędnej dla ich wytworzenia.

Ale są pewne cechy specjalne, które pozwalają odróżnić wartość siły roboczej lub wartość pracy od wartości wszelkich innych towarów. Wartość siły roboczej tworzą dwa elementy — jeden czysto fizyczny, drugi zaś historyczny lub społeczny. Jej dolną granicę określa element fizyczny, to znaczy, że klasa robotnicza dla zachowania i odtwarzania siebie samej, dla zachowania ciągłości swego fizycznego istnienia musi dostawać środki utrzymania absolutnie niezbędne dla swego życia i rozmnażania się. Wartość tych absolutnie niezbędnych środków utrzymania stanowi zatem dolną granicę wartości pracy. Z drugiej strony, długość dnia roboczego też ma swoje ostateczne, chociaż bardzo rozciągłe granice. Jej ostateczna granica dana jest przez siłę fizyczną robotnika. Skoro dzienne wyczerpanie jego siły żywotnej przekroczy pewien stopień, to jej ponowne codzienne działanie będzie niemożliwe. Jednakże, jak powiedziałem, granice te są bardzo rozciągłe. Szybko następujące po sobie, wątłe i krótko żyjące pokolenia równie dobrze zaopatrują rynek pracy jak szereg pokoleń silnych i długowiecznych.

Prócz tego wyłącznie fizycznego elementu jest wartość pracy w każdym kraju określona przez tradycyjną stopę życiową. Stanowi ją nie tylko wyłącznie fizyczne życie, ale także zaspokojenie pewnych potrzeb, wyrosłych na gruncie warunków społecznych, w jakich ludzie żyją i są wychowywani. Stopa życiowa Anglika może zostać obniżona do stopy życiowej Irlandczyka; stopa życiowa chłopa niemieckiego do stopy życiowej chłopa łotewskiego. O tej poważnej roli, jaką, w tym względzie grają tradycja historyczna i społeczne nawyki, możecie się dowiedzieć z pracy p. Thorntona «Przeludnienie», gdzie autor wykazuje, że przeciętne płace w różnych okręgach rolniczych Anglii różnią się między sobą jeszcze obecnie, zależnie od mniej lub więcej pomyślnych okoliczności, w jakich te okręgi uwolniły się od pańszczyzny.

Ten historyczny lub społeczny element, wchodzący w skład wartości pracy, może się rozszerzać lub kurczyć, lub też całkowicie zniknąć, tak iż pozostanie jedynie granica fizyczna. W czasie wojny anty jakobińskiej, która, jak zwykł był mówić niepoprawny pożeracz podatków i amator synekur, stary George Rose, została podjęta dla ocalenia świętej naszej wiary, niosącej pociechę, od wrogiego najścia niewiernych Francuzów — czcigodni farmerzy angielscy, których potraktowaliśmy tak czule na naszym poprzednim posiedzeniu, obniżyli płacę robotników rolnych nawet poniżej czysto fizycznego minimum, przy czym niezbędną dla zachowania gatunku resztę uzupełnili za pomocą podatku dla biednych. Był to szczytny sposób przekształcenia robotnika najemnego w niewolnika, a dumnego szekspirowskiego «yeomana» (wolnego chłopa) w nędzarza.

Porównując normalne płace lub wartości pracy w różnych krajach, a także w różnych epokach historycznych tego samego kraju, przekonacie się, iż sama wartość pracy nie jest wielkością stałą, lecz zmienną, przyjmując nawet, że wartości wszelkich innych towarów pozostają niezmienione.

Podobne porównanie dowiedzie również, że zmieniają się nie tylko rynkowe stopy zysku, ale i przeciętne stopy zysku.

Co się tyczy zysków, to nie ma prawa, które by określało ich minimum. Nie możemy powiedzieć, jaka jest najniższa granica ich spadku. A dlaczego nie potrafimy określić owej granicy? Dlatego, że chociaż możemy ustalić minimum płac, nie możemy jednak określić ich maksimum. Możemy jedynie powiedzieć, że przy danych granicach dnia roboczego maksimum zysku odpowiada fizycznemu minimum płacy, a przy danej płacy maksimum zysku odpowiada maksymalnemu przedłużeniu dnia roboczego, dającemu się pogodzić z fizycznymi siłami robotnika. Maksimum zysku jest zatem ograniczone tylko przez fizyczne minimum płacy oraz przez fizyczne maksimum dnia roboczego. Oczywiście, że między obiema granicami maksymalnej stopy zysku możliwa jest ogromna skala wariantów. Faktyczna stopa zysku zostaje ustanowiona jedynie przez nieustanną walkę między kapitałem a pracą; kapitalista usiłuje stale zepchnąć płacę do jej fizycznego minimum i przedłużyć dzień roboczy do jego fizycznego maksimum, podczas gdy robotnik prze stale w przeciwnym kierunku.

Sprawa sprowadza się do zagadnienia wzajemnego stosunku sił walczących stron.

2. Co się tyczy ograniczenia dnia roboczego w Anglii, jak i we wszystkich innych krajach, to nie regulowało się ono nigdy bez interwencji ustawodawczej. Bez nieustannego nacisku robotników z zewnątrz interwencja ta nigdy by nie nastąpiła. W każdym razie wynik ten nie mógłby być osiągnięty przez prywatne porozumienie między robotnikami a kapitalistami. Właśnie ta konieczność ogólnej akcji politycznej jest dowodem tego, że w wyłącznie ekonomicznej akcji kapitał jest stroną silniejszą.

Co się tyczy granic wartości pracy, to faktyczne ich ustanowienie zależy zawsze od podaży i popytu, przez co rozumiem popyt na pracę ze strony kapitału i podaż pracy ze strony robotników. W krajach kolonialnych prawo podaży i popytu sprzyja robotnikom. Stąd stosunkowo wysoki poziom płac w Stanach Zjednoczonych. Kapitał może tu czynić wszelkie wysiłki. Nie może on zapobiec temu, by rynki pracy stale się opróżniały wskutek ciągłej przemiany robotników najemnych w niezależnych, samodzielnie gospodarujących chłopów. Pozycja robotnika najemnego jest dla dużej części Amerykanów jedynie stadium przejściowym, z którego niewątpliwie prędzej czy później wyjdą [g]. Ażeby naprawić ten stan rzeczy w koloniach, opiekuńczy rząd brytyjski przyjął na pewien czas tak zwaną nowoczesną teorię kolonizacji, polegającą na sztucznym wprowadzeniu wysokich cen na ziemię w koloniach, aby w ten sposób przeszkodzić zbyt szybkiej przemianie robotnika najemnego w niezależnego chłopa.

Przejdźmy teraz do starych cywilizowanych krajów, gdzie kapitał panuje nad całym procesem produkcji. Weźmy na przykład wzrost płac robotników rolnych w Anglii w okresie 1849—1859. Jakie były jego skutki? Farmerzy nie mogli, jakby im to poradził nasz przyjaciel Weston, podnieść wartości pszenicy ani nawet jej ceny rynkowej. Przeciwnie, musieli oni pogodzić się z jej spadkiem. Ale w ciągu tych 11 lat wprowadzili oni różnego rodzaju maszyny i nowe metody naukowe, przemienili część uprawnych pól w pastwiska, powiększyli rozmiary farm, a w ten sposób rozmiary produkcji. Zmniejszając za pomocą tych i innych środków popyt na pracę przez powiększenie jej sił wytwórczych uczynili oni robotniczą ludność wiejską znowu względnie zbyteczną. Jest to powszechna metoda, jaką w krajach starych, o dawno zajętej ziemi, kapitał szybciej lub powolniej reaguje na podwyżkę płac. Ricardo słusznie zauważył, że maszyna znajduje się w stałej konkurencji z pracą i często dopiero wówczas może być wprowadzona, gdy cena pracy osiągnęła określoną wysokość, lecz stosowanie maszyny jest tylko jedną z wielu metod podniesienia siły wytwórczej pracy. Ten sam rozwój, który czyni pracę zwyczajną względnie zbyteczną, upraszcza z drugiej strony pracę kwalifikowaną i zniża wskutek tego jej wartość.

To samo prawo realizuje się w innej formie. Z rozwojem sił wytwórczych pracy zostaje przyśpieszona akumulacja kapitału, nawet mimo stosunkowo wysokiego poziomu płacy. Można by było wnioskować na tej podstawie, jak przyjął A. Smith, za którego życia nowoczesny przemysł tkwił jeszcze w zaczątkach, że przyśpieszona akumulacja kapitału musi przechylić szalę na stronę robotnika stwarzając rosnące zapotrzebowanie na jego pracę. Podzielając ten punkt widzenia wielu współczesnych pisarzy dziwiło się, iż chociaż w ostatnich 20 latach angielski kapitał rósł o wiele szybciej niż angielska ludność, płaca nie podniosła się tak znacznie. Lecz równocześnie z postępującą akumulacją mamy postępującą zmianę w składzie kapitału. Ta część całkowitego kapitału, która składa się z kapitału stałego, maszyn, surowców, środków produkcji wszelkiego rodzaju, powiększa się szybciej w porównaniu z tą drugą częścią kapitału, włożoną w płace lub kupno pracy. Prawo to ustalili z większą lub mniejszą ścisłością Barton, Ricardo, Sismondi, profesor Richard Jones, profesor Ramsey, Cherbuliez i inni.

Jeżeli pierwotny stosunek owych dwóch elementów kapitału był 1:1, to z rozwojem przemysłu wyniesie on 5:1 itd. Jeżeli z kapitału wysokości 600, wydano na narzędzia, surowiec itd. 300 i 300 na płacę roboczą, to wystarczy tylko podwoić całkowity kapitał, by stworzyć popyt na 600 robotników zamiast na 300. Ale jeżeli z kapitału, wynoszącego 600, wydano 500 na maszyny, surowiec itd., a zaledwie 100 na płacę, to kapitał ten musi wzrosnąć z 600 do 3.600, by stworzyć popyt na 600 robotników zamiast na 300. Tak więc z rozwojem przemysłu popyt na pracę nie dotrzymuje kroku akumulacji kapitału. Będzie on wprawdzie wzrastał, ale w stale zmniejszającym się stosunku w porównaniu ze wzrostem kapitału.

Tych kilka uwag wystarczy, by pokazać, że właśnie rozwój nowoczesnego przemysłu musi coraz bardziej przechylać szalę na korzyść kapitalisty i niekorzyść robotnika, a zatem, że ogólną tendencją produkcji kapitalistycznej jest nie podnoszenie, lecz zniżanie przeciętnej płacy, czyli spychanie wartości pracy w mniejszym lub większym stopniu do jej najniższej granicy. Ale jeżeli w tym systemie taki jest stan rzeczy, czyż oznacza to, że klasa robotnicza winna wyrzec się oporu przeciw grabieżczym zamachom kapitału, że winna ona zaniechać usiłowań jak najumiejętniejszego wyzyskania nadarzających się możliwości w celu przejściowej poprawy Swego bytu? Czyniąc tak klasa robotnicza stoczyłaby się do poziomu apatycznej masy załamanych duchowo nędzarzy, dla których nie ma już ratunku. Dowiodłem, zdaje mi się, że walka robotników o poziom płacy stanowi zjawisko nierozerwalnie związane z całym systemem pracy najemnej, że w 99 wypadkach na 100 ich wysiłki zmierzające do osiągnięcia podwyżki płac są tylko usiłowaniem utrzymania danej wartości pracy i że konieczność starć z kapitalistą o cenę pracy jest związana z ich położeniem, zmuszającym ich do sprzedaży samych siebie jako towaru. Jeśliby robotnicy ustępowali tchórzliwie w swoich codziennych konfliktach z kapitałem, pozbawiliby się niewątpliwie zdolności podjęcia jakiegokolwiek szerszego ruchu.

Ale jednocześnie, nawet jeśli pominiemy zupełnie powszechną niewolę, związaną z systemem pracy najemnej, klasa robotnicza nie powinna przed sobą samą przeceniać ostatecznych wyników tych codziennych walk. Nie powinna ona zapominać, że walczy z następstwami, ale nie z przyczynami tych następstw; że hamuje ona tylko ruch w dół, ale nie zmienia jego kierunku; że stosuje tylko środki łagodzące, ale nie leczy choroby. Dlatego też robotników nie powinny pochłaniać wyłącznie te nieuniknione potyczki partyzanckie, wynikające wciąż z nieustannych zamachów kapitału lub ze zmian rynkowych. Powinni oni zrozumieć, że wraz z całą nędzą, którą system obecny na nich Sprowadza, stwarza on zarazem warunki materialne i formy społeczne, niezbędne dla ekonomicznej przebudowy społeczeństwa. Zamiast konserwatywnego hasła: «Sprawiedliwa płaca za sprawiedliwy dzień roboczy«robotnicy powinni wypisać na swym sztandarze hasło rewolucyjne: «Zniesienie systemu pracy najemnej».

Po tym przydługim i — jak się obawiam — nużącym wykładzie, do którego byłem zmuszony dla wyjaśnienia podstawowego zagadnienia, zakończę swój referat propozycją przyjęcia następującej rezolucji:

1. Ogólny wzrost poziomu płac powoduje spadek ogólnej stopy zysku, ale, ogólnie biorąc, nie oddziaływa na ceny towarów.

2. Ogólną tendencją produkcji kapitalistycznej jest nie podniesienie, lecz obniżenie przeciętnego poziomu płac.

3. Związki zawodowe działają skutecznie jako ośrodki oporu przeciw atakom kapitału. W szeregu wypadków nie osiągają swego celu wskutek nieracjonalnego zastosowania swojej siły. Ogólnie biorąc chybiają celu, ponieważ ograniczają się do wojny podjazdowej przeciw skutkom istniejącego systemu, zamiast dążyć jednocześnie do jego zmiany, zamiast użyć swoich zorganizowanych sił jako dźwigni do ostatecznego wyzwolenia klasy robotniczej, to znaczy do ostatecznego zniesienia systemu pracy najemnej.


[a] Niniejsza praca Marksa stanowi notatki referatu wygłoszonego na dwóch posiedzeniach Rady Generalnej Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników (I Międzynarodówki), 20 i 27 czerwca 1865 r.

Na posiedzeniu Rady Generalnej 4 kwietnia 1865 r. jeden z członków Rady Generalnej, zwolennik Owena, John Weston, poddał pod dyskusję następujące kwestie:

1) Czy całokształt socjalnych i materialnych warunków bytu klasy robotniczej może być polepszony drogą podwyższenia płacy roboczej?

2) Czy wysiłki trades-unionów zmierzające do osiągnięcia wysokich płac roboczych nie wywierają zgubnego wpływu na inne gałęzie przemysłu?

Weston oświadczył, że będzie bronił negatywnej odpowiedzi na pierwsze pytanie, a pozytywnej na drugie. Na posiedzeniach 2 i 23 maja Weston rozwijał swe myśli w osobnym referacie, po którym odbyła się dyskusja.

W liście z 20 maja 1865 r. (w dniu, w którym zamierzona była kontynuacja referatu Westona) Marks pisał do Engelsa: «Dzisiaj wieczorem nadzwyczajne posiedzenie Międzynarodówki. Stary poczciwiec, stary owenista Weston (cieśla) wysunął dwa twierdzenia, których stale broni w «Beehive» («Ulu»):

1) że ogólne podwyższenie poziomu płacy roboczej nie może przynieść robotnikom żadnej korzyści,

2) że wskutek tego trades-uniony są szkodliwe.

Jeśliby obie te tezy, w które w naszym towarzystwie tylko on jeden wierzy, zostały przyjęte, znaleźlibyśmy się w śmiesznym położeniu, zarówno wobec miejscowych trades-unionów jak i w stosunku do epidemii strajków, która panuje obecnie na kontynencie … Oczekuje się ode mnie, oczywiście, repliki. Powinien bym właściwie przygotować moją replikę na dzisiejszy wieczór, uważałem jednak za ważniejsze kontynuowanie pisania książki i muszę się wobec tego zdać na improwizację.

Wiem naturalnie z góry, do czego sprowadzają się oba zasadnicze punkty:

1) że płaca robocza określa wartość towarów,

2) że jeśli kapitaliści płacą dziś 5 szylingów zamiast 4, to będą jutro (dzięki zwiększonemu popytowi) sprzedawać swoje towary za 5 szylingów zamiast 4.

Jakkolwiek wszystko to jest płytkie i powierzchowne, to jednak nie łatwo wytłumaczyć ignorantom wszystkich związanych z tym zagadnień ekonomicznych. Nie można wyłożyć kursu ekonomii politycznej w ciągu jednej godziny, lecz postaramy się zrobić to jak można najlepiej».

Nie ograniczając się do wystąpienia w dyskusji Marks napisał i wygłosił osobny referat na dwóch posiedzeniach Rady Generalnej. Jednakże referat ten nie został ogłoszony ani przez samego Marksa, ani przez Engelsa.

24 czerwca 1865 r. pisał Marks w tej sprawie do Engelsa: «Wygłosiłem w Radzie Generalnej referat (który wyniósłby w druku około dwu arkuszy) na temat poruszony przez Westona: jakie będą skutki ogólnego podwyższenia płacy roboczej itd. Część pierwsza — to odpowiedź na westonowskie brednie, część druga — teoretyczne rozważania o tyle, o ile to w danej kwestii było możliwe.

A teraz chcą to wydrukować. Z jednej strony, byłoby to, być może, pożyteczne, jako że są oni powiązani z Johnem Stuartem Millem, profesorem Beesly, Harrisonem itd. Z drugiej strony, mam następujące wątpliwości:

1) Nie jest zbyt pochlebne mieć «mister Westona» jako swego przeciwnika.

2) W drugiej części rzecz ta zawiera w niezwykle zwartej, a jednak stosunkowo popularnej formie dużo nowego, wziętego z mej książki, lecz zarazem musi ona z konieczności w wielu sprawach ślizgać się po powierzchni. Pytanie: czy jest celowa taka antycypacja?))

