Lenin – List do robotników amerykańskich

Towarzysze! Pewien bolszewik rosyjski, który brał udział w rewolucji 1905 roku i potem spędził wiele lat w waszym kraju, zaproponował mi, że podejmie się przekazać wam mój list. Przyjąłem jego propozycję z tym większym zadowoleniem, że rewolucyjni proletariusze amerykańscy powołani są właśnie teraz do odegrania szczególnie ważnej roli jako nieprzejednani wrogowie imperializmu amerykańskiego, tego najświeższej daty, najsilniejszego imperializmu, który ostatni wziął udział w światowej rzezi narodów o podział zysków kapitalistów. Właśnie teraz miliarderzy amerykańscy, ci współcześni właściciele niewolników, otworzyli szczególnie tragiczną kartę w krwawych dziejach krwawego imperializmu, udzieliwszy swej zgody — obojętnie, czy bezpośredniej, czy też pośredniej, jawnej czy też obłudnie zamaskowanej — na zbrojną wyprawę bestii angielsko-japońskich, mającą na celu zdławienie pierwszej republiki socjalistycznej.

Historię nowoczesnej, cywilizowanej Ameryki rozpoczyna jedna z tych wielkich, rzeczywiście wyzwoleńczych, rzeczywiście rewolucyjnych wojen, których było tak niewiele wśród mnóstwa wojen grabieżczych, wywołanych, podobnie jak obecna wojna imperialistyczna, bijatyką między królami, obszarnikami, kapitalistami o podział zagarniętych ziem lub nagrabionych zysków. Była to wojna narodu amerykańskiego przeciwko zbójom Anglikom, którzy Amerykę uciskali i trzymali w niewoli kolonialnej, podobnie jak jeszcze teraz ci „cywilizowani” krwiopijcy uciskają i trzymają w niewoli kolonialnej setki milionów ludzi w Indiach, w Egipcie i na wszystkich krańcach świata.

Od tego czasu upłynęło około 150 lat. Cywilizacja burżuazyjna wydała wszystkie swe wspaniałe owoce. Wśród wolnych i oświeconych krajów Ameryka zajęła pierwsze miejsce pod względem poziomu rozwoju sił wytwórczych zjednoczonej pracy ludzkiej, pod względem zastosowania maszyn i wszystkich cudów najnowszej techniki. Ameryka stała się zarazem jednym z pierwszych krajów, jeśli chodzi o głębię przepaści między garstką rozwydrzonych, nurzających się w nikczemnościach i w zbytku miliarderów, z jednej strony, a milionami ludzi pracy żyjącymi wiecznie na pograniczu nędzy — z drugiej. Naród amerykański, który dał światu wzór rewolucyjnej wojny z niewolą feudalną, znalazł się w nowoczesnej, kapitalistycznej, najemnej niewoli u garstki miliarderów, spełniał rolę najemnego kata, który w interesie bogatych szubrawców dławił w 1898 roku Filipiny pod pretekstem ich „wyzwolenia”, a w 1918 roku dławi Rosyjską Republikę Socjalistyczną — pod pretekstem „obrony” jej przed Niemcami.

Cztery lata imperialistycznej rzezi narodów nie poszły jednak na marne. Niezbite i oczywiste fakty obnażają do cna oszustwo, jakiego dopuszczają się wobec ludu kanalie z obu grup zbójeckich — i angielskiej, i niemieckiej. Wyniki czterech lat wojny zademonstrowały ogólne prawo kapitalizmu w zastosowaniu do wojny między zbójami o podział ich łupu: kto był najbogatszy i najsilniejszy — ten najbardziej się wzbogacił i najwięcej nagrabił; kto był najsłabszy — tego grabiono, szarpano, dławiono, duszono aż do końca.

Zbóje imperializmu angielskiego byli najsilniejsi pod względem liczby swych „kolonialnych niewolników”. Kapitaliści angielscy nie utracili ani piędzi „swojej” (tj. nagrabionej w ciągu wieków) ziemi, a zagarnęli wszystkie kolonie niemieckie w Afryce, zagarnęli Mezopotamię i Palestynę, zdławili Grecję i zaczęli grabić Rosję.

Zbóje imperializmu niemieckiego byli najsilniejsi pod względem zorganizowania i zdyscyplinowania „swoich” wojsk, ale słabsi, jeśli chodzi o kolonie. Utracili wszystkie kolonie, ale obrabowali połowę Europy, zdławili największą liczbę małych krajów i słabych narodów. Jakże wielka wojna „wyzwoleńcza” z obu stron! Jak doskonale „bronili ojczyzny” zbóje obu grup, kapitaliści angielsko-francuscy i niemieccy wraz ze swymi lokajami, socjalszowinistami, tj. socjalistami, którzy przeszli na stronę „swojej” burżuazji!

Miliarderzy amerykańscy byli bodajże najbogatsi i znajdowali się w najbardziej bezpiecznym położeniu geograficznym. Wzbogacili się najbardziej. Uczynili swymi wasalami wszystkie kraje, nawet najbogatsze. Narabowali setki miliardów dolarów. A na każdym dolarze widoczne są ślady błota: brudnych tajnych traktatów między Anglią a jej „sojusznikami”, między Niemcami a ich wasalami, traktatów w sprawie podziału zrabowanego łupu, traktatów o wzajemnej „pomocy” w uciskaniu robotników i prześladowaniu socjalistów internacjonalistów. Na każdym dolarze — gruda błota od „intratnych” dostaw wojennych, które w każdym kraju wzbogacały bogaczy, a rujnowały biedaków. Na każdym dolarze ślady krwi — z morza krwi przelanej przez 10 milionów zabitych i 20 milionów okaleczonych w wielkiej, szlachetnej, wyzwoleńczej, świętej walce o to, czy więcej łupu przypadnie zbójowi angielskiemu, czy też niemieckiemu, czy kaci angielscy, czy niemieccy okażą się pierwszymi wśród dusicieli słabych narodów całego świata.

Jeśli zbóje niemieccy pobili rekord bestialstwa w swych masakrach wojennych, to zbóje angielscy pobili rekord nie tylko pod względem ilości zagrabionych kolonii, lecz również pod względem wyrafinowania w swej ohydnej obłudzie. Właśnie teraz angielsko-francuska i amerykańska prasa burżuazyjna szerzy w coraz to nowych milionach egzemplarzy kłamstwa i oszczerstwa na temat Rosji, usprawiedliwiając obłudnie swoją grabieżczą wyprawę przeciwko niej dążeniem do rzekomej „obrony” Rosji przed Niemcami!

Nie trzeba wielu słów, ażeby obalić to ohydne i nikczemne kłamstwo: wystarczy wskazać na jeden powszechnie znany fakt. Kiedy w październiku 1917 roku robotnicy Rosji obalili swój rząd imperialistyczny, władza radziecka, władza rewolucyjnych robotników i chłopów, otwarcie zaproponowała sprawiedliwy pokój, bez aneksji i kontrybucji, pokój całkowicie respektujący równość praw wszystkich narodów — zaproponowała taki pokój wszystkim krajom prowadzącym wojnę.

Właśnie burżuazja angielsko-francuska i amerykańska nie przyjęła naszej propozycji, właśnie ona odmówiła nawet prowadzenia rozmów z nami w sprawie powszechnego pokoju! Właśnie ona zachowała się zdradziecko wobec interesów wszystkich narodów, właśnie ona spowodowała przedłużenie się rzezi imperialistycznej!

Właśnie ona, spekulując na tym, aby ponownie wciągnąć Rosję do wojny imperialistycznej, uchyliła się od rokowań pokojowych i tym samym rozwiązała ręce równie jak ona zbójeckim kapitalistom Niemiec, którzy narzucili Rosji aneksjonistyczny i oparty na przemocy pokój brzeski!

Trudno wyobrazić sobie bardziej odrażającą obłudę niż ta, z jaką burżuazja angielsko-francuska i amerykańska zwala „winę” za pokój brzeski na nas. Właśnie kapitaliści tych krajów, od których zależało przekształcenie Brześcia w powszechne rokowania w sprawie powszechnego pokoju, właśnie oni występują jako nasi „oskarżyciele”! Sępy imperializmu angielsko-francuskiego, utuczone grabieżą kolonii i rzezią narodów, przewlekają wojnę już prawie cały rok po Brześciu i oni właśnie „oskarżają” nas, bolszewików, którzyśmy zaproponowali sprawiedliwy pokój wszystkim krajom — nas, którzyśmy zerwali, opublikowali i postawili pod pręgierzem opinii publicznej tajne zbrodnicze traktaty między byłym carem a kapitalistami angielsko-francuskimi.

Robotnicy całego świata, bez względu na kraj, w którym żyją, pozdrawiają nas, wyrażają nam swą sympatię, przyklaskują nam za to, żeśmy złamali żelazne obręcze imperialistycznych więzi, imperialistycznych brudnych traktatów, imperialistycznych kajdan — za to, że wydostaliśmy się na wolność godząc się w imię tej wolności na najcięższe ofiary — za to, że my, jako republika socjalistyczna, aczkolwiek udręczona, ograbiona przez imperialistów, znaleźliśmy się poza wojną imperialistyczną i przed całym światem wznieśliśmy sztandar pokoju, sztandar socjalizmu.

Nie dziw, że banda imperialistów międzynarodowych nienawidzi nas za to, że „oskarża” nas, że „oskarżają” nas również wszyscy lokaje imperialistów, w tym nasi prawicowi eserowcy i mienszewicy. Z nienawiści tych psów łańcuchowych imperializmu do bolszewików, podobnie jak z sympatii świadomych robotników wszystkich krajów, czerpiemy nowe przeświadczenie o słuszności naszej sprawy.

Nie jest socjalistą ten, kto nie rozumie, że w imię zwycięstwa nad burżuazją, w imię przejścia władzy w ręce robotników, w imię zapoczątkowania międzynarodowej rewolucji proletariackiej można i należy nie cofać się przed żadnymi ofiarami, w tym także przed poświęceniem części terytorium, przed poniesieniem ciężkich porażek z rąk imperializmu. Nie jest socjalistą ten, kto nie dowiódł czynami swej gotowości do największych ofiar ze strony „jego” ojczyzny, byle tylko sprawa rewolucji socjalistycznej posunęła się faktycznie naprzód.

W imię „swojej” sprawy, tj. w imię zdobycia panowania nad światem, imperialiści Anglii i Niemiec nie cofnęli się przed całkowitym spustoszeniem i zdławieniem wielu krajów, poczynając od Belgii i Serbii i kontynuując to w Palestynie i Mezopotamii. Czyż więc socjaliści w imię „swojej” sprawy, w imię wyzwolenia ludzi pracy całego świata spod jarzma kapitału, w imię osiągnięcia powszechnego trwałego pokoju mają wyczekiwać, aż znajdzie się droga bez ofiar, mają obawiać się rozpoczęcia walki, dopóki nie będzie „zagwarantowany” łatwy sukces, mają stawiać bezpieczeństwo i całość „swojej”, stworzonej przez burżuazję „ojczyzny” ponad interesy światowej rewolucji socjalistycznej? Po trzykroć zasługują na pogardę te chamy międzynarodowego socjalizmu, ci lokaje moralności burżuazyjnej, którzy tak sądzą.

Drapieżne bestie imperializmu angielsko-francuskiego i amerykańskiego „oskarżają” nas o „ugodę” z imperializmem niemieckim. O obłudnicy! O kanalie, miotające oszczerstwa na rząd robotniczy, trzęsące się ze strachu w obliczu sympatii, z jaką odnoszą się do nas robotnicy „ich” własnych krajów! Ale ich obłuda zostanie zdemaskowana. Udają, że nie rozumieją różnicy między ugodą „socjalistów” z burżuazją (swoją i obcą) przeciwko robotnikom, przeciwko ludziom pracy, a ugodą dla ochrony robotników, którzy pokonali swoją burżuazję — z burżuazją jednej barwy przeciwko burżuazji innej barwy narodowej, w celu wykorzystania przez proletariat przeciwieństw między różnymi grupami burżuazji.

W istocie rzeczy każdy Europejczyk doskonale zna tę różnicę, a naród amerykański, jak to zaraz wykażę, „przeżył” ją szczególnie namacalnie w swych własnych dziejach. Są ugody i ugody, są fagots et fagots [są ludzie i ludziska], jak mówią Francuzi.

Kiedy drapieżcy imperializmu niemieckiego w lutym 1918 roku skierowali swe wojska przeciwko bezbronnej Rosji, która ufając międzynarodowej solidarności proletariatu zdemobilizowała swą armię, zanim jeszcze całkowicie dojrzała rewolucja międzynarodowa — nie wahałem się ani trochę zawrzeć pewną „ugodę” z monarchistami francuskimi. Kapitan francuski Sadoul, w słowach sympatyzujący z bolszewikami, faktycznie zaś służący całą duszą imperializmowi francuskiemu, przyprowadził do mnie francuskiego oficera de Lubersaca. „Jestem monarchistą, jedynym moim celem jest klęska Niemiec” — oświadczył mi de Lubersac. To rozumie się samo przez się — odpowiedziałem (cela va sans dire). Nie przeszkodziło mi to wcale „pójść na ugodę” z de Lubersakiem co do usług, jakie pragnęli nam okazać specjaliści minerzy, oficerowie francuscy, w wysadzaniu torów kolejowych, ażeby przeszkodzić inwazji Niemców. Był to wzór takiej „ugody”, jaką zaaprobuje każdy świadomy robotnik, ugody w interesie socjalizmu. Ściskaliśmy sobie dłonie z monarchistą francuskim, wiedząc, że każdy z nas powiesiłby chętnie swego „partnera”. Ale nasze interesy były chwilowo zbieżne. Przeciwko nacierającym drapieżcom niemieckim myśmy wykorzystali, w interesie rosyjskiej i międzynarodowej rewolucji socjalistycznej, równie drapieżcze kontrinteresy innych imperialistów. Służyliśmy w ten sposób interesom klasy robotniczej Rosji i innych krajów, wzmacnialiśmy proletariat i osłabialiśmy burżuazję całego świata, uciekaliśmy się do najbardziej usprawiedliwionego i koniecznego w każdej wojnie manewrowania, lawirowania, cofania się w oczekiwaniu chwili, kiedy dojrzeje szybko dojrzewająca rewolucja proletariacka w wielu przodujących krajach.

I choćby nie wiem jak wyły z wściekłości rekiny imperializmu angielsko-francuskiego i amerykańskiego, choćby nie wiem jakie rzucały na nas oszczerstwa, ilekolwiek by wydały milionów na przekupienie prawicowo-eserowskich, mienszewickich i innych socjalpatriotycznych gazet, nie zawaham się ani sekundy, by zawrzeć taką samą „ugodę” z drapieżcami imperializmu niemieckiego, jeżeli wskutek ofensywy wojsk angielsko-francuskich na Rosję będzie to potrzebne. A wiem doskonale, że moją taktykę zaaprobuje świadomy proletariat Rosji, Niemiec, Francji, Anglii, Ameryki, słowem — całego świata cywilizowanego. Taka taktyka ułatwi sprawę rewolucji socjalistycznej, przyśpieszy jej nadejście, osłabi burżuazję międzynarodową, wzmocni pozycje pokonującej ją klasy robotniczej.

Przecież naród amerykański zastosował tę taktykę już dawno, i to z korzyścią dla rewolucji. Kiedy toczył on swoją wielką wojnę wyzwoleńczą przeciwko ciemiężcom angielskim, miał przeciwko sobie również ciemiężców francuskich i hiszpańskich, do których należała część obecnych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. W toku swej trudnej wojny o wyzwolenie naród amerykański zawierał również „ugody” z jednymi ciemiężcami przeciwko innym, w celu osłabienia ciemiężców i wzmocnienia tych, którzy walczą w sposób rewolucyjny przeciwko uciskowi, w interesie mas uciskanych. Naród amerykański wykorzystał waśń między Francuzami, Hiszpanami i Anglikami, walczył nawet niekiedy wespół z wojskami ciemiężców francuskich i hiszpańskich przeciwko ciemiężcom angielskim, zwyciężył najpierw Anglików, a potem wyzwolił się (częściowo za pomocą wykupu) od Francuzów i od Hiszpanów. Działalność historyczna — to nie trotuar Prospektu Newskiego — mówił wielki rewolucjonista rosyjski, Czernyszewski. Kto „godzi się” na rewolucję proletariatu jedynie „pod warunkiem”, że przebiegać będzie łatwo i gładko, że proletariusze różnych krajów podejmą od razu wspólną działalność, że z góry istnieć będzie gwarancja przed porażkami, że droga rewolucji będzie szeroka, wolna i prosta, że nie przyjdzie czasami krocząc ku zwycięstwu ponosić najcięższych ofiar, „przetrwać w oblężonej twierdzy” lub przedzierać się po najbardziej wąskich, niedostępnych, krętych i niebezpiecznych ścieżkach górskich — ten nie jest rewolucjonistą, ten nie wyzbył się pedanterii inteligencji burżuazyjnej, ten faktycznie będzie się wciąż staczał do obozu kontrrewolucyjnej burżuazji — jak nasi prawicowi eserowcy, mienszewicy, a nawet (chociaż zresztą rzadziej) lewicowi eserowcy.

W ślad za burżuazją panowie ci lubią oskarżać nas o „chaos” rewolucji, o „niszczenie” przemysłu, o bezrobocie i o brak chleba. Jakże obłudnie brzmią te oskarżenia w ustach ludzi, którzy witali i popierali wojnę imperialistyczną lub „szli na ugodę” z Kiereńskim, który tę wojnę kontynuował! Właśnie wojna imperialistyczna winna jest wszystkich tych nieszczęść. Rewolucja, którą zrodziła wojna, nie może ominąć niesłychanych trudności i cierpień, które odziedziczyła po wieloletniej, niszczycielskiej, reakcyjnej rzezi narodów. Oskarżanie nas o „niszczenie” przemysłu lub o „terror” jest wyrazem obłudy lub przejawem tępej pedanterii, niezdolności zrozumienia podstawowych warunków tej zaciekłej, zaostrzonej do ostateczności walki klasowej, która nosi miano rewolucji.

W gruncie rzeczy podobni „oskarżyciele”, jeśli „uznają” walkę klasową, poprzestają na jej uznaniu w słowach, w rzeczywistości wpadają wciąż w mieszczańską utopię „ugody” i „współpracy” klas. Albowiem w epoce rewolucji walka klasowa nieuchronnie i niechybnie przybierała zawsze i we wszystkich krajach formę wojny domowej, a wojna domowa jest nie do pomyślenia bez najcięższych zniszczeń, bez terroru, bez uszczuplenia formalnej demokracji w interesie wojny. Tylko ckliwe klechy — obojętnie, chrześcijańskie czy „świeckie” w osobach salonowych, parlamentarnych socjalistów — mogą nie widzieć, nie rozumieć, nie uświadamiać sobie tej konieczności. Tylko martwi „ludzie w futerale” [1] zdolni są z tego powodu odsuwać się od rewolucji zamiast z całą pasją i zdecydowaniem rzucać się w bój wtedy, kiedy historia wymaga rozstrzygnięcia największych problemów ludzkości na drodze walki i wojny.

Naród amerykański ma tradycję rewolucyjną, przejętą przez najlepszych przedstawicieli proletariatu amerykańskiego, którzy niejednokrotnie dawali wyraz swej pełnej sympatii do nas, bolszewików. Tradycja ta — to wojna przeciwko Anglikom o wyzwolenie w XVIII stuleciu, a następnie wojna domowa w XIX stuleciu. W 1870 roku Ameryka pod niektórymi względami, jeśli wziąć pod uwagę tylko „zniszczenie” niektórych gałęzi przemysłu i gospodarki narodowej, była na niższym poziomie niż w roku 1860. Jakim jednak pedantem, jakim idiotą byłby człowiek, który by na takiej podstawie począł negować największe, powszechnodziejowe, postępowe i rewolucyjne znaczenie wojny domowej lat 1863—1865 w Ameryce!

Przedstawiciele burżuazji rozumieją, że zniesienie niewolnictwa Murzynów, obalenie władzy właścicieli niewolników warto było okupić przejściem całego kraju przez długie lata wojny domowej, przez otchłań spustoszenia, zniszczeń i terroru, związanych z każdą wojną. Teraz jednak, gdy chodzi o nieporównanie większe zadanie obalenia niewolnictwa najemnego, kapitalistycznego, o obalenie władzy burżuazji — teraz przedstawiciele i obrońcy burżuazji, a także socjaliści-reformiści, zastraszeni przez burżuazję, lękliwie odżegnywający się od rewolucji, nie mogą i nie chcą zrozumieć, że wojna domowa jest nieodzowna i uzasadniona.

Robotnicy amerykańscy nie pójdą za burżuazją. Będą oni z nami, za wojną domową przeciwko burżuazji. Umacnia mnie w tym przekonaniu cała historia światowego i amerykańskiego ruchu robotniczego. Przypominam sobie także słowa jednego z najbardziej umiłowanych przywódców amerykańskiego proletariatu, Eugene’a Debsa, który pisał w „Apelu do Rozumu” („Appeal to Reason”) — zdaje się, w końcu 1915 roku — w artykule „What shall I fight for” („O co będę walczył”) — (cytowałem ten artykuł na początku 1916 roku na pewnym publicznym zebraniu robotniczym w Bernie, w Szwajcarii) [2] —

— że on, Debs, dałby się raczej rozstrzelać, a nie głosowałby za kredytami na obecną, zbrodniczą i reakcyjną wojnę; że on, Debs, zna jedną tylko wojnę świętą, uzasadnioną z punktu widzenia proletariuszy, a mianowicie: wojnę przeciwko kapitalistom, wojnę o wyzwolenie ludzkości z najemnego niewolnictwa.

Nie dziwi mnie fakt, że Wilson, szef miliarderów amerykańskich, sługus rekinów kapitalistycznych, wtrącił Debsa do więzienia. Niechaj burżuazją znęca się bestialsko nad prawdziwymi internacjonalistami, nad prawdziwymi przedstawicielami rewolucyjnego proletariatu! Im więcej wykazuje zaciekłości i bestialstwa, tym bliższy jest dzień zwycięskiej rewolucji proletariackiej.

Oskarża się nas o zniszczenia spowodowane naszą rewolucją… A któż to są ci oskarżyciele? Pachołkowie burżuazji — tej samej burżuazji, która w ciągu czterech lat wojny imperialistycznej, zniszczywszy całą prawie kulturę europejską, doprowadziła Europę do barbarzyństwa, do zdziczenia, do głodu. Burżuazja ta żąda teraz od nas, byśmy robili rewolucję nie na gruncie tych zniszczeń, nie wśród szczątków kultury, szczątków i ruin będących dziełem wojny, nie z ludźmi, których wojna doprowadziła do stanu zdziczenia. O, jakże humanitarna i sprawiedliwa jest ta burżuazja!

Jej sługusy oskarżają nas o terror… Angielscy burżua zapomnieli o swoim roku 1649, Francuzi — o swoim 1793. Terror był słuszny i uzasadniony, gdy stosowała go burżuazja gwoli własnej korzyści przeciwko feudałom. Terror stał się potworny i zbrodniczy, gdy odważyli się stosować go robotnicy i najbiedniejsi chłopi przeciwko burżuazji! Terror był słuszny i uzasadniony, gdy stosowano go w interesie zastąpienia jednej wyzyskującej mniejszości inną wyzyskującą mniejszością. Terror stał się potworny i zbrodniczy, gdy zaczęto go stosować w interesie obalenia wszelkiej wyzyskującej mniejszości, w interesie rzeczywiście ogromnej większości,, w interesie proletariatu i półproletariatu, klasy robotniczej i najbiedniejszego chłopstwa!

Burżuazja imperializmu międzynarodowego wymordowała 10 milionów ludzi, okaleczyła 20 milionów na „swojej” wojnie, wojnie o to, czy panować nad całym światem mają drapieżcy angielscy, czy też niemieccy.

Jeżeli nasza wojna, wojna uciskanych i wyzyskiwanych przeciwko ciemięzcom i wyzyskiwaczom, pociągnie za sobą pół miliona lub milion ofiar we wszystkich krajach — burżuazja powie, że w pierwszym wypadku ofiary były uzasadnione, a w drugim — zbrodnicze.

Proletariat powie coś wręcz innego.

Obecnie, wśród okropności wojny imperialistycznej, proletariat przyswaja sobie w całej pełni i poglądowo tę wielką prawdę, której uczą nas wszystkie rewolucje, prawdę, którą przekazali robotnikom w testamencie ich najlepsi nauczyciele, twórcy współczesnego socjalizmu. Jest to ta prawda, że nie może być skutecznej rewolucji bez zdławienia oporu wyzyskiwaczy. Kiedy my, robotnicy i pracujący chłopi, zdobyliśmy władzę państwową, naszym obowiązkiem było zdławienie oporu wyzyskiwaczy. Szczycimy się tym, że robiliśmy to i robimy. Ubolewamy nad tym, że robimy to nie dość stanowczo i zdecydowanie.

Wiemy, że zaciekły opór burżuazji przeciwko rewolucji socjalistycznej nieunikniony jest we wszystkich krajach, i że opór ten będzie się wzmagał w miarę rozwoju tej rewolucji. Proletariat złamie ten opór, dojrzeje ostatecznie do zwycięstwa i do władzy w toku walki przeciwko stawiającej opór burżuazji.

