F. Dzierżyński – W sprawie uczestnictwa SDKPiL W II ZJEŹDZIE SDPRR

Monachium, 7 lipca 1903 r. [1]


Drogi Towarzyszu !
  Śpieszymy podzielić się z wami radosną nowiną: Zalewski już jest za granicą, prawdopobnie jest już w Berlinie.[2]  Otrzymaliśmy odpowiedź Komitetu Organizacyjnego w kwestii naszego udziały na ogólnopartyjnum Zjeździe[3]. Komitet Organizacyjny nie może nas zaprosić na Zjazd, gdyż nie ma prawa, a to dlatego że: 1) jest związany formalnie statutem, według którego tylko organizacje już należące do partii według statutu 1898 r. (na zasadach autonomii) mogą brać udział w Zjeździe; 2) według uchwał naszego Zjazdu my możemy należeć tylko na podstawie federacji[4], co jest przeciwne obowiązującemu statutowi z 1898 r.  Wobec tego Komitet Organizacyjny postara się, raczej będzie się starał, aby Zjazd sam nas zaprosił, bo Zjazd jako najwyższa instancja ma do tego prawo. W tym celu Komitet Organizacyjny prosi nas, abyśmy byli gotowi do wysłania delegatów i komunikuje nam niżej załączony porządek dzienny Kongresu[5]. Wobec tego ja i Adolf bierzemy na siebie inicjatywę zwołania Zjazdu lub konferencji naszej organizacji na 18 lipca w Berlinie [6] i zawiadamiamy o tym z prośbą o przyjazd: 1) wszystkich członków Komitetu Zagranicznego; 2) Wojnarowską [7]; 3) facetów [8] z kraju, 4) Zalewskiego, który przyjechał z mandatem na Zjazd ogólny od Litwy, 5) Leona [9], 6) Różę Luksemburg.
 Gdyby się ten termin okazał zbyt pośpieszny, można odłożyć na 25. Dajcie nam natychmiast znać, abyśmy mogli uprzedzić innych. Jeżeli dla kilku członków termin ten będzie niedogodny, to zmienimy datę na 25 bm. i zaraz zawiadomimy wszystkich. Ale pożądany jest termin jak najbliższy, najdalej 18 lipca, gdyż Zjazd ogólny odbyć się może prędko, najpóźniej w początkach sierpnia (jak sami przypuszczamy). Iskra [10] i Komitet Organizacyjny nie podają nam daty Zjazdu, tylko proszą abyśmy byli gotowi.
 Odpiszcie zaraz. Do porządku dziennego, prócz bieżących spraw, dodajemy: 1) sprawę rezolucji ostatniego naszego Zjazdu w kwestii stosunku federacyjnego do partii ogólnej, 2) sprawę mianowania delegatów i ich postępowania na ewentualnym Zjeździe ogólnym, 3) sprawę połączenia się z nami “Proletariatu” [11].
 Ściskamy was najserdeczniej.

Józef

“Z Pola Walki” nr 5–6, Moskwa 1929.