Wykład został po raz pierwszy ogłoszony w języku angielskim w 1898 r. przez córkę Marksa, Eleonorę, i jej męża, Edwarda Avelinga, pod tytułem «Wartość, cena i zysk». Od nich też pochodzą tytuły sześciu pierwszych rozdziałów (w niniejszym wydaniu ujęte w kwadratowe nawiasy). Jednocześnie był on drukowany częściami w języku niemieckim w «Neue Zeit» w 1898 r. pod tytułem «Płaca, cena i zysk», który bardziej niż angielska nazwa odpowiada treści wykładu. — Red.

[b] W oryginale występuje nie dająca się przetłumaczyć gra słów: spoon — łyżka i prostak, spoony — prostacki, głupkowaty, wulgarny. — Red.

[c] Ustawa o maksimum była wydana w czasie francuskiej rewolucji, w 1793 r.. przez jakobiński konwent. Ustanowiła ona stałe maksymalne ceny towarów i maksimum płacy roboczej. — Red.

[d] Marks myli się w tym miejscu. Nazwisko wspomnianego przez Marksa ekonomisty, wydawcy pracy Tooke’a, brzmi nie W. Newman, lecz W. Newmarch. — Red.

[e] W oryginale nie dająca się przetłumaczyć gra słów: idee fixe — idea maniacka, fixed — niezmienny. — Red.

[f] Por. Adam Smith, «Badanie natury i przyczyn bogactwa narodów», t.1, rozdz. VII. — Red.

[g] Patrz w związku z tym I tom «Kapitału», rozdz. 25, uwaga 253: «Mowa tu o rzeczywistych koloniach, o dziewiczej ziemi, kolonizowanej przez wolnych imigrantów. Stany Zjednoczone W ekonomicznym sensie wciąż jeszcze stanowią kolonię Europy. Zresztą odnosi się to i do starych osiedli, w których zniesienie niewolnictwa zmieniło z gruntu wszystkie stosunki)). Od tego czasu, gdy ziemia została wszędzie zagarnięta na własność prywatną, zamknięte zostały również w kolonialnych krajach drogi przemiany najemnych robotników w samodzielnych wytwórców. — Red.

Do Pisma „Rabotnica”

Serdecznie pozdrawiam pismo „Rabotnica” w dniu dziesiątej rocznicy jego istnienia. Życze mu powodzenia w dziele wychowywania kobiecych mas proletariackich w duchu walki o całkowity tryumf socjalizmu, w duchu wypełniania wielkich nakazów naszego nauczyciela — Lenina.

J.Stalin

„Prawda” nr 25
26 stycznia 1933r.

„Rabotnica”— pismo wydawane przez wydawnictwo gazety „Prawda”: wychodzi od stycznia 1923 roku.

Magnitogorsk. Magnitostroj

Gratuluję robotnikom i zespołowi kierowniczemu Magnitogorska ich pierwszego poważnego zwycięstwa*.

 Naprzód, towarzsysze, ku nowym zwycięstwom!
J. Stalin

„Prawda” nr 136,
19 maja 1931r.

*14 maja 1931 roku budowniczowie magnitogorskich zakładów metalurgucznych donieśli w telegramie wysłanym na imię J. W. Stalina o rozpoczęciu eksploatacji kopalni góry Magnitnaja

Carlos Marighella – Mały podręcznik partyzanta miejskiego

[tłumaczenie w wersji polskiej nie zostało wykonane przez Naprzód]

Chciałbym podwójnie zadedykować niniejszą pracę; po pierwsze, pamięci Edsona Souta, Marca Antonia Brasa de Carvalha, Melsona Josego de Almeidy (“Escoteira”) i tak wielu innych bohaterskich bojowników i partyzantów miejskich, co wpadli w ręce morderców z żandarmerii, policji, floty, sił powietrznych i DOPS, znienawidzonych narzędzi represyjnej dyktatury wojskowej. 
Po drugie odważnym towarzyszom i towarzyszkom uwięzionym w średniowiecznych kazamatach rządu brazylijskiego i poddanych torturom, co nawet przewyższają straszne zbrodnie popełnione przez nazistów. My musimy tak walczyć jak ci towarzysze, których pamięć czcimy i ci wzięci do niewoli w walce. 
Każdy towarzysz, co przeciwstawia się dyktaturze wojskowej i chce się jej przeciwstawiać, może coś zrobić, jakkolwiek małe to zadanie może się wydawać. Nalegam, aby wszyscy, co czytają ten mini-podręcznik i zdecydują, że nie mogą pozostać bezczynni, wypełniali te instrukcje i przyłączyli się so walki teraz. Proszę o to, ponieważ przy każdej teorii i w każdych okolicznościach obowiązkiem każdego rewolucjonisty jest robić rewolucję. Innym ważnym punktem jest to, że nie tylko przeczytajcie ten mini-podręcznik tu i teraz, ale puśćcie w obieg jego treść. Ten obieg będzie możliwy, jeśli ci, co zgadzają się z jego ideami powielą go na mimeografie czy wydrukują w formie broszury (chociaż w tym ostatnim wypadku będzie niezbędna walka zbrojna o to).
Na koniec, przyczyną dla której ten mini-podręcznik nosi mój podpis jest to, że idee wyrażone czy usystematyzowane tu odzwierciedlają osobiste doświadczenie grupy ludzi zaangażowanych w walkę zbrojną w Brazylii, wśród których miałem zaszczyt być i ja. Tak że pewne osoby nie będą miały wątpliwości co do tego, o czym mówi ten mini-podręcznik, i nie mogą dłużej zaprzeczać faktom ani nadal mówić, że warunki dla walki zbrojnej nie istnieją. Dlatego anonimowość stwarza problem w pracy takiej jak ta. Ważnym faktem jest to, że są patrioci przygotowani do walki jak żołnierze, i im więcej, tym lepiej. 
Oskarżenie o przemoc czy terroryzm nie ma dłużej tego negatywnego znaczenia, jakie zwykło mieć. Otrzymało nowe szaty; nowy odcień znaczeniowy. Nie dzieli, nie dyskredytuje; przeciwnie, przedstawia sobą ośrodek przyciągania. Dziś być terrorystą czy używać przemocy to cecha, co uszlachetnia każdą uczciwą osobę, ponieważ to jest czyn wart rewolucyjnego zaangażowania w walkę zbrojną przeciw bezwstydnej dyktaturze wojskowej i jej okrucieństwom.



Carlos Marighella
1969 r. 


DEFINICJA PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Partyzant miejski jest osobą, co zwalcza dyktaturę wojskową z bronią w ręku, używając niekonwencjonalnych metod. Jest rewolucjonistą, gorącym patriotą i bojownikiem o wyzwolenie swojego kraju, przyjacielem ludu i wolności. Obszar, na którym działa partyzant miejski, leży w dużych miastach brazylijskich. Są także zbrodniarze czy inni wyjęci spod prawa, co działają w dużych miastach. Wiele razy działania zbrodniarzy są brane za działania partyzantów miejskich. 
Partyzant miejski mimo wszystko różni się radykalnie od zbrodniarza. Zbrodniarz czerpie korzyści osobiste ze swych działań i atakuje bez różnicy wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych, i to dlatego jet tak wielu zwykłych ludzi wśród jego ofiar. Partyzant miejski działa w celu politycznym i atakuje jedynie rząd, wielkich kapitalistów i zagranicznych imperialistów.
Innym elementem po prostu równie szkodliwy dla partyzantów, jak i dla zbrodniarza, i także działającym na obszarze miejskim, jest kontr-rewolucjonista, co robi zamieszanie, obrabowuje banki, rzuca bomby, porywa, zabija i popełnia najgorsze zbrodnie, jakie można sobie wyobrazić, przeciw partyzantom miejskim, rewolucyjnym księżom, studentom i obywatelom, co przeciwstawiają się tyranii i szukają swobody. Partyzant miejski jest nieprzejednanym wrogiem reżimu i systematycznie stwarza niebezpieczeństwo dla władz i dla ludzi, co dominują w kraju i sprawują władzę.
Pierwszym zadaniem partyzanta miejskiego jest odwrócić, zetrzeć i zdemoralizować reżim wojskowy i jego siły represyjne, a także atakować i niszczyć dobra i własność zagranicznych menedżerów i brazylijskiej klasy wyższej.
Partyzant miejski nie obawia się demontować i niszczyć obecnego brazylijskiego systemu gospodarczego, politycznego i społecznego, dla niego celem jest pomoc partyzantom wiejskim i pomoc w tworzeniu całkiem nowej i rewolucyjnej struktury społecznej i politycznej z uzbrojonym ludem u władzy. 


CECHY OSOBISTE PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Partyzant miejski charakteryzuje się odwagą i stanowczą naturą. Musi być dobrym taktykiem i dobrym strzelcem. Musi być osobą wielkiego umysłu, żeby wyrównało mu to braki broni, amunicji i wyposażenia.
Zawodowi oficerowie soldateski i rządowa policja mają nowoczesną broń i transport i mogą dotrzeć prawie wszędzie swobodnie, wykorzystując działanie własnych sił. Partyzant miejski nie ma takich zasobów do dyspozycji, i prowadzi żywot tajny. Partyzantem może być osoba oskarżona albo wypuszczona warunkowo, i musi wtedy używać fałszywych dokumentów. Mimo to partyzant miejski ma przewagę nad konwencjonalną soldateską czy policją. To jest to, że podczas gdy soldateska i policja działają w imieniu wroga, którego lud nienawidzi, partyzant miejski broni słusznej sprawy, którą jest sprawa ludu. Broń partyzanta miejskiego jest piekłem dla wroga, ale z moralnego punktu widzenia ma on niezaprzeczalną wyższość. Dzięki temu może wypełnić swój zasadniczy obowiązek, którym jest atakowanie i przetrwanie. 
Partyzant miejski musi zdobywać czy kraść broń od wroga, by być zdolnym do walki. Ponieważ jego broń nie jest jednorodna-bo ekspropriował ją czy inaczej wpadała mu w ręce różnymi sposobami-partyzant miejski stoi w obliczu problemu różności broni i braku amunicji. Więcej, nie ma miejsca, na którym mógłby się ćwiczyć w celności strzelania. Te trudności muszą być przezwyciężane, co zmusza partyzanta miejskiego, by był przezorny i pomysłowy-bez tych cech nie będzie mógł wypełnić swej roli jako rewolucjonisty. 
Partyzant miejski musi mieć w sobie inicjatywę, mobilność i elastyczność, jak również wszechstronność i opanowanie w każdej sytuacji. Nie zawsze jest możliwe wszystko przewidzieć, ale partyzant miejski nie może sobie pozwolić na zmieszanie czy czekać na instrukcje. Jego obowiązkiem jest działać, znajdować adekwatne rozwiązania dla każdego problemu, w obliczu którego staje, i wycofywać się. Lepiej jest popełniać błędy działając niż nic nie robić ze strachu przed popełnieniem błędu. Bez inicjatywy nie ma partyzantki miejskiej. Kolejne ważne cechy partyzanta miejskiego są następujące: musi być dobrym piechurem, wytrzymałym na zmęczenie, głód, deszcz czy upał. Wiedzieć jak się ukrywać i jak być czujnym. Posiąść sztukę znikania. Nigdy nie bać się niebezpieczeństw. Zachowywać się tak samo w dzień, jak i w nocy. Nie działać porywczo. Mieć nieograniczoną cierpliwość. Pozostawać spokojnym i chłodnym w najgorszych warunkach i sytuacjach. Nigdy nie zostawiać śladów ani tropów. Nie tracić odwagi. W obliczu prawie nieprzezwyciężalnych trudności w partyzantce miejskiej czasami towarzysze słabną i poddają się. 
Partyzant miejski to nie jest biznesmen w miejskiej spółce ani aktor grający rolę. Partyzantka miejska, tak jak i wiejska, jest zobowiązaniem, które partyzant sam na siebie nałożył. Kiedy nie może dłużej stawiać czoła trudnościom albo wie, że brakuje mu cierpliwości, by czekać, lepiej dla niego jest zrezygnować ze swej roli, zanim się okaże, że nie może wypełnić swych zobowiązań, bo zabrakło mu podstawowych cech, niezbędnych by być partyzantem.


JAK ŻYJE PARTYZANT MIEJSKI



Partyzant miejski musi wiedzieć, jak żyć wśród ludu, i musi obawiać się wydawania się dziwnym i odmiennym od zwyczajnego mieszkańca miasta. Nie powinien nosić strojów, które są odmienne od tych noszonych przez innych ludzi. Dopracowane i bardzo modne stroje dla mężczyzn i kobiet mogą być przeszkodą, jeśli misja partyzanta miejskiego zaprowadzi go w okolice zamieszkane przez klasę robotniczą czy inne, gdzie taki strój jest niezwykły. Taką samą ostrożność należy zachowywać, jeśli partyzant miejski musi wyjechać z południa kraju na północ czy na odwrót. 
Partyzant miejski musi prowadzić swe życie, porzuciwszy swą pracę czy swoją aktywność zawodową. Jeśli jest znany policji czy poszukiwany przez nią, musi zejść do podziemia, i czasami musi żyć w ukryciu. W takich warunkach nie może ujawniać swej działalności nikomu, bo ta informacja jest zawsze i jedynie odpowiedzialnością organizacji rewolucyjnej, w której on uczestniczy. 
Partyzant miejski musi mieć wielką zdolność do obserwacji. Musi on być dobrze poinformowany o wszystkim, szczególnie o ruchach wroga, i musi być bardzo ciekawy i łatwo kumulujący wiedzę o terenie, na którym żyje, działa czy przez który podróżuje.
Ale fundamentalną cechą partyzanta miejskiego jest to, że jest on człowiekiem, co walczy z bronią w ręku; w tych okolicznościach bardzo małe jest prawdopodobieństwo, że będzie zdolny wykonywać swój normalny zawód długo, nie będąc zidentyfikowanym przez policję. Dlatego rola ekspropriacji jawi się tak jasna, jak dzień w południe. Bez walki o ekspropriacje niemożliwe jest dla partyzanta miejskiego istnienie i przetrwanie. 
Dlatego walka zbrojna partyzanta miejskiego kieruje się ku dwu istotnym celom:
1. fizycznemu eliminowaniu przywódców i pomocników sił zbrojnych i policji;
2.ekspropriacji rządowych zasobów i dóbr należących do bogatych biznesmenów, wielkich właścicieli ziemskich i imperialistów, z użyciem małych ekspropriacji na utrzymanie poszczególnych partyzantów, a wielkich ekspropriacji na utrzymanie samej organizacji rewolucyjnej.
Jasne jest, że walka zbrojna partyzanta miejskiego ma także inne cele. Ale tu odnosimy się do dwóch podstawowych celów, przede wszystkim ekspropriacji. Dla każdego partyzanta miejskiego niezbędne jest, by zawsze pamiętać, że może on utrzymać się przy życiu jedynie jeśli jest zdolny zabijać policję i tych poświęcających się represjom, i jeśłi jest zdeterminowany-prawdziwie zdeterminowany-ekspropriować dobra bogatych biznesmenów, właścicieli ziemskich i imperialistów.
Jedną z fundamentalnych cech rewolucji brazylijskiej jest to, że od początku rozwinęła się ona wokół ekspropriacji dóbr wielkiego biznesu, interesów imperialistycznych i obszarniczych, bez wykluczania największych i najpotężniejszych elementów handlowych zaangażowanych w biznes importowo-eksportowy. A przez ekspropriacje dóbr głównych wrogów ludu rewolucja brazylijska była zdolna uderzać ich w ich ośrodek życia, z preferowanymi systematycznymi atakami na sieć bankową-to jest, powiedzmy, najbardziej sugestywne ciosy zostały wymierzone w system nerwowy biznesu. 
Napady na banki przeprowadzane przez brazylijskich partyzantów miejskich ranią wielki biznes i inne zagraniczne spółki, co ubezpieczają i reasekurują kapitał bankowy, imperialistyczne spółki, rządy: federalny i stanowe-wszystkie one są systematycznie ekspropriowane aż do dziś. 
Plony tych ekspropriacji były przeznaczane na cele uczenia się i doskonalenia techniki przez partyzantów, kupowanie, produkcję i transportowanie broni i amunicji dla obszarów wiejskich, zabezpieczanie partyzantów, codzienne utrzymanie bojowników, tych co zostali uwolnieni z więzień siłą zbrojną, tych co zostali ranni i tych co byli prześladowani przez policję, i na wszelkie problemy dotyczące towarzyszy uwolnionych z więzienia czy zamordowanych przez policję i dyktaturę wojskową. 
Straszne koszty wojny rewolucyjnej muszą spaść na wielki biznes, na imperialistów, na wielkich właścicieli ziemskich, i na rządy także-i federalny, i stanowe-ponieważ on są wszyscy wyzyskiwaczami i gnębicielami ludu. Ludzie rządu, agenci dyktatury i zagranicznego imperializmu szczególnie muszą zapłacić życiem za zbrodnie, które popełnili przeciw ludowi brazylijskiemu. 
W Brazylii liczba akcji z użyciem przemocy, przeprowadzanych przez partyzantów miejskich, włącznie z egzekucjami, eksplozjami, przejęciami broni, amunicji i materiałów wybuchowych, zamachów na banki i więzienia itd. Jest wystarczająco znaczna, by nie pozostawić wątpliwości co do rzeczywistych celów rewolucjonistów; wszyscy jesteśmy świadkami faktu, że jesteśmy w pełnej wojnie rewolucyjnej i że ta wojna może być prowadzona jedynie środkami przemocy. 
To jest przyczyna, dla której partyzant miejski stosuje walkę zbrojną i dlaczego wciąż skupia swe wysiłki na fizycznej eksterminacji agentów represji i poświęca 24 godziny na dobę ekspropriacjom wyzyskiwaczy ludu. 