Niech sprzedajna prasa burżuazyjna wrzeszczy na cały świat o każdym błędzie, który popełnia nasza rewolucja. Nie obawiamy się naszych błędów. Wskutek tego, że zaczęła się rewolucja, ludzie nie stali się świętymi. Klasy pracujące, które w ciągu wieków były uciskane, zahukane, zakute przemocą w okowy nędzy, ciemnoty, zdziczenia, nie mogą dokonać rewolucji bezbłędnie. A trupa społeczeństwa burżuazyjnego — jak to już raz wypadło mi stwierdzić — nie można po prostu zamknąć w trumnie i zakopać w ziemi [3]. Uśmiercony kapitalizm gnije, rozkłada się wśród nas, zakażając powietrze miazmatami, zatruwając nasze życie, omotując to, co nowe, świeże, młode, żywe, tysiącami nici i macek tego, co stare, zgniłe, martwe.

Na każdą setkę naszych błędów, o których wrzeszczy na cały świat burżuazja oraz jej lokaje (w tym nasi mienszewicy i prawicowi eserowcy), przypada 10 000 wielkich i bohaterskich czynów — tym bardziej wielkich i bohaterskich, że są to czyny proste, niewidoczne, ukryte w powszednim życiu dzielnicy fabrycznej lub zapadłej wsi, dokonane przez ludzi, którzy nie mają zwyczaju (i nie mają możliwości) trąbić o każdym swym sukcesie na cały świat.

Ale gdyby nawet było na odwrót — choć wiem, że takie przypuszczenie jest mylne — gdyby nawet na 100 naszych słusznych czynów przypadało 10 000 błędów, to i wówczas nasza rewolucja byłaby — i będzie w historii ludzkości — rewolucją wielką i niezwyciężoną, albowiem po raz pierwszy nie mniejszość, nie sami tylko bogacze, nie sami tylko ludzie wykształceni, lecz prawdziwe masy, olbrzymia większość ludzi pracy sama buduje nowe życie, opierając się na własnym doświadczeniu rozstrzyga najtrudniejsze zagadnienia organizacji socjalistycznej.

Każdy błąd w takiej pracy, w tej najsumienniejszej i najszczerszej pracy dziesiątków milionów prostych robotników i chłopów nad przebudową całego swego życia — każdy taki błąd wart jest tysiąca i miliona „bezbłędnych” sukcesów wyzyskującej mniejszości, sukcesów w dziele oszukiwania i okpiwania łudzi pracy. Tylko bowiem poprzez takie błędy robotnicy i chłopi nauczą się budować nowe życie, nauczą się obywać bez kapitalistów, tylko w ten sposób utorują sobie drogę — poprzez tysiące przeszkód — do zwycięskiego socjalizmu.

Błędy popełniają prowadząc swą rewolucyjną robotę nasi chłopi, którzy za jednym zamachem, w ciągu jednej nocy z 25 na 26 października (s. s.) 1917 roku znieśli wszelką prywatną własność ziemi i teraz, miesiąc po miesiącu, przezwyciężając niezmierne trudności, poprawiając samych siebie, praktycznie rozwiązują niezmiernie trudne zadanie organizacji nowych warunków życia gospodarczego, walki z kułakami, zapewnienia ziemi ludziom pracy (a nie bogaczom), przejścia do wielkiego rolnictwa komunistycznego.

Błędy popełniają prowadząc swą rewolucyjną robotę nasi robotnicy, którzy znacjonalizowali teraz, w ciągu kilku miesięcy, prawie wszystkie największe fabryki i zakłady przemysłowe i ciężkim, codziennym mozołem zdobywają nową naukę zarządzania całymi gałęziami przemysłu, organizują znacjonalizowane gospodarstwa przezwyciężając gigantyczny opór gnuśności, drobnomieszczańskości, egoizmu, zakładają, kamień po kamieniu, fundament nowej więzi społecznej, nowej dyscypliny pracy, nowej władzy robotniczych związków zawodowych nad ich członkami.

Błędy popełniają prowadząc swą rewolucyjną robotę nasze rady, stworzone już w 1905 roku przez potężny zryw mas. Rady robotników i chłopów — to nowy typ państwa, nowy, wyższy typ demokracji, to forma dyktatury proletariatu, sposób rządzenia państwem bez burżuazji i przeciwko burżuazji. Po raz pierwszy demokracja służy tu masom, ludziom pracy, nie jest już demokracją dla bogatych, jaką pozostaje demokracja we wszystkich burżuazyjnych, nawet najbardziej demokratycznych, republikach. Po raz pierwszy masy ludowe, w skali obejmującej setkę milionów ludzi, rozwiązują zadanie wprowadzenia w życie dyktatury proletariuszy i półproletariuszy — zadanie, bez którego rozwiązania nie może być nawet mowy o socjalizmie.

Niech sobie pedanci albo ludzie nieuleczalnie naszpikowani burżuazyjno-demokratycznymi lub parlamentarnymi przesądami kiwają ze zdziwieniem głową z powodu naszych rad delegatów, wytykając na przykład brak bezpośrednich wyborów. Ludzie ci niczego nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli w dobie wielkich przewrotów lat 1914—1918. Połączenie dyktatury proletariatu z nową demokracją dla ludzi pracy, wojny domowej z jak najszerszym wciągnięciem mas do polityki — takiego połączenia nie osiąga się od razu i nie mieści się ono w oklepanych ramach utartego demokratyzmu parlamentarnego. Nowy świat, świat socjalizmu — oto co zarysowuje się przed nami w postaci Republiki Rad. I nie dziw, że świat ten nie rodzi się w gotowej postaci, nie wyskakuje od razu, jak Minerwa z głowy Jowisza.

Gdy dawne, burżuazyjno-demokratyczne konstytucje deklarowały na przykład formalną równość i prawo do zgromadzeń — nasza proletariacka i chłopska konstytucja radziecka odrzuca precz obłudę formalnej równości. Gdy burżuazyjni republikanie obalali trony, nie troszczyli się o formalną równość monarchistów i republikanów. Gdy mowa o obaleniu burżuazji, jedynie zdrajcy lub idioci mogą domagać się formalnej równości praw dla burżuazji. Złamanego szeląga niewarta „wolność zgromadzeń” dla robotników i chłopów, skoro wszystkie najlepsze budynki są zagarnięte przez burżuazję. Nasze rady odebrały bogaczom wszystkie dobre budynki zarówno w miastach, jak i na wsi, przekazując wszystkie te budynki robotnikom i chłopom na i c h związki i zgromadzenia. Oto nasza wolność zgromadzeń dla ludzi pracy! Oto sens i treść naszej radzieckiej, naszej socjalistycznej konstytucji!

I oto dlaczego jesteśmy wszyscy tak głęboko przekonani, że jakiekolwiek by spadły jeszcze nieszczęścia na naszą republikę rad, jest ona niezwyciężona.

Jest ona niezwyciężona, ponieważ każdy cios wściekłego imperializmu, każda klęska zadana nam przez międzynarodową burżuazję porywa do walki coraz nowe warstwy robotników i chłopów, uczy ich za cenę największych ofiar, hartuje, rodzi nowe masowe bohaterstwo.

Wiemy, że wasza pomoc, towarzysze robotnicy amerykańscy, przyjdzie może jeszcze nieprędko, ponieważ rozwój rewolucji odbywa się w różnych krajach w rozmaitych formach, w rozmaitym tempie (i nie może odbywać się inaczej). Wiemy, że rewolucja proletariacka w Europie nie wybuchnie, być może, już w najbliższych tygodniach, jakkolwiekby szybko dojrzewała w ostatnich czasach. Stawiamy na nieuchronność rewolucji międzynarodowej, ale nie znaczy to bynajmniej, że jak głupcy stawiamy na nieuchronność rewolucji w określonym krótkim terminie. Widzieliśmy we własnym kraju dwie wielkie rewolucje — 1905 i 1917 roku — i wiemy, że nie robi się rewolucji ani na zamówienie, ani w drodze porozumienia. Wiemy, że okoliczności wysunęły naprzód nasz, rosyjski, oddział socjalistycznego proletariatu nie na skutek naszych zasług, lecz na skutek szczególnego zacofania Rosji, i że przed wybuchem rewolucji międzynarodowej możliwy jest szereg klęsk poszczególnych rewolucji.

Mimo to wiemy z całą pewnością, że jesteśmy niezwyciężeni, ponieważ ludzkość nie załamie się z powodu rzezi imperialistycznej, lecz ją przezwycięży. Pierwszym zaś krajem, który skruszył katorżnicze kajdany imperialistycznej wojny, był nasz kraj. W walce o skruszenie tych kajdan ponieśliśmy najcięższe ofiary, ale je skruszyliśmy. Jesteśmy poza obrębem imperialistycznych zależności, wznieśliśmy wobec całego świata sztandar walki o całkowite obalenie imperializmu.

Znajdujemy się niejako w oblężonej twierdzy, zanim nie nadciągną nam z pomocą inne oddziały międzynarodowej rewolucji socjalistycznej. Ale oddziały te istnieją, są liczniejsze niż nasze, dojrzewają, rosną, krzepną w miarę trwania bestialstw imperializmu. Robotnicy zrywają ze swymi socjalzdrajcami, Gompersami, Hendersonami, Renaudelami, Scheidemannami, Rennerami. Powoli, lecz niezachwianie zbliżają się robotnicy do komunistycznej, bolszewickiej taktyki, do rewolucji proletariackiej, jedynej rewolucji, która może uratować ginącą kulturę i ginącą ludzkość.

Słowem, jesteśmy niezwyciężeni, niezwyciężona jest bowiem światowa rewolucja proletariacka.

N. Lenin

20 sierpnia 1918 r.

„Prawda” nr 178, 22 sierpnia 1918 r.

Przypisy

[1] Człowiek w futerale — człowiek, który zamyka się w kręgu ciasnych filisterskich spraw, obawia się wszelkiego nowatorstwa i wszystko traktuje z oficjalnego, uznanego przez zwierzchność punktu widzenia. Określenie to powstało od tytułu opowiadania A. Czechowa „Człowiek w futerale”. — Red.

[2] Patrz „Przemówienie na wiecu międzynarodowym w Bernie 8 lutego 1916 r.” W: Dzieła wszystkie, t. 27. Warszawa 1987, s. 220—221. — Red.

[3] Patrz „Wspólne posiedzenie Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad, Moskiewskiej Rady Delegatów Robotniczych, Chłopskich i Czerwonoarmijnych oraz związków zawodowych 4 czerwca 1918 r.” W: Dzieła wszystkie, t. 36. Warszawa 1988, s. 389. — Red.

Stalin – TROCKI FAŁSZUJE LENINIZM

SŁOWO KOŃCOWE PO DYSKUSJI NAD REFERATEM

„O SOCJALDEMOKRATYCZNYM ODCHYLENIU W NASZEJ PARTII”
3 listopada 1926 r.

TROCKI FAŁSZUJE LENINIZM

1. KUGLARSKIE SZTUCZKI TROCKIEGO, CZYLI ZAGADNIENIE „PERMANENTNEJ REWOLUCJI”
Przechodzę do przemówienia Trockiego.
Trocki oświadczył, że teoria permanentnej rewolucji nie ma żadnego związku z omawianym zagadnieniem charakteru i perspektyw naszej rewolucji.
To bardzo dziwne, żeby nie powiedzieć więcej. Jakże to? Czyż teoria permanentnej rewolucji nie jest teorią sił napędowych rewolucji? Czy nie jest prawdą, że teoria permanentnej rewolucji mówi przede wszystkim o siłach napędowych naszej rewolucji? A czymże jest zagadnienie charakteru i perspektyw naszej rewolucji, jeśli nie zagadnieniem sił napędowych tej rewolucji? Jak można twierdzić, że teoria permanentnej rewolucji nie ma żadnego związku z omawianym zagadnieniem? To nieprawda, towarzysze. To wykręt, kuglarska sztuczka. To próba zatarcia śladów. To próba znalezienia kryjówki. Daremny trud! Nie próbujcie się ukryć — i tak się nie ukryjecie!
W innym punkcie swego przemówienia Trocki usiłował „napomknąć”, że dawno już przestał przypisywać poważne znaczenie teorii permanentnej rewolucji. A Kamieniew w swym przemówieniu „dał do zrozumienia”, że Trocki bodaj że gotów jest wycofać się z teorii permanentnej rewolucji, jeśli się z niej już nie wycofał.
Same cuda!
Ale zbadajmy sprawę: czy prawdą jest, że teoria permanentnej rewolucji nie ma związku z omawianym zagadnieniem, a jeśli to nieprawda, czy można uwierzyć
Kamieniewowi, że Trocki nie przywiązuje znaczenia do teorii permanentnej rewolucji i prawie się już jej wyrzekł?
Zwróćmy się do dokumentów. Przede wszystkim mam na myśli list Trockiego do tow. Olmińskiego z grudnia 1921 roku, ogłoszony drukiem w roku 1925, list, którego Trocki nigdy nie próbował się wyrzec i nie wyrzekł się do dziś dnia ani pośrednio, ani bezpośrednio i który wobec tego zachowuje całkowicie swą moc. Co w tym liście czytamy o permanentnej rewolucji?
Posłuchajcie:
„Wcale nie uważam, abym w moich rozbieżnościach z bolszewikami w niczym nie miał racji. Nie miałem, 1 to całkowicie, racji w ocenie frakcji mieńszewickiej, gdy przeceniałem jej możliwości rewolucyjne i spodziewałem się, że uda się w niej odizolować i sprowadzić do zera jej prawe skrzydło. Ten błąd podstawowy wynikał jednak z tego, że do obu frakcji, zarówno bolszewickiej jak mieńszewickiej, podchodziłem z punktu widzenia idei permanentnej rewolucji i dyktatury proletariatu, podczas gdy zarówno bolszewicy jak mieńszewicy stali wówczas na gruncie rewolucji burżuazyjnej i republiki demokratycznej. Uważałem, że rozbieżności pomiędzy obydwiema frakcjami nie są zasadniczo tak głębokie, i spodziewałem się (czemu nieraz dawałem wyraz w listach i referatach), że sam przebieg rewolucji sprowadzi obie frakcje na pozycje permanentnej rewolucji i zdobycia władzy przez klasę robotniczą, co też dokonało się częściowo w roku 1905 (przedmowa tow. Lenina do artykułu Kautskiego o siłach napędowych rewolucji rosyjskiej i cała linia pisma «Naczało»).
Uważam, że moja ocena sił napędowych rewolucji była bezwzględnie słuszna, zaś wnioski, które z niej wyciągałem w stosunku do obu frakcji, były bezwzględnie niesłuszne. Tylko bolszewizm, dzięki swej nieprzejednanej linii, skupił w swych szeregach rzeczywiście rewolucyjne elementy zarówno spośród dawnej inteligencji jak i z przodującej warstwy klasy robotniczej. Tylko dzięki temu, że bolszewizmowi udało się stworzyć tę zwartą organizację rewolucyjną, okazał się możliwy tak szybki zwrot z pozycji rewolucyjno-demokratycznej na pozycje rewolucyjno-socjalistyczne.
Mógłbym również obecnie bez trudu podzielić moje artykuły polemiczne przeciwko mieńszewikom i bolszewikom na dwie kategorie: jedne — poświęcone analizie sił wewnętrznych rewolucji, jej perspektywom (teoretyczny organ polski Róży Luksemburg, «Neue Zeit») oraz inne — poświęcone ocenie frakcji rosyjskich socjaldemokratów, ich walce itd. Artykuły pierwszej kategorii mógłbym i teraz wydać bez poprawek, ponieważ całkowicie i w zupełności zbieżne są ze stanowiskiem naszej partii, poczynając od roku 1917. Artykuły drugiej kategorii są wyraźnie błędne i wydawać ich ponownie nie warto” (patrz „Lenin o Trockim”, 1925 r. z przedmową tow. Olmińskiego).
Co z tego wynika?
Wynika z tego, że Trocki mylił się w sprawach organizacyjnych, natomiast w sprawie oceny naszej rewolucji, w sprawie rewolucji permanentnej miał i nadal ma rację.
Co prawda, Trocki nie może nie wiedzieć, że Lenin walczył z teorią permanentnej rewolucji do ostatnich dni swego życia. Ale to nie przysparza mu kłopotu.
Dalej, wynika, że obie frakcje, zarówno mieńszewicy jak bolszewicy powinni byli dojść do teorii permanentnej rewolucji, w rzeczywistości jednak doszli do tej teorii tylko bolszewicy, wskutek tego, iż posiadali zwartą organizację rewolucyjną robotników i starej inteligencji, i doszli nie od razu, lecz „poczynając od roku 1917″.
I wreszcie wynika, że teoria permanentnej rewolucji „całkowicie i w zupełności zbiega się ze stanowiskiem naszej partii, poczynając od roku 1917″.
Osądźcie teraz sami, czy wygląda na to, że Trocki nie przywiązuje wielkiego znaczenia do teorii permanentnej rewolucji? Nie, nie wygląda. Przeciwnie, jeśli teoria permanentnej rewolucji rzeczywiście zbiegła się „poczynając od roku 1917″ ze stanowiskiem partii, to z tego można wysnuć jeden tylko wniosek — że Trocki przywiązywał i nadal przywiązuje do tej teorii decydujące znaczenie dla całej naszej partii.
Ale co to znaczy „zbiegła się”? Jak może teoria permanentnej rewolucji Trockiego zbiegać się ze stanowiskiem naszej partii, skoro dowiedzione jest, że partia nasza w osobie Lenina przez cały czas prowadziła walkę z tą właśnie teorią?
Jedno z dwojga: albo partia nasza nie posiadała własnej teorii i przez bieg wypadków zmuszona została później do przyjęcia teorii rewolucji Trockiego, albo też posiadała własną teorię, tylko że teoria ta została w sposób niedostrzegalny wyparta przez teorię permanentnej rewolucji Trockiego, „poczynając od roku 1917″.
Trocki później, w swej napisanej w roku 1922 „Przedmowie” do książki „Rok 1905″, wytłumaczył nam to „dziwne zjawisko”. Wykładając istotę teorii permanentnej rewolucji i analizując ocenę naszej rewolucji z punktu widzenia teorii permanentnej rewolucji, Trocki dochodzi do następującego wniosku:
„Ocena ta, mimo że po dwunastoletniej przerwie, znalazła całkowite potwierdzenie” (Trocki, „1905″, „Przedmowa”).
Innymi słowy: teoria permanentnej rewolucji, „skonstruowana”‘ przez Trockiego w roku 1905, „znalazła całkowite potwierdzenie” w roku 1917, po dwunastu latach.
Jakżeż jednak mogła się potwierdzić? A bolszewicy — gdzież oni się podziali? Czyżby szli do rewolucji bez jakiejkolwiek własnej teorii, czyżby okazali się zdolni jedynie do skupienia rewolucyjnej inteligencji, rewolucyjnych robotników? A dalej, na jakim gruncie skupili robotników, na gruncie jakich zasad? Chyba bolszewicy posiadali przecie jakąś teorię, ocenę rewolucji, ocenę napędowych sił rewolucji? Czyżby prócz teorii permanentnej rewolucji nie było w naszej partii żadnej innej teorii?
Osądźcie sami: żyliśmy, my, bolszewicy, i rozwijaliśmy się bez perspektyw i bez teorii rewolucyjnej; żyliśmy tak od roku 1903 do 1917; a potem, „poczynając od roku 1917″, wchłonęliśmy niepostrzeżenie teorię rewolucji permanentnej i stanęliśmy na nogi. Bez wątpienia to bardzo ciekawa bajeczka. Ale jak mogło się to odbyć niepostrzeżenie, bez walki, bez wstrząsów w partii? Jak się to mogło stać tak po prostu, ni stąd, ni zowąd? Wiadomo przecież, że Lenin i jego partia walczyli z teorią permanentnej rewolucji od pierwszej chwili jej pojawienia się na światło dzienne.
Zresztą Trocki wyjaśnia nam to „dziwne zjawisko” w innym dokumencie. Mam na myśli „Przypis” do artykułu Trockiego „Nasze rozbieżności”, napisany w roku 1922.
Oto odpowiedni ustęp z tego artykułu Trockiego:
„Jeśli mieńszewicy, wychodząc z abstrakcji: «nasza rewolucja jest burżuazyjna», dochodzą do koncepcji dostosowania całej taktyki proletariatu do postępowania liberalnej burżuazji, aż do zdobycia przez nią władzy państwowej — to bolszewicy, wychodząc z podobnej czystej abstrakcji: «demokratyczna, a nie socjalistyczna dyktatura», dochodzą do koncepcji burżuazyjno-demokratycznego samoograniczenia proletariatu, w którego rękach znajduje się władza państwowa. Co prawda, różnica między nimi w tej sprawie jest bardzo istotna: podczas gdy antyrewolucyjne aspekty mieńszewizmu występują w pełni już obecnie, antyrewolucyjne cechy bolszewizmu zagrażają olbrzymim niebezpieczeństwem jedynie w wypadku rewolucyjnego zwycięstwa” (Trocki, „1905″, str. 285).
Wynika z tego, że nie tylko mieńszewizm posiadał aspekty antyrewolucyjne, lecz i bolszewizm nie był wolny od „cech anty rewolucyjnych”, które zagrażały „olbrzymim niebezpieczeństwem jedynie w wypadku rewolucyjnego zwycięstwa”.
Czy bolszewicy uwolnili się później od „antyrewolucyjnych cech” bolszewizmu, a jeśli tak, to w jaki sposób?
Trocki wyjaśnia nam to „dziwne zjawisko” w „Przypisie” do artykułu „Nasze rozbieżności”.
Słuchajcie:
„To, jak wiadomo, nie nastąpiło, gdyż bolszewizm pod kierownictwem tow. Lenina (nie bez walki wewnętrznej) uzbroił się na nowo ideologicznie w tym najważniejszym zagadnieniu wiosną 1917 roku, tzn. przed zdobyciem władzy” (Trocki, „1905″, str. 285).
A więc „uzbrojenie się na nowo” bolszewików, „poczynając od roku 1917″, na gruncie teorii permanentnej rewolucji, ocalenie w ten sposób bolszewików od „anty-rewolucyjnych cech bolszewizmu”, wreszcie fakt, że teoria permanentnej rewolucji znalazła w ten sposób „całkowite” „potwierdzenie” — oto wniosek Trockiego.
A gdzie się podział leninizm, teoria bolszewizmu, bolszewicka ocena naszej rewolucji, jej sił napędowych itd.? Albo nie znalazły „całkowitego potwierdzenia”, albo wcale nie znalazły „potwierdzenia”, albo rozwiały się w powietrzu, ustępując miejsca teorii permanentnej rewolucji — jeśli idzie o „uzbrojenie na nowo” partii.
Tak więc żyli sobie na świecie bolszewicy, „zwierali” jakoś partię, „poczynając” od 1903 roku, ale nie posiadali teorii rewolucyjnej, błąkali się, błąkali „poczynając” od 1903 r. i dobrnęli jakoś do r. 1917; potem, dostrzegłszy Trockiego z teorią rewolucji permanentnej w garści, postanowili „uzbroić się na nowo” i „uzbrajając się na nowo” pogubili ostatnie resztki leninizmu, leninowskiej teorii rewolucji, realizując w ten sposób „całkowitą zbieżność” teorii permanentnej rewolucji ze „stanowiskiem” naszej partii.
Bardzo to ciekawa bajeczka, towarzysze. Jest to, jeśli wolicie, jedna z tych wspaniałych kuglarskich sztuczek, jakie możecie oglądać w cyrku. Ale nie jesteśmy przecież w cyrku, tylko na konferencji naszej partii. I nie wynajmowaliśmy Trockiego na cyrkowca. Po co więc te sztuczki?
Jak oceniał tow. Lenin teorię permanentnej rewolucji Trockiego? Oto, co pisze on o tej teorii w jednym ze swych artykułów, wyśmiewając ją jako „oryginalną” i „przepiękną” teorię:
„Wyjaśnić wzajemny stosunek Mas w nadchodzącej rewolucji — to główne zadanie partii rewolucyjnej… Zadanie to niesłusznie rozwiązuje w «Naszym Słowie» Trocki powtarzając swą «oryginalną» teorię z 1905 roku i nie chcąc pomyśleć o tym, z jakich to powodów życie przez całe dziesięć lat omijało tę przepiękną teorię.
Oryginalna teoria Trockiego zapożycza od bolszewików wezwanie do zdecydowanej rewolucyjnej walki proletariatu i do zdobycia przezeń władzy politycznej, a od mieńszewików — «zaprzeczenie» roli chłopstwa”… W ten sposób „Trocki w rzeczywistości pomaga liberalnym politykom robotniczym w Rosji, którzy przez «zaprzeczenie» roli chłopstwa rozumieją niechęć mobilizowania chłopów do rewolucji!” patrz t. XVIII, str. 317—318).
Wynika z tego, że według Lenina teoria permanentnej rewolucji jest teorią na wpół mieńszewicką, ignorującą rewolucyjną rolę chłopstwa w rewolucji rosyjskiej.
Niezrozumiałe jest tylko, jak mogła „całkowicie i w zupełności się zbiec” ta na wpół mieńszewicką teoria ze stanowiskiem naszej partii, choćby nawet „poczynając od roku 1917″.
A jak ocenia nasza partia teorię permanentnej rewolucji? Oto, co mówi o niej znana rezolucja XIV Konferencji partyjnej:
„Składową częścią trockistowskiej teorii permanentnej rewolucji jest twierdzenie, że «rzeczywisty rozwój gospodarki socjalistycznej w Rosji możliwy będzie dopiero po zwycięstwie proletariatu w głównych krajach Europy» (Trocki, 1922 r.) — twierdzenie skazujące proletariat ZSRR w obecnym okresie na fatalistyczną bierność. Przeciwko podobnym «teoriom» Lenin pisał: «Nieskończenie szablonowy jest ich argument, który wykuli na pamięć w okresie rozwoju zachodnio-europejskiej socjaldemokracji, a który polega na tym, że nie dorośliśmy do socjalizmu, że brak nam, jak wyrażają się rozmaici «uczeni» panowie spośród nich, obiektywnych przesłanek ekonomicznych dla socjalizmu»” (Notatki o Suchanowie). (Rezolucja XIV Partkonferencji) [5].
Wynika z tego, że teoria permanentnej rewolucji jest to ta sama suchanowszczyzna, którą Lenin piętnuje w swych notatkach „O naszej rewolucji” jako socjaldemokratyzm.
Niezrozumiałe jest tylko, jak taka teoria mogła „uzbroić na nowo” naszą bolszewicką partię.
Kamieniew w swym przemówieniu „dał do zrozumienia”, że Trocki wycofuje się ze swej teorii permanentnej rewolucji, przytaczając na potwierdzenie tego następujący, więcej niż dwuznaczny cytat z ostatniego listu Trockiego do opozycjonistów z września 1926 r.:
„Wychodzimy z założenia, że jak to nieodparcie wykazało doświadczenie, we wszystkich jako tako zasadniczych zagadnieniach, gdy ktokolwiek z nas nie zgadzał się z Leninem, słuszność była bezwzględnie po stronie Włodzimierza Iljicza”.
Ale Kamieniew przemilczał, że zaraz potem, w tym samym liście, Trocki złożył następujące oświadczenie, które obala jego poprzednie słowa:
„Opozycja leningradzka wystąpiła energicznie przeciwko teorii socjalizmu w jednym kraju jako teoretycznemu usprawiedliwieniu ograniczoności narodowej” (patrz list Trockiego, wrzesień 1926 r. — załącznik do stenogramu posiedzeń BP KC WKP(b) z 8 i 11 października 1926 r.).
Jakie znaczenie może posiadać pierwsze, dwuznaczne i do niczego nie obowiązujące oświadczenie Trockiego wobec drugiego jego oświadczenia, które obala to pierwsze?
Co to jest teoria permanentnej rewolucji? Zaprzeczenie leninowskiej „teorii socjalizmu w jednym kraju”.
Co to jest leninowska „teoria socjalizmu w jednym kraju”? Zaprzeczenie teorii permanentnej rewolucji Trockiego.
Czyż nie jest jasne, że Kamieniew, cytując pierwszy ustęp z listu Trockiego i przemilczając drugi, usiłował wprowadzić w błąd i oszukać naszą partię?
Ale oszukać naszą partię — to sprawa nie tak łatwa.