– Przypisy

[1]- List ten przesłany zosta do wszystkich członków Komitetu Zagranicznego oraz Zarządu Głównego i do poszczególnych działaczy w kraju. Dzierżynski jako członek Zarządu Głównego SDKPiL wówczas w Monachium wraz z Julianem Marchlewskim.
[2] Zalewski Kazimierz – pseudonim Stanisława Trusiewicza (1869-1918), działacza Związku Robotniczego Litwy, a następnie Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. Dzierżynski ma na myśli ucieczkę Zalewskiego z zesłania na Syberii; ucieczka ta zakończyła się jednak niepowodzeniem, Zalewski został na granicy aresztowany.
[3] Mowa tu o II Zjeździe SDPRR, który odbył się 30 (17) lipca 1903 r.
[4] Uchwała taka zapadła na III Zjeździe SDKPiL w r. 1901.
[5] Załącznik ten nie zachował się. Najważniejsze kwestie, które stały na porządku dziennym, obejmowały zagadnienia programu, statutu oraz utworzenia centralnych organów kierowniczych partii. Wokoło tych zagadnień, które decydowały o charakterze partii, rozegrała się walka między kierunkiem bolszewickim a mieńszewickim.
[6] Zjazd ten odbył się w rzeczywistości jako IV Zjazd SDKPiL w Berlinie w lipcu 1903 r.
[7] Wojnarowska Wanda (pseudo. – Cezaryna) – rewolucjonistka polska, działaczka SDKPiL, w latach 1901-1904 reprezentowała SDKPiL w Międzynarodowym Biurze Socjalistycznym.
[8] Patrz przypis 1 na str. 10.
[9] Leon – Leon Jogiches (Jan Tyszka) (1867–1919) – jeden z założycieli i przywódców SDKPiL oraz jeden z czołowych działaczy niemieckiego ruchu rewolucyjnego. Zamordowany przez reakcję niemiecką w więzienu w marcu 1919 r.
[10] “Iskra” – pierwsza ogólnorosyjska gazeta rewolucyjnych marksistów, założona przez Lenina w końcu 1900 r. W latach 1900–1903 leninowska “Iskra” odegrała olbrzymią rolę historyczną; przygotowując powstanie samodzielnej rewolucyjnej partii proletariackiej w Rosji. W listopadzie 1903 r., wkrótce po drugim Zjeździe SDPRR– “Iskra” poczynając od 52 numeru przeszła do rąk mieńszewików. Od tego czasu zaczęto leninowsko-bolszewicką “Iskrę” nazywać w partii starą “Iskrą”, a mieńszewicką-ugodową – nową “Iskrą”.
[11] “III Proletariat” lub “PPS-Proletariat” powstał w 1900 r. z oderwania się od PPS jej sekcji lwowskiej, która krytykowała kierownictwo partii za jego nacjonalistyczną politykę. Do połączenia SDKPiL z “Proletariatem” nie doszło.

Stalin – Rozmowa z niemieckim pisarzem Emilem Ludwigiem

13 grudnia 1931 r.

Ludwig. Jestem panu niezmiernie wdzięczny, że uznał pan za możliwe przyjąć mnie. Od dwudziestu z górą lat badam życie i działalność wybitnych postaci historycznych. Wydaje mi się, że znam się dobrze na ludziach, ale za to nic nie rozumiem w stosunkach społeczno-ekonomicznych.

Stalin. Jest pan zbyt skromny.

Ludwig. Nie, tak jest naprawdę. I właśnie, dlatego będę zadawał pytania, które, być może, wydadzą się panu dziwne. Widziałem dziś tu, na Kremlu, pewne pamiątki po Piotrze Wielkim i pierwsze pytanie, które chcę panu zadać, jest następujące: czy uznaje pan za rzecz możliwą przeprowadzenie paraleli między sobą a Piotrem Wielkim? Czy uważa pan siebie za kontynuatora dzieła Piotra Wielkiego?

Stalin. Pod żadnym względem. Paralele historyczne są zawsze ryzykowne. Powyższa paralela jest bezsensowna.

Ludwig. Ale przecież Piotr Wielki bardzo wiele zdziałał dla rozwoju swego kraju, dla sprawy przeszczepienia do Rosji kultury zachodniej.

Stalin. Tak, oczywiście, Piotr Wielki wiele zdziałał dla wywyższenia klasy obszarników i dla rozwoju rodzącej się klasy kupieckiej. Piotr zdziałał bardzo wiele dla stworzenia i utrwalenia narodowego państwa obszarników i kupców. Trzeba powiedzieć również, że wywyższenie klasy obszarników, popieranie rodzącej się klasy kupieckiej i utrwalanie państwa narodowego tych klas odbywało się kosztem pańszczyźnianego chłopstwa, z którego zdzierano ostatnią skórę.

Co się tyczy mnie, to jestem tylko uczniem Lenina i celem mojego życia jest być godnym jego uczniem.

Zadanie, któremu poświęcam swoje życie, polega na wywyższeniu innej klasy, a mianowicie klasy robotniczej. Zadaniem tym jest nie utrwalenie jakiegokolwiek państwa „narodowego”, lecz utrwalenie państwa socjalistycznego, a więc — internacjonalnego, przy czym wszelkie wzmocnienie tego państwa sprzyja wzmocnieniu całej międzynarodowej klasy robotniczej. Gdyby każdy krok w mojej pracy dla wywyższenia klasy robotniczej i wzmocnienia państwa socjalistycznego tej klasy nie zmierzał do wzmocnienia i polepszenia sytuacji klasy robotniczej, uważałbym swoje życie za bezcelowe.