PRZYGOTOWANIE TECHNOLOGICZNE PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Nikt nie może zostać partyzantem miejskim bez poświęcenia szczególnej uwagi przygotowaniu technologicznemu. 
Przygotowanie technologiczne partyzanta miejskiego sięga od troski o swą kondycję fizyczną do wiedzy i nauki zawodów i umiejętności wszelkiego rodzaju, szczególnie zdolności manualnych. 
Partyzant miejski może mieć silną konstytucję fizyczną jedynie jeśli ćwiczy systematycznie. Nie może być dobrym bojownikiem, jeśli nie nauczył się sztuki walki. Z tej przyczyny partyzant miejski musi się uczyć i praktykować różne formy walki bez broni, ataku i własnej obrony. Innymi pożytecznymi formami przygotowania fizycznego są: jazda na rowerze, biwakowanie, praktykowanie przetrwania w lesie, górska wspinaczka, wiosłowanie, pływanie, nauka nurkowania i pływania pod wodą, łowienie ryb na wędkę i harpun oraz polowanie na ptaki i inne zwierzęta łowne małe i duże. 
Prawdziwie ważne jest nauczyć się, jak prowadzić samochód, pilotować samolot, sterować motorówką i żaglówką, znać się na mechanice, radiu, telefonie, elektryczności i mieć pewną wiedzę o technologii elektroniki. Jest także ważne posiadać informację topograficzną, by być zdolnym do określenia czyjejś pozycji według przyrządów czy innych dostępnych zasobów, obliczania odległości, rysowania map i planów, sporządzania tabel, robienia zapalników czasowych i pracy z kątomierzem, kompasem itd. Znajomość chemii, łączenia barwników i robienia stempli, mistrzostwo w sztuce kaligrafii i pisania listów i innych technologiach jest częścią przygotowania technologicznego partyzanta miejskiego, który jest zobowiązany fałszować dokumenty w celu życia w społeczeństwie, które usiłuje zniszczyć. 
W dziedzinie medycznego “zrób to sam” partyzant miejski ma szczególną rolę do spełnienia: być doktorem rozumiejącym medycynę, pielęgniarstwo, farmakologię, lekarstwa, podstawy chirurgii i doraźnej pierwszej pomocy. 
Podstawową kwestią w przygotowaniu technologicznym partyzanta miejskiego jest mimo wszystko wiedzieć, jak obchodzić się z bronią taką jak karabin półautomatyczny, rewolwer, automat, FAL, różne typy dubeltówek, karabinów, moździerzy, działek przeciwczołgowych itd. 
Wiedza o różnych typach amunicji i materiałów wybuchowych jest innym aspektem, który trzeba wziąć pod uwagę. Wśród materiałów wybuchowych dynamit musi być dobrze zrozumiany. Używanie bomb zapalających, świec dymnych in innych typów także nieodwołalnie wymaga wcześniejszego przeszkolenia. Wiedzieć jak konstruować i reperować broń, przygotowywać koktajle Mołotowa, granaty, miny, urządzenia niszczące domowej roboty, jak wysadzać mosty, niszczyć i uszkadzać tory i wagony-to są rzeczy niezbędne w technologicznym przygotowaniu partyzanta miejskiego, co nigdy nie mogą być uważane za nieważne. 
Najwyższym stopniem przygotowania dla partyzanta miejskiego jest obóz szkoleniowy dla szkolenia technologicznego. Ale jedynie partyzant, który już przeszedł wstępne sprawdzenie, może iść do tej szkoły-powiedzmy, ktoś kto przeszedł próbę ognia w akcji rewolucyjnej, w rzeczywistej walce przeciw wrogowi. 


BROŃ PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Bron partyzanta miejskiego musi być lekka i łatwo dostępna, zwykle zdobywana na wrogu, kupowana lub robiona na miejscu. Lekka broń ma przewagę szybkiego działania i łatwego transportu. W ogóle lekka broń charakteryzuje się tym, że jest krótko ładowana. 
To obejmuje wiele broni automatycznych. Bronie automatyczne i półautomatyczne znacząco zwiększają siłę ognia partyzanta miejskiego. Wadą tego typu broni dla nas jest trudność w jej kontrolowaniu, skutkująca zniszczonymi kulami czy marnotrawnym zużywaniem amunicji, kompensowanym jedynie przez dobre celowanie i precyzyjne strzelanie. Ludzie, co są źle wyszkoleni, zamieniają bronie automatyczne w drenowanie amunicji.
Doświadczenie wykazało, że podstawową bronią partyzanta miejskiego jest lekki karabin półautomatyczny. Ta broń, oprócz tego że jest skuteczna i łatwa w oddawaniu strzałów na obszarze miejskim, ma tę zaletę, że wróg jej się wielce obawia. Partyzant musi wiedzieć dogłębnie, jak obchodzić się z karabinem półautomatycznym, teraz tak popularnym i nieodzownym dla brazylijskich partyzantów miejskich. 
Idealnym karabinem półautomatycznym dla partyzanta miejskiego jest INA kalibru 11,43 mm. Inne typy karabinów półautomatycznych różnych kalibrów również mogą być stosowane-rozumiejąc oczywiście problem amunicji. Dlatego najlepiej jest, żeby możliwości warsztatowe partyzantów miejskich były wykorzystywane do produkcji jednego typu karabinu półautomatycznego, tak żeby stosowana amunicja mogła być znormalizowana. Każda grupa ogniowa partyzantów miejskich musi powierzyć karabin półautomatyczny dobremu strzelcowi. Inni członkowie grupy muszą być uzbrojeni w rewolwery kalibru 9,652 mm, naszą standartową broń. Kaliber 8,128 mm jest również przydatny dla tych, co chcą uczestniczyć. Ale lepszy jest kaliber 9,652 mm, bo zwykle jego użycie eliminuje wroga z walki. 
Granaty ręczne i konwencjonalne świece dymne mogą być także uważane za lekką broń defensywną, stosowaną dla osłaniania odwrotu. 
Długo ładowane bronie są trudniejsze dla partyzanta miejskiego w transporcie, i one zwracają większą uwagę z powodu ich rozmiarów. Wśród długo ładowanych broni są FAL, pistolety i karabiny Mauser, strzelby myśliwskie takie ja Winchester i inne. Broń palna może być skuteczna, jeżeli jest używana z bliskiej odległości i punktu pustego. Jest skuteczna nawet przy słabym strzelaniu, szczególnie w nocy, gdy z celnością niewiele można poradzić. Wiatrówka może być przydatna do szkolenia w celnym strzelaniu. Działka przeciwczołgowe i moździerze mogą być także używane w akcji, ale warunki używania ich muszą być przygotowane, a ludzie, co używają ich, muszą być wyszkoleni. 
Partyzant miejski nie powinien próbować opierać swoich działań na używaniu broni ciężkiej, która ma poważne wady przy tym typie walki, który wymaga broni lekkiej, żeby zapewnić ruchomość i szybkość,
Bron domowej roboty jest często równie skuteczna jak najlepsza broń produkowaną w konwencjonalnych fabrykach, i nawet obrzyn jest dobrą bronią dla bojownika partyzantki miejskiej. Rola partyzanta miejskiego jako rusznikarza ma podstawowe znaczenie. Jako rusznikarz troszczy się on o broń, wie jak ją reperować i w wielu wypadkach może urządzić mały warsztat do improwizowanej produkcji skutecznych małych broni. 
Doświadczenie w metalurgii i w pracy z mechaniczną tokarką są podstawowymi umiejętnościami, które partyzant miejski powinien włączyć do swych planów konstruowania broni domowej roboty. Ta produkcja i szkolenie w dziedzinie materiałów wybuchowych i sabotażu muszą być zorganizowane. Podstawowe materiały do ćwiczeń na tych kursach muszą zostać pozyskane uprzednio, tu nie może być miejsca na eksperymentowanie, trzeba zapobiec ewentualności, że szkolenie będzie niepełne. 
Koktajle Mołotowa, benzyna, domowej roboty wynalazki takie jak katapulty i moździerze do odpalania materiałów wybuchowych, granaty robione z rur i naczyń, świece dymne, miny, konwencjonalne materiały wybuchowe takie jak dynamit i chloran potasu, plastik, kapsułki żelatyny i amunicja wszelkiego rodzaju są nieodzowne dla sukcesu misji partyzanta miejskiego. 
Metodami pozyskiwania niezbędnych materiałów i amunicji jest kupowanie ich lub zabieranie ich siłą w akcjach ekspropriacji specjalnie planowanych i przeprowadzanych. Partyzanci miejscy niech będą ostrożni i nie trzymają materiałów wybuchowych, i innych, co mogą spowodować wypadki, wokół siebie bardzo długo, lecz niech zawsze próbują używać ich bezpośrednio przeciw celom, w które mierzą. 
Broń partyzanta miejskiego i jego zdolność do utrzymania jej tworzą jego siłę ognia. Przez wykorzystanie zalet nowoczesnej broni i wprowadzenie innowacji do swej siły ognia i do używania pewnych broni partyzant miejski może poprawić wiele taktyk partyzantki. Przykładem tego była innowacja wprowadzona przez brazylijskich partyzantów miejskich, gdy oni wprowadzili używanie karabinów półautomatycznych w swych atakach na banki. 
Gdy masowe używanie jednorodnych karabinów półautomatycznych stanie się możliwe, nastąpią nowe zmiany w taktyce partyzantki miejskiej. Grupa ogniowa, co używa jednorodnej broni i odpowiedniej amunicji, z odpowiedzialną troską o ich utrzymanie, osiągnie znaczny stopień skuteczności. 
Partyzant miejski zwiększa swą skuteczność, jak zwiększa siłę ognia. 


STRZAŁ-RACJA BYTU PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Racją bytu partyzanta miejskiego, podstawowym warunkiem, w którym on działa i trwa, jest strzelanie. Partyzant miejski musi wiedzieć jak strzelać dobrze, ponieważ tego wymaga ten typ walki. 
W wojnie konwencjonalnej wojownicy działają na ogół na odległość, bo mają dalekosiężną broń. W wojnach niekonwencjonalnych, obejmujących i partyzancką, wojownicy są od siebie w bliskiej odległości, a często bardzo blisko. Żeby się uchronić przed śmiercią, partyzant miejski musi strzelić pierwszy i nie może spudłować. Nie może marnować amunicji, ponieważ nie posiada jej w dużej ilości, tak więc musi ją oszczędzać. Ani nie może zastąpić zużytej amunicji szybko, ponieważ jest częścią małego zespołu, w którym każdy partyzant musi być zdolny do patrzenia po sobie. Partyzant miejski nie może tracić czasu, i dlatego musi być zdolny do strzelania w każdej chwili. 
Jeden podstawowy fakt, który chcemy podkreślić w pełni, i którego waga jest nie do przecenienia, jest ten, że partyzant miejski nie może strzelać ciągle, zużywając swoją amunicję. Może być tak, że wróg odpowiada na ten ogień dokładnie dlatego, że czeka, aż cała amunicja partyzanta miejskiego zostanie zużyta. W takim momencie, nie mając możliwości uzupełnienia swej amunicji, partyzant staje w krzyżowym ogniu nieprzyjaciela i może zostać wzięty do niewoli lub zabity. 
W obliczu wartości czynnika zaskoczenia, który wiele razy sprawia, że użycie broni przez partyzanta miejskiego nie będzie konieczne, nie może on pozwolić sobie na luksus włączania się do walki bez umiejętności strzelania. A kiedy jest twarzą w twarz z wrogiem, musi zawsze zmieniać stanowisko, bo stanie w jednym miejscu czyni z niego cel nieruchomy i jako taki bardzo łatwy do trafienia. Życie partyzanta miejskiego zależy od strzelania, od jego zdolności do obchodzenia się z bronią dobrze i od unikania zostania trafionym. Gdy mówimy o strzelaniu, mówimy również o dokładności. Strzelanie musi być ćwiczone przez partyzanta miejskiego dotąd, aż stanie się jego odruchem warunkowym. Aby nauczyć się, jak strzelać, i mieć dobrego cela, partyzant miejski musi szkolić się systematycznie, wykorzystując każdą praktyczną metodę strzelania do celów, nawet w lunaparkach i w domu.
Celowanie i strzelanie są dla partyzanta miejskiego jak woda i powietrze. Jego doskonałość w sztuce strzelania może uczynić go szczególnym typem partyzanta miejskiego-to jest snajperem, rodzajem samotnego bojownika nieodzownego w izolowanych akcjach. Snajper wie, jak strzelać z bliskiej odległości i z dalekiej, i jego broń jest właściwa dla każdego typu strzelania. 


GRUPA OGNIOWA


W celu funkcjonowania partyzanci miejscy muszą być zorganizowani w małe grupy. Zespół nie więcej niż czterech lub pięciu jest nazywany grupą ogniową. Minimum dwie grupy ogniowe, oddzielone i izolowane od innych, kierowane i koordynowane przez jedną lub dwie osoby, tworzą zespół ogniowy. 
W grupie ogniowej musi być pełne zaufanie wśród członków. Najlepszy strzelec, i ten, co najlepiej wie, jak się obchodzić z karabinem półautomatycznym, jest osobą odpowiedzialną za operacje. Grupa ogniowa planuje i wykonuje akcje partyzantki miejskiej, zdobywa i przechowuje broń, oraz studiuje i poprawia swą taktykę. Gdy są zadania planowane przez dowództwo strategiczne, te zadania mają pierwszeństwo. Ale nie ma takich rzeczy jak grupa ogniowa bez własnej inicjatywy. Z tej przyczyny istotne jest, by uniknąć wszelkiej sztywności w organizacji partyzanckiej w celu umożliwienia największej możliwej inicjatywy ze strony grupy ogniowej. Hierarchia starego typu, styl starych rewolucjonistów, nie istnieją w naszej organizacji. To znaczy, że z wyjątkiem pierwszeństwa celów ustalonych przez dowództwo strategiczne każda grupa ogniowa może decydować, czy napaść na bank, czy porwać, czy zabić agenta dyktatury, figurę utożsamianą z reakcją czy zagranicznego szpiega, i może prowadzić wszelkiego typu propagandową wojnę nerwów przeciw wrogowi bez potrzeby konsultowania się z dowództwem generalnym. 
Żadna grupa ogniowa nie może pozostawać nieaktywna, czekając na rozkazy z góry. Jej obowiązkiem jest działanie. Każdy partyzant miejski, co chce utworzyć grupę ogniową i zacząć akcję, może robić tak, i wtedy zostaje częścią organizacji. Ta metoda działania eliminuję potrzebę wiedzy o tym, kto przeprowadza które akcje, bo tam jest wolna inicjatywa i jedynym ważnym punktem jest mocno zwiększać obszar aktywności partyzantki miejskiej w celu wyczerpania rządu i zmuszenia go do brony. 
Grupa ogniowa jest narzędziem zorganizowanego działania. W jego ramach partyzanckie operacje i taktyka są planowane, rozpoczynane i doprowadzane do zwycięstwa. Dowództwo generalne licz y na grupy ogniowe, że wykonają zadania natury strategicznej i będą to robić w każdej części kraju. Ze swej strony dowództwo generalne pomaga grupom ogniowym w ich kłopotach i w wykonywaniu zadań natury strategicznej, i robi to w każdej części kraju. 
Organizacja jest niezniszczalną siecią grup ogniowych i koordynacji między nimi, co funkcjonuje prosto i praktycznie w dowództwie generalnym, co także uczestniczy w atakach-organizacja, co nie istnieje dla żadnego innego celu, jak tylko czystego i prostego działania rewolucyjnego. 


LOGISTYKA PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Conventional logistics can be expressed with the formula FFEA:Konwencjonalna logistyka może być opisana skrótem ŻPWA, gdzie:

Ż-żywność
P-paliwo
W-wyposażenie
A-amunicja
Konwencjonalna logistyka odnosi się do problemów utrzymania dla armii czy regularnej siły zbrojnej, transportowanej w pojazdach, ze stałymi bazami i liniami zaopatrzenia. Partyzanci miejscy przeciwnie, nie są armią, lecz małymi grupami zbrojnymi, umyślnie podzielonymi. Nie mają ani pojazdów, ani tyłów. Ich linie zaopatrzenia są niepewne i nie wystarczające, i nie mają oni stałych baz z wyjątkiem szczątkowego znaczenia fabryczki broni w domu. Podczas gdy celem konwencjonalnej logistyki jest zaopatrzenie w to, co potrzebne dla wojny, psów co są używani do represjonowania buntu wiejskiego i miejskiego, logistyka partyzantki miejskiej ma na celu podtrzymanie operacji i taktyki, co nie mają nic wspólnego z konwencjonalną wojną i są skierowane przeciw rządowi i obcej dominacji w kraju. Dla partyzanta miejskiego, co zaczyna z niczym i nie ma wsparcia na początku, logistyka wyraża się skrótem MPBAMw, gdzie: 

M-mechanizacjaP-pieniądzeB-broń
A-amunicja
Mw-materiały wybuchowe

Rewolucyjna logistyka uważa mechanizację za jedna ze swych podstaw. Mimo wszystko sprawa mechanizacji jest nierozdzielna od sprawy kierowcy. Kierowca w partyzantce miejskiej jest równie ważny, jak strzelec z karabinu półautomatycznego. Bez któregokolwiek z nich ta machina nie będzie działać, a samochód i karabin półautomatyczny będą prawdziwie martwymi rzeczami. Doświadczonego kierowcy nie wyszkoli się w jeden dzień, i przygotowanie musi się zacząć wcześnie. Każdy dobry partyzant miejski musi być kierowcą. Co się tyczy pojazdów, to partyzant miejski musi ekspropriować to, czego potrzebuje. Kiedy już ma zasoby, może łączyć ekspropriacje pojazdów z innymi metodami ich zdobywania. 
Pieniądze, broń, amunicja i materiały wybuchowe, jak również samochody, muszą być ekspropriowane. Partyzant miejski musi obrabowywać banki i arsenały, i zajmować materiały wybuchowe i amunicję, gdzie tylko je znajdzie. 
Żadna z tych operacji nie jest przeprowadzana tylko w jednym celu. Nawet gdy napad ma na celu zdobycie pieniędzy, broń którą nosi ochrona musi zostać zdobyta również. Ekspropriacja jest pierwszym krokiem w organizowaniu naszej logistyki, który sam zakłada zbrojny i permanentnie ruchomy charakter. Drugim krokiem jest wzmocnienie i rozszerzenie logistyki, uciekanie się do wciągania wroga w zasadzki i pułapki, w których wróg jest zaskoczony, a jego broń, amunicja, pojazdy i inne zasoby są przechwytywane. 
Kiedy już partyzant miejski ma broń, amunicję i materiały wybuchowe, jednym z najpoważniejszych problemów logistycznych, w obliczu których on staje, jest ukrycie miejsca, w którym zostawia się materiał, i właściwe środki transportowania go tam, gdzie jest on potrzebny. To może być utrudnione, gdy wróg jest zaalarmowany i zablokował drogi. Znajomość terenu, jaką ma partyzant miejski, i sprzęt, którego używa czy jest zdolny użyć, tak samo jak zwiadowcy specjalnie przygotowani i zwerbowani dla tej misji, są podstawowymi elementami w rozwiązywaniu wiecznych problemów logistycznych, w obliczu których stają partyzanci. 