2. ŻONGLERKA CYTATAMI, CZYLI TROCKI FAŁSZUJE LENINIZM
Czy zwróciliście, towarzysze, uwagę, że całe przemówienie Trockiego poprzetykane jest najróżnorodniejszymi cytatami z dzieł Lenina? Czyta się te cytaty powyrywane z różnych artykułów Lenina i trudno zrozumieć, do czego bardziej dąży Trocki, czy do tego, by podeprzeć za pomocą tych cytatów własną pozycję, czy też do tego, by „złapać” tow. Lenina na „sprzecznościach”. Przytoczył tu jedną grupę cytatów z prac Lenina, mówiących, że niebezpieczeństwo interwencji może być przezwyciężone jedynie w wypadku zwycięstwa rewolucji w kilku krajach, sądząc zapewne, że „zdemaskuje” w ten sposób partię. Ale nie zrozumiał albo nie chce zrozumieć, że cytaty te przemawiają nie przeciwko stanowisku partii, lecz za nim, a przeciw stanowisku Trockiego, gdyż ciężar gatunkowy niebezpieczeństwa od zewnątrz ocenia partia w całkowitej zgodzie z linią Lenina. Przytoczył drugą grupę cytatów, mówiących, że całkowite zwycięstwo socjalizmu jest niemożliwe bez zwycięstwa rewolucji w kilku krajach, starając się żonglować tymi cytatami na wszelkie sposoby. Ale nie zrozumiał albo nie chce zrozumieć, że nie wolno wrzucać do jednego worka całkowitego zwycięstwa socjalizmu (gwarancja przed interwencją) i zwycięstwa socjalizmu w ogóle (zbudowanie społeczeństwa socjalistycznego), nie rozumiejąc lub nie chcąc zrozumieć, że te cytaty z dzieł Lenina przemawiają nie przeciwko partii, lecz za partią, a przeciw stanowisku Trockiego.
Ale przytaczając mnóstwo cytatów nie mających związku z omawianą sprawą Trocki wolał jednak nie zatrzymać się przy zasadniczym artykule Lenina o możliwości zwycięstwa socjalizmu w jednym kraju (r. 1915), sądząc zapewne, że Kamieniew swym przemówieniem szczęśliwie uwolnił go od tego artykułu. Obecnie jednak można uważać za całkowicie dowiedzione, że Kamieniewowi nie udało się spełnić swej roli i artykuł tow. Lenina zachowuje całą swą moc.
Trocki przytoczył następnie cytat ze znanego artykułu tow. Lenina o braku rozbieżności między nimi w sprawie chłopskiej w dziedzinie polityki bieżącej. Ale zapomniał powiedzieć, że ten artykuł Lenina nie tylko nie rozstrzyga, lecz nawet nie porusza kwestii rozbieżności między Trockim i Leninem w kwestii chłopskiej w związku z możliwością zbudowania całkowicie socjalistycznego społeczeństwa w naszym kraju.
To wyjaśnia właściwie, że manipulacje Trockiego z cytatami stały się jałową żonglerką cytatami.
Trocki usiłował dowieść, że jego stanowisko „zbiega się” ze stanowiskiem Lenina w sprawie możliwości zbudowania społeczeństwa socjalistycznego w naszym kraju w oparciu o wewnętrzne siły naszej rewolucji. Ale jak można dowieść rzeczy niemożliwych do dowiedzenia?
Jak pogodzić tezę Lenina, że „możliwe jest zwycięstwo socjalizmu początkowo w niewielu, a nawet w jednym wziętym z osobna kraju kapitalistycznym” [6], z tezą Trockiego, że „beznadziejne jest sądzić… że na przykład rewolucyjna Rosja zdołałaby się ostać wobec konserwatywnej Europy”?
Jak następnie pogodzić tezę Lenina, że „zwycięski proletariat tego kraju (jednego kraju. — J. St.), wywłaszczywszy kapitalistów i zorganizowawszy u siebie wytwórczość socjalistyczną, stanąłby przeciwko pozostałemu kapitalistycznemu światu” [7], z tezą Trockiego, że „bez bezpośredniego państwowego poparcia ze strony proletariatu europejskiego klasa robotnicza Rosji nie zdoła utrzymać się przy władzy i przekształcić swego czasowego panowania w długotrwałą socjalistyczną dyktaturę”?
Jak wreszcie pogodzić tezę Lenina, że „jedynie sojusz z chłopstwem może uratować rewolucję socjalistyczną w Rosji, dopóki nie nastąpiła rewolucja w innych krajach” [8], z tezą Trockiego, że „przeciwieństwa w sytuacji rządu robotniczego w kraju zacofanym, o przytłaczającej większości ludności chłopskiej, będą mogły znaleźć rozwiązanie jedynie w skali międzynarodowej, na arenie światowej rewolucji proletariatu”?
A dalej: czym właściwie różni się stanowisko Trockiego w sprawie zwycięstwa socjalizmu w naszym kraju od stanowiska mieńszewika O. Bauera, które polega na tym, że:
„W Rosji, gdzie proletariat stanowi tylko nieznaczną mniejszość narodu, może on ustanowić swoje panowanie jedynie na pewien czas”, że „musi on je nieuchronnie utracić, skoro tylko chłopskie masy narodu staną się dostatecznie dojrzałe pod względem rozwoju kulturalnego, by ująć władzę we własne ręce”, że „tylko na drodze zdobycia władzy politycznej przez proletariat przemysłowego Zachodu można zabezpieczyć długotrwałe panowanie przemysłowego socjalizmu” w Rosji?
Czyż nie jest jasne, że Trocki jest bliżej Bauera niż Lenina? I czy nie jest prawdą, że stanowisko Trockiego jest stanowiskiem socjaldemokratycznego odchylenia, że Trocki w gruncie rzeczy neguje socjalistyczny charakter naszej rewolucji?
Trocki usiłował uzasadnić swą tezę o niemożliwości utrzymania władzy proletariackiej w obliczu konserwatywnej Europy przez wywody na temat tego, że obecnie Europa nie jest konserwatywna, że jest mniej lub bardziej liberalna i że gdyby Europa była naprawdę konserwatywna, to proletariat naszego kraju nie mógłby utrzymać się przy władzy. Ale czy trudno pojąć, że Trocki zaplątał się tu całkowicie i ostatecznie? Jak nazwać na przykład obecne Włochy czy Anglię, czy Francję — czy są to kraje konserwatywne, czy liberalne? Czym jest obecna Ameryka Północna — krajem konserwatywnym czy liberalnym? I jakie może mieć znaczenie dla całości i suwerenności naszej republiki to „subtelne” i śmieszne podkreślenie różnicy pomiędzy konserwatywną a „liberalną” Europą? Czy republikańska Francja i demokratyczna Ameryka nie interweniowały w naszym kraju w okresie Kołczaka i Denikina tak samo jak monarchistyczna i konserwatywna Anglia?
Szczególnie wiele miejsca poświęcił Trocki zagadnieniu średniaka. Przytoczył cytat z dzieł Lenina z okresu 1908 r., w którym Lenin przepowiada możliwość przejścia części średniaków, po zwycięstwie rewolucji burżuazyjnej, na stronę kontrrewolucji, usiłując najwidoczniej w ten sposób udowodnić, że cytat ten „zbiega się” ze stanowiskiem Trockiego w kwestii chłopskiej po zwycięstwie rewolucji socjalistycznej. Nie trudno pojąć, że Trocki porównuje tu rzeczy nieporównywalne. Trocki skłonny jest traktować średnie chłopstwo jako „rzecz samą w sobie”, jako coś stałego i niezmiennego raz na zawsze. Ale bolszewicy nigdy nie zapatrywali się w ten sposób na średnie chłopstwo.
Trocki zapomniał widocznie, że bolszewicy posiadają trzy plany w stosunku do podstawowych mas chłopstwa: jeden plan obliczony na okres rewolucji burżuazyjnej, drugi plan obliczony na okres rewolucji proletariackiej i trzeci plan obliczony na okres po utrwaleniu się Władzy Radzieckiej.
W pierwszym okresie bolszewicy mówili: razem z całym chłopstwem, przeciwko carowi i obszarnikom, przy neutralizacji liberalnej burżuazji, za rewolucję burżuazyjno-demokratyczną.
W drugim okresie bolszewicy mówili: razem z biedotą chłopską przeciwko burżuazji i kułakom, przy neutralizacji średniego chłopstwa, za rewolucję socjalistyczną. A co to znaczy neutralizacja średniego chłopstwa? Znaczy to trzymać je pod kontrolą polityczną proletariatu, nie ufać mu i stosować wszelkie środki, aby nie wymknęło się z jego rąk.
W trzecim okresie, w okresie, który przeżywamy obecnie, bolszewicy mówią: razem z biedotą chłopską, w trwałym sojuszu ze średniakiem, przeciwko elementom kapitalistycznym w naszej gospodarce w mieście i na wsi, za zwycięstwo budownictwa socjalistycznego.
Kto miesza te trzy plany, te trzy różne linie, odzwierciedlające trzy różne okresy naszej rewolucji, ten nic nie rozumie z bolszewizmu.
Lenin miał zupełną słuszność twierdząc, że po zwycięstwie rewolucji burżuazyjnej część średniaków przejdzie na stronę kontrrewolucji. Tak też się stało w okresie na przykład „rządu ufimskiego” [9], kiedy część średniaków na Powołżu przeszła na stronę kontrrewolucji, do kułaków, a znaczna ilość średniaków wahała się między rewolucją i kontrrewolucją. Inaczej zresztą być nie mogło, średniak dlatego właśnie jest średniakiem, żeby wyczekiwał i wahał się: „kto będzie górą — nie wiadomo, lepiej odczekać”. Dopiero po pierwszych poważniejszych zwycięstwach nad wewnętrzną kontrrewolucją, a zwłaszcza po utrwaleniu się Władzy Radzieckiej, średniak zaczął wyraźnie zwracać się w stronę Władzy Radzieckiej, uznając widocznie, że bez władzy nie da rady, władza bolszewicka jest silna i współpraca z tą władzą stanowi jedyne wyjście. W tym właśnie okresie wypowiedział tow. Lenin prorocze słowa, że „wkroczyliśmy w takie stadium budownictwa socjalistycznego, kiedy należy konkretnie, szczegółowo opracować sprawdzone w doświadczeniu pracy na wsi podstawowe zasady i wskazówki, którymi winniśmy się kierować, aby w stosunku do średniego chłopstwa stanąć na gruncie trwałego sojuszu” (przemówienie na VIII Zjeździe partii, t. XXIV, str. 114).
Oto, jak przedstawia się zagadnienie średniaków.
Błąd Trockiego polega na tym, że podchodzi on do zagadnienia średniego chłopstwa metafizycznie, traktuje średnie chłopstwo jako „rzecz samą w sobie” i zaciemnia przez to sprawę, wypaczając i fałszując leninizm.
Wreszcie, sprawa wcale nie na tym polega, że mogą istnieć i będą jeszcze zachodzić sprzeczności i konflikty między proletariatem a pewną częścią średniaków. Rozbieżność pomiędzy partią a opozycją wcale nie na tym polega. Rozbieżność polega tu na tym, że partia uważa te sprzeczności i możliwe konflikty za zupełnie możliwe do przezwyciężenia w oparciu o własne siły naszej rewolucji, podczas gdy Trocki i opozycja uważają, że te sprzeczności i konflikty mogą być przezwyciężone „jedynie w skali międzynarodowej, na arenie światowej rewolucji proletariatu”.
Trocki, żonglując cytatami, usiłuje ukryć gdzieś w kącie te rozbieżności. Ale jak już mówiłem, nie uda się oszukać naszej partii.
A wniosek? Wniosek jest taki, że należy być dialektykiem, a nie kuglarzem. Pouczylibyście się, szanowni opozycjoniści, dialektyki u tow. Lenina, poczytalibyście jego dzieła — przydałoby się wam. (Oklaski, śmiech).

3. „DROBIAZGI” I SMIESZNOSTKI
Trocki czynił mi wyrzuty jako autorowi tez w związku z tym, co w nich jest powiedziane o rewolucji „samej w sobie” jako o rewolucji socjalistycznej. Trocki znajduje, że takie traktowanie rewolucji jest metafizyką. Ja nie mogę w żaden sposób z tym się zgodzić.
Dlaczego w tezach jest mowa o rewolucji „samej w sobie” jako o rewolucji socjalistycznej? Dlatego że w ten sposób podkreśla się całą różnicę w ocenie naszej rewolucji między poglądami naszej partii a poglądami opozycji.
Na czym polega ta różnica? Na tym, że partia traktuje naszą rewolucję jako rewolucję socjalistyczną, jako rewolucję stanowiącą pewną siłę samodzielną, zdolną do walki ze światem kapitalistycznym, podczas gdy opozycja traktuje naszą rewolucję jako bezpłatny dodatek do przyszłej rewolucji proletariackiej na Zachodzie, rewolucji, która jeszcze nie zwyciężyła, jako „dodatkowy załącznik” do przyszłej rewolucji na Zachodzie, jako coś, co jest pozbawione wszelkiej siły samodzielnej. Wystarczy tylko porównać leninowską ocenę dyktatury proletariatu w naszym kraju z oceną bloku opozycyjnego, by zrozumieć, jaka przepaść leży między nimi. Podczas gdy Lenin ocenia dyktaturę proletariatu jako siłę pełną inicjatywy, która, po zorganizowaniu gospodarki socjalistycznej, powinna wystąpić z bezpośrednim poparciem dla światowego proletariatu, wystąpić do walki ze światem kapitalistycznym, opozycja, przeciwnie, traktuje dyktaturę proletariatu w naszym kraju jako siłę bierną, żyjącą pod groźbą natychmiastowej utraty władzy „w obliczu konserwatywnej Europy”.
Czy nie jest jasne, że słówko „metafizyka” puszczono w obieg po to, by osłonić nagość socjaldemokratycznej oceny naszej rewolucji ze strony opozycji? Trocki mówił dalej, iż zastąpiłem nieścisłe i niesłuszne sformułowanie zagadnienia zwycięstwa socjalizmu w jednym kraju, jakie podałem w książce „O podstawach leninizmu” w roku 1924, innym sformułowaniem, bardziej ścisłym i słusznym. Trocki jest z tego widocznie niezadowolony. Czemu, na jakiej podstawie — tego nam nie powiedział. Cóż w tym może być złego, że poprawiłem nieścisłe sformułowanie, zastępując je ścisłym? Nie uważam się bynajmniej za wolnego od grzechu. Myślę, że partia może na tym tylko zyskać, jeśli ten czy ów towarzysz, który popełnił błąd, przyznaje się do błędu i naprawia go. Co chce Trocki właściwie powiedzieć podkreślając ten fakt? Może chce pójść za dobrym przykładem i zająć się wreszcie naprawieniem licznych własnych błędów? (Oklaski, śmiech). Cóż, gotów jestem mu w tym dopomóc, jeśli potrzeba tu mojej pomocy, gotów jestem go popchnąć i pomóc mu. (Oklaski, śmiech). Ale Trocki zmierza widocznie do jakiegoś innego celu. Jeśli to prawda, to muszę powiedzieć, że ta jego próba jest próbą podjętą przy pomocy nieprzydatnych środków.
Trocki zapewniał w swym przemówieniu, że nie jest znów aż tak złym komunistą, jak go rysują przedstawiciele większości partii. Przytoczył szereg cytatów z własnych artykułów, świadczących, iż on, Trocki, uznawał i uznaje w dalszym ciągu „socjalistyczny charakter” naszej pracy, że nie neguje „socjalistycznego charakteru” naszego przemysłu państwowego itd., itp. Wielka mi nowina! Tego jeszcze brakowało, by Trocki negował „socjalistyczny charakter” naszej pracy, naszego przemysłu państwowego itd. Te fakty uznają dziś wszyscy, aż do giełdy nowojorskiej włącznie, aż do naszych nepmanów, nie mówiąc już o O. Bauerze. Dziś wszyscy widzą, zarówno wrogowie jak przyjaciele, że budujemy przemysł nie tak, jak go budują kapitaliści, że do rozwoju naszego życia gospodarczego i politycznego wnosimy jakieś nowe elementy, nie mające nic wspólnego z kapitalizmem.
Nie, szanowni opozycjoniści, nie o to teraz chodzi.
Sprawa obecnie przedstawia się bardziej poważnie, niż się to może wydawać blokowi opozycyjnemu.
Idzie teraz nie o socjalistyczny charakter naszego przemysłu, lecz o to, by zbudować gospodarkę socjalistyczną w całokształcie, mimo okrążenia kapitalistycznego, mimo istnienia wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, czyhających na zgubę dyktatury proletariatu. Idzie teraz o to, aby osiągnąć pełny triumf leninizmu w naszej partii.
Idzie teraz nie o drobiazgi i śmiesznostki. Drobiazgami i śmiesznostkami nie można się teraz wykręcić przed partią. Partia wymaga teraz od opozycji czegoś więcej.
Albo zdobędziecie się na odwagę i potraficie jawnie i uczciwie wyrzec się swych zasadniczych błędów, albo tego nie uczynicie, a wówczas otrzymacie od partii zasłużoną ocenę waszego stanowiska jako stanowiska socjaldemokratycznego odchylenia.
Jedno z dwojga.
Wybór zależy od opozycjonistów. (Głosy: „Słusznie!” Oklaski).

Stalin – O POLITYCZNYCH ZADANIACH UNIWERSYTETU NARODÓW WSCHODU

Przemówienie na zebraniu studentów KUTW  18 maja 1925 r.

Towarzysze! Pozwólcie przede wszystkim, że pogra­tuluję wam z okazji czwartej rocznicy istnienia Komuni­stycznego Uniwersytetu Pracujących Wschodu. Nie ma potrzeby mówić, że życzę waszemu Uniwersytetowi wszelkich sukcesów na trudnej drodze szkolenia komu­nistycznych kadr dla Wschodu.

A teraz przejdźmy do rzeczy.

Gdy analizuje się skład osobowy Uniwersytetu Pra­cujących Wschodu, nie podobna nie dostrzec pewnej dwoistości tego składu. Uniwersytet ten jednoczy przed­stawicieli nie mniej niż 50 narodów i grup narodowo­ściowych Wschodu. Słuchacze Uniwersytetu, wszyscy oni — to synowie Wschodu. Ale to określenie nie daje je­szcze nic jasnego i skończonego. Rzecz w tym, że wśród słuchaczy uniwersytetu są dwie grupy podstawowe, re­prezentujące dwa rodzaje całkowicie odmiennych wa­runków rozwoju. Pierwsza grupa — to ludzie, którzy przyjechali do nas z radzieckiego Wschodu, z krajów, w których nie ma już władzy burżuazji, ucisk imperialistyczny Jest obalony, a u władzy są robotnicy. Druga grupa słuchaczy — to ludzie, którzy przyjechali do nas z krajów kolonialnych i zależnych, z krajów, w których wciąż jeszcze panuje kapitalizm, w których ucisk impe­rializmu zachował całą swoją siłę i w których należy do­piero wywalczyć niepodległość, wypędzając precz impe­rialistów.

Tak więc mamy przed sobą dwa Wschody, które ży­ją odmiennym życiem i rozwijają się w odmiennych warunkach.

Nie ma potrzeby mówić, że ten dwoisty charakter składu słuchaczy nie może nie wyciskać swojego piętna na pracy Uniwersytetu Pracujących Wschodu. Tym się też właśnie tłumaczy, że Uniwersytet ten stoi jedną no­gą na gruncie radzieckim, a drugą — na gruncie kolonii  i krajów zależnych.

Stąd dwie linie w działalności Uniwersytetu: jedna linia, której celem jest stworzenie kadr mogących za­spokoić potrzeby radzieckich republik Wschodu, i dru­ga linia, której celem jest stworzenie kadr mogących zaspokoić rewolucyjne potrzeby mas pracujących kolo­nialnych i zależnych krajów Wschodu.

Stąd też wypływają dwa rodzaje zadań stojących przed Uniwersytetem Pracujących Wschodu.

Rozpatrzymy te zadania KUTW, każde z osobna.

I

ZADANIA KUTW WOBEC RADZIECKICH REPUBLIK WSCHODU

Na czym polegają charakterystyczne właściwości by­tu i rozwoju tych krajów, tych republik, w odróżnieniu od krajów kolonialnych i zależnych?

Po pierwsze na tym, że republiki te są wolne od ucis­ku imperialistycznego.

Po wtóre na tym, że rozwijają się one i konsolidują jako narody nie pod egidą burżuazyjnego ustroju, lecz pod egidą Władzy Radzieckiej. Jest to fakt bezprzy­kładny w historii, a jednak jest to fakt.

Po trzecie na tym, że ponieważ są one mało rozwi­nięte pod względem przemysłowym, mogą swój rozwój oprzeć całkowicie i w zupełności na pomocy przemysło­wego proletariatu Związku Radzieckiego.

Po czwarte na tym, że będąc wolnymi od ucisku ko­lonialnego, znajdując się pod ochroną dyktatury pro­letariatu i wchodząc w skład Związku Radzieckiego, republiki te mogą i powinny włączyć się do budownictwa socjalistycznego naszego kraju.

Podstawowe zadanie polega na tym, by ułatwić spra­wę włączenia się robotników i chłopów tych republik do budownictwa socjalizmu w naszym kraju, stworzyć i rozwinąć, stosownie do szczególnych warunków bytu tych republik, przesłanki, które mogą pchnąć naprzód i przyśpieszyć to włączenie się.

Stąd wypływają aktualne zadania, które stoją przed aktywnymi działaczami radzieckiego Wschodu:

1) Stworzyć ogniska przemysłowe w radzieckich re­publikach Wschodu jako bazy dla zjednoczenia chłopów wokół klasy robotniczej. Wiecie, że ta sprawa już jest rozpoczęta i będzie się posuwała naprzód w miarę go­spodarczego wzrostu Związku Radzieckiego. Istnienie różnego rodzaju surowców w tych republikach jest gwa­rancją, że sprawa ta będzie z czasem doprowadzona do końca.

Podnieść rolnictwo, a przede wszystkim nawodnie­nie. Wiecie, że sprawa ta również ruszyła naprzód, przy­najmniej w Kraju Zakaukaskim i w Turkiestanie.