Widzi pan, że pańska paralela jest nieodpowiednia.

Co się tyczy Lenina i Piotra Wielkiego, to ten ostatni był kroplą w morzu, a Lenin — całym oceanem.

Ludwig. Marksizm neguje wybitną rolę jednostki w historii. Czy nie widzi pan sprzeczności między materialistycznym pojmowaniem dziejów a tym, że pan jednak uznaje wybitną rolę postaci historycznych?

Stalin. Nie, nie ma tu sprzeczności. Marksizm bynajmniej nie neguje roli wybitnych jednostek ani tego, że ludzie tworzą historię. U Marksa, w jego „Nędzy filozofii”  i w innych pracach może pan znaleźć słowa, że właśnie ludzie tworzą historię. Ale oczywiście ludzie tworzą historię nie tak, jak im podpowiada jakaś fantazja, nie tak, jak przyjdzie im do głowy. Każde nowe pokolenie zastaje określone warunki, które istniały już w gotowej postaci w chwili, gdy pokolenie to przyszło na świat. I wielcy ludzie są czegoś warci tylko o tyle, o ile umieją należycie zrozumieć te warunki, zrozumieć, jak je zmienić. Jeżeli tych warunków nie rozumieją i chcą zmienić te warunki tak, jak to im podpowiada ich fantazja, wówczas ludzie ci popadają w sytuację Don Kiszota. A zatem właśnie według Marksa bynajmniej nie należy przeciwstawiać ludzi warunkom. Właśnie ludzie — ale tylko o tyle, o ile właściwie rozumieją warunki, jakie zastali już w gotowej postaci, i o ile rozumieją, jak te warunki zmienić — tworzą historię. Tak przynajmniej rozumiemy Marksa my, rosyjscy bolszewicy. A studiowaliśmy Marksa niejeden dziesiątek lat.

Ludwig. Przed 30 laty, kiedy studiowałem na uniwersytecie, wielu niemieckich profesorów, uważających się za zwolenników materialistycznego pojmowania dziejów, wpajało nam, że marksizm neguje rolę bohaterów, rolę bohaterskich jednostek w historii.

Stalin. Byli to, wulgaryzatorzy marksizmu. Marksizm nigdy nie negował roli bohaterów. Przeciwnie, uznaje on, iż rola ta jest znaczna, z tymi jednakże zastrzeżeniami, o których przed chwilą mówiłem.

Ludwig. Wokół stołu, przy którym siedzimy, stoi 16 krzeseł. Za granicą z jednej strony wiedzą, że ZSRR jest krajem, w którym o wszystkim powinno się decydować kolegialnie, z drugiej zaś strony wiedzą, że o wszystkim decyduje jedna osoba. Któż więc decyduje?

Stalin. Nie, nie może decydować jedna osoba. Decyzje jednoosobowe to zawsze albo prawie zawsze decyzje jednostronne. W każdym kolegium, w każdym kolektywie są ludzie, z których zdaniem należy się liczyć.

W każdym kolegium, w każdym kolektywie są ludzie, którzy mogą wypowiedzieć również sądy niesłuszne. Na podstawie doświadczenia trzech rewolucji wiemy, że mniej więcej na 100 decyzji jednoosobowych, nie skontrolowanych, nie skorygowanych kolektywnie, 90 decyzji — to decyzje jednostronne.