CHARAKTERYSTYKA TAKTYKI PARTYZANTA MIEJSKIEGO 


Taktyka partyzanta miejskiego charakteryzuje się następującymi cechami:

1. Jest ona taktyką agresywną, czyli innymi słowy ma charakter ofensywny. Jak dobrze wiadomo, działanie defensywne oznacza śmierć dla nas. Ponieważ jesteśmy piekłem dla wroga pod względem siły ognia, i nie mamy ani jego zasobów, ani podstawy jego potęgi, nie możemy bronić się przeciw ofensywie czy skoncentrowanemu atakowi psów. To jest przyczyna, dla której nasza technologia miejska nie może nigdy być permanentna, nie może nigdy bronić stałej bazy ani pozostawać w jednym miejscu, czekając aż się zaciśnie krąg represji. 
2. Jest taktyką ataku i raptownego wycofania się, przez co zachowujemy swoje siły.
3. Jest ona taktyką, co ma na celu rozwój partyzantki miejskiej, której funkcją będzie wyczerpanie, zdemoralizowanie i rozproszenie uwagi sił wroga, pozwalając na powstanie i przetrwanie partyzantki wiejskiej, której przeznaczeniem jest odegranie decydującej roli w wojnie rewolucyjnej. 



WSTĘPNA PRZEWAGA PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Dynamika partyzantki miejskiej polega na zbrojnych starciach partyzanta z siłami soldateski i policji dyktatury. W tym konflikcie policja ma przewagę. Partyzant miejski ma mniejsze siły. Paradoksem jest, że mimo wszystko to on jest atakującym. 
Siły soldateski i policji ze swej strony reagują na ten konflikt przez mobilizowanie i koncentrowanie przeważających i coraz większych sił i niszczenie partyzantki miejskiej. Partyzant może uniknąć porażki, jeżeli polega na wstępnej przewadze, którą ma i wie, jak wykorzystać ją do końca dla skompensowania swej słabości i braku materiału. Wstępna przewaga polega na tym, że:

1. Musi on wziąć wroga przez zaskoczenie.
2. Musi znać teren starcia.
3.Musi mieć większą ruchomość i szybkość niż policja czy inne siły represyjne. 
4. Jego służba informacyjna musi być lepsza niż wroga.
5. Musi on kontrolować sytuację i wykazywać stanowczość tak wielką, że każdy po naszej stronie jest nią zainspirowany i nigdy nie myśli o wahaniu się, podczas gdy po drugiej stronie wróg jest ogłuszony i niezdolny do działania. 


ZASKOCZENIE


Aby skompensować swą ogólną słabość i niedostatek broni w porównaniu z wrogiem, partyzant miejski stosuje zaskoczenie. Wróg nie ma sposobu zwalczania zaskoczenia, wpada w zamieszanie i jest niszczony. 
Kiedy partyzantka miejska wybuchła w Brazylii, doświadczenie udowodniło, że zaskoczenie było istotne dla sukcesu wszelkich operacji partyzanckich. Technologia zaskoczenia jest oparta na czterech istotnych wymogach:

1. Znamy sytuację wroga, którego zamierzamy atakować, zwykle dzięki środkom precyzyjnej informacji i drobiazgowej obserwacji, podczas gdy wróg nie wie, że zamierzamy go atakować i nic nie wie o atakujących. 
2. Znamy siłę wroga, którego zamierzamy atakować, a wróg nic nie wie o naszej sile. 
3. Atakując z zaskoczenia, zachowujemy swoje siły, podczas gdy wróg nie jest w stanie działać tak samo i jest zdany na łaskę losu. 
4.Określamy czas i miejsce ataku, ustalamy jego długotrwałość i cele. Wróg nic o tym nie wie. 


ZNAJOMOŚĆ TERENU


Najlepszym sojusznikiem partyzanta miejskiego jest teren, a ponieważ tak jest, to partyzant musi znać teren jak swoje pięć palców. Mieć teren za sojusznika oznacza wiedzieć, jak korzystać inteligentnie z jego nierówności, jego wysokich i niskich punktów, zwrotów, nieregularności , stałych i tajnych przejść, porzuconych obszarów, zarośli itd., wyciągając maksimum korzyści z tego wszystkiego dla sukcesu akcji zbrojnych, ucieczek, odwrotów, osłon i kryjówek. Miejsca wąskie i nie do przejścia, wąskie gardła, ulice remontowane, policyjne posterunki, wojskowe strefy i zamknięte ulice, wejścia do tuneli i wyjścia z nich, i to co wróg może zamknąć, zaułki kontrolowane czy obserwowane przez policję, sygnalizacja świetlna i znaki drogowe-wszystko to musi być dogłębnie znane i studiowane w celu uniknięcia fatalnych błędów. 
Naszym problemem jest przedostanie się i wiedza, gdzie i jak się ukryć, pozostawiając wroga oszołomionego na obszarach, których nie zna. Znając aleje, ulice, przejścia, wejścia i wyjścia, zaułki centrów miejskich, drogi przez nie na skróty, ich puste parcele, ich przejścia podziemne, jego system rur i kanałów, partyzant miejski bezpiecznie przemierza nieregularny i trudny teren nieznany policji, gdzie może ona zostać zaskoczona w fatalnej ślepej uliczce czy innej pułapce w każdej chwili. 
Ponieważ partyzant miejski zna teren, może poruszać się po nim na nogach, na rowerze, w samochodzie, dżipie czy małej ciężarówce, i nigdy nie będzie w pułapce. Działając w małych grupach po paru jedynie ludzi, partyzanci mogą spotkać się w czasie i miejscu określonym zawczasu, po czym rozpocząć atakiem nową operację partyzancką, czy wymknąć się policyjnemu kordonowi, dezorientując wroga swą nieoczekiwaną śmiałością. 
Niemożliwym do rozwiązania problemem dla policji w labiryntowym terenie partyzantki miejskiej jest schwytanie kogoś, kogo nie widzą, represjonować kogoś, kogo nie złapią, i zamknąć kogoś, kogo nie mogą znaleźć. 
Nasze doświadczenie jest takie, że idealnym partyzantem jest ktoś, kto działa w swoim mieście i dogłębnie zna jego ulice, jego okolice, jego problemy z przejściem i jego inne właściwości. Partyzant obcy, co przybywa do miasta, którego ulice są mu nieznane, jest słabym punktem, i jeśłi jest przypisany do pewnych operacji, może narazić je na niebezpieczeństwo. Żeby uniknąć ciężkich błędów, niezbędne jest dla niego poznanie otoczenia ulic. 


RUCHOMOŚĆ I SZYBKOŚĆ


Aby zapewnić sobie ruchomość i szybkość, której policja nie może osiągnąć, partyzant miejski potrzebuje następujących rzeczy:

1. Mechanizacji,
2. Znajomości terenu,
3. Zakłócenia albo powstrzymania transportu i łączności wroga,
4. Lekkiej broni.

Przez ostrożne przeprowadzanie operacji, która trwa jedynie parę chwil, i opuszczenie tego miejsca w pojazdach mechanicznych, partyzant miejski dokonuje raptownego wycofania się, unikając schwytania. Partyzant miejski musi znać drogę w szczegółach, i w ten sposób musi działać zgodnie z planem czasowym jak na ćwiczeniach, aby uniknąć wjeżdżania w ulice, które nie mają wyjazdu, albo utknięcia w korku, albo zatrzymania na sygnalizacji świetlnej. 
Policja idzie za partyzantem miejskim na ślepo, nie wiedząc, jaką drogę wybierze on dla ucieczki. Podczas gdy partyzant miejski ucieka szybko, ponieważ zna teren, policja gubi ślad i zaprzestaje ścigania. Partyzant miejski musi rozpoczynać swe operacje daleko od centrów logistycznych policji. Wstępną przewagą tej metody operacji jest to, że utrzymujemy w niej rozsądny dystans od możliwości schwytania, co ułatwia naszą ucieczkę. 
W dodatku do tej niezbędnej wstępnej ostrożności partyzant miejski musi być zaznajomiony z systemem łączności wroga. Telefon jest pierwszym celem w przeszkadzaniu wrogowi w dostępie do informacji przez powalenie jego systemu łączności. 
Nawet jeśli wróg wie o operacji partyzanckiej, jest zależny od nowoczesnego transportu jego wsparcia logistycznego, a jego pojazdy muszą tracić czas, przewożąc je przez wielkie korki w dużych miastach. Jasne jest, że poplątana i zdradliwa komunikacja jest niekorzystna dla wroga, tak samo gdyby była dla nas, gdybyśmy go nie wyprzedzili. 
Jeśli chcemy mieć pewny margines bezpieczeństwa i być pewni, że nie zostawimy śladów na przyszłość, możemy zastosować następujące metody:

1.Świadomie zagradzać drogę policji innymi pojazdami, albo przez rzekome pomyłki i wypadki; ale w tym wypadku używane do tego pojazdy nie powinny być legalne ani mieć prawdziwych numerów rejestracyjnych.
2.Zamykać drogi zwalonymi drzewami, głazami, rowami, fałszywymi znakami drogowymi, ślepymi zaułkami i objazdami lub innymi zmyślnymi metodami.
3.Umieszczać miny domowej roboty na drodze policji; używać benzyny czy rzucać koktajle Mołotowa, aby podpalić ich pojazdy.
4.Otwierać ogień z karabinu półautomatycznego albo broni takiej jak FAL, nacelowany na silniki i opony wozów zaangażowanych w pościg. 

Z arogancją typową dla policji i władz wojskowych wróg przystąpi do zwalczania nas, wyposażony w ciężką broń i sprzęt, i z manewrami opracowanymi przez ludzi uzbrojonych po zęby. Partyzant miejski musi odpowiedzieć na to lekką bronią, co może być łatwo transportowana, tak że on zawsze może uciec z maksymalną szybkością, nie przyjmując żadnej walki. Partyzant miejski nie ma innego celu niż atak i szybkie wycofanie się. Wystawialibyśmy się na najbardziej druzgocące porażki, gdybyśmy obciążali się ciężką bronią i straszną wagą amunicji niezbędnej do jej używania, równocześnie tracąc nasz cenny dar ruchomości. Kiedy nasz wróg walczy przeciw nam za pomocą konnej policji, nie ma przewagi nad nami tak długo, jak długo jesteśmy zmechanizowani. Samochód porusza się szybciej niż koń. Z samochodu także bierzemy na cel konną policję, powalając ją za pomocą ognia z karabinu półautomatycznego i rewolweru lub koktajlami Mołotowa i granatami ręcznymi.
Z drugiej strony nietrudno jest partyzantowi miejskiemu na własnych nogach wziąć na cel policjanta na grzbiecie konia. Więcej, sznury przeciągnięte przez ulicę, kamienie i korkowe zatyczki są bardzo skutecznymi metodami sprawiania, że obaj upadną. Wielką niekorzyścią, w obliczu której staje policjant na koniu, jest to, że obaj przedstawiają sobą dla partyzanta miejskiego doskonałe cele- i koń, i jeździec. 
Także helikopter nie ma większych szans w pościgu, chociaż jest szybszy niż człowiek na koniu. Jeśli koń jest zbyt wolny w porównaniu z samochodem partyzanta miejskiego, helikopter jest za szybki. Poruszając się z prędkością 200 kilometrów na godzinę, nigdy nie osiągnie sukcesu, uderzając z góry w cel, co jest zagubiony wśród tłumów i pojazdów na ulicach, ani nie może wylądować na drogach publicznych w celu schwytania kogoś. Równocześnie kiedy leci za nisko, będzie niezmiernie narażony na ogień partyzantów miejskich. 

INFORMACJA

Szanse, że rząd wykryje i zniszczy partyzantów miejskich, zmniejszają się, jak potęga wrogów dyktatury staje się większa i bardziej skoncentrowana wśród ludności. 
Ta koncentracja przeciwników dyktatury odgrywa prawdziwie ważną rolę w dostarczaniu informacji o działaniach policji i oficjeli rządowych, jak również ukrywaniu działalności partyzantów. Wróg może także zostać zarzucony fałszywą informacją, co jest gorsze dla niego, ponieważ to jest strasznie zgubne. 
Wszelkimi środkami źródła informacji w dyspozycji partyzanta miejskiego są potencjalnie lepsze niż policji. Wróg jest obserwowany przez lud, ale on nie wie, kto wśród ludu przekazuje informacje do partyzantów miejskich. Soldateska i policja są znienawidzone przez lud za niesprawiedliwości i przemoc, których się dopuściły, i to ułatwia uzyskanie informacji, co zagraża działaniom rządowych agentów. Informacja, co jest jedynie małym segmentem wsparcia ludowego, przedstawia sobą nadzwyczajny potencjał w rękach partyzanta miejskiego. Tworzenie służby wywiadu, ze zorganizowaną strukturą, jest podstawową potrzebą dla nas. Partyzant miejski musi mieć żywotnie ważną informację o planach i ruchach wroga; gdzie oni są, jak się poruszają, o zasobach ich sieci bankowej, ich środkach łączności i tajnych działaniach, które oni podejmują. Pewna informacja, przekazana do partyzantów, przedstawia sobą dobrze wymierzony cios w dyktaturę. Dyktatura nie ma sposobu się obronić w obliczu ważnego przecieku, który ułatwia nasze niszczące ataki. 
Wróg także chce wiedzieć, co za działania planujemy, tak żeby mógł im zapobiec lub nas zniszczyć. W tym sensie niebezpieczeństwo zdrady jest stale obecne, i wróg wstawia zdrajców i infiltrujących szpiegów do organizacji partyzanckiej. Technologia partyzanta miejskiego przeciw tej taktyce wroga polega na publicznym demaskowaniu szpiegów, zdrajców, informatorów i prowokatorów. Skoro nasza walka ma miejsce wśród ludu i zależy od jego sympatii-podczas gdy rząd ma złą reputację z powodu swej brutalności, korupcji i niekompetencji-informatorzy, szpiedzy, zdrajcy i policja stają się wrogami ludu, bez zwolenników, są wydawani partyzantom miejskim i w wielu wypadkach właściwie karani. 
Ze swej strony partyzant miejski nie może unikać obowiązku-kiedy już wie, kto jest szpiegiem czy informatorem-fizycznego sprzątania ich. To jest właściwa metoda, aprobowana przez lud, i ona zmniejsza znacznie liczbę przypadków infiltracji czy wrogiego szpiegowania. Dla pełnego sukcesu walki przeciw szpiegom i informatorom istotne jest zorganizowanie służby kontrwywiadu. Mimo wszystko, co się tyczy informacji, to nie może ona być redukowana do sprawy znania ruchów wroga i unikania infiltracji szpiegów. Informacja wywiadowcza musi być szeroka-musi obejmować wszystko, włącznie z najbardziej nieznaczącym materiałem. Jest technologia uzyskiwania informacji, i partyzant miejski musi być mistrzem w niej. Przy postępowaniu według niej informacja wywiadowcza jest pozyskiwana naturalnie, jako część życia ludu. Partyzant miejski, żyjąc w środku ludności i poruszając się wśród niej, musi uważać na wszelkie typy rozmów i stosunków międzyludzkich, ucząc się jak taić swe zainteresowanie z wielką zręcznością i opinią. W miejscach gdzie lud pracuje, studiuje i żyje, łatwo jest zbierać wszelkiego rodzaju informacje o zapłatach, biznesie, planach wszelkiego rodzaju, punktach widzenia, opiniach, stanie umysłów ludu, sztuczkach, wewnętrznym otoczeniu budynków, biur i pomieszczeń, centrach operacji itd. 
Obserwowanie, śledzenie, rozpoznanie i badanie terenu są także wspaniałymi źródłami informacji. Partyzant miejski nigdy nie idzie dokądkolwiek nierozsądnie i bez rewolucyjnej czujności, lecz zawsze mając się na baczności, żeby się coś nie wydarzyło. Oczy i uszy otwarte, zmysły wyostrzone, pamięć jego jest obciążona wszystkim co niezbędne, teraz czy w przyszłości, dla trwałej działalności partyzanckiego bojownika. Uważne czytanie prasy ze szczególnym naciskiem na środki masowej komunikacji, badanie zgromadzonych danych, przekazywanie wiadomości i wszystkiego godnego uwagi, wytrwałość w zdobywaniu informacji i informowaniu innych-wszystko to składa się na zagmatwany i bardzo skomplikowany problem informacji, który daje partyzantowi miejskiemu decydującą przewagę. 