Podnieść i pchnąć naprzód sprawę uspółdzielczania szerokich mas chłopów i chałupników jako najpew­niejszą drogę włączenia radzieckich republik Wschodu do ogólnego systemu radzieckiego budownictwa gospo­darczego.

Zbliżyć Rady do mas, uczynić je narodowymi pod względem składu i zaszczepić w ten sposób narodowo- radziecką państwowość, bliską masom pracującym i zro­zumiałą dla nich.

Rozwinąć kulturę narodową, założyć szeroką sieć kursów i szkół o charakterze zarówno ogólnokształcą­cym jak i zawodowo-technicznym, z ojczystym językiem nauczania, dla przygotowania kadr radziecko-partyjnych i zawodowo-gospodarczych spośród ludzi miej­scowych.

Wykonać te zadania — to właśnie znaczy ułatwić sprawę budownictwa socjalistycznego w radzieckich re­publikach Wschodu.

Mówi się o wzorowych republikach radzieckiego Wschodu. Ale co to jest wzorowa republika? Wzorowa re­publika jest to taka republika, która wykonuje wszystkie te zadania uczciwie i sumiennie, wywołując tym samym ciążenie robotników i chłopów sąsiednich krajów kolo­nialnych i zależnych do ruchu wyzwoleńczego.

Mówiłem wyżej o zbliżeniu Rad do mas pracujących poszczególnych narodowości — o unarodowieniu Rad. Ale co to znaczy i jak to się przejawia w praktyce? Są­dzę, że za wzór takiego zbliżenia do mas można byłoby uważać zakończone niedawno rozgraniczenie narodowo­ściowe w Turkiestanie30. Prasa burżuazyjna dopatruje się w tym rozgraniczeniu „bolszewickiej chytrości”. A tymczasem jasne jest, że przejawiła się tutaj nie „chytrość”, lecz najgłębsze dążenie mas ludowych Turkmeni­stanu i Uzbekistanu do tego, by mieć swoje własne or­gany władzy, bliskie i zrozumiałe dla nich. W epoce przedrewolucyjnej oba te kraje były rozdarte na części, rozdzielone pomiędzy różne chanaty i państwa, stano­wiąc dogodne pole do eksploatatorskich machinacji tych, którzy „dzierżą władzę”. Teraz nastąpił moment, kiedy zaistniała możliwość -ponownego połączenia roz­dartych części w niezależne państwa, by zbliżyć i związać masy pracujące Uzbekistanu i Turkmenistanu z organa­mi władzy. Rozgraniczenie Turkiestanu jest przede wszystkim ponownym połączeniem rozdartych części tych krajów w niezależne państwa. Jeżeli państwa te za­pragnęły potem wstąpić do Związku Radzieckiego w cha­rakterze jego równouprawnionych członków, to świadczy to jedynie o tym, że bolszewicy znaleźli klucz do najgłęb­szych dążeń mas ludowych Wschodu, a Związek Ra­dziecki jest jedynym na świecie dobrowolnym zjedno­czeniem mas pracujących rozmaitych narodowości. Po to, by ponownie zjednoczyć Polskę, burżuazji trzeba by­ło szeregu wojen. A po to, by ponownie zjednoczyć Turk­menistan i Uzbekistan, komunistom potrzeba było tylko kilku miesięcy propagandy uświadamiającej.

Oto, jak należy zbliżać organy administracji, w da­nym wypadku Rady, do szerokich mas pracujących roz­maitych narodowości.

Oto, w czym tkwi dowód tego, że bolszewicka polityka narodowościowa jest jedyną słuszną polityką.

Mówiłem dalej o podniesieniu kultury narodowej w radzieckich republikach Wschodu. Ale co to jest kul­tura narodowa? Jak ją pogodzić z kulturą proletariacką?

Czyż Lenin nie mówił jeszcze przed wojną, że mamy dwie kultury — burżuazyjną i socjalistyczną, że hasło kultury narodowej jest reakcyjnym hasłem burżuazji, która usi­łuje zatruć świadomość mas pracujących jadem nacjo­nalizmu?3‘ Jak pogodzić budowanie kultury narodowej, rozwój szkół i kursów w ojczystym języku oraz przygo­towanie kadr spośród ludzi miejscowych z budowaniem socjalizmu, budowaniem kultury proletariackiej? Czy nie ma tu sprzeczności nie do pokonania? Oczywiście, że nie! Budujemy kulturę proletariacką. To jest zupeł­nie słuszne. Ale słuszne jest również to, że kultura pro­letariacka, socjalistyczna w swojej treści, przybiera roz­maite formy i sposoby wyrażenia u rozmaitych narodów wciągniętych do budownictwa socjalistycznego, w zależ­ności od różnic języka, warunków bytu itd. Proletariac­ka w swojej treści, narodowa w formie — taka jest owa ogólnoludzka kultura, do której zmierza socjalizm. Kul­tura proletariacka nie przekreśla kultury narodowej, lecz nadaje jej treść. I na odwrót, kultura narodowa nie przekreśla kultury proletariackiej, lecz nadaje jej formę. Hasło kultury narodowej było hasłem burżuazyjnym, dopóki burżuazja była przy władzy, a konsolidacja na­rodów odbywała się pod egidą ustroju burżuazyjnego. Hasło kultury narodowej stało się hasłem proletariackim, gdy przy władzy znalazł się proletariat, a konsolidacja narodów zaczęła przebiegać pod egidą Władzy Radziec­kiej. Kto nie zrozumiał tej zasadniczej różnicy dwóch różnych sytuacji, ten nigdy nie zrozumie ani leninizmu, ani istoty kwestii narodowej.

Prawią (na przykład Kautsky) o stworzeniu jednego wspólnego języka ogólnoludzkiego przy obumieraniu wszystkich innych języków w okresie socjalizmu. Ja mało wierzę w tę teorię jednego wspólnego, wszechogarniające­ go języka. Doświadczenie w każdym razie przemawia nie za taką teorią, lecz przeciwko niej. Dotychczas rzecz odbywała się tak, że rewolucja socjalistyczna nie zmniej­szała, lecz powiększała liczbę języków, albowiem wstrzą­sając najgłębszymi dołami ludzkości i wypychając je na scenę polityczną, budzi ona do nowego życia szereg no­wych narodowości, nieznanych lub mało znanych przed­tem. Któż mógł pomyśleć, że stara Rosja carska repre­zentuje nie mniej niż 50 narodów i grup narodowościo­wych? Jednakże Rewolucja Październikowa, zrywając stare kajdany i wysuwając na widownię szereg zapo­mnianych narodów i narodowości, dała im nowe życie i nowy rozwój. Obecnie mówi się o Indiach jako o jedno­litej całości. Ale nie ulega chyba wątpliwości, że w ra­zie rewolucyjnego wstrząsu w Indiach na widownię wy­płyną dziesiątki nieznanych przedtem narodowości, któ­re mają swój odrębny język, swoją odrębną kulturę. I jeśli chodzi o włączenie rozmaitych narodowości do kultury proletariackiej, to chyba nie można wątpić, że to włą­czenie będzie się odbywało według form odpowiadają­cych językowi i bytowi tych narodowości.

Niedawno otrzymałem list towarzyszy buriackich z prośbą o wyjaśnienie poważnych i trudnych zagadnień stosunków wzajemnych między kulturą ogólnoludzką a narodową. Oto on:

„Usilnie prosimy o udzielenie wyjaśnienia w następujących, bardzo dla nas poważnych i trudnych zagadnieniach. Ostatecznym celem partii komunistycznej jest jedna wspólna kul­tura ogólnoludzka. Jak należy pojmować przejście przez kultury narodowe, rozwijające się w ramach poszczególnych naszych republik autonomicznych, do jednej wspólnej kultury ogólno­ludzkiej? Jak się powinna odbywać asymilacja cech odrębnych poszczególnych kultur narodowych (język itd.)?”

Sądzę, że to, co wyżej powiedziano, mogłoby posłużyć jako odpowiedź na trwożne pytanie towarzyszy buriac-kich.

Buriaccy towarzysze stawiają problem asymilacji po­szczególnych narodowości w toku budowania ogólno­ludzkiej kultury proletariackiej. Nie ulega wątpliwości, że pewne narodowości mogą ulec i chyba na pewno uleg­ną procesowi asymilacji. Takie procesy miały miejsce również przedtem. Ale rzecz w tym, że proces asymila­cji jednych narodowości nie wyklucza, lecz zakłada prze­ciwstawny proces wzmocnienia i rozwoju szeregu żywych i rozwijających się narodów, albowiem częściowy proces asymilacji poszczególnych narodowości jest rezultatem ogólnego procesu rozwoju narodów. Właśnie dlatego możliwość asymilacji niektórych poszczególnych naro­dowości nie osłabia, lecz potwierdza owo zupełnie słusz­ne twierdzenie, że proletariacka kultura ogólnoludzka nie wyklucza narodowej kultury poszczególnych naro­dów, lecz zakłada ją i żywi, podobnie jak narodowa kul­tura poszczególnych narodów nie przekreśla, lecz uzu­pełnia i wzbogaca proletariacką kulturę ogólnoludzką.

Takie są, ogólnie biorąc, kolejne zadania, które sto­ją przed aktywnymi działaczami radzieckich republik Wschodu.

Taki jest charakter i treść tych zadań.

Należy koniecznie wykorzystać obecny okres wzmo­żonego budownictwa gospodarczego i nowych ustępstw wobec chłopstwa, żeby pchnąć naprzód wykonanie tych zadań i ułatwić przez to sprawę włączenia ra­dzieckich republik Wschodu, które są przeważnie kraja­mi chłopskimi, do budownictwa socjalizmu w Związku Radzieckim.

Powiadają, że nowa polityka partii w stosunku do chłopstwa, czyniąc szereg nowych ustępstw (krótkoter­minowa dzierżawa, dopuszczenie pracy najemnej), za­wiera pewne elementy odwrotu. Czy to jest słuszne? Tak, słuszne. Ale to są takie elementy odwrotu, na które idzie­my przy zachowaniu ogromnej przewagi sił po stronie partii i Władzy Radzieckiej. Trwała waluta, rozwijający się przemysł, rozwijający się transport, umacniający się system kredytowy, za pomocą którego, poprzez ulgowy kredyt, można zrujnować lub podnieść na wyższy szcze­bel dowolną warstwę ludności, nie wywołując najmniej­szych nawet wstrząsów — wszystko to są takie rezerwy w rękach dyktatury proletariackiej, na których podsta­wie pewne elementy odwrotu na jednym odcinku frontu mogą tylko ułatwić przygotowanie ofensywy na całym froncie. Dlatego też pewne nowe ustępstwa wobec chłop­stwa, ustępstwa, na które partia poszła, nie powin­ny utrudniać, lecz ułatwiać w obecnej chwili sprawę włą­czenia chłopstwa do budownictwa socjalistycznego.

Jakie znaczenie może mieć ta okoliczność dla radzie­ckich republik Wschodu? Może ona mieć tylko takie zna­czenie, że aktywnym działaczom tych republik daje do rąk nową broń, która ułatwia i przyśpiesza sprawę ze­spolenia tych krajów z ogólnym systemem radzieckiego rozwoju gospodarczego.

Taki jest związek między polityką partii na wsi a ak­tualnymi zadaniami narodowymi, które stoją przed ak­tywnymi działaczami radzieckiego Wschodu.

W związku z tym zadanie Uniwersytetu Narodów Wschodu wobec radzieckich republik Wschodu polega na tym, by wychować kadry dla tych republik w kierun­ku zapewniającym wykonanie wyżej wskazanych aktual­nych zadań.

Uniwersytet Narodów Wschodu nie może oderwać się od życia. Nie jest on i nie może być instytucją, która stoi ponad życiem. Musi on być związany z realnym ży­ciem wszystkimi korzeniami swojego istnienia. Ze wzglę­du na to nie może on odrywać się od aktualnych zadań, które stoją przed radzieckimi republikami Wschodu. Oto dlaczego zadanie Uniwersytetu Narodów Wschodu pole­ga na tym, by uwzględnić aktualne zadania tych repu­blik przy wychowywaniu dla nich odpowiednich kadr.

Niezbędną przy tym rzeczą jest mieć na uwadze ist­nienie w praktyce aktywnych działaczy radzieckiego Wschodu dwóch odchyleń, z którymi walka w murach tego Uniwersytetu jest konieczna, by wychować praw­dziwe kadry i prawdziwych rewolucjonistów dla radziec­kiego Wschodu.

Pierwsze odchylenie polega na upraszczaniu, na upro­szczeniu tych zadań, o których mówiłem wyżej, na próbie mechanicznego przeszczepienia wzorów budownictwa go­spodarczego zupełnie zrozumiałych i przydatnych w cen­trum Związku Radzieckiego, ale zupełnie nie pasujących do warunków rozwoju na tak zwanych kresach. Towa­rzysze, którzy ulegają temu odchyleniu, nie rozumieją dwóch rzeczy. Nie rozumieją oni, że Warunki w centrum i na „kresach” nie są jednakowe i bynajmniej nie są identyczne. Nie rozumieją oni poza tym, że same radziec­kie republiki Wschodu nie są jednorodne, że jedne z nich, na przykład Gruzja i Armenia, stoją na wyższym szczeblu ukształtowania narodowego, a drugie, na przy­kład Czeczenia i Kabarda, stoją na niższym szczeblu ukształtowania narodowego, trzecie zaś, na przykład Kirgizja, zajmują miejsce pośrednie między tymi dwie ma krańcowościami. Towarzysze ci nie rozumieją, że bez przystosowania się do warunków lokalnych, bez staranne­go uwzględnienia najrozmaitszych właściwości każdego kraju nie można nic poważnego zbudować. Rezultatem tego odchylenia jest oderwanie się od mas i wyrodzenie się w lewicowych frazesowiczów. Zadanie Uniwersytetu Narodów Wschodu polega na tym, żeby wychować kadry w duchu nieubłaganej walki z tym upraszczaniem.

Drugie odchylenie polega, na odwrót, na wyolbrzy­mieniu właściwości lokalnych, na zapominaniu o tym, co jest wspólne i główne, co łączy radzieckie republiki Wschodu z przemysłowymi rejonami Związku Radziec­kiego, na przemilczaniu zadań socjalistycznych, na przy­stosowywaniu się do zadań ciasnego i ograniczonego na­cjonalizmu. Towarzysze, którzy ulegają temu odchyleniu, mało się troszczą o wewnętrzne budownictwo swojego kraju, wolą oni pozostawić ten rozwój naturalnemu biegowi rzeczy. Dla nich główne jest nie budownictwo wewnętrzne, lecz „zewnętrzna” polityka, rozszerzenie granic swojej republiki, prawowanie się z otaczającymi republikami, chęć oderwania jeszcze jakiegoś kąska od sąsiadów i przypodobania się w ten sposób burżuazyjnym nacjonalistom swojego kraju. Rezultatem tego od­chylenia jest oderwanie się od socjalizmu i wyrodzenie się w zwykłych burżuazyjnych nacjonalistów. Zadanie Uniwersytetu Narodów Wschodu polega na tym, żeby wychować kadry w duchu nieubłaganej walki z tym ukrytym nacjonalizmem.

Takie są zadania Uniwersytetu Narodów Wschodu wobec radzieckich republik Wschodu.

II

ZADANIA KUTW WOBEC KOLONIALNYCH I ZALEŻNYCH KRAJÓW WSCHODU

Przejdźmy do drugiego zagadnienia, do zagadnienia zadań KUTW wobec kolonialnych i zależnych krajów Wschodu.

Na czym polegają charakterystyczne właściwości bytu i rozwoju tych krajów w odróżnieniu od radzieckich republik Wschodu?

Po pierwsze na tym, że kraje te żyją i rozwijają się pod uciskiem imperializmu.

Po wtóre na tym, że istnienie podwójnego ucisku, ucisku wewnętrznego (własnej burżuazji) i ucisku ze­wnętrznego (obcej, imperialistycznej burżuazji), za­ostrza i pogłębia w tych krajach kryzys rewolucyjny.

Po trzecie na tym, że w niektórych z tych krajów, na przykład w Indiach, kapitalizm rośnie we wzmożonym tempie, rodząc i kształtując mniej lub bardziej liczną klasę miejscowych proletariuszy.

Po czwarte na tym, że wraz ze wzrostem ruchu rewo­lucyjnego narodowa burżuazja takich krajów rozpada się na dwie części, na rewolucyjną (drobna burżuazja) i ugodową (wielka burżuazja), z których pierwsza kon­tynuuje walkę rewolucyjną, a druga przystępuje do bloku z imperializmem.

Po piąte na tym, że obok bloku imperialistycznego kształtuje się w takich krajach inny blok, blok robotni­ków i rewolucyjnej drobnej burżuazji, blok antyimperialistyczny, którego celem jest całkowite wyzwolenie od imperializmu.

Po szóste na tym, że zagadnienie hegemonii prole­tariatu w takich krajach oraz wyzwolenia mas ludowych spod wpływu ugodowej burżuazji narodowej przybiera coraz bardziej palący charakter.

Po siódme na tym, że okoliczność ta w znacznym stopniu ułatwia sprawę spójni ruchu narodowo-wyzwoleńczego takich krajów z proletariackim ruchem czołowych krajów Zachodu.

Z tego wypływają co najmniej trzy wnioski:

1) Osiągnąć wyzwolenie krajów kolonialnych i zależnych od imperializmu bez zwycięskiej rewolucji jest rzeczą niemożliwą: niepodległości darmo się nie dostaje.

2) Posuwać naprzód rewolucję i zdobyć całkowitą niepodległość rozwiniętych pod względem kapitalistycznym kolonii i krajów zależnych jest rzeczą niemożliwą bez izolowania ugodowej burżuazji narodowej, bez wyzwolenia drobnomieszczańskich mas rewolucyjnych spod wpływu tej burżuazji, bez przeprowadzenia polityki hegemonii proletariatu, bez zorganizowania przodujących elementów klasy robotniczej w samodzielną partię komunistyczną.

3) Osiągnąć trwałe zwycięstwo w krajach kolonialnych i zależnych jest rzeczą niemożliwą bez realnej spójni między ruchem wyzwoleńczym tych krajów a ruchem proletariackim czołowych krajów Zachodu.

Podstawowe zadanie komunistów krajów kolonialnych i zależnych polega na tym, by w swojej pracy rewolucyjnej wziąć za punkt wyjścia te wnioski.

Na czym polegają aktualne zadania ruchu rewolucyjnego kolonii i krajów zależnych w związku z tymi okolicznościami?

Swoista cecha kolonii i krajów zależnych polega w obecnej chwili na tym, że jednolitego i wszechogarniającego kolonialnego Wschodu już nie ma na świecie. Dawniej przedstawiano kolonialny Wschód jako coś jednolitego i jednorodnego. Teraz taki obraz nie od­powiada już rzeczywistości. Mamy teraz co najmniej trzy kategorie krajów kolonialnych  i zależnych. Po pierwsze, kraje — takie jak Maroko — które nie posia­dają albo też prawie nie posiadają swego proletariatu i pod względem przemysłowym są zupełnie nierozwinięte. Po wtóre, kraje — takie jak Chiny i Egipt — mało roz­winięte pod względem przemysłowym i posiadające sto­sunkowo nieliczny proletariat. Po trzecie, kraje — takie jak Indie — w większym lub mniejszym stopniu roz­winięte pod względem kapitalistycznym i posiadające mniej lub bardziej liczny proletariat narodowy.

Jasne jest, że w żadnym razie nie można stawiać wszystkich tych krajów na jednej płaszczyźnie.

Dla krajów takich jak Maroko, w których burżuazja narodowa nie ma jeszcze podstawy do rozbicia się na partię rewolucyjną i ugodową, zadanie elementów ko­munistycznych polega na tym, by przedsięwziąć wszyst­kie środki zmierzające do utworzenia jednolitego frontu narodowego przeciwko imperializmowi. Wyodrębnienie elementów komunistycznych w jednolitą partię może odbywać się w takich krajach tylko w toku walki z im­perializmem, zwłaszcza po zwycięskiej walce rewolucyj­nej przeciwko imperializmowi.

W krajach takich jak Egipt czy Chiny, w których już się dokonał rozłam narodowej burżuazji na partię rewolucyjną i ugodową, ale w których ugodowa część burżuazji nie może się jeszcze zjednoczyć z imperia­lizmem, komuniści już nie mogą stawiać sobie za cel utworzenia jednolitego frontu narodowego przeciwko imperializmowi. W takich krajach komuniści powinni przejść od polityki jednolitego frontu narodowego do po lityki rewolucyjnego bloku robotników i drobnej burżua­zji. Blok ten może przybrać w takich krajach postać jednej wspólnej partii, partii robotniczo-chłopskiej, z tym jednak, żeby ta swoista partia stanowiła w rzeczywistości blok dwóch sił — partii komunistycznej i partii rewolu­cyjnej drobnej burżuazji. Zdemaskowanie połowiczności i niekonsekwencji burżuazji narodowej oraz zdecydowa­na walka z imperializmem — takie są zadania tego bloku. Taka dwuczłonowa partia jest potrzebna i celowa, jeśli nie związuje ona rąk i nóg partii komunistycznej, jeśli nie krępuje swobody agitacyjnej i propagandowej roboty partii komunistycznej, jeśli nie przeszkadza w jednoczeniu proletariuszy wokół partii komunistycz­nej, jeśli ułatwia sprawę faktycznego kierowania ruchem rewolucyjnym przez partię komunistyczną. Taka dwu­członowa partia jest niepotrzebna i niecelowa, jeśli nie odpowiada wszystkim tym warunkom, albowiem może ona doprowadzić tylko do roztopienia się elementów ko­munistycznych w szeregach burżuazji, do tego, że partia komunistyczna utraci armię proletariacką.

Nieco inaczej przedstawia się sprawa w krajach ta­kich jak Indie. To, co jest podstawowe i nowe w warun­kach istnienia takich kolonii jak Indie, polega nie tylko na tym, że narodowa burżuazja rozpadła się na partię rewolucyjną i ugodową, ale przede wszystkim na tym, że ugodowa część tej burżuazji już zdążyła w zasadzie po­rozumieć się z imperializmem. Lękając się rewolucji bar­dziej niż imperializmu, troszcząc się o interesy swojej sakiewki bardziej niż o interesy swej własnej ojczyzny, ta część burżuazji, najbogatsza i najbardziej wpływowa, staje obiema nogami w obozie nieubłaganych wrogów rewolucji, zawiera z imperializmem blok przeciwko ro­botnikom i chłopom swojego własnego kraju. Nie można osiągnąć zwycięstwa rewolucji bez rozbicia tego bloku. Ale po to, by rozbić ten blok, trzeba skoncentrować ogień przeciwko ugodowej burżuazji narodowej, demaskując jej zdradę, wyzwalając masy pracujące spod jej wpływu i systematycznie przygotowując warunki niezbędne do hegemonii proletariatu. Innymi słowy, chodzi o to, by w takich koloniach jak Indie przygotować proletariat do roli wodza ruchu wyzwoleńczego, krok za krokiem wypierając z tego zaszczytnego stanowiska burżuazję i jej heroldów. Stworzyć rewolucyjny blok antyimperialistyczny i zapewnić w tym bloku hegemonię proletariatu — takie jest zadanie. Blok ten może przybrać, ale nie koniecznie musi zawsze przybrać postać jednej wspólnej partii robotniczo-chłopskiej związanej formalnie jedną wspólną platformą. Samodzielność partii komunistycznej w takich krajach powinna być podstawowym hasłem czołowych elementów komunizmu, albowiem hegemonia proletariatu może być przygotowana i przeprowadzona jedynie przez partię komunistyczną. Partia komunistyczna może jednak i powinna wejść do jawnego bloku z rewolucyjnym skrzydłem burżuazji po to, by izolując uprzednio ugodową burżuazję narodową, poprowadzić za sobą w walce przeciwko imperializmowi milionowe masy miejskiej i wiejskiej drobnej burżuazji.

Stąd aktualne zadania rewolucyjnego ruchu w rozwiniętych pod względem kapitalistycznym koloniach i krajach zależnych:

1) Zdobycie najlepszych elementów klasy robotniczej dla komunizmu i stworzenie samodzielnych partii komunistycznych.

2) Stworzenie narodowo-rewolucyjnego bloku robotników, chłopów i rewolucyjnej inteligencji przeciwko blokowi ugodowej burżuazji narodowej i imperializmu.

3) Zapewnienie hegemonii proletariatu w tym bloku.

4) Walka o wyzwolenie miejskiej i wiejskiej drobnej burżuazji spod wpływu ugodowej burżuazji narodowej.

5) Zapewnienie spójni ruchu wyzwoleńczego z ruchem proletariackim przodujących krajów.

Takie są trzy grupy aktualnych zadań, które stoją przed aktywnymi działaczami kolonialnych i zależnych krajów Wschodu.