STANOWCZOŚĆ


Dla partyzanta miejskiego nie wystarczy mieć po swej stronie zaskoczenie, szybkość, znajomość terenu i informacja. Musi on także wykazywać panowanie nad każdą sytuacją i zdolność do stanowczości, bez której wszystkie inne zalety okażą się bezużyteczne. Niemożliwe jest przeprowadzenie żadnej akcji, niezależnie jak dobrze zaplanowanej, jeśli partyzant miejski zacznie być niezdecydowany, niepewny, chwiejny. Nawet akcja pomyślnie rozpoczęta może zakończyć się porażką, jeśli panowanie nad sytuacją i zdolność do szybkiego podejmowania decyzji zawiodą w środku wykonywania planu. Kiedy nie ma tego panowania nad sytuacją i tej zdolności do szybkiego podejmowania decyzji, próżnię wypełni wahanie i strach. Wróg skorzysta z tego błędu i będzie zdolny nas zlikwidować. 
Tajemnicą sukcesu wszelkiej operacji, prostej czy skomplikowanej, łatwej czy trudnej, jest poleganie na zdeterminowanych ludziach. Ściśle mówiąc nie ma prostych operacji: wszystkie muszą być przeprowadzane z taką samą troską, jak najtrudniejsze, poczynając od doboru elementów ludzkich-co oznacza poleganie na kierownictwie i zdolności do szybkiego podejmowania decyzji w każdej sytuacji. 
Czy akcja będzie udana, czy nie, można przewidzieć już patrząc na to, jak jej uczestnicy działają w okresie przygotowawczym. Ci co się spóźniają, co nie są w stanie nawiązać określonych kontaktów, są lekko zmieszani, zapominają rzeczy, nie udaje im się wykonać podstawowych zadań w robocie-być może są niezdecydowanymi ludźmi i mogą być niebezpieczeństwem. Lepiej ich nie włączać do akcji. Stanowczość oznacza wcielanie w życie planu, co został nakreślony z determinacją, ze śmiałością i z absolutną trwałością. Wystarczy jedna osoba, co się waha, by zgubić wszystkich. 


CELE AKCJI PARTYZANTA


Po rozwinięciu i ustabilizowaniu swej taktyki partyzant miejski szkoli się w metodach działania prowadzących do ataku, i w Brazylii ma następujące cele:

1. Zagrozić trójkątowi, w którym są utrzymywane brazylijskie państwo i północnoamerykańska dominacja, trójkątowi którego wierzchołkami są Rio, Sao Paulo i Belo Horizonte, i którego podstawą jest oś Rio-Sao Paulo, gdzie jest umiejscowiony gigantyczny kompleks przemysłowy, finansowy, gospodarczy, polityczny, kulturalny, wojskowy i policyjny, co utrzymuje decydującą władzę w państwie. 
2.Osłabiać lokalną milicję i systemy bezpieczeństwa dyktatury, biorąc pod uwagę fakt, że my atakujemy, a psy się bronią, co oznacza zepchnięcie rządu na pozycje obronne, z jego oddziałami unieruchomionymi w obronie całego kompleksu utrzymania narodowego, z ciągle obecnym strachem przed atakiem na jego centra strategiczne i nerwy, nie wiedząc gdzie, jak i kiedy on nastąpi. 
3.Atakować każdy obszar małymi różnymi grupami zbrojnymi, małych rozmiarów, przy czym każda jest oddzielna i działa niezależnie, aby rozproszyć siły rządowe w pogoni za dogłębnie pokawałkowaną organizacją zamiast dawać dyktaturze okazję do skoncentrowania jej sił na niszczeniu ściśle zorganizowanego systemu działającego w kraju. 
4.Dawać dowody waleczności, zdecydowania, twardości, determinacji i stałości w atakowaniu dyktatury wojskowej w celu umożliwienia wszystkim buntownikom pójścia za naszym przykładem i walkę za pomocą taktyki partyzantki miejskiej. Tymczasem rząd ze wszystkimi swymi problemami, niezdolny do powstrzymania akcji partyzanckich w miastach, będzie tracił czas i cierpiał na nie kończące się wyczerpanie, i w końcu będzie zmuszony wycofać swe siły represyjne w celu utrzymania pod strażą banków, przemysłu, arsenałów, koszar, więzień, urzędów publicznych, stacji radiowych i telewizyjnych, firm północnoamerykańskich, zbiorników gazu, rafinerii ropy naftowej, okrętów, samolotów, portów, lotnisk, szpitali, ośrodków zdrowia, banków krwi, sklepów, garaży, ambasad, rezydencji członków reżimu wysokiej rangi takich jak ministrowie i generałowie, posterunków policji, organizacji oficjalnych itd. 
5.Zwiększać akcje partyzantki miejskiej stopniowo w nie kończącą się liczbę niespodziewanych napadów, tak żeby rząd nie mógł pozostawić obszarów miejskich w celu ścigania partyzantów na prowincji bez narażania się na ryzyko porzucenia miast i umożliwienia buntowi wzrastania na wybrzeżu, jak również w centrum kraju. 
6.Zmusić armię i policję, ich dowódców i ich pomocników, do zmiany względnego komfortu i spokoju w ich koszarach i ich zwykłego spoczynku w stan strachu i rosnącego napięcia w oczekiwaniu na atak albo w poszukiwaniu śladów tych, co znikają bez śladu. 
7.Unikać otwartej walki i decydującego starcia z rządem, ograniczając walkę do krótkich, raptownych ataków z błyskawicznymi rezultatami.
8.Zapewnić sobie maksimum swobody ruchu i działania, niekiedy nie rezygnując ze stosowania akcji zbrojnej, pozostając twardo zorientowanymi na dopomożenie kształtowaniu partyzantki wiejskiej i wspieranie budowy rewolucyjnej armii na rzecz wyzwolenia narodowego. 


O TYPACH I NATURZE ZADAŃ PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Żeby osiągnąć cele wyżej wymienione, partyzant miejski jest zobowiązany w swej taktyce wykonywać zadania, których natura jest tak różna i zróżnicowana, jak to tylko możliwe. Partyzant miejski nie wybiera arbitralnie tego czy tamtego zadania. Niektóre akcje są proste; inne są skomplikowane. Niedoświadczony partyzant musi być stopniowo wprowadzany w akcje i operacje, od prostych po skomplikowane. Zaczyna od małych zadań i celów, aż stanie się zupełnie doświadczony. 
Przed każdą akcją partyzant miejski musi przemyśleć metody i ludzi, jakimi dysponuje dla wykonania zadania. Operacje i akcje, które wymagają przygotowania technologicznego partyzanta miejskiego, nie mogą być przeprowadzane przez kogoś, komu brakuje doświadczenia technologicznego. Z tym zastrzeżeniem-zadania, jakich partyzant miejski może się podjąć, są następujące:

1. zamachy
2. najazdy i wdzieranie się
3. okupacje
4. wciąganie w zasadzki
5. taktyka uliczna
6. strajki i przerwy w pracy
7. dezercje, dywersje, zajmowanie, ekspropriacja broni, amunicji i materiałów wybuchowych
8. uwalnianie więźniów
9. egzekucje
10. porwania
11. sabotaż
12. terroryzm
13. propaganda zbrojna
14.wojna nerwów


ZAMACHY


Zamachy są to zbrojne ataki, które robimy dla ekspropriacji funduszów, uwalniania więźniów, zdobywania materiałów wybuchowych, karabinów półautomatycznych i innych typów broni i amunicji. Zamachy mogą mieć miejsce w biały dzień albo w nocy. Zamachy w dzień są dokonywane, gdy cel nie może zostać osiągnięty o innej godzinie, bo na przykład przewozu pieniędzy do banków lub z banków nie robi się w nocy. Nocny zamach jest zwykle najkorzystniejszy dla partyzanta. Ideałem byłoby, gdyby wszystkie zamachy miały miejsce w nocy, kiedy warunki do zaskakującego ataku są najbardziej korzystne, a ciemność ułatwia ucieczkę i ukrycie tożsamości uczestników. Mimo wszystko partyzant miejski musi przygotować się do działania w każdych warunkach, tak w biały dzień, jak i w nocy.
Najbardziej podatne na zamachy są następujące cele:

1. instytucje kredytowe
2. przedsiębiorstwa handlowe i przemysłowe, włącznie z fabrykami i wytwórniami broni i materiałów wybuchowych
3. instytucje wojskowe
4. komisariaty i posterunki policji
5. więzienia
6. własność rządowa
7. środki masowej komunikacji
8. firmy i inna własność północnoamerykańska
9.rządowe pojazdy, włącznie z wojskowymi i policyjnymi, ciężarówki, wozy bojowe, samochody do przewozu pieniędzy, pociągi, okręty i samoloty.

Zamachy na przedsiębiorstwa używają tej samej taktyki, bo w każdym razie budynki przedstawiają sobą nieruchomy cel. Zamachy ma budynki są planowane jako operacje partyzanckie, różne w zależności od tego, czy są dokonywane przeciw bankom, przedsiębiorstwu handlowemu, przemysłowym, bazom wojskowym, komisariaty, więzienia, radiostacje, domy towarowe zagranicznych firm itd. 
Zamachy na pojazdy-samochody przewożące pieniądze, wozy bojowe, pociągi, okręty, samoloty-są innej natury, bo to są ruchome cele. Natura operacji różni się w zależności od sytuacji i okoliczności-to jest, czy pojazd stoi, czy się porusza.
Wozy bojowe, włącznie z wojskowymi, nie są odporne na miny. Blokady dróg, pułapki, podstępy, przechwycenie przez inne pojazdy, koktajle Mołotowa, strzelanie z ciężkiej broni są skutecznymi metodami dokonywania zamachów na pojazdy. Ciężkie pojazdy, samoloty na lotniskach i zakotwiczone statki mogą być zajmowane, a ich załogi i ochrona pokonywane. Samoloty w locie mogą być porywane przez akcję partyzancką lub przez jedną osobę. Na okręty i pociągi w ruchu można dokonywać zamachów i zajmować je operacjami partyzanckimi w celu zdobycia broni i amunicji lub zapobieżenia ruchom oddziałów wroga. 


NAPAD NA BANK JAKO POPULARNE ZADANIE


Najbardziej popularnym zadaniem jest napad na bank. W Brazylii partyzanci miejscy zaczęli rodzaj zorganizowanego napadu na banki jako operację partyzancką. Dziś ten typ zamachu jest szeroko stosowany i służył jako rodzaj wstępnego testu dla partyzanta miejskiego w szkoleniu go w taktyce partyzantki miejskiej. Ważne innowacje w taktyce napadania na banki zostały rozwinięte pod względem zapewnienia ucieczki, wyciągnięcia pieniędzy i anonimowości uczestników. Wśród tych innowacji przytoczmy strzelanie w opony samochodów, by zapobiec pościgowi, zamykanie ludzi w łazience w banku, sadzanie ich na podłodze, unieruchamianie ochroniarzy bankowych i przejmowanie ich broni, zmuszanie kogoś do otwarcia sejfów czy skrytek i stosowanie przebrania.
Próby instalowania alarmów bankowych, używania strażników czy elektronicznych urządzeń wykrywających okazały się bezpłodne, gdy zamach jest polityczny i jest przeprowadzany zgodnie z technologiami partyzantki miejskiej. Ta metoda partyzantki obejmuje nowe technologie, aby sprostać zmianom w taktyce wroga, ma dostęp do siły ognia, co rośnie z każdym dniem, staje się coraz bardziej doświadczona i bardziej dyskretna, i używa za każdym razem większej liczby partyzantów; wszystko by zagwarantować sukces operacji zaplanowanych do ostatniego szczegółu.
Napad na bank jest typową ekspropriacją. Ale tak samo jak przy każdym rodzaju zbrojnej akcji ekspropriacyjnej, handicapem dla partyzanta miejskiego jest dwojaka konkurencja:

1. konkurencja kryminalistów,
2.konkurencja prawicowych kontr-rewolucjonistów

Konkurencja ta wywołuje zamieszanie, które jest odzwierciedlane przez niepewność ludu. Jest w interesie partyzanta miejskiego, żeby temu zapobiec, żeby zaś zapobiec, musi on stosować dwie metody:

1. Musi on unikać techniki zbrodniczej, którą jest niepotrzebny rodzaj przemocy i ekspropriacja dóbr i posiadłości należących do ludu.
2. Musi wykorzystać zamach dla celów propagandowych w tym samym momencie, gdy ma on miejsce, a później rozprowadzać materiał, ulotki-wszelkie możliwe środki wyjaśniania celów i zasad partyzantów miejskich jako wywłaszczycieli rządu i elity rządzącej.

NAJAZDY I WDZIERANIE SIĘ 

Najazdy i wdzieranie się są to raptowne ataki na instytucje ulokowane w sąsiedztwie czy nawet w centrum miasta, takie jak małe jednostki wojskowe, komisariaty, szpitale, aby wywołać kłopoty, przejąć broń, ukarać i sterroryzować wroga, wziąć odwet albo uratować rannych więźniów albo trzymanych w szpitalu pod strażą policyjną. Najazdy i wdzieranie się są także przeprowadzone na garaże i zajezdnie, by niszczyć pojazdy i uszkadzać instalacje, szczególnie jeśli są one własnością północnoamerykańskich firm czy instytucji.
Kiedy mają one miejsce na pewnych odcinkach szosy czy w pewnych odległych okolicach, te najazdy mogą służyć do zmuszenia wroga do przesunięcia dużej liczby oddziałów, co jest wysiłkiem całkowicie bezużytecznym, skoro kiedy już tam dotrą, nie zastaną nikogo, z kim mogłyby walczyć. Kiedy są przeprowadzane w pewnych domach, biurach, archiwach czy urzędach publicznych, ich celem jest szukanie i przechwycenie tajnych papierów i dokumentów, które demaskują interesy, układy i korupcję ludzi w rządzie, ich brudne sprawki i zbrodnicze transakcje. Najazdy i wdzieranie się są najbardziej skuteczne, kiedy są przeprowadzane w nocy. 


OKUPACJE


Okupacje są rodzajem ataku przeprowadzanego, kiedy partyzant miejski stacjonuje w szczególnych instytucjach i miejscach w czasowej akcji przeciw wrogowi albo w jakimś celu propagandowym. Okupacje fabryk i szkół w czasie strajków albo w innym czasie jest metoda protestu lub odwracania uwagi wroga. Okupacja radiostacji jest dla celów propagandowych. 
Okupacja jest wysoce skutecznym modelem akcji, ale w celu uniknięcia ofiar i strat materialnych naszych sił zawsze dobrze jest zaplanować możliwość zbrojnego wycofania się. To musi zawsze być drobiazgowo planowane i przeprowadzane w korzystnym momencie.
Okupacje zawsze mają ograniczenie czasowe i im szybciej osiągają swój cel, tym lepiej.

WCIĄGANIE W ZASADZKĘ

Wciąganie w zasadzkę to atak dokonywany z zaskoczenia, kiedy wróg wpada w pułapkę na drodze albo kiedy robi sieć policyjną otaczającą dom lub posiadłość. Fałszywy alarm może ściągnąć wroga w miejsce, gdzie wpada on w pułapkę. 
Głównym celem wciągania w zasadzkę jest przechwytywanie od wroga broni i karanie go śmiercią. Zasadzki polegające na zatrzymywaniu pociągów pasażerskich są dokonywane dla celów propagandowych, a w wypadku pociągów z wojskiem celem jest unicestwienie wroga i przejęcie jego broni. 
Partyzant miejski-snajper jest rodzajem bojownika specjalnie odpowiedniego dla wciągania w zasadzkę, ponieważ on może ukryć się łatwo w nieregularnościach terenu, na dachach i szczytach budynków, w tym mieszkalnych, także znajdujących się w budowie. Z okien i ciemnych miejsc może on ostrożnie brać na cel wybrany obiekt. Wciągnięcie w zasadzkę wywiera druzgocący efekt na wroga, pozostawiając go bezsilnego, w niepewności i strachu. 


TAKTYKA ULICZNA


Taktyka uliczna jest stosowana do zwalczania wroga na ulicach przy wykorzystaniu udziału ludności przeciw niemu. W 1968 r. brazylijscy studenci używali wspaniałej taktyki ulicznej przeciw oddziałom policji, takich jak maszerowanie wzdłuż ulic pod prąd i używanie proc i kamieni przeciw policji konnej. 
Inna taktyka uliczna polega na budowaniu barykad; wyrywaniu kamieni brukowych i rzucaniu ich w policję; rzucaniu butelek, cegieł, przycisków do papieru i innych pocisków w policję ze szczytu biurowców i budynków mieszkalnych; wykorzystaniu budynków i innych budowli do ucieczki, do ukrycia i do wsparcia niespodziewanych ataków. 
Równie niezbędne jest wiedzieć, jak odpowiadać na taktykę wroga. Kiedy oddziały policyjne przybywają wkładając hełmy, by się chronić przed rzucanymi przedmiotami, musimy podzielić się na dwie drużyny-jedną do atakowania wroga z przodu, drugą do atakowania go z tyłu-i wycofywać jedną, gdy druga wchodzi do akcji, by uniknąć rażenia pierwszej przez pociski rzucane przez drugą. 
Z tej samej przyczyny ważne jest wiedzieć, jak odpowiadać na policyjną sieć. Kiedy policja wyznacza pewnych swoich ludzi, żeby weszli w tłum i aresztowali demonstranta, większa grupa partyzantów miejskich musi otoczyć grupę policyjną, rozbroić i pobić ją i równocześnie umożliwić więźniowi ucieczkę. Ta operacja partyzantki miejskiej jest zwana “siecią w sieci”.
Kiedy policyjna sieć jest formowana w budynku szkolnym, fabryce, miejscu gdzie demonstranci się gromadzą czy jakimś innym punkcie, partyzant miejski nie może rzucać ani dać się zaskoczyć. Żeby uczynić tę sieć skuteczną, wróg jest zmuszony transportować swe oddziały pojazdami i specjalnymi wozami, by zająć strategiczne punkty na ulicach w celu inwazji na budynek czy wybrany lokal. 
Partyzant miejski ze swej strony nie może nigdy opróżniać budynku czy obszaru i spotykać się w nim, zanim nie zna wyjść z niego, drogi wyrwania się z okrążenia, strategicznych punktów, które policja musi zająć, i dróg, które nieuchronnie prowadzą w sieć, i musi utrzymać inne punkty strategiczne, z których uderza we wroga. Drogi, po których jadą pojazdy policyjne, muszą zostać zaminowane w kluczowych punktach wzdłuż drogi i na przymusowych blokadach dróg. Kiedy mina eksploduje, pojazdy zostaną wysadzone w powietrze. Policja zostanie schwytana w pułapkę i będzie ponosić straty i ofiary wskutek tego wciągnięcia w zasadzkę. 
Sieć musi zostać przerwana przez ucieczkę drogami, które są nieznane policji. Rygorystyczne planowanie wycofania się jest najlepszą drogą do sfrustrowania wszelkiego wysiłku okrążającego ze strony wroga. Kiedy nie ma możliwości planu ucieczki, partyzant nie może trzymać się spotkań, zgromadzeń ani robić nic, czego robienie będzie przeszkadzać mu w przedarciu się przez sieć, którą wróg będzie z pewnością próbował zarzucić wokół niego. Taktyka uliczna ujawniła nowy typ partyzanta miejskiego, co uczestniczy w masowych protestach. To jest typ, który określamy jako “partyzant miejski-demonstrant”, co przyłącza się do tłumów i uczestniczy w marszach, mając na myśli specyficzne i określone cele. Partyzant miejski-demonstrant musi zapoczątkować “sieć w sieci”, plądrując pojazdy rządowe, wozy urzędowe i pojazdy policyjne, zanim je przewróci czy podpali, żeby zobaczyć, czy w którymś z nich nie ma pieniędzy czy broni. 
Snajperzy są bardzo dobrzy na demonstracje masowe, i wraz z partyzantem miejskim-demonstrantem mogą odgrywać wartościową rolę. Ukryci w strategicznych punktach snajperzy odnoszą pełny sukces, wykorzystując karabiny lub karabiny półautomatyczne, które mogą łatwo spowodować straty wśród wroga. 