Zadania te nabierają szczególnie poważnego charakteru i szczególnie ważnego znaczenia, jeśli rozpatrzyć je w świetle obecnej sytuacji międzynarodowej. Sytuację międzynarodową w obecnej chwili charakteryzuje okres tymczasowego zacisza w ruchu rewolucyjnym. Ale co to jest zacisze, co ono może oznaczać w chwili obecnej? Może ono oznaczać jedynie wzmożenie nacisku na robotników Zachodu, na kolonie Wschodu, a przede wszystkim na Związek Radziecki jako na chorążego ruchu rewolucyjnego wszystkich krajów. Nie ulega chyba wątpliwości, że przygotowanie tego nacisku na Związek Radziecki już się zaczęło w szeregach imperialistów. Oszczercza kampania w związku z powstaniem w Estonii, szalbiercza nagonka na Związek Radziecki w związku z wybuchem w Sofii, ogólna kampania prasy burżuazyjnej przeciwko naszemu krajowi — wszystko to jest etapem przygotowawczym do ofensywy. Jest to artyleryjskie przygotowanie opinii publicznej, obliczone na to, by przyzwyczaić kołtunerię do wypadów przeciwko Związkowi Radzieckiemu i stworzyć moralne przesłanki dla interwencji. Co wyjdzie z tej kampanii kłamstw i oszczerstw, czy imperialiści zaryzykują podjęcie poważnego natarcia — zobaczymy jeszcze. Ale że te wypady nic dobrego nie wróżą koloniom, co do tego nie ma chyba podstaw do wątpliwości. Dlatego zagadnienie przygotowania kontruderzenia zjednoczonych sił rewolucji przeciwko prawdopo­dobnemu uderzeniu ze strony imperializmu jest nieod­zownym zagadnieniem dnia.

Oto dlaczego bezwzględne wykonywanie aktualnych zadań ruchu rewolucyjnego w koloniach i krajach za­leżnych nabiera w chwili obecnej szczególnie ważnego znaczenia.

Na czym polega misja Uniwersytetu Narodów Wscho­du w stosunku do krajów kolonialnych i zależnych w związku z wszystkimi tymi okolicznościami? Misja ta polega na tym, by wziąć pod uwagę wszystkie szczególne właściwości rewolucyjnego rozwoju tych krajów i wy­chować kadry przybyłe z tych krajów w takim duchu, który zapewnia wykonanie wymienionych powyżej różnorodnych aktualnych zadań.

Na Uniwersytecie Narodów Wschodu istnieje około 10 różnych grup słuchaczy, którzy przybyli do nas z kra­jów kolonialnych i zależnych. Wszystkim wiadomo, że towarzysze ci są żądni światła i wiedzy. Zadanie Uniwer­sytetu Narodów Wschodu polega na tym, by wykuć z nich prawdziwych rewolucjonistów, uzbrojonych w teo­rię leninizmu, wyposażonych w praktyczne doświadcze­nie leninizmu i zdolnych do wykonania aktualnych za­dań ruchu wyzwoleńczego kolonii i krajów zależnych nie ze strachu, a z nakazu sumienia.

Należy mieć przy tym na uwadze istnienie w praktyce aktywnych działaczy kolonialnego Wschodu dwóch od­chyleń, z którymi bezwzględnie walczyć należy, by wy­chować kadry rzeczywiście rewolucyjne.

Pierwsze odchylenie polega na niedocenianiu rewolu­cyjnych możliwości ruchu wyzwoleńczego i na przecenia­niu idei jednolitego, wszechogarniającego frontu narodo­wego w koloniach i krajach zależnych, niezależnie od stanu i stopnia rozwoju tych krajów. Jest to odchylenie w prawo, brzemienne w niebezpieczeństwo degradacji ruchu rewolucyjnego i roztopienia się elementów komu­nistycznych w ogólnym chórze burżuazyjnych nacjona­listów. Zdecydowana walka z tym odchyleniem jest bezpośrednim obowiązkiem Uniwersytetu Narodów Wschodu.

Drugie odchylenie polega na przecenianiu rewolu­cyjnych możliwości ruchu wyzwoleńczego i na niedo­cenianiu sprawy sojuszu klasy robotniczej z rewolucyjną burżuazją przeciwko imperializmowi. Na to odchylenie chorują, zdaje się, komuniści na Jawie, którzy błędnie wysunęli niedawno hasło władzy radzieckiej dla swojego kraju. To jest odchylenie w lewo, brzemienne w niebez­pieczeństwo oderwania się od mas i przekształcenia partii komunistycznej w sektę. Zdecydowana walka z tym odchyleniem stanowi niezbędny warunek wycho­wania rzeczywiście rewolucyjnych kadr dla kolonii i kra­jów zależnych Wschodu.

Takie są, ogółem biorąc, polityczne zadania Uniwer­sytetu Narodów Wschodu wobec narodów radzieckiego i kolonialnego Wschodu.

Miejmy nadzieję, że Uniwersytet Narodów Wschodu potrafi z honorem wykonać te zadania.

„Prawda” nr 115, 22 maja 1925 r.

Bierut – Depesza z okazji XXXV rocznicy Wielkiej Październikowej Rewolucji Socjalistycznej

Do

Towarzysza N. M. Szwernika
Przewodniczącego Prezydium Rady Najwyższej
Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich 

Moskwa-Kreml 

W 35 rocznicę Wielkiej Październikowej Rewolucji Socjalistycznej przesyłam Wam, Towarzyszu Przewodniczący, najgorętsze pozdrowienia i życzenia od narodu polskiego i ode mnie osobiście, dla narodów Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, Prezydium Rady Najwyższej ZSRR i dla Was osobiście. 


Obrady XIX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego potwierdziły raz jeszcze całemu światu, Jak wielka i niezwyciężona jest potęga ideowa, polityczna i gospodarcza narodów radzieckich, które pod kierownictwem Wielkiego Stalina budują komunizm i przewodzą walce w obronie pokoju, w obronie przyjaźni między narodami, w obronie prawa każdego narodu do niepodległości i swobodnego rozwoju.

Naród polski, zawdzięczający swą wolność Związkowi Radzieckiemu, stale umacniać będzie więzy serdecznej przyjaźni, łączące go z bratnim narodem radzieckim. W Polsce Ludowej powszechna jest świadomość, że przyjaźń i współpraca miedzy naszymi narodami jest rękojmią bezpieczeństwa i rozkwitu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Naród polski nie będzie szczędził sił, aby wnieść jak największy wkład do sprawy dalszego wzmocnienia światowego obozu pokoju i socjalizmu. 

(—) Bolesław Bierut

DZIENNIK BAŁTYCKI, 7 LISTOPADA 1952 R.

STALIN – O SYTUACJI NA FRONCIE POLSKIM

Rozmowa z korespondentem gazety „Prawda”

Towarzysz Stalin, który niedawno przyjechał z rejonu Frontu Południowo-Zachodniego, w rozmowie z naszym współ­pracownikiem powiedział, co następuje:

1. MAJ — CZERWIEC

Dwa ostatnie miesiące, maj i czerwiec — to dwa różne obrazy sytuacji na froncie.

Maj był miesiącem wyjątkowych sukcesów wojsk pol­skich. Na swoim prawym skrzydle Polacy z powodze­niem posuwają się za linię Kijów—Żmerynka zagraża­jąc Odessie. Na lewym skrzydle likwidują z powodze­niem ofensywne działania naszych wojsk w kierunku na Mołodeczno—Mińsk. W centrum zapewniwszy sobie Mozyr i zająwszy Reczycę, wojska polskie zagrażają Homlowi.

Czerwiec, przeciwnie, był miesiącem szybkiej i zde­cydowanej likwidacji majowych sukcesów wojsk pol­skich. Posuwanie się Polaków na Ukrainie zostało już zlikwidowane, nie tylko bowiem wypędzono Polaków z Kijowa, ale i odrzucono poza linię Równe—Proskurów — Mohylów. Posuwanie się Polaków w stronę Homla również zlikwidowano, odrzucono bowiem wojska polskie za Mozyr. Co się tyczy lewego skrzydła Polaków, naj­bardziej według głosów prasy polskiej odpornego, to trzeba stwierdzić, że potężne uderzenie naszych wojsk, które w ostatnich dniach zarysowało się w tym rejonie w kierunku na Mołodeczno, nie pozostawia wątpliwości, że i w tym rejonie Polacy będą musieli zawrócić.

Czerwiec otwiera obraz zdecydowanego przełomu, który dokonał się na froncie na korzyść Rosji z wyraźną przewagą po stronie wojsk radzieckich.

2. PRZEŁAMANIE ŻYTOMIERSKIE

Nie ulega wątpliwości, że w przełomie w sytuacji na froncie decydującą rolę odegrało przełamanie frontu przez naszą kawalerię w rejonie Żytomierza.

Wielu ludzi porównuje to przełamanie z przełama­niem i raidem Mamontowa i uważa je za identyczne. To jest jednak niesłuszne. Przełamanie frontu przez Ma­montowa nosiło charakter epizodu, który nie był bez­pośrednio związany z ofensywnymi operacjami Deniki- na. Przełamanie frontu przez tow. Budionnego, przeciwnie, jest niezbędnym ogniwem nierozerwalnego łańcucha naszych operacji ofensywnych i miało na celu nie tylko zniszczenie tyłów przeciwnika, ale i bezpośred­nie wykonanie określonego zadania strategicznego.

Samo przełamanie frontu zaczęło się 5 czerwca o świcie. W tym dniu nasze oddziały kawalerii, zwarł­szy się w kułak i zebrawszy tabory do środka, przełama­ły pozycje przeciwnika w rejonie Popielnia—Kazatyn, rajdem przeszły rejon Berdyczowa i 7 czerwca zajęły żytomierz. Wobec rozpaczliwego oporu Polaków nasza kawaleria musiała dosłownie wyrąbywać sobie drogę, na skutek czego Polacy według danych Rewolucyjnej Rady Wojennej Armii Konnej pozostawili na miejscu co najmniej osiem tysięcy żołnierzy rannych i zabitych od kul i szabel.

3. REZULTATY PRZEŁAMANIA

Przed przełamaniem żytomierskim Polacy, w odróżnieniu od Denikina, skutecznie kombinowali wojnę manewrową z wojną okopową, pokrywając najważniejsze punkty frontu rzędami rowów strzeleckich i zasiekami z drutów kolczastych. Utrudniali przez to w znacznym stopniu nasze posuwanie się naprzód, żytomierskie przełamanie przekreśliło rachuby Polaków, sprowadzając do minimum wartość wojny kombinowanej.

Na tym polega pierwszy pozytywny rezultat przełamania.

Następnie przełamanie stworzyło bezpośrednie zagrożenie tyłów, komunikacji, łączności przeciwnika. W rezultacie:

a)    trzecia armia polska (rejon Kijowa), w obawie przed okrążeniem, rozpoczęła gwałtowny odwrót, który potem przekształcił się w ogólną ucieczkę;

b)    druga armia polska (rejon Berdyczowa), która doświadczyła na sobie głównego uderzenia Armii Konnej, rozpoczęła szybki odwrót;

c)     szósta armia polska (rejon żmerynki) straciwszy oparcie na lewym skrzydle rozpoczęła regularny odwrót na zachód;

d)    nasza armia rozpoczęła gwałtowną ofensywę na całym froncie. Taki jest drugi dodatni rezultat żytomierskiego prze­łamania.

Wreszcie przełamanie przytłumiło butę Polaków, poderwało w nich wiarę we własne siły i zachwiało hart ducha. Przed przełamaniem oddziały polskie lekceważy­ły zupełnie nasze wojska, a szczególnie naszą kawalerię, biły się zaciekle i nie poddawały się do niewoli. Dopiero po przełamaniu Polacy zaczęli poddawać się do niewoli całymi grupami i zaczęła się wśród nich masowa dezer­cja — pierwsza oznaka zachwiania hartu polskich od­działów. Tak właśnie pisze towarzysz Budionny do Rewolucyjnej Rady Wojennej frontu: „Jaśnie panowie nauczyli się poważać naszą kawalerię”.

4. NIEBEZPIECZEŃSTWO Z POŁUDNIA

Nasze sukcesy na frontach antypolskich są bezspor­ne. Bezsporne jest również to, że sukcesy te będą jeszcze wzrastały. Ale o niegodnej chełpliwości świadczyłby po­gląd, że w zasadzie załatwiliśmy się już z Polakami i pozostaje nam jedynie „marsz na Warszawę”.

Taka chełpliwość, podważająca energię naszych pra­cowników i rozwijająca szkodliwe dla sprawy samozado­wolenie, jest niestosowna nie tylko dlatego, że Polska posiada odwody, które niewątpliwie rzuci na front, że Polska nie jest samotna, że za Polską stoi Ententa, która w pełni ją popiera przeciwko Rosji, ale przede wszystkim dlatego, że w zapleczu naszych wojsk poja­wił się nowy sojusznik Polski — Wrangel, który grozi nam zburzeniem od strony zaplecza owoców naszych zwycięstw nad Polakami.

Nie należy uspokajać się nadzieją, że Wrangel nie znajdzie z Polakami wspólnego języka. Wrangel już zna­lazł z nimi wspólny język i działa z nimi ręka w rękę.

Oto co pisze inspirator wranglowców — wychodząca w Sewastopolu gazeta Szulgina „Wielikaja Rossija” w jednym z czerwcowych numerów:

„Nie ulega wątpliwości, że swoją ofensywą pomagamy Polakom, bo odciągamy przeciwko sobie część bolszewickich sil przeznaczonych na polski front. Nie ulega również wątpliwo­ści, że swoimi operacjami Polacy w istotny sposób nam poma­gają. Nie trzeba nam ani sympatii, ani antypatii dla Polaków; powinniśmy kierować się jedynie trzeźwym, politycznym wyrachowaniem. Dzisiaj sojusz z Polakami przeciwko wspól­nemu wrogowi jest dla nas korzystny, a jutro… jutro zoba­czymy”.

Front Wrangla jest, jak to widać, przedłużeniem pol­skiego frontu, z tą jednakże różnicą, że Wrangel działa w zapleczu naszych wojsk, które walczą z Polakami, tzn. działa w najbardziej dla nas niebezpiecznym punkcie.

Jest przeto rzeczą śmieszną mówić o „marszu na Warszawę” i w ogóle o trwałości naszych sukcesów, do­póki nie zostało zlikwidowane niebezpieczeństwo wran- glowskie. Wrangel tymczasem rośnie i nie widać, abyśmy przedsięwzięli coś szczególnego i poważnego przeciwko wzrastającemu niebezpieczeństwu z południa.

5. PAMIĘTAJCIE O WRANGLU

W rezultacie naszych ofensywnych operacji prze­ciwko Polakom linia naszego frontu przybiera kształt łuku, którego wygięcie zwrócone jest na zachód, a koń­ce są wysunięte ku przodowi, przy czym południowy koniec leży w rejonie Równego, północny — w rejonie Mołodeczna. Takie położenie nazywa się położeniem oskrzydlającym w stosunku do wojsk polskich, tzn. po­łożeniem najbardziej dla nich groźnym.

Nie ulega wątpliwości, że Ententa bierze pod uwagę tę okoliczność i stara się na wszelki sposób wciągnąć Rumunię do wojny z Rosją, gorączkowo szuka nowych sojuszników dla Polski, wszelkimi środkami popiera Wrangla i w ogóle stara się przyjść na odsiecz Polakom. Zupełnie możliwe, że Entencie uda się znaleźć nowych sojuszników dla Polski.

Nie ma podstaw, aby wątpić w to, że Rosja znajdzie w sobie siły do odparcia również nowych przeciwników. O jednym trzeba jednak pamiętać: póki Wrangel cały, póki Wrangel ma możność zagrażać naszemu zapleczu, fronty nasze będą kuleć na obie nogi, nasze sukcesy na froncie antypolskim nie mogą być trwałe. Tylko wów­czas gdy zlikwidujemy Wrangla, można będzie uważać nasze zwycięstwo nad polskimi jaśnie panami za utrwa­lone. Dlatego partia powinna wypisać na swoim sztan­darze nowe kolejne hasło: „Pamiętajcie o Wranglu!”, „Śmierć Wranglowi!”

„Prawda” nr 151, 11 lipca 1920 r.

O Konopnickiej

Wstęp do książki “Poezje i Nowele” Marii Konopnickiej z 1951 roku, wyd. Ksiązka i Wiedza.

Maria z Wasiłowskich Konopnicka, jedna z najpopularniejszych do dzisiaj naszych pisarek, urodziła się w Suwałkach w dniu 23 maja 1842 roku. Lata jej dojrzewania przypadły na czas, kiedy w Polsce rozchwiewały się ostatecznie złudzenia wiązane z narodowo-patriotyczną rolą szlachty, po tragicznej zaś klęsce powstania styczniowego do zamkniętych w ciasnym klasowym egoizmie pozycji szlachecko-ziemiańskich przypuściła generalny szturm rosnąca w siły młoda polska burżuazja.

  Zrodził się na tle tych przemian nowy społeczno-literacki prąd, tzw. pozytywizm warszawski. Pozytywiści w imię interesów i zasad nowej, kapitalistycznej gospodarki uderzyli taranami ekonomicznych, społecznych i humanitarnych argumentów w zmurszałe bastiony polskiego feudalizmu, przeciwstawiając – jak to określali – politycznej chimerze powstańczych zamysłów szlachty hasło pozytywnej pracy, “pracy ogranicznej”, “ od podstaw”, ideę społeczno-gospodarczej przebudowy kraju. Dla ekonomicznych planów burżuazji, dla jej kapitalistycznej przedsiębiorczości przemysłowej trzeba było przede wszystkim nowego, wielkiego dopływu rąk roboczych do miast – potrzebny im był ów “wolny najmita”, którego bolesnej doli miała w przyszłości poświęcić Maria Konopnicka niejedną kartę swojej twórczości. 
 
Pozytywiści z niechęcią odnieśli się do literatury romantyków. Mistycyzmowi rozkładającego się romantyzmu przeciwstawiali kategoryczny postulat utylitaryzmu w literaturze, zażądali od niej bezpośredniej użyteczności społecznej – użyteczności w służbie ich pozytywistycznych ideałów “pracy organicznej”.

  Konopicka wyszła ze środowiska zdeklasowanej drobnej szlachty ziemiańskiej, ściągającej w owej epoce licznie do miast i tam powiększającej kadry mieszczańskiej inteligencji.

 Z rodzinnego domu, gdzie ojciej jej, Józef Wasiłowksi, obrońca Prokuratorii Generalnej, kierowany bezinteresownymi upodobaniami zajmował się czynnie – ot, tak na marginesie swoich zawodowych obowiązków – literaturą piękną, bez jakiejkolwiek zresztą myśli o publikowaniu swoich prac, wyniosła przyszła poetka znajomość polskich pisarzy przeszłości – Kochanowskiego, Niemcewicza, Karpińskiego i wielkich naszych romantyków. Szczególnie właśnie – co nie dziwi – romantycy  podbili młodzieńczy umysł Marii.

 Wyszedłszy dość wcześnie – bo w dwudziestym roku życia – za mąż za Jarosława Konopnieckiego, ziemianina, Maria już w roku następnym, 1863, zmuszona była wraz z mężem opuścić jego majątek Bronów pod Łęczycą i uchodzić przed wymierzonymi w rodzinę męża prześladowaniami władz carskich do Niemiec. Po amnestii w 1865 roku Konopniccy powrócili do kraju. Nieumiejętne, nieporadne prowadzenie gospodarki przez Jarosława Konopnickiego przywiodło ich w 1872 r. do utraty Bronowa. Liczna już teraz, bo powiększona o sześcioro dzieci, rodzina przenosi się do Gusina pod Turkiem.

 Jest to ważny szczegół w życiorysie Konopnickiej.  W Gusinie dokonuje Maria Konopnicka cennego dla siebie odkrycia: do jej rąk dostaje się bogata biblioteka pozostawiona w spadku po poległym w powstaniu krewnym jej męża. Konopnicka znajduje w niej nie tylko pokaźny zasób ksiąg polskich, ale i wiele znakomitych dzieł światowej literatury. Oddaje się więc z zapałem lekturze, pogłębia swoją kulturę umysłową.

 Obok tego Konopnicka, przebywając od lat na wsi, znajduje sposobność do bliższego zapoznania się z życiem i troskami ludu wiejskiego, z jego dolą i niedolą. Wrażliwa, głęboko współczująca natura nie pozwoli jej zbyt długo przechodzić obojętnie obok nędzy i poniżenia chłopa.

 W tym czasie – w wieku lat przeszło trzydziestu – zabiera się też do pracy literackiej. Spod jej pióra wychodzą pierwsze utwory poetyckie. Wiele z nich Konopnicka zniszczyła, wszelako jeden, który wydał się jej udatniejszy, przesłała do czasopisma Kaliszanin – i ten to drobny wierszyk pt. “Zimowy poranek”, ogłoszony drukiem w 1875 r., inauguruje jej działalność pisarską.

  Pierwsze wiersze Konopnickiej, nawet te dalekie jeszcze od doskonałej samodzielności artystycznej, cechują już zalety, które poźniej miała ona zozwinąć w swojej bogatej twórczości: zalrliwość tonu, bezpośredniość wzruszeniowa i szczególna muzykalność.

 Entuzjastyczna wypowiedź Sienkiewicza o pierwszych poczynaniach pisarskich Konopnickiej szeroko otwiera młodej poetce drzwi do życia literackiego w Polsce tamtych czasów.

 W tym samym okresie opuszcza Konopnicka Gusin i męża, z którym pożycie od samego początku nie układało się najlepiej, i zabierając z sobą dzieci przenosi się do Warszawy – do ojca.
 Zaczyna się w jej życiu długi okres twardych walk z przeciwnościami, borykanie się z dotkliwymi kłopotami materialnymi.

 W chwilach wolnych od uciążliwych zajęć domowej nauczycielki – zajęć  stanowiących podstawę utrzymania jej i jej dzieci – Konopnicka znajduje czas na rozleglą lekturę i pisarstwo. Pospolita bieda, jaka jej towarzyszy – zwłaszcza od czasu śmierci ojca – nie łamie Konopnickiej. Przeciwnie – wzmaga jej energię twórczą.

 Następuje znamienny proces przemian w twórczości Konopnickiej. O ile początkowy okres jej pracy pisarskiej charakteryzuje owładnięcie wyobrażni poetyckiej autorki “W górach” przede wszystkim urokami polskiej przyrody, teraz na tle przyrody ukazuje się coraz to częściej człowiek – człowiek pracujący i cierpiący niedolę, pojawia się uciemiężony przez ustrój wyzysku i krzywdy lud polski.

 Łatwo to stwierdzić, czytając takie jej utwory jak “Przed sądem”, “W piwnicznej izbie” czy “Jaś nie doczekał”, objęte cyklem zatytułowanym “Obrazki”.
W tym też czasie ostro poczyna rysować się publicystyczny niejako charakter jej twórczości, kształtują się w umyśle poetki pod wpływem takich przede wszystkim pisarzy, jak Aleksander Świętochowski, intelektualny przywódca polskiego pozytywizmu, i Orzeszkowa – nowe idee i nowe zasady estetyczne. Konopnicka coraz wyraźniej poczyna traktować zadania pisarskie jako realizację tego, co my nazywamy dzisiaj zamówieniem społecznym – oddaje od tej pory swoją energię, swój czas i swoje lotne pióro w służbę narodowi.

  Idee pozytywizmu głeboko wpłynęły się świadomości Konopnickiej. Trzeba tu jednak od razu podkreślić, że w swoich poglądach społecznych poszła nasza poetka niejednokrotnie o wiele dalej od pozytywistów.

  Nie bez wpływu na kształtowanie się ideowej postawy Konopnickiej pozostało też zetknięcie się jej z postępową myślą rosyjską XIX w., wyrażoną w pismach takich jej przedstawicieli, jak Niekrasow, Sałtykow-Szczedrin i Bieliński, których prace poznała.
 
Obok sprawy ludu wiejskiego niemało uwagi poświęciła Konopnicka również kwestii emancypacji kobiet. Wyzwolenie kobiet ze społeczno-obyczajowych więzów było dla niej równie ważną i porywającą sprawą jak i walka z uciskiem naorodowym i szowinizmem, w której dzielnie towarzyszyła sowjej znakomitej koleżance z ławy szkolnej na pensji w Warszawie – Elizie Orzeszkowej.

Obie one, idąc za wielkimi tradycjami polskiego piśmiennictwa i wskazaniami myśli pozytywistycznej, przyznawały literaturze ogromną rolę w życiu zbiorowym, przeciwstawiając się najkategoryczniej póżniejszym dekadenckim hasłom “sztuki dla sztuki”, głoszonym w dobie rozkładu burżuazyjnego piśmiennictwa pięknego przez tzw. “Młodą Polskę” ze Stanisławem Przybyszewskim na czele.

 Ze szczególną wrażliwością chłonęła Konopnicka z kart publicystycznej literatury pozytywizmu wszystkie protesty zwrócone przeciw niesprawiedliwości społecznej, krzywdzie i niedoli ludu. Każdą krzywdę wyrządzoną ludowi odczuwa poetka jak własną, każdy ból, jaki przeżywa jej naród, szarpie i ją za serce.

 Realistyczne wejrzenie w treść życia polskiego tamtej doby rozwiewa w niej wiele romantycznych iluzji młodości.

 Bohaterami kart jej twórczości stają się teraz nędzarze wiejscy, robotnicy, owi “wolni najmici” – bezrolna biedota chłopska, klasowy sens “wolności”, którą potrafiła wkrótce Konopnicka tak przejrzyście rozszyfrować, opuszczone sieroty czy też gruźlicze dzieci wyrobników.

  W “Obrazkach” – wierszach komponowanych jak nowele – przewija się pzed naszymi oczami cała bogata ich galeria, jak ostry wyrzut staje przed opinią oświeconego społeczeństwa.

 I choć rysował się tu już najwyraźniej cichy, wewnętrzny dramat pewnego rodziaju społecznej naiwności Marii Konopnickiej, to jednak radykalna postawa poetki jednała dla jej twórczości szerokie rzesze czytelnicze wśród dołów społecznych, budząc jednocześnie coraz to wyraźniejszą niechęc lub wręcz nienawiść do niej obozu reakcji.

 Od stosunkowo “delikatnych” zarzutów “tendencyjności” jej utworów, zarzutów stawianych Konopnickiej przez burżuazyjną krytykę literacką, po oszczerwstwa i anonimowe listy z obelgami oraz recenzje – jak je określa jeden z krytyków radzieckich – przywodzące na myśl raczej żandarmskie donosy niż krytyko-literackie oceny, niczego nie oszczędzono żarliwej orędownicze sprawy pokrzywdzonych i poniżonych.

 Za szczególną napastliwością odniosły się do Konopnickiej sfery konserwatywno-klerykalne: zarzucono poetce ateizm, “dążenia pogańskie”, jej twórczość uznano “w owocach swoich za szkodliwą”, a ją samą określono jako “rozwydrzoną bezbożnicę”.

  Poetka jednak nie załamała się i szła dalej po raz obranej, słusznej w jej najgłębszym przekonaniu drodze.

 W roku 1880 ukazał się wybór dramatycznych fragmentów Konopnickiej pt. “Z przeszłości”, w rok potem pierwszy tom jej poezji, w którym obok “tendencyjnych” “Obrazków” zamieściła niemało pełnych subtelności utworów lirycznych, ukazając swoje rozległe możliwości i szęroką skalę artystycznych środków.

 Rok 1888 przyniósł pierwszy tom jej opowiadań – “Cztery nowele” bliskimi węzłami ideowego pokrewieństwa związane z wierszami “Obrazków” nacechowane tym samym wielkim jak i tamte, umiłowaniem człowieka, tym samym humanitaryzmem poetki.
 Niesposób tu – w wąskim szkicu – kreślić pełnej biografii Konopnickiej ani rejestrować wszystkich dzieł pozostawionych przez nią w bogatej spuściźnie pracowitego jej życia.

 Wiele by trzeba pisać o okrutnych warunkach, w jakich zmuszona była żyć i pracować. Niemało miejsca i uwagi trzeba by poświęcić jej bezpośredniej działalności społecznej i publicystycnej, choćby jako redaktorki przeznaczonego dla kobiet tygodnika Świt, przypomnieć trudności, jakie nastręczała ówczesna carska cenzura, wskazać, co wyniosła z odbytych w dalszych latach podróży po Europie.
Nie jest to jednak najbardziej znamienne – choć i o tym trzeba by pisać – że miała wielostronny talent, że pisała wiersze liryczne i poetyckie, obrazki rodzajowe, nowele i artykuły publistyczne, książki dla dorosłych i dzieci, że sięgnęła nawet, oglądając się na genialny wzór “Pana Tadeusza”, po laur epika, tworząc wielki poemat pt. “Pan Balcer w Brazylii” poświęcony bolesnej kwestii zamorskiej emigracji polskiego chłopstwa. (W toku skrupulatnej rejestracji jej robót nie można by też pominąc jej tłumaczeń utworów literatur obcych).

 Najciekawsze i najbardziej uderzające jest chyba to, że Konopnicka, nie osiągająca swoim talentem poetyckim miary talentu wielkich naszych romantyków, sięgnęła jednak dzięki swojej uspołecznionej postawie po popularność w masach czytelniczych bodaj nie mniejszą od ich rozgłosu i popularność tę szybko, już za życia swego zdobyła.

 Konopnicka żyła i działala w dobie narodzin i narastania wielkiego ruchu społeczno-politycznego polskich mas pracujących, żyła i pracowała w rosnącej w Polsce walki klasowej.

 Jak wielu innych postępowych nawet pisarzy swojego czasu autorka “Obrazków” podzielała złudzenia burżuazyjnych radykałów, że drogą stawiania przed oczy wyzyskiwaczom nędzy wyzyskiwanych uda się doprowadzić do jakiejś odmiany życia, że w ogóle możliwy jest jakikolwiek klasowy kompromis między kapitałem a pracą.

 Nie zmniejsza to wielkiej i bezpośredniej zasługi Konopnickiej, że umiała z całą nieraz ostrością ukazać niedolę mas ludowych. Nie zmniejsza to uznania dla jej bezgranicznego umiłowania człowieka i narodu, któremu to umiłowaniu potrafiła dać gorący wyraz w swej twórczości. I to decyduje o pozycji autorki “Roty” w naszej literaturze.

 Znamienny dla ideowej postawy Konopnickej był jej stosunek do rewolucji 1905 roku. 63-letnia już podówczas poetka nie przeszła obok wydarzeń rewolucyjnych obojętnie ani też nie odniosła się do nich z wrogością, jaką nacechowane były wystąpienia wielu innych, współczesnych jej pisarzy mieszczańskich. Przeciwnie, W grudniu 1905 r. pisała do córki Zofii:“Najchętniej jednak rzuciłabym się w sam war niepokoju, jadąc do Warszawy, jak to było moim pierwotnym zamiarem”. Niestety, bardzo zły już wtedy stan zdrowia poetki stanął na przeszkodzie owym zamiarom.

Nie bez echa natomiast pozostały rewolucyjne wydarzenia 1905 r. w twórczości Konopnickiej. Niewątpliwy ich ślad można znaleźć w “Panu Balcerze w Brazylii” – w opisie strajku brazylijskich robotników portowych i wspólnej bojowej manifestacji brazylijskiego proletariatu z polskimi chłopami-emigrantami.

 Zmarła Konopnicka 8 października 1910 roku.

 Formalistyczne, burżuazyjne nurty schwyłkowe w krytyce literackiej usiłowały zepchnąć jej dorobek na margines dziejów naszego piśmiennictwa. Obowiązkiem naszym dzisiaj – obowiązkiem Polski Ludowej jest przywrócić jej, piewczyni niedoli ludu i miłości ojczyzny, właściwą rangę w szeregu poetów naszej przeszłości.


St. R. Dobrowolski

Bierut – O więzi z bezpartyjnymi

Z przemówienia wygłoszonego na II Plenum KC PZPR, dnia 21. IV 1949 r.

Nie było tylko sprawą przypadku, że trzy na pozór różnorodne dziedziny zadań, a więc: 1) zadania partii w walce o pokój, 2) zadania ideologicznego i organizacyjnego wzmocnienia partii, 3) aktualne zadania partii na wsi — stały się podstawą obrad obecnego plenum KC. Niewątpliwie każde z tych zadań ma samo w sobie wagę tak wielką i znaczenie tak aktualne, tak żywotne, że każdemu z tych zadań należałoby poświęcić wyjątkową, szczególną uwagę. Mimo to jednak jednoczesne ich omówienie jest uzasadnione. Obiektywna sytuacja międzynarodowa i nasza szczególna sytuacja wewnętrzna wysuwają dziś na czoło wszystkie te trzy wielkie zadania, nie tylko jako podstawowe i pilne zadania chwili bieżącej, ale jako zadania, które musimy włączyć w całokształt naszej codziennej pracy i w całokształt naszego codziennego życia, jako zadania, które powinniśmy rozwiązywać łącznie.

Nie można skutecznie prowadzić walki o pokój — rzeczywistej, głębokiej, a nie tylko deklaratywnej walki o pokój — bez równoczesnego wzmacniania partii, bez wzmacniania wpływów partii na masy — nie tylko na masy pracujące miast, ale i na masy pracujące wsi — bez wzmacniania wpływów i autorytetu partii wśród milionów bezpartyjnych robotników i chłopów.

Jest rzeczą jasną, że nie wypełnimy naszych zadań bez wciągnięcia do walki o pokój milionowych mas kobiet, robotnic i chłopek, kobiet pracujących w fabrykach i kobiet-gospodyń, kobiet wierzących i kobiet — zarówno jak i mężczyzn — wykształconych ogólnie, ale niedostatecznie uświadomionych politycznie (a takich, zarówno mężczyzn jak i kobiet, jest jeszcze u nas ogromna, wielomilionowa liczba).

Jest niewątpliwe, że do walki o pokój musimy wciągnąć młodzież, całą młodzież, zarówno z miast jak i ze wsi, zarówno ze szkół jak i fabryk, a nie potrafimy tego wykonać, jeżeli nie uspołecznimy tych mas młodzieży, jeżeli nie przezwyciężymy tych wrogich wpływów ideologicznych i wychowawczych, wpływów, których zatrute i szkodliwe działanie jest jeszcze bardziej złożone i bardziej wielotorowe niż przytoczone w dyskusji przykłady.

Podniesienie poziomu ideologicznego milionowych rzesz młodzieży — to podstawowe zadanie partii, Związku Młodzieży Polskiej i innych organizacji oświatowych i wychowawczych. Ale bez wzmocnienia kierowniczej roli partii, bez wzmocnienia wpływu terenowych organizacji naszej partii na terenowe organizacje Związku Młodzieży Polskiej, bez wzmocnienia wpływu partii na cały system szkolenia i wychowania młodego pokolenia — nie wypełnimy tego zadania, nie osiągniemy również właściwych wyników w zadaniu walki o pokój.

Partia nasza ma olbrzymie osiągnięcia, ale ma również i poważne słabości. Partia nasza jest partią rosnącą w siły, jest organizacją wielką, rządzącą i kształtującą nowy ustrój społeczny. Jest jasne, że tego rodzaju potężna organizacja i przodująca siła społeczna nie wyrasta nagle jak Minerwa z głowy Jowisza w pełnej doskonałości kształtów. Partia nasza rosła i rozwijała się w ogniu walki klasowej, która trwa i która rozszerza swój zasięg, zaostrza swoje formy, komplikuje się w swym przebiegu ze względu na wzrost zadań — zadań całkowitego przeobrażenia społeczeństwa w społeczeństwo socjalistyczne. Narastanie sił partii odbywa się nie tylko przez jej wzrost liczebny, lecz głównie przez wzrost jej poziomu ideologicznego. To znaczy, że partia rośnie w wielką siłę społeczną przez wzrost uświadomienia politycznego każdego z jej członków, przez wzrost jego aktywności społecznej, jego wykształcenia społecznego i politycznego, jego poziomu ideologicznego, jego oddania, ofiarności i poświęcenia dla sprawy partii. Członek partii, który nie rośnie, to balast dla partii. Siła partii polega na tym, że nie tylko jej członkowie, ale również wielomilionowe masy bezpartyjnych robotników, chłopów, inteligentów, kobiet, młodzieży, masy pracujące w swej olbrzymiej większości — widzą w partii siłę przewodnią, widzą w niej czynnik, który toruje narodowi prawidłową i słuszną drogę rozwoju. Bez tego autorytetu wśród bezpartyjnych mas pracujących rola i siła partii byłyby nietrwałe i chwiejne. To jest, zdawałoby się, bezsporne.

Tymczasem wielu członkom partii wydaje się jednak, że z chwilą gdy posiądą legitymację partyjną, gdy partia powierzy im określoną funkcję — sprawa ich obowiązków społecznych i ich stosunku do partii została ostatecznie rozwiązana. Na bezpartyjnych patrzą oni z pewną wyższością, a często nawet starają się wyższość tę, gdzie się tylko da, manifestować, nie rozumiejąc, że godność członka partii nakłada na nich obowiązek przodownika, wychowawcy, troskliwego opiekuna i gospodarza, dającego swym postępowaniem dowód, że nie tylko rozumie on zadania partii, ale że jego postępowanie winno być źródłem zaufania bezpartyjnego środowiska do partii.

W czym tkwi, towarzysze, główna jeszcze przyczyna naszych niedomagań? Gdzie leży źródło tych wszystkich naszych niedociągnięć, o których mówili biorący udział w dyskusji towarzysze? W niedostatecznym związku członków naszej partii z masami bezpartyjnymi. Weźmy np. odcinek niezwykle ważny: pracę naszego Związku Młodzieży Polskiej. O młodzieży, niestety, tu na naszych obradach mówiło się na ogół mało. Kierownicy naszych organizacji terenowych albo nie wspominali, albo zahaczali o sprawę młodzieży zbyt ogólnie. Ale z tego, co mówiło się nawet w tych drobnych fragmentach, słyszeliśmy przykłady intensywnej działalności wroga na tym odcinku. Wiemy, jak wielkie wysiłku czyni reakcyjna część kleru, aby rozszerzyć swoje wpływy wśród młodzieży.

Wśród naszego aktywu partyjnego pracującego w Związku Młodzieży Polskiej ujawniły się niedawno tendencje oderwania się od najszerszych mas młodzieży, zwłaszcza od młodzieży wiejskiej. Kierownictwo partii zwracało we właściwym czasie uwagę na niebezpieczeństwo tych tendencji zarówno towarzyszom pracującym w Związku Młodzieży Polskiej jak i kierownikom naszych organizacji terenowych, którzy niedostateczną często zwracają uwagę na charakter, treść, kierunek pracy naszych organizacji młodzieżowych.

Możemy teraz dla przykładu przypomnieć sobie, w jaki sposób formowały się te tendencje, które miały wyraźnie cechy sekciarstwa. Towarzysze mówili: „Jesteśmy organizacją przodujących sił młodzieży, staramy się zajmować ściśle takie samo stanowisko, jakie zajmuje partia, ale niecierpliwi nas trochę zbyt powolne tempo rozwoju. My mamy temperament, zapał, entuzjazm młodości, nam trudno np. rozkładać na szereg lat organizowanie spółdzielczości produkcyjnej lub ciągnąć za sobą zacofanych czy patyczkować się z przesądami, które my, jako marksiści, już dawno odrzuciliśmy”.

Jest rzeczą niewątpliwą, że tego rodzaju niecierpliwość, tego rodzaju tendencje są niezwykłe szkodliwe, a szkodliwe są właśnie dlatego, że usiłują odseparować przodującą, kierującą, prowadzącą organizację od mas, że wybiegają naprzód nie patrząc i nie troszcząc się o to, czy za nimi idzie masa, masa niezorganizowana. To jest błąd, błąd podstawowy.

Mówię o tym dlatego, że ten błąd jest powodem wielu niedociągnięć i kłopotów charakteru gospodarczego, politycznego, ideologicznego, które się ujawniają w codziennym życiu naszego państwa, w codziennej działalności naszej organizacji. Jest to błąd polegający na niedostatecznym wyczuwaniu konieczności codziennego związku członków partii, jako przodującej siły społecznej, z masami bezpartyjnymi i ich potrzebami.

Mówimy zwykle o konieczności przyśpieszenia naszego marszu naprzód, wskazujemy na metody, na środki, które budowę socjalizmu przyśpieszają, wzywamy, apelujemy do mas, ażeby przez współzawodnictwo, przez odpowiednią organizację, przez szeroko zastosowane metody oszczędności przyśpieszać nasz marsz do socjalizmu. Ale warunkiem skuteczności naszego szybszego marszu jest to, żeby wraz z nami maszerowały najszersze masy pracujące. I nie należy sądzić, że najszersze masy pracujące nie pragną szybszego marszu ku lepszej przyszłości, ku socjalizmowi. One pragną tego i tym zgodniej będą maszerowały naprzód, tym szybciej będą szły wraz z nami, im większą uwagę i znaczenie — członkowie partii, każdy z nas, każdy z poszczególnych członków naszej organizacji — będziemy przywiązywali właśnie do tej codziennej łączności z masami bezpartyjnymi i ich codziennymi potrzebami, kłopotami i bolączkami.

Walka o pokój może i powinna stać się płaszczyzną szerszej łączności między partią i najszerszymi masami pracującymi. Walka ta stanowi dogodną płaszczyznę do nawiązania kontaktu z najszerszymi masami dlatego właśnie, że najszersze masy pracujące nie chcą wojny i pragną z nią walczyć. Oczywiście, prowadzić walkę o pokój trzeba w taki sposób, żeby wzmacniać poczucie siły mas pracujących. Poczucie siły wzmacnia przede wszystkim masowość walki, rozmach akcji i jej właściwe uzasadnienie, wiązanie jej z najżywotniejszymi potrzebami i bolączkami mas pracujących. Również i masy chłopskie są jak najżywotniej zainteresowane w walce o pokój i pójdą z nami do tej walki.

Jeszcze jednym ważnym zagadnieniem, które było poruszone dość mocno w dyskusji, jest zagadnienie walki z brakiem czujności, z brakiem czujności wobec wroga klasowego, z brakiem często także czujności wobec zadań i potrzeb naszego codziennego, praktycznego życia społecznego i gospodarczego.

***

Tegoroczna akcja pierwszomajowa odbywa się u nas przede wszystkim pod hasłem tych zadań, którymi zajmowało się dzisiejsze nasze plenum. Sądzę, że nasze organizacje terenowe, poczynając od kierownictw organizacji wojewódzkich, przełożą to, cośmy mówili tutaj ogólnie, na swój terenowy język, powiążą te zadania ze swoimi terenowymi zadaniami i przeniosą je szeroko do partii, do najszerszych mas.

Nowe Drogi, marzec-kwiecień 1949 r.

Niech żyją Komuny Ludowe!

Artykuł wstępny „Żeńmińżibao” z dnia 29 sierpnia 1959 r.

Dziś mija pierwsza rocznica od powzięcia przez rozszerzone posiedzenie Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, które odbyło się w Peitai-ho, uchwały „W sprawie utworzenia komun ludowych we wsiach”, mającej doniosłe historyczne znaczenie. Rok temu komuny ludowe zaczęły rozwijać się tylko w nielicznych okręgach naszego kraju; dziś istnieją one nie tylko we wszystkich wsiach całego kraju (z wyjątkiem kilku okręgów zamieszkałych przez mniejszości narodowe), ale także mocno stanęły na nogach i weszły na drogę zdrowego rozwoju. Komuny ludowe, jak słońce, które wzeszło na horyzoncie wschodniej Azji, coraz silniej promienieją swoim olbrzymim ciepłym blaskiem.

Uchwała powzięta w Peitai-ho posiada trzy doniosłe zasługi historyczne. Po pierwsze, dała ona analizę podłoża historycznego pojawienia się komun ludowych, przewidziała tendencję nieuchronności rozwoju komun ludowych i nakreśliła słuszny kurs partii polegający na udzieleniu entuzjastycznego poparcia i aktywnym kierowaniu ruchem komun ludowych. Uchwała posiedzenia Biura Politycznego w Peitai-ho wskazała: „Komuny ludowe są tendencją nieuchronnego rozwoju obecnej sytuacji. Ogromne i kompleksowe komuny ludowe nie tylko pojawiły się, ale w wielu rejonach kraju stały się zjawiskiem powszechnym, a w niektórych rejonach rozwijały się bardzo szybko. Bardzo prawdopodobnym jest, że wkrótce w skali ogólnokrajowej nastąpi z niepowstrzymaną siłą wielka fala rozwoju komun ludowych”. Historia wykazała, że ocena zawarta w uchwale powziętej w Peitai-ho oraz aktywny kurs polityki opracowany na podstawie tej oceny są całkowicie słuszne. Po drugie, dala ona naukowe określenie ekonomicznego charakteru komun ludowych i ich perspektywy rozwoju. Uchwała wskazała, że komuny ludowe będą najlepszą formą organizacyjną dla przejścia w przyszłości wsi od własności kolektywnej do własności ogólnonarodowej, od socjalizmu do komunizmu. Jednocześnie w sposób jasny i dokładny wskazała, że komuny ludowe na ich obecnym etapie mają nadal charakter socjalistyczny, w którym obowiązuje zasada „od każdego według jego zdolności, każdemu według jego pracy”, że własność komun ludowych „pozostaje nadal własnością kolektywną”. „Przejście od własności kolektywnej do własności ogólnonarodowej stanowi cały proces”, który będzie trwać szereg lat. Nawet z tą chwilą, kiedy komuny ludowe przejdą do własności ogólnonarodowej, to jeszcze przez dość długi okres czasu zachowają swój charakter socjalistyczny. Aby uniknąć nieporozumień, uchwała dokładnie wskazała warunki przejścia od socjalizmu do komunizmu. Warunki takie w naszym kraju jeszcze nie istnieją. Po trzecie, uchwała powzięta w Peitai-ho wytyczyła szereg bardziej celowych i niezawodnych posunięć dla rozwoju komun ludowych. Uchwała ta zwłaszcza podkreśliła świadomość i dobrowolność mas chłopskich i stwierdziła, że „należy unikać administrowania”, „nie wprowadzać przymusu i pośpiechu”, „we wszystkich powiatach należy najpierw dokonać eksperymentów w pewnych miejscowościach dla uzyskania doświadczeń, a potem je stopniowo rozpowszechniać”. „W pierwszym okresie łączenia spółdzielni produkcyjnych w komuny ludowe można przyjąć metodę polegającą na zmianie zarządu górnego przy jednoczesnym zachowaniu zarządów dolnych organizacji”, „kompleks pierwotnej organizacji produkcji i systemu administracyjnego może przez pewien czas zostać niezmieniony i funkcjonować nadal…” „Nie należy śpieszyć się z rozstrzygnięciem problemu działek przyzagrodowych, poszczególnych drzew owocowych, funduszu powstałego z wkładów, nie należy również z pośpiechem regulować tych spraw lub rozstrzygać je jednym wydanym dokumentem”. „Po utworzeniu komuny ludowej nie należy również śpieszyć się ze zmianą pierwotnego systemu podziału, celem zapobieżenia powstaniu niekorzystnych wpływów na produkcję”. Wszystko to dowodzi, jak bezpodstawna jest paplanina imperialistów i innych ludzi sprzeciwiających się ruchowi komun ludowych, którzy uparcie usiłują stworzyć wrażenie, jakoby Komitet Centralny Komunistycznej Partii Chin w swoim czasie z gorączkowej popędliwości pragnął poprzez ruch komun ludowych „wstąpić do komunizmu jednym skokiem” i tylko z powodu napotkanych trudności zmuszony był „wycofać się krok za krokiem” itd.

Dzięki temu, że ruch na rzecz tworzenia komun ludowych został gorąco powitany przez setki milionów chłopów dokonujących skoku w produkcji, i dzięki temu, że uchwała powzięta w Paitai-ho udzieliła aktywnego poparcia i nakreśliła słuszny kierunek dla tego ruchu, po opublikowaniu tej uchwały w całym kraju szybko nastąpiła wielka fala rozwoju ruchu na rzecz tworzenia komun ludowych. W ciągu niecałych dwóch miesięcy masy chłopskie zrzeszone w przeszło 700 tys. spółdzielni produkcyjnych zorganizowały 26 tys. komun ludowych. Tym samym komuny ludowe zostały utworzone we wszystkich wsiach kraju. Jest to wielkim epokowym wydarzeniem w historii naszego kraju.

Jeszcze nie minął rok od chwili powstania komun ludowych we wsiach całego kraju, a już nieodparte fakty z praktycznego życia udowodniły olbrzymią żywotność, niezrównaną wyższość komuny ludowej — tej nowej organizacji społecznej i jej wielką rolę w rozwoju gospodarki i kultury na wsi oraz w podnoszeniu stopy życiowej chłopów.

Po utworzeniu komun ludowych w ubiegłym roku natychmiast we wszystkich wsiach kraju nastąpił ruch o bogate zbiory jesiennego plonu i kampania na rzecz produkcji surówki i stali.. Chociaż w wielu miejscach wystąpiła niedostatecznie racjonalna organizacja siły roboczej podczas jesiennych zbiorów i nie dość dokładna praca przy zbiorach, to jednak zebrano o wiele więcej zboża i bawełny niż w 1957 roku. W małych nowoczesnych piecach hutniczych wytopiono nowoczesnymi metodami kilka milionów ton surówki, a w prymitywnych małych piecach hutniczych do wytapiania stali i żelaza wytopiono również kilka milionów ton surówki i stali. Jednocześnie wykonano ogromne zadania w dziedzinie przewozu na małych dystansach produktów rolnych, rudy, węgla i stali. Bez komun ludowych jednoczesne wykonanie tak ciężkich zadań byłoby zupełnie niemożliwe. Tegoroczne letnie zbiory, pierwsze od chwili utworzenia komun ludowych, mimo niesprzyjających warunków klimatycznych otrzymaliśmy jeszcze większe niż letnie zbiory w 1958 roku, który był rokiem wielkiego skoku. Według wstępnych oszacowań z prowincji Szensi, Hopei, Honan i Kiansu, na powierzchni przeszło 43 tys. ha przeciętne zbiory pszenicy z ha wyniosły przeszło 3,75 ton. W 1957 r. przed utworzeniem komun ludowych w żadnej prowincji w całym kraju przeciętne plony pszenicy z ha nie przekroczyły 1,5 ton, a w roku bieżącym w sześciu prowincjach przekroczono ten poziom. Taka jest sytuacja w produkcji rolnej i zarazem w innych gałęziach produkcji — w przemyśle, leśnictwie, hodowli bydła, w produkcji ubocznej i rybołówstwie. We wsiach całego kraju powstały tysiące fabryk produkujących narzędzia rolnicze oraz lokalnych zakładów produkujących nawozy sztuczne, jak również fabryk przetwarzających produkty rolne. Według niepełnych danych statystycznych z lutego bieżącego roku komuny ludowe uruchomiły 86 tys. zakładów produkcyjnych i naprawczych narzędzi rolniczych. Przed powstaniem komun ludowych kolektywna hodowla bydła w spółdzielniach rolniczych, chociaż osiągnęła wielki rozwój w porównaniu z poprzednim okresem, to nie sposób porównać jej z rozwojem hodowli w komunach ludowych. Wyniki przeprowadzonych badań przez odpowiednie instytucje w 21 prowincjach i rejonach mówią, że stan pogłowia trzody chlewnej w komunach ludowych wynosi ponad 80 min sztuk, tzn. że każda komuna hoduje kolektywnie ponad 3 tys. świń. W tym samym czasie nastąpił szybki rozwój hodowli indywidualnej prowadzonej przez członków komun ludowych. Również w budownictwie wodno-melioracyjnym komuny ludowe osiągnęły wielkie sukcesy. Od zimy ubiegłego roku komuny ludowe zbudowały duże ilości niewielkich zbiorników wodnych mogących pomieścić do 10 milionów m sześć, wody każdy, 60 wielkich zbiorników wodnych o pojemności powyżej 100 min m sześć, wody każdy oraz 1.200 średnich zbiorników wodnych o pojemności od 10— 100 min m sześć. W bieżącym roku kraj nasz nawiedziły posuchy i powodzie, najpoważniejsze w historii ostatnich kilkudziesięciu lat. Susze i powodzie objęły więcej niż 34 min ha ziemi. Dzięki temu, że komuny ludowe zbudowały liczne urządzenia wodno-melioracyjne, dzięki szerokiej mobilizacji mas chłopskich do walki z klęskami żywiołowymi oraz dzięki współpracy przeprowadzonej na szeroką skalę, nawodnionych zostało 18 min ha pól uprawnych i uratowanych od groźby posuchy. Liczne stołówki powszechne, żłobki i domy czci starców budowane we wsiach odgrywają wielką rolę w wyzwoleniu siły roboczej kobiet i w polepszeniu życia chłopów.