STRAJKI I PRZERWY W PRACY


Strajk jest modelem akcji stosowanym przez partyzana miejskiego w zakładach pracy i szkołach, aby zaszkodzić wrogowi przez zatrzymanie aktywności pracowniczej czy studenckiej. Ponieważ to jest jedna z najstraszniejszych broni na wyzyskiwaczy i gnębicieli, wróg stosuje straszną siłę ognia i niewiarygodną przemoc przeciw temu. Strajkujący są wsadzani do więzienia, bici, a wielu z nich jest zabijanych. 
Partyzant miejski musi przygotować strajk w taki sposób, żeby nie zostawić żadnego śladu czy tropu, który może zidentyfikować przywódców takiej akcji. Strajk jest zwycięski, kiedy jest zorganizowany przez małą grupę, jeśli jest dobrze przygotowany w tajemnicy przy użyciu najbardziej tajnych metod. Broń, amunicja, koktajle Mołotowa, domowej roboty bronie niszczące i atakujące, wszystko to musi być dostarczone zawczasu na spotkanie wroga. Tak więc żeby akcja mogła spowodować u niego największy możliwy uszczerbek, właściwą rzeczą jest wypracowanie i wcielenie w życie planu sabotażu. 
Strajki i przerwy studiów, chociaż mają krótki okres trwania, przynoszą poważny uszczerbek wrogowi. Wystarczy, by powstały w różnych miejscach i różnych sektorach tego samego obszaru, a zakłócą życie codzienne, pojawiając się bez końca, jeden po drugim, w prawdziwie partyzanckim stylu. W strajkach czy zwykłych przerwach w pracy partyzant miejski musi uciekać się do okupacji czy wdzierania się w dane miejsce, albo może po prostu dokonać najazdu. W tym wypadku jego celem jest wzięcie jeńców, na przykład agentów wroga, żeby zaproponować wymianę ich na aresztowanych strajkujących. W pewnych wypadkach strajki i krótkie przerwy w pracy mogą stwarzać wspaniałą okazję do do przygotowywania zasadzek czy pułapek, których celem jest fizyczne niszczenie policji. Podstawowym faktem jest to, że wróg ponosi straty, jak również doznaje uszczerbku materialnego i moralnego, i jest osłabiony przez tę akcję. 


DEZERCJE, DYWERSJE, ZAJĘCIA, EKSPROPRIACJA AMUNICJI I MATERIAŁÓW WYBUCHOWYCH


Dezercja i dywersja broni są akcjami przeprowadzanymi w bazach wojskowych, na okrętach, w szpitalach wojskowych itd. Żołnierz czy oficer partyzantki miejskiej musi zbiec w najbardziej korzystnym momencie z nowoczesną bronią i amunicją, aby przekazać ją partyzantom. 
Jeden z najbardziej sprzyjających momentów jest wtedy, gdy żołnierz partyzantki miejskiej jest wzywany, by ścigać swych towarzyszy partyzanckich poza bazą wojskową. Zamiast wykonywania rozkazów psów, wojskowy partyzant miejski musi dołączyć do szeregów rewolucjonistów przez przekazanie im broni i amunicji, którą niesie czy pojazdu wojskowego, który prowadzi. Zaletą tej metody jest to, że buntownicy otrzymują broń i amunicję od armii, floty, sił powietrznych, żandarmerii czy policji bez żadnej wielkiej roboty, tak jakby rząd sam im ją dostarczył. 
Inne okazje mogą powstać w koszarach, i wojskowy partyzant miejski musi zawsze być czujny na nie. W razie beztroski ze strony dowódców czy w innych sprzyjających warunkach-takich jak biurokratyczne postawy czy rozluźnienie dyscypliny ze strony poruczników czy innego personelu wewnętrznego-wojskowy partyzant miejski nie może dłużej czekać, lecz musi próbować poinformować partyzantów i zdezerterować z tak wielką ilością broni, jak tylko się da. Kiedy tam nie ma możliwości dezercji z bronią i amunicją, wojskowy partyzant miejski musi angażować się w sabotaż, wywołując pożary i wybuchy w arsenałach. Ta technologia dezercji z bronią i najazdów oraz sabotażu w ośrodkach wojskowych jest najlepszym sposobem znoszenia i demoralizowania wroga i pozostawiania go w zamieszaniu. Celem partyzanta miejskiego przy rozbrajaniu pojedynczego wroga jest przejecie jego broni. Te bronie są zwykle w rękach wartowników czy innych, których zadaniem jest pilnowanie. Przejęcie broni może być dokonywane środkami przemocy albo zręcznością, sztuczkami i pułapkami. Kiedy wróg jest rozbrojony, trzeba go jeszcze przeszukać na okoliczność innej broni. Jeśli jesteśmy nieostrożni, on może użyć broni, co nie została przejęta, i zastrzelić partyzanta miejskiego. 
Przejmowanie broni jest skuteczną metodą zdobywania karabinów półautomatycznych, najważniejszej broni partyzanta miejskiego. Kiedy przeprowadzamy małe operacje czy akcje dla przejęcia broni i amunicji, przejmowane materiały mogą posłużyć do osobistego użytku albo dla zbrojenia i wyposażenia drużyn ogniowych. 
Konieczność dostarczania siły ognia dla partyzantów miejskich jest tak wielka, że w celu startu od zera często musimy kupić jedną sztukę broni, albo przejąć wskutek dywersji. Podstawowym punktem jest początek, i początek z duchem stanowczości i śmiałości. Posiadanie już jednego karabinu półautomatycznego zwielokrotnia nasze siły. W napadzie na bank musimy być ostrożni, przejmując broń ochrony banku. Reszta broni będzie znaleziona u skarbnika, kasjerów banku czy menedżera, i musi także zostać przejęta. Przejęcie broni, amunicji i materiałów wybuchowych jest celem pa

 partyzanta miejskiego przy napadach na przedsiębiorstwa handlowe, przemysłowe i kamieniołomy.


UWALNIANIE WIĘŹNIÓW


Uwalnianie więźniów jest zbrojną akcją w celu uwolnienia uwięzionych partyzantów miejskich, W codziennej walce przeciw wrogowi partyzant miejski może zostać aresztowany i skazany na dożywotnie więzienie. 
To nie znaczy, ze walka się kończy tutaj. Dla partyzanta jego doświadczenie jest pogłębiane przez więzienie, i walka trwa nawet w kazamatach, gdzie jest on trzymany. Uwięziony partyzant postrzega wrogie więzienia jako teren, który musi zdominować i zrozumieć w celu uwolnienia się w wyniku operacji partyzanckiej. Nie ma takiego wiezienia, czy to na wyspie, czy w mieście, czy na farmie, które by było odporne na chytrość, zręczność i siłę ognia buntowników. 
Partyzant miejski, który jest wolny, postrzega wrogie więzienia jako nieuchronne miejsce akcji partyzanckich mających na celu uwolnienie jego towarzyszy ideowych z więzienia. To to połączenie partyzantki miejskiej na wolności i w wiezieniu skutkuje zbrojnymi operacjami polegającymi na uwalnianiu więźniów. 
Przy uwalnianiu więźniów mogą być stosowane następujące operacje partyzanckie:

1. bunty w zakładach karnych, w koloniach czy obozach poprawczych, lub przy transporcie czy na statkach-więzieniach;
2. zamachy na miejskie czy wiejskie więzienia, ośrodki zatrzymań, obozy czy inne stałe lub tymczasowe miejsca, gdzie więźniowie są trzymani;
3. zamachy na transportujące więźniów pociągi lub konwoje; 
4. najazdy i wdzieranie się do więzień;
5.wciąganie w zasadzki strażników, co konwojują więźniów.


EGZEKUCJE


Egzekucja jest zabiciem zagranicznego szpiega, agenta dyktatury, policyjnego kata, osobistości z dyktatorskiego rządu zamieszanej w zbrodnie i prześladowania przeciw patriotom, naiwniaka na stołku, informatora, policyjnego agenta czy prowokatora. Ci co idą na policję z własnej woli, aby robić denuncjacje i oskarżenia, co dostarczają informacje i co dotykają ludzi, muszą być traceni, kiedy są chwytani przez partyzantów miejskich. 
Egzekucja jest tajną akcją, w której uczestniczy najmniejsza możliwa liczba partyzantów miejskich. W wielu wypadkach egzekucja może zostać przeprowadzona przez pojedynczego snajpera, cierpliwego, samotnego i nieznanego, i działającego w absolutnej tajności i z zimną krwią. 

PORWANIE


Porwanie jest schwytaniem i trzymaniem w tajnym miejscu szpiega, osobistości politycznej lub znanego i niebezpiecznego wroga ruchu rewolucyjnego. Porwanie jest stosowane w celu wymiany na uwięzionych rewolucjonistów albo zmuszenia do zaprzestania stosowania tortur w więzieniu przez dyktaturę wojskową.
Porywanie osobistości, które są dobrze znanymi artystami, sportowcami lub wybijają się w jakichś innych dziedzinach, ale nie wykazują zainteresowań politycznych, może być skuteczną formą propagandy dla partyzantów, jeśli zdarza się w szczególnych okolicznościach i przebiega tak, że opinia publiczna rozumie ich i sympatyzuje z nimi. Porywanie cudzoziemców i turystów jest formą protestu przeciw penetracji i dominacji imperializmu w naszym kraju. 


SABOTAŻ


Sabotaż jest wysoce destrukcyjnym rodzajem ataku, stosowanym przez parę osób-a czasami wystarczy tylko jedna-by osiągnąć upragniony rezultat. Kiedy partyzant miejski stosuje sabotaż, pierwszym krokiem jest sabotaż izolowany. Potem przychodzi krok sabotażu rozproszonego i sabotaż ogólny, przeprowadzany przez ludność. 
Dobre wykonanie sabotażu wymaga studiowania, planowania i ostrożnego działania. Charakterystyczną formą sabotażu jest wybuch przy użyciu dynamitu, ogień albo podłożenie min. Trochę piasku, strużka wszelkiego rodzaju łatwopalnych materiałów, złe nasmarowanie, usunięta śruba, krótkie spięcie, wstawione kawałki drewna czy żelaza mogą wywołać szkodę nie do naprawienia. Celem sabotażu jets ranienie, uszkadzanie, czynienie bezużytecznym i niszczenie żywotnych punktów wroga, takich jak niżej wymienione:

1. gospodarka kraju
2. produkcja rolna lub przemysłowa
3. systemy transportu i łączności
4. systemy policyjne i wojskowe, ich instytucje i magazyny
5. represyjny system wojskowo-policyjny
6.firmy i inna własność wyzyskiwaczy w kraju

Partyzant miejski powinien zagrozić gospodarce kraju, szczególnie jej gospodarczym i finansowym aspektom, takim jak jej wewnętrzna i zagraniczna sieć bankowa, jej systemy wymiany i kredytu, jej system ściągania podatków itd. Urzędy publiczne, ośrodki i magazyny rządu są łatwymi celami dla sabotażu. Ani nie będzie łatwo zapobiec sabotażowi produkcji rolnej i przemysłowej przez partyzanta miejskiego, z jego dogłębną znajomością lokalnej sytuacji. Robotnicy fabryczni działający jako partyzanci miejscy są wspaniałymi sabotażystami przemysłowymi, bo oni lepiej niż ktokolwiek rozumieją przemysł, fabrykę, maszynerię czy część najbardziej nadającą się do zniszczenia całego procesu, czyniąc o wiele więcej szkody niż mógłby uczynić źle poinformowany amator.
Co się tyczy transportu i systemów łączności wroga, poczynając od ruchu kolejowego, niezbędne jest atakowanie ich systematycznie przez sabotaże. Jedyne zastrzeżenie jest, aby nie powodować śmierci i ran pasażerów, szczególnie regularnie dojeżdżających do pracy pociągami podmiejskimi i dalekobieżnymi. Ataki na pociągi towarowe, jadące lub stojące, powstrzymywanie transportów wojskowych i systemów łączności-to są główne cele w tej dziedzinie. Wagony sypialne mogą być uszkadzane i wykolejane, jak się da. Tunel zablokowany przez barierę z materiałów wybuchowych albo przeszkoda w postaci wykolejonego wagonu powoduje ogromne szkody. 
Wykolejenie pociągu przewożącego paliwo jest wielką szkodą dla wroga. Tak samo jest z wysadzeniem dynamitem mostu kolejowego. W systemie, gdzie rozmiar i waga jadącego sprzętu są ogromne, reperacja czy odbudowa zniszczeń i uszkodzeń zajmie robotnikom miesiące. Co się tyczy głównych szos, mogą one być przegradzane drzewami, stojącymi pojazdami, rowami, barierami przemieszczonymi dynamitem, oraz wysadzeniem mostu. Statki mogą być uszkadzane na kotwicy w portach morskich czy rzecznych, albo na przystaniach. Samolot może zostać zniszczony lub uszkodzony na ziemi. 
Linie telefoniczne i telegraficzne mogą być systematycznie uszkadzane i czynione bezużytecznymi, ich słupy wysadzane. W transporcie i łączności sabotażu trzeba dokonywać już, ponieważ ruch rewolucyjny już się zaczął w Brazylii, i to jest istotne dla spętania ruchów oddziałów i amunicji wroga. 
Rurociągi, rafinerie, składy bomb i arsenały amunicji, obozy i bazy wojskowe muszą stać się celami operacji sabotażowych, podczas gdy pojazdy, ciężarówki armii i inne pojazdy soldateski czy policji muszą być niszczone, gdziekolwiek się znajdują. Ośrodki represji soldateski i policji i ich wyspecjalizowane organy muszą także przyciągnąć uwagę partyzanckiego sabotażysty. Zagraniczne firmy i posiadłości w kraju ze swej strony muszą stać się tak częstymi celami sabotażu, że rozmiar akcji skierowanych przeciw nim przewyższy ogół wszystkich innych akcji przeciw żywotnym punktom wroga. 


TERRORYZM


Terroryzm jest akcją zwykle obejmującą podkładanie materiałów wybuchowych lub bomb zapalających wielkiej siły niszczącej, która jest zdolna do zadania wrogowi strat nie do naprawienia. Terroryzm wymaga, żeby partyzant miejski miał odpowiednią wiedzę teoretyczną i praktyczną, jak robić materiały wybuchowe. Akt terrorystyczny, oprócz oczywistej łatwości, z jaką może być dokonany, nie różni się od innych aktów i akcji partyzanckich, których sukces zależy od planowania i determinacji. Jest akcją, którą partyzant miejski musi wykonywać z największym opanowaniem i determinacją. 
Chociaż akt terroryzmu na ogół obejmuje wybuch, są wypadki, w których może być dokonywany przez egzekucje czy systematyczne palenie instalacji, posiadłości, plantacji itd. Istotne jest podkreślić wagę ognia i konstruowania urządzeń zapalających takich jak bomby benzynowe w technologii terroryzmu partyzanckiego. Inną rzeczą jest waga materiału, którym partyzant miejski może przekonywać ludzi do ekspropriacji w momentach głodu i deficytu, wywołanego chciwością wielkich interesów komercyjnych. Terroryzm jest bronią, której rewolucjonista nie może nigdy porzucić. 


PROPAGANDA ZBROJNA


Koordynacja działań partyzantki miejskiej, włącznie z każdą akcją zbrojną, jest najważniejszym sposobem robienia propagandy zbrojnej. Te akcje, przeprowadzane z myślą o szczególnych celach, nieuchronnie stają się materiałem propagandowym dla systemu komunikacji masowej. Napady na banki, wciąganie w zasadzki, dezercje i przewłaszczenie broni, ratowanie więźniów, egzekucje, porwania, sabotaż i wojna nerwów-wszystkie podpadają pod ten punkt. Samoloty porywane w locie przez akcję partyzancką, statki i pociągi napadane i zajmowane przez uzbrojonych partyzantów mogą także być wykorzystywane wyłącznie dla efektu propagandowego. 
Ale partyzant miejski nigdy nie może nie być w stanie ustanowić tajnej prasy, i musi być zdolny wykazać się mimeografowanymi kopiami przy użyciu alkoholu czy elektrycznych płyt i innych urządzeń powielających, ekspropriując to czego nie może kupić w celu produkowania tajnych gazetek, broszur, ulotek i stempli dla propagandy i agitacji przeciw dyktaturze. Partyzant miejski zaangażowany w tajne drukowanie ułatwia ogromnie wciągnięcie dużej liczby ludzi do walki, przez otwieranie permanentnego frontu pracy dla chcących prowadzić propagandę, nawet jeśli robienie jej oznacza działanie samotne i ryzykowanie życiem. Z istnieniem tajnej propagandy i materiału agitacyjnego wynalazczy duch partyzantki miejskiej rozszerza się i tworzy katapulty, eksponaty, moździerze i inne narzędzia, którymi rozprowadza propagandę antyrządową na odległość. Nagrywanie na taśmy, zajmowanie radiostacji, używanie megafonów, graffiti na murach i w innych niedostępnych miejscach są innymi formami propagandy. Stała propaganda przez wysyłanie listów pod specjalne adresy, wyjaśniających znaczenie akcji zbrojnych partyzantki miejskich, wytwarza znaczące rezultaty i jest jedną metodą wpływania na pewne segmenty ludności. 
Nawet ten wpływ-wykonywany w sercu ludu przez wszelkie możliwe urządzenia propagandowe, obracając się wokół aktywności partyzanta miejskiego-nie wskazuje, że nasze siły mają czyjeś poparcie. Wystarczy zdobyć poparcie części ludności, a to może zostać dokonane przez popularyzowanie motta: “Kto nie chce zrobić nic dla partyzantów, niech chociaż nie robi nic przeciw nim”.