Wraz z ogromnymi sukcesami osiągniętymi w rewolucyjnym tak szeroko i szybko rozwijającym się masowym ruchu na rzecz tworzenia komun ludowych, oczywiście nieuchronnie pojawiły się także niektóre braki. Szczerze mówiąc, nie należy dziwić się powstaniu niektórych braków, a należy dziwić się, że w porównaniu z sukcesami braków tych było tak mało i tak szybko zostały usunięte. Uchwała o komunach ludowych została opublikowana w dniu 10 września ubiegłego roku, a już w pierwszej połowie listopada ubiegłego roku, na posiedzeniu zwołanym przez tow. Mao Tse-tunga w Czenczou zaznaczono, że ówczesny ruch w niektórych zagadnieniach w pewnym stopniu odszedł od właściwego toru wskazanego przez uchwałę powziętą w Peitai-ho i poczyniono kroki zmierzające do jego poprawy. -Następnie, na VI plenum KC KPCh ósmej kadencji, które odbyło się w czasie od 28 listopada do 10 grudnia ubiegłego roku i na drugim posiedzeniu w7 Czenczou (rozszerzone posiedzenie Biura Politycznego KC KPCh), które odbyło się w końcu lutego i na początku marca bieżącego roku, opracowano szczegółowe wytyczne do prac uporządkowania komun ludowych i wcielono ją w życie w ciągu 2—3 miesięcy, dzięki czemu niedociągnięcia powstałe na początku tego ruchu zostały ostatecznie usunięte. W ten sposób nie tylko przeważająca większość pracowników kadrowych i mas chłopskich popierających komuny ludowe nabrała jeszcze „większej wiary i pewności, a ci, którzy poprzednio wątpili w komuny ludowo obecnie całkowicie i szczerze uwierzyli w nie, poczuli, że spadł im kamień z serca, gdyż „komuny ludowe naprawdę są dobre, niech żyje potęga ojczyzny i szczęście narodu!” Takimi słowami masy chłopskie szczerze i gorąco opiewają komuny ludowe.

Ruch na rzecz tworzenia komun ludowych był dalszą kontynuacją i rozwojem wielkiej socjalistycznej rewolucji na wsi naszego kraju [nieczytelne 2 słowa] należy doprowadzić do końca jak rewolucję demokratyczną, tak i socjalistyczną. Komuny ludowe zjawiły się w warunkach naszego kraju, stając się silnym orężem przyśpieszenia tempa rozwoju gospodarki kolektywnej i likwidacji możliwości odrodzenia kapitalizmu na wsi. Dzięki temu, że w komunach ludowych urzeczywistniło się połączenie przemysłu, rolnictwa, handlu, oświaty i spraw wojskowych i władza administracyjna jest jednocześnie państwową władzą terenową; dzięki temu, że komuny ludowe, jako system własności kolektywnej, w pewnym stopniu zawierają także elementy własności ogólnonarodowej (głównie przejawia się to w połączeniu władzy administracyjnej z władzą terenową i w rozwoju społecznej gospodarki stworzonej przez samą komunę); dzięki temu, że ten system o charakterze socjalistycznym zawiera w sobie niektóre zalążki komunizmu, w warunkach naszego kraju komuny ludowe nie tylko stają się najlepszą formą społeczno-organizacyjną dla przejścia od własności kolektywnej do własności ogólnonarodowej, ale także dla przejścia w przyszłości od socjalizmu do komunizmu. Właśnie dlatego od chwili powstania komuna ludowa wywołuje u wszystkich wrogich antysocjalistycznych elementów skrajną nienawiść i złowrogie napady. Imperialiści od samego początku rzucają na komuny ludowe dzikie przekleństwa i nikczemne oszczerstwa. Wewnątrz kraju niedobitki obalonych reakcyjnych klas i prawicowe elementy burżuazyjne, które widzą, że ich „dobry dzień” minął na zawsze, także ze skrajną złością zuchwale przeklinają komuny ludowe. Jednak im silniejsze są ich oszczerstwa prowadzone przeciwko komunom ludowym, tym jaśniej potwierdza się słuszność utworzenia komun ludowych. Z dnia na dzień powtarzające się oszczerstwa nie mogą powstrzymać wielkiego rozwoju komun ludowych.

W chwili, kiedy obchodzimy pierwszą rocznicę powzięcia uchwały o utworzeniu komun ludowych, kiedy komuny ludowe dawno już usunęły swoje pewne niedociągnięcia zaistniałe w pierwszym okresie ich powstania i idą drogą zdrowego rozwoju, należy widzieć, że oprócz wewnętrznych i zewnętrznych reakcjonistów są jeszcze tacy ludzie, którzy dotychczas są niezadowoleni z ruchu na rzecz tworzenia komun ludowych i wysterują przeciwko temu ruchowi. Są to ludzie, którzy w szeregach naszego ludu poważnie ulegają wpływowi ideologii burżuazyjnej. Do nich należą niektóre prawicowo-oportunistyczne elementy wewnątrz naszej partii. Nie widzą oni, że powstanie komun ludowych jest wielkim społecznym ruchem z udziałem setek milionów chłopów i wytworem wielkiego rozwoju produkcji rolnej i budownictwa irygacyjnego oraz wielkiego entuzjazmu socjalistycznie uświadomionych chłopów, którzy pragną rozszerzenia zakresu koordynacji pracy. Oni też nie widzą, że w warunkach konsekwentnego przeprowadzenia zasady podziału „każdemu według jego pracy” i sprecyzowania podstawowej własności brygad produkcyjnych w komunach, komuna ludowa jako forma organizacji jest potężnym orężem dalszego rozwoju socjalistycznej własności kolektywnej. Twierdzą oni, jakoby „komunom ludowym brakowało obiektywnych podstaw materialnych, a tym samym nie są one wytworem obiektywnej konieczności, lecz tylko wytworem subiektywnego pragnienia i szumu nieznacznej liczby ludzi”, jakoby „komuny ludowe powstały zbyt wcześnie, za szybko i źle”. Jednym słowem nie widzą oni wyższości komun ludowych i rewolucyjnego entuzjazmu setek milionów chłopów, lecz tylko interesują się dawno już usuniętymi chwilowymi i częściowymi niedociągnięciami i tym samym zajęli pozycję przeciw masom ludowym, wielkiej rewolucji socjalistycznej i budownictwu socjalistycznemu.

Czy ruch na rzecz tworzenia komun ludowych ma obiektywną podstawę materialną? Czy jest konieczną tendencją rozwoju sytuacji? Niech historia odpowie nam na to pytanie! Ruch na rzecz tworzenia komun ludowych zaczął rozwijać się w niektórych rejonach naszego kraju latem ubiegłego roku. Rozwój tego ruchu właśnie w tym czasie tłumaczy się tym, że w rezultacie przeprowadzonych w 1957 roku kampanii naprawy stylu pracy, wałki przeciw elementom prawicowym i kampanii na rzecz socjalistycznego wychowania niebywale wzrosła socjalistyczna świadomość szerokich rzesz pracowników kadrowych na wsi i mas chłopskich oraz ich entuzjazm do pracy. Zdecydowali oni szybko przemienić zacofane oblicze gospodarki wiejskiej i uwolnić się od nędzy i zacofania. Dlatego od zimy 1957 r. (w celu udogodnienia tłumaczenia tęga zagadnienia tymczasem nie będziemy poruszać zagadnienia, wcześniejszego źródła powstawania takiej formy organizacji w naszym kraju jak komuna ludowa) produkcja i budownictwo na wsi poczynając od wielkich budowli irygacyjnych, osiągnęły wielki postęp. Formy organizacyjne byłych spółdzielni produkcyjnych wyższego typu, rozmiar których. nie był duży i które zajmowały się tylko rolnictwem, nie były przystosowane do potrzeb szybkiego i wielkiego rozwoju produkcji. Już wtedy w licznych rejonach rozpoczął się proces, łączenia kilku małych spółdzielni w jedną dużą. Zwołana przez tow. Mao Tse-tunga w marcu 1958 r. konferencja w Czendu, w której uczestniczyła część odpowiedzialnych towarzyszy z Komitetu Centralnego i lokalnych komitetów partii, rozpatrzyła tę sytuację i wysunęła propozycję planowego i odpowiedniego zespolenia małych rolniczych spółdzielni produkcyjnych w duże spółdzielnie. Z tą propozycją oficjalnie zgodził się później Komitet Centralny Komunistycznej Partii Chin. Nieco później na odbywającej się w maju br. drugiej sesji VIII Zjazdu KPCh przedstawiona została generalna linia budownictwa socjalistycznego, która szeroko wzbudziła niebywały zapał wśród wiejskich kadr i mas chłopskich i natchnęła jeszcze większą wolą do walki. Dzięki temu. na wsi nastąpił szybki rozwój produkcji rolnej i budownictwa oraz przemysłu, transportu i handlu służących rolnictwu, jak również kultury, oświaty i spraw wojskowych. Chłopi domagali się bardziej racjonalnego zorganizowania siły roboczej i jej większej wydajności. Domagali się też połączenia w jedną całość podstawowych organów władzy państwowej z władzą administracyjną celem wzmocnienia jednolitego kierownictwa. Właśnie w ten sposób we wsiach naszego kraju powstała wielka — z połączenia się przemysłu, rolnictwa, handlu, oświaty i spraw wojskowych, z połączenia władzy państwowej i administracyjnej -— nowa organizacja społeczna. Tę nową organizację społeczną całkowicie stworzyły masy ludowe i na początku swego istnienia nosiła ona różne nazwy. W czerwcu 1958 r. KC KPCh i tow. Mao Tse-tung wybrali nazwę „komuna ludowa”, która najbardziej wyraża treść tej organizacji i ma największą popularność w masach ludowych. Ta nazwa została jednogłośnie przyjęta na posiedzeniu Biura Politycznego KC KPCh odbywającym się w sierpniu 1958 r. w Peitai-ho. Faktycznie jeszcze przed posiedzeniem Biura Politycznego w Peitai-ho niektóre wcześniej powstałe komuny ludowe, takie jak „Czajaszań” w powiecie Sjipu i „Cihjn” w powiecie Sinsian w prowincji Honan, przyciągały ze wszystkich rejonów kraju setki tysięcy zwiedzających pracowników kadrowych wsi. Pęd do wzorowania się na tych komunach ludowych stał się niepowstrzymaną siłą. W warunkach wielkiego rozwoju gospodarki wiejskiej i znacznego podnoszenia się świadomości chłopów pojawiła się kampania na rzecz tworzenia komun ludowych. Dlatego, oprócz tych, którzy zamykają oczy przed faktami, nikt nie może uważać, że ta masowa kampania zgodna z prawem rozwoju obiektywnego, kampania zgodna z żądaniem ludu była przeprowadzona jakoby w rezultacie subiektywnego żądania i „szumu” podniesionego przez nieznaczną liczbę ludzi, że była ona przeprowadzona „za wcześnie, za szybko i źle”. Sama historia powstania komun ludowych w pełni świadczy o tym, że komuny ludowe są koniecznym wynikiem rozwoju historycznego, a historia ich rozwoju w ubiegłym roku jeszcze dobitniej świadczy o tym. Mimo ze historia komun ludowych w skali ogólnokrajowej nie liczy nawet jednego roku, potrafiły jednak one zagwarantować ogólny wzrost produkcji rolnej z hektara i zagwarantowały wszechstronne pojawienie się wielkich plonów na licznych obszarach. Nie było wypadku, aby komuna ludowa nie zdała trudnego egzaminu przy powstaniu poważnych klęsk żywiołowych. Przeciwnie, w toku skutecznej walki z klęskami żywiołowymi chłopi jeszcze lepiej zrozumieli większą wyższość komun ludowych nad rolniczymi spółdzielniami produkcyjnymi i jeszcze bardziej zdecydowanie wiążą swój los z losem komun ludowych. K. Marks mówił: „Nowe, wyższe stosunki produkcyjne nigdy nie pojawiają się wcześniej aż dojrzeją w łonie starego społeczeństwa warunki materialne ich istnienia. Dlatego ludzkość stawia sobie zawsze tylko takie zadania, które sama potrafi rozwiązać, ponieważ przy bliższym rozpatrywaniu często okazuje się, że samo zadanie powstaje tylko wtedy, gdy warunki materialne jego rozwiązania już istnieją lub przynajmniej znajdują się w procesie powstawania”.

Dlaczego ci, którzy wątpią w kampanię na rzecz tworzenia komun ludowych, nie chcą przestudiować faktów historycznych i tego podstawowego poglądu marksistowskiego na rozwój historii?

Obecnie w naszym kraju istnieje dwa rodzaje twierdzeń, które w istocie jednakowo negują komuny ludowe. Według pierwszego — stworzenie komun ludowych oznacza budowę komunizmu. W przeciwnym wypadku nie było potrzeby tworzenia komun ludowych. Według drugiego — komuna ludowa mało różni się od rolniczej spółdzielni produkcyjnej wyższego typu i dlatego zupełnie zbyteczny był ten krok. Można powiedzieć, że ludzie rozsiewający te twierdzenia, zupełnie nie rozumieją istoty komun ludowych. Prawda, że nazwa komuny może wiązać się z pojęciem komunizmu, a również może i nie wiązać się z pojęciem komunizmu — inaczej mówiąc, komuna, która posiada, (lub obecnie jeszcze nie posiada) charakteru komunistycznego na pewno może istnieć. Wszystkim wiadomo, że w historii nowożytnej pojawiały się różnego rodzaju i charakteru „komuny”. Nie tylko na etapie rewolucji proletariackiej były „komuny” o charakterze niekomunistycznym, ale i na etapie rewolucji burżuazyjnej oraz na etapie rewolucji burżuazyjno-demokratycznej były „komuny”. Obecnie komuny ludowe w naszym kraju posiadają charakter socjalistyczny. Było to zupełnie jasne w chwili opublikowania w ubiegłym roku uchwały rozszerzonego posiedzenia Biura Politycznego KC KPCh odbytego w Peitai-ho. Czyż błędem jest, że komuny ludowe zostały utworzone w celu jak największego rozwoju socjalistycznej produkcji zespołowej? Pod względem charakteru socjalistycznego komuna ludowa nie różni się od rolniczej spółdzielni produkcyjnej wyższego typu, a jednak różni się pod wieloma innymi względami, a mianowicie: spółdzielnia produkcyjna wyższego typu była stosunkowo niewielkim kolektywem, a komuna ludowa jest znacznie większym; spółdzielnia produkcyjna wyższego typu zajmowała się tylko rolnictwem, a komuna ludowa prowadzi wielokierunkową gospodarkę kompleksową; spółdzielnia produkcyjna wyższego typu była tylko organizacją gospodarczą, a komuna ludowa jest zjednoczoną organizacją, w której skład wchodzą polityka, gospodarka, sprawy wojskowe i kultura; spółdzielnia produkcyjna wyższego typu była tylko organizatorem kolektywnej produkcji, a komuna ludowa jest zarówno organizatorem kolektywnej produkcji jak i organizatorem kolektywnego życia. Jeszcze ważniejsze znaczenie ma fakt, że chociaż obecnie w komunie ludowej system własności brygady produkcyjnej, odpowiadający byłej spółdzielni wyższego typu, stanowi zasadniczy system własności, ale w tym czasie powstała także częściowa własność komuny ludowej, której przedtem nie było i która właśnie jest szeroką perspektywą rozwoju komuny ludowej. Obecnie własność bezpośrednio należąca do komuny nie jest jeszcze duża, np. zbudowane przez komuny fabryki i zakłady, fundusze z akumulacji i fundusze przeznaczone na cele społeczne w komunie nie są jeszcze duże, ale ta część własności jest wielką wspaniałą perspektywą rozwoju naszych wsi. Tłumaczy się to tym, że dzięki corocznej akumulacji funduszów przez brygady produkcyjne przekazywanych komunie, dzięki funduszowi powiększonemu o zyski pochodzące z przedsiębiorstw przemysłowych zbudowanych przez komuny, dzięki inwestycjom państwowym — własność komuny będzie się rozwijała nie powoli, lecz bardzo szybko. We własności komuny ludowej rzeczywiście istnieją pewne elementy własności ogólnonarodowej. Wraz z rozwojem produkcji i stopniowym rozszerzaniem się własności komuny „będą też stopniowo wzrastały elementy własności ogólnonarodowej. Chociaż przejście od własności kolektywnej do własności ogólnonarodowej wymaga jeszcze pewnego procesu, pewnej określonej ilości lat, ale tym niemniej komuna ludowa niewątpliwie jest najlepszą formą społeczno-organizacyjną dla zrealizowania tego przejścia. Jednocześnie, chociaż komuna ludowa obecnie ma jeszcze charakter socjalistyczny, jednakże zawiera już zalążki komunizmu, których nie miała i nie mogła mieć spółdzielnia produkcyjna wyższego typu. Mamy podstawy twierdzić, że komuna ludowa nie tylko jest silnym orężem przyśpieszenia budownictwa socjalizmu, jest również najlepszą formą społeczno-organizacyjną dla przejścia w przyszłości od socjalizmu do komunizmu. Ponieważ komuna ludowa, jako nowa forma organizacji społecznej, całkowicie pozwala na wcielanie w życie wyższości spółdzielni produkcyjnej wyższego typu i jednocześnie zawiera w sobie zalążki wielkiego ideału, usuwając przy tym niektóre ograniczenia spółdzielni produkcyjnej wyższego typu, to dlaczego nie należy organizować komun ludowych zamiast spółdzielni produkcyjnych wyższego typu? Czyż nie będzie ładniej, jeżeli „na już pięknym brokacie wyhaftowane będą jeszcze kwiaty”?

Oczywiście minął dopiero bardzo krótki okres od powstania komun ludowych i dopiero co zaczynają one rozwijać swoją wyższość. Elementy wielkich perspektyw rozwoju komun ludowych stanowią dopiero zalążki. Czy można umniejszać ich znaczenie tylko dlatego, że są one tylko zalążkami? Czy duże drzewo nie wyrasta z małego kiełka? Lenin tak pisał: „Znęcanie się nad słabością kiełków nowego, lekkomyślny inteligencki sceptycyzm itp., wszystko to w istocie jest metodą walki klasowej toczonej przez burżuazję przeciwko proletariatowi, jest obroną kapitalizmu, a przeciwko socjalizmowi. Powinniśmy ostrożnie studiować nowe kiełki, bardzo delikatnie ustosunkowywać się do nich, wszelkimi sposobami pomagać ich wzrastaniu i pielęgnować te słabe kiełki… Chodzi o popieranie różnorodnych nowych kiełków, z pośród których życie samo wybiera najzdolniejsze do życia”. (W. I. Lenin: „Wielka inicjatywa”). Tak ustosunkował się Lenin do kiełków. Jest to stosunek wszystkich marksistów do nowych zjawisk i rzeczy. Komitet Centralny partii i tow. Mao Tse-tung właśnie z takiej marksistowsko-leninowskiej pozycji ustosunkowują się do ruchu na rzecz komun ludowych.

Właśnie minął rok od chwili rozszerzonego posiedzenia Biura Politycznego KC KPCh w Peitai-ho. Od czasu utworzenia komun ludowych we wsiach naszego kraju jeszcze nie ma roku. Jednak komuna ludowa, jako nowopowstała organizacja społeczna, zdała już trudny egzamin i posiada bogate doświadczenia. Mimo wściekłych oszczerstw i dywersyjnej działalności wrogich sił wewnętrznych i zewnętrznych, mimo najrozmaitszego potępiania i oporu ze strony prawicowych oportunistów wewnątrz partii i mimo ciężkich klęsk żywiołowych, komuny ludowe nie rozpadły się. Dlatego mamy prawo do twierdzenia, że one nigdy nie poniosą klęski. Nasz bohaterski, pracowity lud, pełen wiary w swoje zwycięstwo, śmiało patrzy w przyszłość. Mamy wszelkie podstawy do wzniesienia okrzyku: „Niech żyją komuny ludowe!”

J.Stalin – OBLICZE POLITYCZNE OPOZYCJI ROSYJSKIEJ

Z przemówienia na wspólnym posiedzeniu Prezydium KWMK i MKK [1]

27 września 1927 r.

Towarzysze! Mówcy przemawiali tu tak trafnie i wyczerpująco, że niewiele pozostaje mi do powiedzenia.

Nie wysłuchałem przemówienia Wujowicza, ponieważ nie było mnie na sali, i uchwyciłem tylko koniec jego przemówienia. Z zakończenia tego zrozumiałem, że zarzuca on WKP(b) oportunizm, siebie zaś uważa za bolszewika i zamierza uczyć WKP(b) leninizmu.

Cóż można na to powiedzieć? Mamy niestety w partii pewną ilość ludzi, którzy nazywają siebie bolszewikami, w rzeczywistości zaś nic wspólnego z leninizmem nie mają. Sądzę, że do takich ludzi należy również Wujowicz. Gdy tacy ludzie zabierają się do nauczania WKP(b) leninizmu, nie trudno zrozumieć, co z tego może wyniknąć. Sądzę, że krytyka Wujowicza nie zasługuje na odpowiedź.

Przypomniała mi się pewna historia, jaka wydarzyła się poecie niemieckiemu Heinemu. Pozwolę sobie opowiedzieć tę historię. Wśród różnych krytyków, którzy występowali w prasie przeciw Heinemu, był pewien bardzo niefortunny, a przy tym kiepski krytyk literacki, niejaki Aufenberg. Główną cechą tego pisarza było to, że ustawicznie „krytykował” Heinego i bezceremonialnie prześladował go swoją krytyką w prasie. Heine widać nie uważał za konieczne reagować na tę „krytykę” i milczał uparcie. Zdziwieni tym przyjaciele Heinego napisali do niego list, że niby jak to rozumieć, że pisarz Aufenberg napisał mnóstwo artykułów krytycznych przeciw Heinemu, a ten nie uważa za stosowne odpowiedzieć. Heine musiał więc odpowiedzieć. Cóż więc napisał w odpowiedzi na apel swoich przyjaciół? Odpowiedział w prasie w kilku słowach: „Pisarza Aufenberga nie znam; sądzę, że to ktoś w rodzaju D’Arlincourta, którego również nie znam”.

Parafrazując słowa Heinego bolszewicy rosyjscy mogliby powiedzieć o krytycznych wypocinach Wujowicza: „Bolszewika Wujowicza nie znamy, sądzimy, że to chyba ktoś w rodzaju Ali Baby, którego również nie znamy”.

O Trockim i opozycji. Główne nieszczęście opozycji polega na tym, że nie rozumie ona rzeczy, o których tu rozprawia. W przemówieniu swoim Trocki mówił o polityce w Chinach. Nie chce on jednak przyznać, że opozycja żadnej linii, żadnej polityki w sprawie Chin nie miała. Były wahania, było dreptanie w miejscu, miotanie się z jednej krańcowości w drugą, ale żadnej linii opozycja nie miała. W sprawie Chin spory nasze toczyły się wokół trzech zagadnień: zagadnienia udziału komunistów w Kuomintangu, wokół sprawy Rad i wokół zagadnienia charakteru rewolucji chińskiej. We wszystkich tych zagadnieniach opozycja okazała się bankrutem, nie miała bowiem żadnej linii.