WOJNA NERWÓW

Wojna nerwów czy wojna psychologiczna jest agresywną technologią opartą na bezpośrednim lub pośrednim stosowaniu mass mediów i rozprzestrzenianiu słuchów w celu demoralizowania rządu. W wojnie psychologicznej rząd jest zawsze w niekorzystnej sytuacji, ponieważ narzuca cenzurę mediom i zajmuje pozycję obronną, nie dopuszczając, by przez jej filtr przedostało się cokolwiek przeciw niej. W tym punkcie wpada on w desperacje, wciąga się w wielkie sprzeczności i utratę prestiżu, i traci czas i energię w wyczerpującym wysiłku kontrolowania tego, co jest podatne na zerwanie w każdej chwili.
Celem wojny nerwów jest wyprowadzanie w pole, rozsiewając kłamstwa wśród władz, w których każdy może uczestniczyć, przez to tworząc atmosferę nerwowości, nieufności, niebezpieczeństwa, niepewności i zaniepokojenia po stronie rządu. Najlepsze metody stosowane przez partyzantów miejskich w wojnie nerwów są następujące:

1. Używanie telefonu i poczty do zgłaszania fałszywych śladów policji i rządowi, włącznie z informacją o wytwarzaniu bomb i wszelkich innych aktach terroryzmu w urzędach publicznych i innych miejscach-planach porwań i morderstw itd.-aby zmusić władze do gonienia za fałszywymi informacjami dostarczanymi im;
2. Pozwalanie, by wpadały w ręce policji fałszywe plany w celu odwrócenia jej uwagi;
3. Puszczanie plotek w celu wywołania zaniepokojenia rządu;
4. Wykorzystywanie na wszelkie możliwe sposoby korupcji, błędów i porażek rządu i jego przedstawicieli, zmuszające ich do demoralizujących wyjaśnień i usprawiedliwień w tych samych środkach komunikacji, w których chcą utrzymywać cenzurę;
5. Przedstawianie oskarżeń zagranicznym ambasadom, Organizacji Narodów Zjednoczonych, nuncjaturze papieskiej i międzynarodowym komisjom broniącym praw człowieka czy wolności słowa, eksponując każde konkretne naruszenie i każde użycie przemocy przez dyktaturę wojskową, i powiadamianie, że wojna rewolucyjna będzie trwała z poważnym niebezpieczeństwem dla wrogów ludności.


JAK PRZEPROWADZAĆ AKCJĘ


Partyzant miejski, co właściwie przeszedł praktyki i szkolenie, musi przydawać największą możliwą wagę tej metodzie przeprowadzania akcji, bo w tym nie może popełnić najmniejszego błędu. Wszelka beztroska w uczeniu się taktyki i jej stosowaniu ściąga pewną porażkę, jak doświadczenie uczy nas codziennie. 
Pospolici przestępcy popełniają błędy często z powodu swej taktyki, i to jest jedna z przyczyn, dla których partyzanci miejscy muszą być tak uporczywie zaabsorbowani rewolucyjną taktyką, a nie taktyką bandytów. I nie tylko z tej przyczyny. Niewart byłby miana partyzanta miejskiego ten, co by ignorował rewolucyjną metodę działania i nie wcielał jej w życie rygorystycznie w planowaniu u wykonywaniu swych czynności.
Poznać giganta po paluchu. To samo można powiedzieć o partyzancie miejskim, który jest szeroko znany ze swej właściwej taktyki i swej absolutnej wierności zasadom. Rewolucyjna metoda przeprowadzania akcji jest ściśle i przymusowo oparta na znaniu i stosowaniu następujących elementów:

1. śledzenia i zbierania informacji
2. obserwacji i czujności
3. rozpoznania czy badania terenu
4. studiowania i wybierania czasu marszrut
5. sporządzania map
6. mechanizacji
7. troskliwego dopierania personelu
8. wybierania siły ognia
9. studiowania i ćwiczenia się w odnoszeniu sukcesów
10. sukcesów
11. używaniu przykrycia
12. wycofania się
13. rozpraszania się 
14. uwalniania lub przerzucania więźniów
15. eliminowania świadków
16. ratowania rannych


PARĘ SPOSTRZEŻEŃ CO DO TAKTYKI


Kiedy nie ma żadnej informacji, punktem wyjścia do planowania akcji musi być śledzenie, obserwowanie i czujność. Ta metoda daje dobre rezultaty. 
W każdym wypadku, nawet jeśli jest informacja, istotne jest robić obserwacje, aby zobaczyć, czy się ta informacja zgadza z obserwacjami, czy nie. Rozpoznanie czy badanie terenu i studiowanie i obliczanie czasu marszrut są tak ważne, że pomijać je znaczy uderzać w ciemno. 
Mechanizacja w ogóle jest nie docenianym czynnikiem taktyki przeprowadzania akcji. Często mechanizacja jest zostawiana na koniec, na przeddzień akcji, zanim cokolwiek zostało uczynione z tym. To jest błąd. Mechanizacja musi być poważnie traktowana. Musi być podjęta ze znaczącym wyprzedzeniem i z ostrożnym planowaniem, opartym na ostrożnej i precyzyjnej informacji. Ta troska, konserwacja, utrzymywanie i ukrywanie ukradzionych pojazdów są bardzo ważnymi szczegółami mechanizacji. Kiedy transport nawala, wali się pierwsza akcja, z poważnymi materialnymi i moralnymi następstwami dla partyzantki miejskiej. Dobór personelu wymaga wielkiej troski w celu uniknięcia włączenia do akcji niezdecydowanych czy wahających się osób, które przedstawiają sobą niebezpieczeństwo umoczenia innych, niebezpieczeństwo którego trzeba uniknąć. Wycofanie się jest równie ważne lub nawet ważniejsze niż sama operacja z tego punktu widzenia że musi ono być rygorystycznie planowane, włącznie z możliwością porażki. Trzeba uniknąć ratowania czy przerzucania więźniów w obecności dzieci czy innych ludzi przechodzących przez ten obszar, których uwagę mogłoby to przyciągnąć. Najlepszą rzeczą jest robić to tak, by się to wydawało tak naturalnie, jak to tylko możliwe, wijąc się różnymi trasami czy wąskimi ulicami, które z trudnością umożliwiają przejście na własnych nogach, w celu uniknięcia zderzenia między dwoma samochodami. Zacieranie śladów jest obowiązkowe i wymaga największej ostrożności-także w usuwaniu odcisków palców i wszelkich innych znaków, co mogłyby dać wrogowi informację. Brak troski w usuwaniu dowodów rzeczowych jest czynnikiem, co zwiększa nerwowość w naszych szeregach, którą wróg często wykorzystuje. 

RATOWANIE RANNYCH

Problem rannych w wojnie partyzanckiej zasługuje na szczególną uwagę. Podczas operacji partyzanckich na obszarze miejskim może się tak zdarzyć, że jakiś towarzysz zostanie zraniony przez policję. Kiedy partyzant w grupie ogniowej zna się na pierwszej pomocy, może coś zrobić dla rannego towarzysza na miejscu. W żądnych okolicznościach nie powinien ranny partyzant zostać porzucony na miejscu bitwy czy zostawiony w rękach wroga. 
Jednym ze środków ostrożności, które musimy powziąć, jest urządzenie kursów pierwszej pomocy dla mężczyzn i kobiet, kursów na których partyzanci mogą nauczyć się podstaw medycyny doraźnej. Partyzant miejski, który jest doktorem, pielęgniarkąm, studentem medycyny, farmaceutą, albo który po prostu miał szkolenia z pierwszej pomocy, jest niezbędny w nowoczesnej walce partyzanckiej. Mały podręcznik pierwszej pomocy dla partyzantów miejskich, wydrukowany na mimeografowanych arkuszach, może także być produkowane przez każdego, kto ma wystarczającą wiedzę. 
W planowaniu i przeprowadzaniu akcji zbrojnej partyzant miejski nie może zapominać organizacji pomocy medycznej. To musi być osiągnięte środkami ruchomej czy zmotoryzowanej kliniki. Możecie także ustawić ruchomą stację pierwszej pomocy. Innym rozwiązaniem jest wykorzystanie umiejętności towarzysza medycznego, co czeka z torbą narzędzi w oznaczonym domu, do którego ranni są przerzucani. Ideałem byłoby mieć własny dobrze wyposażony szpital, ale to jest bardzo drogie, i musielibyśmy na to przeznaczyć wszystkie nasze środki. Kiedy wszystko inne zawodzi, często jest niezbędne zwrócić się do legalnej kliniki, używając siły zbrojnej, jeśli to jest niezbędne, aby zmusić doktora do zajęcia się naszymi rannymi. 
W wypadku, gdy musimy liczyć na banki krwi, aby kupić krew lub osocze, nie możemy używać legalnych adresów i z pewnością żadnych adresów, gdzie ranni mogą rzeczywiście być znalezieni, skoro oni są pod naszą opieką i ochroną. Ani nie powinniśmy podawać adresów uczestniczących w organizacji partyzanckiej szpitalom i klinikom opieki zdrowotnej, gdzie możemy to wziąć. Taki środek ostrożności jest nieodzowny, by zatrzeć nasze ślady. 
Domy, w których leżą ranni, nie mogą być znane nikomu oprócz małej grupy towarzyszy odpowiedzialnych za opiekę nad nimi i transport. Prześcieradła, zakrwawiona odzież, lekarstwa i wszelkie inne rzeczy wskazujące na obecność towarzyszy rannych w walce muszą być zupełnie usuwane z każdego miejsca, gdzie się ich dostarcza, by otrzymali pomoc. 


BEZPIECZEŃSTWO PARTYZANTA


Partyzant miejski żyje w stałym zagrożeniu możliwością wykrycia czy denuncjacji. Pierwszym problemem bezpieczeństwa jest zapewnić, żebyśmy byli dobrze ukryci i dobrze strzeżeni, i żeby tam były bezpieczne metody powstrzymywania policji przed zlokalizowaniem nas.
Najgorszym wrogiem partyzanta miejskiego i wielkim niebezpieczeństwem, na jakie się naraża, jest infiltracja naszej organizacji przez szpiega czy informatora. Szpieg wykryty w organizacji będzie karany śmiercią. To samo spotka tych, co dezerterują i informują policję. 
Przy dobrze przedsięwziętych środkach bezpieczeństwa nie będzie szpiegów czy agentów infiltrujących nasze środowisko, i wróg nie będzie mógł otrzymać żadnej informacji o nas nawet pośrednimi środkami. Fundamentalnym sposobem zabezpieczenia tego jest bycie ścisłym i ostrożnym w rekrutowaniu. Ani nie jest dopuszczalne, żeby wszyscy znali wszystko i wszystkich. Ta reguła jest fundamentalnym abecadłem bezpieczeństwa partyzanta miejskiego. Wróg chce unicestwić nas i walczy bezwzględnie, by znaleźć nas i zniszczyć, tak że nasza najwspanialsza broń polega na ukrywaniu się przed nim i atakowaniu z zaskoczenia. Niebezpieczeństwo dla partyzanta miejskiego jest takie, że on może odkryć się sam przez beztroskę albo umożliwić wykrycie przez brak czujności. To jest niedopuszczalne dla partyzanta miejskiego, by dawać policji swój czy jakiś inny tajny adres albo mówić za dużo. 
Notatki na marginesach gazet, zgubione dokumenty, wizytówki, listy czy notesy-wszystko to są dowody rzeczowe, które policja zawsze docenia. Notesy z adresami i telefonami muszą być niszczone, i nikt nie może pisać ani trzymać żadnych dokumentów. Niezbędne jest unikanie trzymania archiwów prawdziwych imion czy pseudonimów, informacji biograficznych, map i planów. Numery kontaktowe nie powinny być zapisywane, lecz po prostu powierzane pamięci. Partyzant miejski, co narusza te reguły, musi zostać ostrzeżony przez pierwszego, kto zauważy to naruszanie, a jeśli je powtarza, musimy unikać roboty z nim na przyszłość. 
Potrzeba poruszania się partyzanta miejskiego prawie stale w bliskości policji- uwzględniając fakt, że sieć policyjna otacza miasto-zmusza go do stosowania różnych środków bezpieczeństwa zależnych od ruchów wroga. Z tej przyczyny niezbędne jest utrzymywanie codziennej służby informacyjnej o tym, co wróg wydaje się robić, gdzie działa sieć policyjna i co za punkty są obserwowane. Codzienne czytanie kroniki policyjnej w gazetach jest kopalnią wiadomości w tych wypadkach. 
Najważniejszą dla bezpieczeństwa partyzanta nauczką jest nigdy, w żadnych okolicznościach, nie pozwalać na najmniejsze rozluźnienie w utrzymywaniu środków bezpieczeństwa i ostrożności w organizacji. Bezpieczeństwo partyzanta musi także być utrzymywane w wypadku aresztu. Aresztowany partyzant nie może ujawniać nic policji, co naraziłoby organizację; nie może mówić nic, co prowadziłoby w konsekwencji do aresztowania innych towarzyszy, odkrycia adresów czy ukrytych miejsc albo utraty broni i amunicji. 


SIEDEM GRZECHÓW GŁÓWNYCH PARTYZANTA MIEJSKIEGO


Nawet gdy partyzant miejski stosuje właściwą taktykę i przestrzega reguł swego bezpieczeństwa, może on wciąż być podatny na błędy. Nie ma doskonałego partyzanta miejskiego. Może on zrobić tyle, żeby czynić wszystko dla zmniejszenia marginesu błędu, jeśli już nie może być doskonały. Jednym ze środków, które możemy wykorzystać dla zmniejszenia możliwości błędu, jest dogłębne poznanie siedmiu grzechów głównych partyzanta miejskiego i próbowanie unikania ich.
Pierwszym grzechem głównym partyzanta miejskiego jest niedoświadczenie. Partyzant miejski, zaślepiony przez ten grzech, myśli że wróg jest głupi, nie docenia jego inteligencji, myśli że wszystko jest łatwe i w rezultacie zostawia dowody rzeczowe, które mogą prowadzić do katastrofy. Z powodu swego niedoświadczenia partyzant miejski może także przecenić siły wroga, wierząc im, że są silniejsze niż w rzeczywistości. Pozwalając się ogłupić przez to domniemanie, partyzant miejski staje się zastraszony i pozostaje niepewny i niezdecydowany, sparaliżowany i niedostatecznie śmiały. 
Drugim grzechem głównym partyzanta miejskiego jest chwalenie się akcjami, które podjął, i rozpowiadanie o nich na lewo i prawo.
Trzecim grzechem głównym partyzanta miejskiego jest próżność. Partyzant miejski, co cierpi na tę przypadłość, próbuje rozwiązać problemy rewolucji przez akcje w mieście, ale bez troszczenia się o początki i przetrwanie innych partyzantów na innych obszarach. Zaślepiony przez sukces rozwija on i organizuje akcje, które uważa za decydujące i które wciągają w grę całe zasoby organizacji. Skoro nie możemy pozwolić sobie na przerwanie walki partyzanckiej podczas gdy partyzantka wiejska jeszcze nie wybuchła, zawsze ponosimy ryzyko umożliwienia wrogowi zaatakowania nas decydującym ciosem. 
Czwartym grzechem głównym partyzanta miejskiego jest przecenianie swojej siły i podejmowanie akcji, do których jeszcze brakuje mu wystarczających sił i wymaganej infrastruktury. 
Piątym grzechem głównym partyzanta miejskiego jest pośpieszne działanie. Partyzant, co popełnia ten grzech, traci cierpliwość, cierpi na atak nerwowy, nie czeka na nic i z impetem rzuca się do akcji, ponosząc niewypowiedziane porażki. 
Szóstym grzechem głównym partyzanta miejskiego jest atakowanie wroga, kiedy oni są najbardziej wściekli. 
Siódmym grzechem głównym partyzanta miejskiego jest brak planowania spraw i działanie żywiołowe.


WSPARCIE PRZEZ LUD


Jedną ze stałych trosk partyzanta miejskiego jest jego utożsamianie się ze sprawami ludowymi, by zdobyć publiczne poparcie. Gdzie działania rządu stają się głupie i skorumpowane, partyzant miejski nie powinien się wahać wkroczyć i pokazać, że przeciwstawia się rządowi, i przez to zdobyć sympatię ludu. Obecny rząd na przykład narzuca ludowi ciężkie brzemiona finansowe i nadmiernie wysokie podatki. Korzystne jest dla partyzanta miejskiego atakować system zbierania podatków przez dyktaturę i przeszkadzać jej aktywności finansowej, rzucając cały ciężar akcji zbrojnej przeciw niej. 
Partyzant miejski walczy nie tylko o obalenie systemu zbierania podatków-broń akcji zbrojnej musi być także skierowana przeciw tym agencjom rządowym, co podwyższają ceny i tym, co nimi kierują, jak również przeciw najbogatszym z krajowych i zagranicznych bogaczy i ważnym właścicielom. Krótko mówiąc, przeciw tym wszystkim, co akumulują wielkie fortuny dzięki wysokim kosztom utrzymania, głodowym płacom, nadmiernie wysokim cenom i wysokim czynszom. 
Zagraniczny przemysł, taki jak chłodniczy, i inne północnoamerykańskie fabryki, co monopolizują rynek i wytwarzanie ogólnych dostaw żywności, musi być systematycznie atakowany przez partyzantów miejskich. 
Bunt partyzanta miejskiego i jego wytrwałość w interweniowaniu w kwestiach politycznych jest najlepszym sposobem zapewnienia wsparcia ludu dla sprawy, której bronimy. Powtarzamy i to z naciskiem-to jest najlepszym sposobem zapewnienia wsparcia ludu. Jak tylko odpowiednia część ludności zacznie brać poważnie akcje partyzantki miejskiej, jej sukces jest gwarantowany. 
Rząd nie ma innego wyboru, jak tylko zintensyfikować represje. Kotły policyjne, rewizje w domach, aresztowania podejrzanych i niewinnych osób i zamykanie ulic czynią życie w mieście nieznośnym. Dyktatura wojskowa ucieka się do masowych prześladowań politycznych. Morderstwa polityczne i terror policyjny stają się rutyną. 
Pomimo tego wszystkiego policja systematycznie przegrywa. Siły zbrojne, flota i siły lotnicze są zmobilizowane do podejmowania rutynowych funkcji policyjnych, ale nawet tak oni nie mogą znaleźć sposobu powstrzymania operacji partyzanckich czy zmiecenia organizacji rewolucyjnej z jej podzielonymi grupami, co poruszają się wokół i działają w całym kraju. 
Lud odmawia kolaboracji z rządem, a powszechne odczucie jest takie, że rząd jest niesprawiedliwy, niezdolny do rozwiązywania problemów i że ucieka się on po prostu do fizycznej likwidacji swych przeciwników. Sytuacja polityczna w kraju jest przekształcana w sytuację wojskową, w której psy jawią się coraz bardziej jedynymi odpowiedzialnymi za przemoc, podczas gdy życie ludu staje się coraz gorsze. 
Kiedy widzimy soldateskę i dyktaturę na granicy upadku, i obawiającą się konsekwencji wojny domowej, co już daleko zaszła, pacyfiści (których zawsze można znaleźć w rządzącej elicie) i oportuniści (“partyzanci” walczący bez przemocy) podają sobie ręce i rozpowszechniają słuchy, po cichu prosząc katów o wybory, “przywrócenie demokracji”, reformy konstytucyjne i inne bzdury przeznaczone do ogłupiania ludu, żeby powstrzymał swój bunt. 
Ale patrząc na partyzantów lud teraz rozumie, że farsą jest głosowanie w jakichkolwiek wyborach, które mają za jedyny cel zagwarantowanie przetrwania dyktatury i ukrywanie jej zbrodni. Atakując z całego serca tę farsę wyborczą i tak zwane “rozwiązanie polityczne”, które tak przemawia do oportunistów, partyzanci miejscy muszą stać się jeszcze bardziej agresywni i aktywni, uciekając się bez przerwy do sabotażu, terroryzmu, ekspropriacyj, zamachów, porwań, egzekucji itd. 
Ta akcja odpowiada na wszelkie usiłowanie ogłupiania ludu otwieraniem Kongresu i reorganizacją partii politycznych-partii rządowych i opozycji koncesjonowanej-kiedy cały czas parlament i tak zwane “partie” jedynie funkcjonują dzięki zezwoleniu dyktatury wojskowej, jak psy na smyczy albo marionetki w teatrze. 
Rolą partyzanta miejskiego w celu zdobycia poparcia ludności jest kontynuować walkę, pamiętać o interesach ludu i nasilać sytuację kryzysową, w której rząd musi działać. Takie są warunki zgubne dla dyktatury, które pozwalają partyzantom otworzyć wojnę wiejską pośród niekontrolowanego buntu miejskiego. 
Partyzant miejski jest zaangażowany w akcję rewolucyjną dla ludu i z nim szuka uczestnictwa ludu w walce przeciw dyktaturze i wyzwoleniu kraju. Poczynając od miasta i wsparcia ze strony ludu, wiejska wojna partyzancka rozwija się raptownie, ustanawiając troskliwie swą infrastrukturę, podczas gdy obszar miejski kontynuuje bunt.

J. Stalin – Do Elektrozawoda*

Gorąco pozdrawiam robotników i personel administracyjno-techniczny Elektrozawoda, którzy wykonali pięcolatkę w ciągu dwóch i pół roku.

 Naprzód, ku dalszym zwycięstwom! 
J. Stalin

„Prawda” nr 92,
3kwietnia 1931r.

*Elektrozawoda — skrót słów: Wielkie zakłady elektrotechniczne w Moskwie, obecnie zakłady im. Kujbyszewa.

Red.przekł.polsk.

Delegacja Komunistycznej Partii Polski podsumowuje wizytę w Chinach

[Peking Review, Numer 47, 21 listopad 1969 ]

Delegacja Komunistycznej Partii Polski, która przybyła do Pekinu wziąć udział w uroczystościach z okazji dwudziestolecia Chińskiej Republiki Ludowej na zaproszenie Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin niedawno opuściła Chiny.

Nasz wielki przewodniczący Mao i jego bliski towarzysz broni wiceprzewodniczący Lin Piao ugościli członków delegacji w Bramie Niebiańskiego Spokoju wieczorem 3 października i zrobili razem zdjęcie z delegacją. Byli tam towarzysz Dżu Enlai, towarzysz Czen Boda i towarzysz Kang Szeng, członkowie Stałego Komitetu Biura Politycznego KC KPCh.

Podczas wizyty delegacji KPP, tow. Dżu Enlai i tow. Kang Szeng urządzili bankiet na jej cześć i rozmawiali z delegacją. Rozmowy przebiegały w ogromnie serdecznej i przyjacielskiej atmosferze przesiąkniętej rewolucyjnymi uczuciami i proletariackim internacjonalizmem.

Delegacja odwiedziła Pekin, Tiencin, Yenan oraz inne miejsca i była witana przez członków lokalnych komitetów, członków Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i rewolucyjne masy.

Izrael: Jaka jest natura jego społeczeństwa i Państwa?

Zrozumienie świata wymaga narzędzi dostarczanych przez materializm dialektyczny. Bez tego dochodzimy do idealizmu. Jeśli weźmiemy na przykład Eugena Dühringa, którego krytykował Friedrich Engels w dziele znanym pod nazwą „Anty-Dühringowi”,np. możemy zauważyć, że po tym, jak [Dühring] przeciwstawił się marksizmowi, rozwinął nową idealistyczna koncepcja socjalizmu.


Ponieważ potrzebny był wymiar antykapitalistyczny, Dühring sformułował nowoczesną antysemicką „społeczną” rasową teorię, w której „Żydzi” stanowiliby pasożytniczy lud, który zostałby eksterminowany, ponieważ nawet zabranie ich do getta nie wystarczyłoby, ponieważ że Żydzi, zgodnie z tą rasistowską koncepcją, będą „koczownikami” lub że nawet wykorzystają swoje nowe terytorium do podboju świata.

Ogromne znaczenie faktu, że Eugene Dühring sformułował podstawę tego, co później będzie historycznie „narodowym socjalizmem” – kolaboracja klasowa z uwzględnieniem faktu, że tylko Żydzi byli „klasą” wyzyskującą – nigdy nie była studiowana do tej pory. To bardzo zła rzecz i widzimy tutaj, jak „narodowy socjalizm” narodził się bezpośrednio w konfrontacji z materializmem dialektycznym.

„Narodowy socjalizm” nie jest niemiecką „deformacją”, ale radykalną kontrrewolucyjną reakcją na dialektyczny materializm potwierdzający dialektykę natury i wzywający do rozwiązania sprzeczności między pracą fizyczną i intelektualną oraz między miastami i wsiami.

Oczywiście odgrywa to kluczową rolę w zrozumieniu natury społeczeństwa i państwa izraelskiego. Bez materializmu dialektycznego zwycięża idealizm. Dla niektórych Izrael jest „jedynym demokratycznym państwem na Bliskim Wschodzie”, dla innych jest tylko „bytem syjonistycznym”. Jeszcze inni mówią o „izraelskim imperializmie”, a w każdym razie łatwo możemy znaleźć antysemickie poglądy, widząc Izrael jako manipulujący innymi reżimami na świecie, kontrolujący Stany Zjednoczone, praktykujący ludobójstwa „jak naziści ”itd.


Wszystko to jest zasadniczo takie samo, jak stanowisko Eugena Dühringa, widzącego „Żydów”, a tutaj Izraela, jako nieludzkiego, tworzącego specjalną kategorię itp. Ale zgodnie z materializmem dialektycznym, nie ma „specjalnej kategorii”. Ideologie islamistyczne, faszystowskie chrześcijańskie, żydowskie nacjonalistyczne oraz antysemityzm mogą stać się histeryczne i irracjonalne w związku z tym problemem ze względu na jego „specjalny” charakter. To nie jest pozycja materializmu.

Czym więc jest Izrael według materializmu dialektycznego? W rzeczywistości istnieją tylko dwa rozwiązania: albo Izrael jest państwem imperialistycznym, albo krajem półkolonialnym półfeudalnym.

Fakty mówią same za siebie. Syjonistyczna ideologia nie narodziła się jako ideologia religijna, ale bardzo wcześnie wykorzystała religię, aby legitymizować kolonizację Palestyny, a następnie ekspansję państwa i prymat Żydów w obliczu dużej mniejszości arabskiej mieszkającej w kraju. Aspekt religijny wzrósł coraz bardziej, z silnymi tendencjami teokratycznymi, a także z irracjonalną ultra-nacjonalistyczną hegemonią.

To wcale nie jest demokratyczne, i to jest logiczne, ponieważ historycznie nowe państwo Izrael, urodzone w 1948 r., nie miało burżuazji, która dokonała demokratycznej rewolucji. W rzeczywistości burżuazja od samego początku przybrała postać biurokratyczną: państwo nie zostało uformowane od dołu przez imigrantów, ale bezpośrednio przez organizacje biurokratyczne, takie jak związek zawodowy Histadrut[ההסתדרות הכללית של העובדים בארץ ישראל], Agencja Żydowska itd.
Organizacje te były bezpośrednio wspierane przez imperializm Stanów Zjednoczonych. Po pierwsze, to Niemcy Zachodnie, następnie zależne od imperializmu Stanów Zjednoczonych, dostarczały pieniądze w latach 1952–1966, stanowiąc nawet 87,5% całkowitych dochodów Izraela w 1956 r. Następnie to amerykański imperializm wsparł finansowo państwo izraelskie kwotą 233 miliardów dolarów od 1948 roku.

Stany Zjednoczone nadal co roku przekazują 3 miliardy dolarów na pomoc wojskową (74% do wydania przy Stanach Zjednoczonych).

Tak więc Izrael został uniesiony przez imperializm Stanów Zjednoczonych i logicznie jego gospodarka jest zależna od kapitału zagranicznego. Istnieją ogromne banki inwestycyjne, takie jak Sequoia, Benchmark Capital, Credit Swiss-First Boston itp., Ale są też fundusze emerytalne i firmy ubezpieczeniowe, takie jak CalPERS, US Teacher’s Union, AIG , AON, Marsh & McLennan itp.

Izrael gości 300 zagranicznych firm, w tym Intel, Cisco, Hewlett-Packard, Motorola, Texas Instruments, Siemens, IBM itp., Ponieważ kapitał wysokiego ryzyka odgrywa tutaj bardzo ważną rolę. Z 58 milionów USD w 1991 roku wzrosło do 3,3 miliarda USD w 2000 roku, głównie w dziedzinie zaawansowanych technologii: Izrael posiadał wtedy 70% globalnego kapitału wysokiego ryzyka w sektorze zaawansowanych technologii i miał pierwsze miejsce w wydatkach na badania i rozwój w procentach PKB.

Izraelska gospodarka jest wyraźnie zależna od państw imperialistycznych. Widzimy, że wraz z kryzysem kapitał podwyższonego ryzyka zmienił się: w sektorze zaawansowanych technologii zwiększył się z 1,26 miliarda dolarów w 2010 r. do 2,14 miliarda w 2011 r., zanim spadł do 607 milionów USD w 2012 roku.

Właśnie dlatego istnieje centralny uniwersytet, taki jak „Technion” w Hajfie, założony w 1912 roku, i ma znaczną liczbe inżynierów: 140 na 10 000 pracowników (88 w Japonii, 85 w Stanach Zjednoczonych, 60 w Niemczech). Państwo izraelskie marzy o sobie jako „Silicon wadi” (wadi po arabsku oznacza „dolinę”), odnosząc się do Silicon Valley w Kalifornii.

Należy pamiętać, że w latach 90. 750 000 naukowców, inżynierów i lekarzy z byłego Związku Radzieckiego wyemigrowało do Izraela; jeśli porównamy liczbę publikacji naukowych na milion mieszkańców, społeczeństwo izraelskie i państwo zajmują czwartą pozycję.

Społeczeństwo i Państwo izraelski to zaawansowane technicznie laboratorium w kształcie półkolonialnego półfeudalnego kraju. To nie jest imperializm. Ale to ekspansywność. Jest to półkolonialny, półkolonialny kraj typu ekspansjonistycznego, jak opisał w Afganistanie Akram Yari, w Bangladeszu Siraj Sikder, w Turcji Ibrahim Kaypakkaya.

Ten ekspansjonizm, którego podstawą jest rdzeń syjonizmu, ponieważ sama obecność w Palestynie jest kolonialna, wzmocnił feudalny wymiar wraz z represjami i dominacją Arabów Palestyny.

Właśnie dlatego społeczeństwo izraelskie i państwo są w swej istocie bardzo słabe: zależą z jednej strony od pomocy i inwestycji zagranicznych – przy 20% populacji  żyje poniżej granicy ubóstwa – ,ucisk feudalny kolonizacji wobec, z drugiej strony, logicznego oporu.
Rewolucja demokratyczna jest nieunikniona i widzimy tutaj, że wymiar anty feudalny stawia Palestyński Ruch Narodowy w centralnej roli.

Takie jest znaczenie rewolucji demokratycznej, tłumiącej nacjonalistyczny narodowy charakter państwa Izrael i dającej początek państwu i społeczeństwu Nowej Demokracji w Palestynie.

[30 lipca 2014r.]

Walczące Komórki Komunistyczne – Niszczymy siedzibę pracodawców, 1 maja 1985 r

Walczące Komórki Komunistyczne
Niszczymy siedzibę pracodawców, 1 maja 1985 r
Pozdrowienia dla pracowników, pracowniczek, towarzyszy

Pracownicy, Pracownice, Towarzysze,

Walczące Komórki Komunistyczne pozdrawiają was w tego Pierwszego Maja.1 maja tego roku jest pod znakiem walki. W całym krajupracownicy strajkują przeciwko zwolnieniom, zamknięciom lub restrukturyzacjom

Towarzysze, dziś rano Walczące Komórki Komunistyczne zaatakowały i zniszczyłylegowisko wyzyskiwaczy: zaatakowaliśmy i zniszczyliśmy siedzibę FederacjiFirmy z Belgii, w Brukseli.


Szefowie i ich służacy rządowi Martensa 5 [rząd belgii od 17 grudnia 1981 do 28 listopada 1985] rozumieją, że wiatr rewolucyjny powstaje i nie mogą go powstrzymać. To nadzieja rewolucji, która wieje od fabryk, biur, by zmieść nieszczęście codziennego życia!


Wszyscy robotnicy, zjednoczeni, nie chcą już nieszczęścia i odmawiająwojne, którą przygotowuje dla nas NATO.

Wykorzystywanie naszej pracy przez rekiny burżuazji trwa zbyt długo!Zjednoczmy się w całym kraju, mężczyźni i kobiety, Belgowie i imigranci, nasz sztandar jest ten sam: jest sztandarem wyzyskiwanych, sztandarem proletariatu, jest sztandarem ludów!
Jesteśmy partią rewolucji społecznej, weźmy Czerwoną Flagę ruchurobotniku, Czerwoną Flagę naszej walki, oderwijmy ją z rąk tych, którzyzdradzają i unieśmy wysoko ją do zwycięstwa!

Walczmy o rewolucję społeczną, o przyszłość ludzkości, o komunizm,cała władza dla robotników!
Towarzysze, Walczące Komórki Komunistyczne są po waszej stronie. Przemocrewolucyjna jest bronią uciśnionych, jest bronią świadomości klasy robotniczej, organizujmy się i uderzajmy nieustannie!


Zbudujmy Organizację Walczącą Proletariuszy, kierowaną przez marksizm-leninizm!


Niech żyją 1 maja robotników i robotniczek z całego świata!


Walczące Komórki Komunistyczne,
dla budowy Organizacji Walczącej Proletariuszy

Stalin – Do leninowskiego komsomołu

Pozdrowienie w dniu dziesięciolecia WLKSM Cześć Leninowskiemu Komsomołowi w dniu jego dziesięciolecia!

Leninowski Komsomoł był i jest w dalszym ciągu młodą rezerwą naszej rewolucji. Dziesiątki i setki tysięcy najlepszych przedstawiciele młodego pokolenia robotników i chłopów wychowały się w szeregach Komsomołu, zdobyły hart rewolucyjny i włączyły się do szeregów naszej partii, naszych Rad, naszych związków zawodowych, naszej Armii Czerwonej, naszej Floty Czerwonej, naszej spółdzielczości, naszych organizacji kulturalnych — aby zluzować starą gwardię bolszewików.

Komsomoł wywiązywał się z tego trudnego zadania dlatego, że prowadził swą pracę pod kierownictwem partii, że umiał w swej działalności łączyć naukę w ogóle, naukę leninowską w szczególności, z codzienną pracą praktyczną, że umiał wychowywać młode pokolenie robotników i robotnic, chłopów i chłopek w duchu internacjonalizmu, że umiał znaleźć język wspólny dla starych i młodych leninowców, starej i młodej gwardii, że umiał całą swą pracę podporządkować interesom dyktatury proletariatu i zwycięstwa budownictwa socjalistycznego.

Tylko dlatego Komsomoł potrafił wysoko dzierżyć sztandar Lenina.

Miejmy nadzieję, że Komsomoł potrafi również w przyszłości spełnić swój obowiązek wobec naszego i międzynarodowego proletariatu.

Dwumilionowej rezerwie naszej partii, Leninowskiemu Komsomołowi — cześć!

Niech żyje ród komsomolski!

J Stalin

,, Prawda ” nr 252
23 października 1928r.