Sprawa udziału w Kuomintangu. W kwietniu 1926 roku, tzn. w miesiąc po VI plenum KWMK, na którym podjęto uchwałę na rzecz udziału komunistów w Kuomintangu, opozycja zażądała niezwłocznego wystąpienia komunistów z Kuomintangu. Dlaczego? Dlatego że nastraszona pierwszym naporem Czang Kai-szeka (marzec 1926 r.) opozycja w istocie rzeczy żądała przystosowania się do Czang Kai-szeka, zmierzała do wycofania komunistów z gry sił rewolucyjnych w Chinach.

Formalnie jednak opozycja uzasadniała swoje żądanie wystąpienia z Kuomintangu tym, że komuniści nie mogą należeć do organizacji burżuazyjno-rewolucyjnych, do których nie podobna nie zaliczyć Kuomintangu. Rok później zaś, w kwietniu 1927 roku, opozycja domagała się już udziału komunistów w Kuomintangu Wuhanu. Dlaczego? Na jakiej podstawie? Czyżby Kuomintang przestał być w roku 1927 organizacją burżuazyjną? Gdzież tu linia, gdzie choćby cień linii?

Sprawa Rad. I tu opozycja nie miała określonej linii. Jeden odłam opozycji domagał się w kwietniu 1927 roku niezwłocznego organizowania w Chinach Rad w celu obalenia Kuomintangu w Wuhanie (Trocki). Jednocześnie drugi odłam opozycji domagał się również niezwłocznego organizowania Rad, ale już w celu poparcia Kuomintangu w Wuhanie, a nie w celu obalenia go (Zinowjew). I to się u nich nazywa linią! Przy tym oba odłamy opozycji, i Trocki, i Zinowjew, domagając się organizowania Rad, żądali zarazem udziału komunistów w Kuomintangu, udziału komunistów w partii rządzącej. I niech to ktoś spróbuje zrozumieć! Tworzyć Rady i zarazem żądać udziału komunistów w partii rządzącej, tj. w Kuomintangu — taka bzdura nie każdemu przyjdzie do głowy. I to się nazywa linią!

Sprawa charakteru rewolucji chińskiej. Komin tern uważał i w dalszym ciągu uważa, że podstawą rewolucji w Chinach jest w obecnym okresie rewolucja agrarno-chłopska. A jaki jest pogląd opozycji na tę sprawę?

Opozycja w ogóle nigdy nie miała na tę sprawę określonego poglądu. Już to zapewniała, że w Chinach nie może być rewolucji agrarnej, ponieważ nie ma tam w ogóle feudalizmu; już to oświadczała, że w Chinach rewolucja agrarna jest możliwa i konieczna, aczkolwiek nie przywiązywała poważniejszego znaczenia do przeżytków feudalnych w Chinach, przy czym nie podobna było zrozumieć, skąd się w takim razie miała wziąć rewolucja agrarna; już to dowodziła, że rzeczą główną w rewolucji chińskiej jest nie rewolucja agrarna, lecz rewolucja mająca na celu autonomię celną. I niech to ktoś spróbuje zrozumieć!

Oto jak wygląda tak zwana „linia” opozycji w spornych sprawach rewolucji chińskiej.

To nie linia, lecz dreptanie w miejscu, mętlik, absolutny brak linii.

I ci ludzie zabierają się do krytykowania leninowskich pozycji Kominternu! Czy to nie zabawne, towarzysze?

Trocki mówił tu o ruchu rewolucyjnym w Kuan-tungu, o wojskach Ho Lunga i Je Tinga, zarzucając nam, że tworzymy tu jakoby nowy Kuomintang, żeby go postawić na czele tego ruchu. Nie myślę polemizować z tą plotką wyssaną z palca przez Trockiego. Pragnę tylko oświadczyć, że cała ta sprawa południowego ruchu rewolucyjnego, wymarsz wojsk Je Tinga i Ho Lunga z Wu-hanu, ich posuwanie się w kierunku Kuantungu, połączenie się ich z chłopskim ruchem rewolucyjnym itd., — pragnę powiedzieć, że wszystko to nastąpiło z inicjatywy chińskiej partii komunistycznej. Czy Trocki wie o tym? Powinien o tym wiedzieć, jeżeli w ogóle cokolwiek wie.

Kto będzie stał na czele tego ruchu, jeżeli ruch ten będzie się mógł wykazać sukcesami, jeżeli nowy przypływ rewolucji w Chinach stanie się faktem? Oczywiście Rady. — Jeżeli przedtem, w okresie rozkwitu Kuomintangu, warunki nie sprzyjały niezwłocznemu tworzeniu Rad, to teraz, kiedy kuomintangowcy skompromitowali się i zdyskredytowali swoim związkiem z kontrrewolucją — teraz Rady w razie powodzenia ruchu mogą się stać i staną się rzeczywiście podstawową siłą skupiającą wokół siebie robotników i chłopów Chin. A kto będzie stał na czele Rad? Oczywiście komuniści. Jednakże komuniści nie wezmą już udziału w Kuomintangu, jeżeli rewolucyjny Kuomintang zjawi się jeszcze raz na widowni. Tylko ignoranci mogą godzić istnienie Rad z możliwością udziału komunistów w partii Kuomintangu. Łączyć te dwie rzeczy wykluczające się wzajem — to znaczy nie rozumieć istoty i przeznaczenia Rad.

To samo należy powiedzieć w sprawie Komitetu Angielsko-Rosyjskiego. Widzimy tu u opozycji te same wahania i brak linii. Początkowo opozycja była oczarowana Komitetem Angielsko-Rosyjskim. Twierdziła nawet, że Komitet Angielsko-Rosyjski jest środkiem umożliwiającym „unieszkodliwienie reformizmu w Europie” (Zinowjew); zapomniała, jak widać, że angielska połowa Komitetu Angielsko-Rosyjskiego składa się właśnie z re-formistów.

Później, kiedy się wreszcie przekonała, że Purcell i jego przyjaciele są reformistami, oczarowanie jej zamieniło się w rozczarowanie, co więcej — w rozpacz, zażądała też natychmiastowego zerwania jako środka do obalenia Rady Generalnej, nie rozumiejąc, że nie można obalić Rady Generalnej w Moskwie. Od jednego głupstwa do drugiego — taki był obraz tzw. „linii” opozycji w sprawie Komitetu Angielsko-Rosyjskiego.

Trocki nie potrafi zrozumieć, że kiedy rzecz dojrzała do zerwania, sprawą zasadniczą staje się nie zerwanie samo przez się, lecz sprawa, przy której do zerwania dochodzi, idea, którą zerwanie to demonstruje. Jaką ideę demonstruje zerwanie, które już nastąpiło? Ideę grożącego niebezpieczeństwa wojny, ideę konieczności walki z niebezpieczeństwem wojennym. Któż zaprzeczy, że to właśnie ta idea jest teraz podstawowym zagadnieniem naszych czasów w całej Europie? Wynika z tego jednak, że właśnie na gruncie tego nad wyraz doniosłego zagadnienia trzeba było doprowadzić do tego, żeby masy robotnicze zetknęły się ze zdradą Rady Generalnej, czego też dokonaliśmy. Fakt, że Rada Generalna musiała wziąć na siebie inicjatywę i odium zerwania w momencie zagrażającego niebezpieczeństwa nowej wojny — fakt ten najlepiej demaskuje w oczach mas robotniczych zdradziecką i socjalimperialistyczną „naturę” Rady Generalnej w podstawowym zagadnieniu wojny. Opozycja zaś dowodzi, że byłoby lepiej, gdybyśmy to my wzięli na siebie inicjatywę i odium zerwania!

I to się u nich nazywa linią! I ci ludzie, którzy się tak zaplątali, zabierają się do krytykowania leninowskich pozycji Kominternu! Czy to nie zabawne, towarzysze?

Jeszcze gorzej przedstawia się postawa opozycji, jeśli chodzi o naszą partię, o WKP(b). Trocki nie rozumie naszej partii. Nie ma właściwego poglądu na naszą partię. Spogląda na naszą partię jak arystokrata na motłoch albo jak biurokrata na podwładnych. Bo inaczej nie byłby twierdził, że w milionowej partii, w WKP(b), mogą „zagarnąć” władzę, „uzurpować” władzę poszczególne jednostki, poszczególni przywódcy. „Zagarnąć” władzę w milionowej partii, która dokonała trzech rewolucji i wstrząsa dziś posadami imperializmu światowego — oto do jakiego głupstwa dogadał się Trocki!

Czy można w ogóle „zagarnąć” władzę w milionowej partii, bogatej w rewolucyjne tradycje? Dlaczego w takim razie nie udało się Trockiemu „zagarnąć” władzy w partii, dostać się do kierownictwa partii? Czym to wytłumaczyć? Alboż to Trocki nie pragnie, nie dąży do ujęcia kierownictwa? Czyż nie jest faktem, że już od przeszło dwóch dziesiątków lat Trocki walczy z bolszewikami o kierownictwo w partii? Dlaczego nie udało mu się „zagarnąć” władzy w partii? Alboż jest on mniej wybitnym mówcą, niż obecni przywódcy naszej partii? Czy nie należałoby raczej powiedzieć, że jako mówca Trocki góruje nad wielu obecnymi przywódcami naszej partii? Czym się w takim razie tłumaczy, że Trocki mimo swój kunszt oratorski, mimo że dąży do ujęcia kierownictwa, mimo swoje zdolności został odepchnięty od kierowania wielką partią, która nosi miano WKP(b)? Trocki skłonny jest tłumaczyć to tym, że partia nasza jest, jego zdaniem, stadem baranów do głosowania, idącym ślepo za KC partii. Ale tak mogą mówić o naszej partii tylko ludzie, którzy nią gardzą, którzy ją uważają za motłoch. Pogląd na partię jako na stado baranów do głosowania to pogląd podupadłego arystokraty partyjnego. To oznaka tego, że Trocki utracił poczucie partyjności, utracił zdolność rozpoznawania rzeczywistych przyczyn braku zaufania partii do opozycji.

W rzeczy samej, czym się tłumaczy, że WKP(b) wyraża opozycji całkowity brak zaufania? Tłumaczy się to tym, że opozycja chciałaby zastąpić leninizm trockizmem, uzupełnić leninizm trockizmem, „ulepszyć” leninizm trockizmem. Tymczasem zaś partia chce pozostać wierna leninizmowi wbrew wszelkim wybiegom podupadłych arystokratów w partii. Oto dlaczego partia, która dokonała trzech rewolucji, uznała za wskazane odwrócić się od Trockiego i w ogóle od opozycji.

I partia postąpi podobnie ze wszystkimi „przywódcami” i „kierownikami”, którzy zechcą zabarwić leninizm trockizmem czy jakąkolwiek inną odmianą oportunizmu.

Przedstawiając naszą partię jako stado baranów do głosowania Trocki daje wyraz pogardzie dla mas partyjnych WKP(b). Cóż więc dziwnego, że z kolei partia odpowiada na to Trockiemu pogardą i całkowitym brakiem zaufania?

Równie źle przedstawia się postawa opozycji, jeśli chodzi o sprawę reżymu w naszej partii. Trocki przedstawia sprawę tak, jakoby obecny reżym w partii, który tak obrzydł całej opozycji, miał być czymś zasadniczo odmiennym od reżymu, jaki ustanowiony został w partii za Lenina. Chce on przedstawić sprawę tak, że jakoby nie kwestionuje reżymu ustanowionego przez Lenina po X Zjeździe, że walkę prowadzi, właściwie mówiąc, z obecnym reżymem w partii, który, zdaniem jego, nie ma nic wspólnego z reżymem ustanowionym przez Lenina.

Stwierdzam, że Trocki mówi tu po prostu nieprawdę.

Stwierdzam, że obecny reżym w partii jest dokładnym wyrazem tego właśnie reżymu, który ustanowiony został w partii za Lenina w okresie X i XI Zjazdu naszej partii.

Stwierdzam, że Trocki prowadzi walkę przeciw leninowskiemu reżymowi w partii ustanowionemu przez Lenina i pod kierownictwem Lenina.

Stwierdzam, że walka trockistów przeciw leninowskiemu reżymowi w partii rozpoczęła się jeszcze za Lenina, że obecna walka trockistów jest dalszym ciągiem walki przeciw reżymowi partii, jaką prowadzili jeszcze za Lenina.

Na czym polegają podstawy tego reżymu? Na tym, ażeby urzeczywistniając demokrację wewnątrzpartyjną i dopuszczając rzeczową krytykę niedomagań i błędów w partii nie dopuszczać zarazem do żadnej frakcyjności i zlikwidować wszelką frakcyjność pod rygorem wydalenia z partii.

Kiedy reżym taki ustanowiony został w partii? Na X i XI Zjeździe naszej partii, tzn. za Lenina.

Stwierdzam, że Trocki i opozycja prowadzą walkę właśnie z tym reżymem w partii.

Mamy taki dokument jak „deklaracja 46-u” podpisana przez takich trockistów jak Piatakow, Preobrażeński, Sieriebriakow, Alski i in., w której powiedziane jest wręcz, że reżym ustanowiony w partii po X Zjeździe przeżył się i stał się dla partii nie do zniesienia.

Czego żądali ci ludzie? Żądali zalegalizowania grup frakcyjnych w partii i uchylenia odpowiedniego postanowienia X Zjazdu. Było to w roku 1923. Oświadczam, że Trocki całkowicie solidaryzował się ze stanowiskiem „46-u” prowadząc walkę przeciw reżymowi w partii, ustanowionemu po X Zjeździe. Oto skąd bierze początek walka trockistów przeciw leninowskiemu reżymowi w partii. (Trocki: „Ja nie mówiłem o X Zjeździe, zmyślacie”). Trocki nie może nie wiedzieć, że mogę wykazać to dokumentami. Dokumenty te zachowały się, rozdam je towarzyszom, a wtedy będzie rzeczą jasną, kto z nas mówi nieprawdę [2].

Stwierdzam, że trockiści podpisani pod „deklaracją 46-u” prowadzili walkę z reżymem leninowskim w partii jeszcze za Lenina.

Stwierdzam, że tę walkę przeciw leninowskiemu reżymowi Trocki zawsze popierał inspirując i podjudzając opozycję.

Stwierdzam, że obecna walka Trockiego przeciw reżymowi w naszej partii stanowi dalszy ciąg owej anty-leninowskiej walki, o której przed chwilą mówiłem.

Sprawa nielegalnej antypartyjnej drukarni trockistów. Trocki zbudował swoją na piśmie opracowaną mowę tak, że nawet nie poruszył należycie sprawy nielegalnej drukarni; uważał widać, że nie jest obowiązany poruszać takich „drobiazgów” jak nielegalna antypartyjna drukarnia trockistów. Było to nie przemówienie oskarżonego, lecz deklaracja opozycji występującej z oskarżeniami pod adresem Komin ternu i WKP(b). Tymczasem jest rzeczą jasną, że sprawa nielegalnej antypartyjnej drukarni trockistów całkowicie demaskuje i Trockiego, i jego zwolenników z opozycji jako wrogów partyjności, jako rozłamowców i dezorganizatorów proletariackiej sprawy.

W rzeczy samej Trocki uważa, że opozycja ma rację — i dlatego ma prawo do urządzania sobie nielegalnych drukarń.

Ale oprócz grupy Trockiego są jeszcze w WKP(b) inne grupy opozycyjne: „opozycja robotnicza”, sapronowcy itd. Każda z tych małych grupek uważa, że ma rację. Gdyby rozumować tak jak Trocki, to należałoby uznać, że każda z tych grup ma prawo do urządzania sobie nielegalnej drukarni. Przypuśćmy, że rzeczywiście urządzają one sobie nielegalne drukarnie, partia zaś nie prowadzi walki z tym złem — co zostanie wówczas z partii?

Co to znaczy tolerować istnienie nielegalnych drukarń wszelkich grup w partii? To znaczy tolerować istnienie w partii kilku ośrodków mających swoje „programy”, swoje „platformy”, swoje „linie”. Cóż zostanie wówczas z żelaznej dyscypliny w naszej partii, z dyscypliny, którą Lenin uważał za podstawę dyktatury proletariatu? Czy możliwa jest taka dyscyplina bez jednego i to jedynego ośrodka kierowniczego? Czy Trocki rozumie, w jakie wpada bagno broniąc prawa grup opozycyjnych do organizowania nielegalnych drukarń antypartyjnych?

Sprawa bonapartyzmu. W tej sprawie opozycja ujawnia kompletną ignorancję. Zarzucając olbrzymiej większości naszej partii próby bonapartyzmu Trocki demonstruje przez to samo swoje kompletne nieuctwo i nierozumienie źródeł bonapartyzmu.

Co to jest bonapartyzm? Bonapartyzm to próba narzucenia większości woli mniejszości w drodze przemocy. Bonapartyzm to zagarnięcie władzy w partii lub w kraju przez mniejszość wbrew większości w drodze przemocy. Skoro jednak zwolennicy linii KC WKP(b) stanowią ogromną większość i w partii, i w Radach, to jak można wygadywać takie bzdury, że jakoby większość usiłuje samej sobie narzucić swoją własną wolę w drodze przemocy? Kiedyż to zdarzało się w historii, żeby większość miała narzucać sobie własną wolę w drodze przemocy? Któż oprócz ludzi niespełna rozumu może uwierzyć w możliwość takiej fantastycznej rzeczy?

Czyż nie jest faktem, że zwolennicy linii KC WKP(b) stanowią olbrzymią większość i w partii, i w kraju? Czyż nie jest faktem, że opozycja stanowi znikomą garstkę? Można sobie wyobrazić, że większość naszej partii narzuca swoją wolę mniejszości, tj. opozycji. I to jest rzeczą w partyjnym sensie tego słowa zupełnie uzasadnioną. Ale jak można sobie wyobrazić, żeby większość narzucała samej sobie własną wolę, i to jeszcze w drodze przemocy? O jakimże bonapartyzmie może tu być mowa? Czy nie należy raczej powiedzieć, że to wśród mniejszości, tj. wśród opozycji, pojawić się mogą tendencje do narzucenia swojej woli większości? Gdyby się tendencje takie pojawiły, nie byłoby w tym nic dziwnego, mniejszość bowiem, tj. opozycja trockistowska, nie ma teraz innych możliwości opanowania kierownictwa jak tylko w drodze przemocy wobec większości. Więc skoro już mowa o bonapartyzmie, to niech Trocki kandydatów na Bonapartego poszuka w swojej własnej grupie.

Kilka słów o wyradzaniu się i termidorianizmie. Nie będę się tu zajmował analizowaniem owych bzdurnych i prostackich oskarżeń o wyradzanie się i termidorianizm, jakie opozycjoniści wysuwają czasem pod adresem partii. Nie będę się zajmowała ponieważ nie warto ich analizować. Chcę potraktować tę sprawę z czysto praktycznego punktu widzenia.

Przypuśćmy przez chwilę, że opozycja trockistowska reprezentuje politykę rzeczywiście rewolucyjną, a nie odchylenie socjaldemokratyczne — czym w takim razie wytłumaczyć, że wszystkie wyradzające się i wyrzucone z partii i Kominternu elementy oportunistyczne grupują się wokół opozycji trockistowskiej znajdując tam sobie schronienie i obronę?

Czym wytłumaczyć, że Ruth Fischer i Masłów, Scholem i Urbans, wyrzuceni z Kominternu i niemieckiej partii komunistycznej jako elementy wyradzające się i renegackie, znajdują obronę i serdeczne przyjęcie właśnie ze strony opozycji trockistowskiej?

Czym wytłumaczyć, że tacy oportuniści i faktyczne wyrodki, jak Souvarine i Rosner we Francji, Ossowski i Daszkowski w ZSRR, znajdują sobie schronienie właśnie w opozycji trockistowskiej?

Czy można to nazwać przypadkiem, że Komintern i WKP(b) usuwają ze swego środowiska tych wyrodków o rzeczywiście termidoriańskiej orientacji, Trocki zaś i Zinowjew otwierają im ramiona udzielając im schronienia i obrony?

Czy fakty te nie świadczą, że „rewolucyjne” frazesy opozycji trockistowskiej pozostają frazesami, w rzeczywistości zaś opozycja jest ośrodkiem grupującym elementy wyradzające się?

Czy wszystko to nie świadczy, że opozycja trockistowska jest gniazdem i rozsadnikiem wyrodzenia się i termidorianizmu?

W każdym razie u nas w WKP(b) istnieje jedna jedyna grupa skupiająca wokół siebie wszelakich szalbierzy w rodzaju Masłowa i Ruth Fischer, w rodzaju Souvarine’a i Ossowskiego. Grupą tą jest grupa Trockiego.

Takie jest, towarzysze, z grubsza biorąc, oblicze polityczne opozycji.

A jaki stąd wniosek, zapytacie?

Wniosek jest jeden. Opozycja tak się uwikłała, tak wyśmienicie wpakowała się w ślepy zaułek bez wyjścia, że znalazła się wobec konieczności wyboru: albo Kom-intern i WKP(b), albo Masłów, Ruth Fischer i renegaci z nielegalnej drukarni antypartyjnej.

Nie można obijać się wiecznie między tymi dwoma obozami. Czas już dokonać wyboru. Albo z Kominter-nemiWKP(b), a wówczas — wojna z Masłowem i Ruth Fischer, wojna z wszelkimi renegatami. Albo przeciw WKP(b) i Kominternowi – a wówczas — krzyżyk na drogę do grupy Masłowa i Ruth Fischer, do wszystkich renegatów i odszczepieńców, do wszystkich Szczerbakowów i podobnego tałałajstwa. (Oklaski).

Czasopismo „Kommunisticzeskij Internacjonał”

„Międzynarodówka Komunistyczna” nr 41.

14 października 1927 r.

PRZYPISY

[1] KWMK — Komitet Wykonawczy Międzynarodówki Komunistycznej; MKK — Międzynarodowa Komisja Kontroli (przy KWMK). — Red. przekł. polsk.

[2] Uwaga redakcji „Międzynarodówki Komunistycznej”, 3 października tow. Stalin przedstawił Sekretariatowi Politycznemu KWMK jako załącznik do protokołu wspólnego posiedzenia Prezydium KWMK i Międzynarodowej Komisji Kontroli dowody w postaci dokumentów, na które powoływał się w swoim przemówieniu, mianowicie:

1) Wyciąg z „deklaracji 46-u” (15 października 1923 r.) opatrzonej podpisami Piatakowa, Preobrażeńskiego, Sieriebriakowa, Alskiego i in., w której jest powiedziane:

„Reżym, jaki się wytworzył wewnątrz partii, jest absolutnie nie do zniesienia. Paraliżuje on inicjatywę partii zastępując partię odpowiednio dobranym aparatem urzędniczym, który działa bez zarzutu w czasach normalnych, który jednak niechybnie musi zawodzić w momentach kryzysów i może się okazać całkowicie zawodny w obliczu zbliżających się poważnych wydarzeń. Sytuacja, jaka się wytworzyła, tłumaczy się tym, że reżym dyktatury frakcyjnej w łonie partii, jaki się obiektywnie ukształtował po X Zjeździe, przeżył się”.

2) Wyciąg z oświadczenia Trockiego, skierowanego do KC i CKK (8 października 1923 roku), w którym powiedziane jest:

„Reżym, który w zasadzie ukształtował się jeszcze przed XII Zjazdem, a po tym zjeździe został ostatecznie ugruntowany i formalnie usankcjonowany, jest o wiele bardziej daleki od demokracji robotniczej, niż reżym najsurowszych okresów komunizmu wojennego”.

Dla wyjaśnienia należy tu dodać, że przed XII Zjazdem mieliśmy XI Zjazd (wiosna roku 1922) oraz X Zjazd (wiosna roku 1921); pracami tych zjazdów kierował Lenin, w rezolucjach ich ustalony został ten właśnie reżym w partii, przeciw któremu występuje zarówno „deklaracja 46-u” (trockiści), jak i wyżej wymienione oświadczenie Trockiego.

Lenin – W sprawie Listu M. Ladowa do redakcji Pisma “Proletarij”

Chętnie udzielamy miejsca szczerej wypowiedzi tow. Lafowa, zaznaczamy tylko pod jego adresem, co następuje: 

Strzec tradycji bolszewizmu — ortodoksyjno-marksistowskiego nurtu w SDPRR — to, tow. Ladow, jest oczywiście rzeczą piękną. Ale strzec tej tradycji — to znaczy, między innymi, chronić bolszewizm pred karykaturą bolszewizmu. A przecież właśnie karykaturą bolszewizmu — co wykazaliśmy obszernie w szeregu artykułów i co teraz oficjalnie stwierdziła frakcja bolszewicka — są próby podejmowane przez otzowizm i bogotwórstwo. 

Jeśli chodzi o “etykę rewolucyjną”, do której odwołuje się tow. Ladow, to możemy go w tej sprawier spokojnie pozostawić samemu sobie; ale swoje “pryncypialne stanowisko” tow. Landow i jego towarzysze ideowi powinni byli już od dawna wyłożyć przed całą partią, bo dotychczas trzeba im było wierzyć na słowo, że mają w swoim arsenale coś jeszcze prócz otzowizmu i bogotwórstwa.

 Na zakończenie wyrazimy przeświadczenie że tow. Ladow, który wiele lat przepracował w szeragach rewolucyjnej socjaldemokracji, nie pozostanie zbyt długo w nowej frakcji bogotwórców-otzowistów lub — jak ich się nazywa w skrócie — “boskich otzowistów” i wróci do frakcji bolszewików.

“Proletarij” nr 46,11 (24) lipca 1909 r.