Nasz organ kierowniczy, Komitet Centralny naszej partii, który kieruje wszystkimi naszymi organizacjami radzieckimi i partyjnymi, liczy około 70 członków. Wśród tych 70 członków KC są nasi najlepsi działacze przemysłowi, nasi najlepsi spółdzielcy, nasi najlepsi działacze zaopatrzenia, nasi najlepsi wojskowi, nasi najlepsi propagandziści, nasi najlepsi agitatorzy, nasi najlepsi znawcy sowchozów, nasi najlepsi znawcy kołchozów, nasi najlepsi znawcy indywidualnego gospodarstwa chłopskiego, nasi najlepsi znawcy narodów Związku Radzieckiego i polityki narodowościowej. W tym areopagu skoncentrowana jest mądrość naszej partii. Każdy ma możność skorygowania czyjegokolwiek indywidualnego sądu, projektu. Każdy ma możność wniesienia swego doświadczenia. Gdyby tego nie było, gdyby decyzje podejmowała jedna osoba, popełnialibyśmy w naszej pracy bardzo poważne błędy. Ponieważ jednak każdy ma możność korygowania błędów poszczególnych osób i ponieważ liczymy się z tym korygowaniem — decyzje nasze są mniej więcej słuszne.

Ludwig. Ma pan za sobą dziesiątki lat pracy podziemnej. Wypadało panu przewozić nielegalnie i broń, i literaturę itd. Czy nie uważa pan, że wrogowie Władzy Radzieckiej mogą skorzystać z waszego doświadczenia i walczyć z Władzą Radziecką tymi samymi metodami?

Stalin. Jest to, oczywiście, całkiem możliwe.

Ludwig. Czy nie w tym tkwi przyczyna surowości i bezwzględności waszej władzy w walce z jej wrogami?

Stalin. Nie, główna przyczyna nie w tym tkwi. Można przytoczyć pewne historyczne przykłady. Kiedy bolszewicy objęli władzę, byli zrazu łagodni w stosunku do swych wrogów.   Mieńszewicy w dalszym ciągu istnieli legalnie i wydawali swą gazetę. Eserowcy także istnieli w dalszym ciągu legalnie i mieli swoją gazetę. Nawet kadeci w dalszym ciągu wydawali swoją gazetę. Kiedy generał Krasnow zorganizował kontrrewolucyjny marsz na Leningrad i wpadł w nasze ręce, to ze względu na stan wojenny mogliśmy byli go co najmniej trzymać w niewoli, więcej nawet, powinniśmy byli go rozstrzelać. My zaś wypuściliśmy go „na słowo honoru”. I cóż? Rychło okazało się, że tego rodzaju łagodność podkopuje tylko siłę Władzy Radzieckiej. Popełniliśmy błąd przejawiając tego rodzaju łagodność w stosunku do wrogów klasy robotniczej. Gdybyśmy w dalszym ciągu ten błąd powtarzali, popełnilibyśmy zbrodnię wobec klasy robotniczej, zdradzilibyśmy jej interesy. I stało się to w krótkim czasie całkowicie jasne.  Bardzo szybko okazało się, że im łagodniej postępujemy z naszymi wrogami, tym większy opór stawiają ci wrogowie. Wkrótce prawicowi eserowcy — Goc i inni, oraz prawicowi mieńszewicy zorganizowali w Leningradzie kontrrewolucyjne wystąpienie junkrów, w którego wyniku zginęło wielu naszych rewolucyjnych marynarzy. Ten sam Krasnow, którego wypuściliśmy „na słowo honoru”, zorganizował białogwardyjskich kozaków. Połączył się z Mamontowem i przez dwa lata prowadził zbrojną walkę przeciwko Władzy Radzieckiej.  Rychło okazało się, że za plecami tych białych generałów stali agenci zachodnich państw kapitalistycznych — Francji, Anglii, Ameryki, a także Japonii. Przekonaliśmy się, jak bardzo się myliliśmy przejawiając łagodność. Zrozumieliśmy na podstawie doświadczenia, że z wrogami tymi można się uporać jedynie stosując względem nich najbardziej bezwzględną politykę dławienia.

Ludwig. Wydaje mi się, że znaczna część ludności Związku Radzieckiego doznaje uczucia strachu, lęku przed Władzą Radziecką i że na tym uczuciu strachu w pewnej mierze opiera się trwałość Władzy Radzieckiej. Chciałbym wiedzieć, jaki stan duchowy wywołuje w panu osobiście świadomość, że w interesie wzmocnienia władzy trzeba wpajać strach. Przecież w stosunkach z pańskimi towarzyszami, z pańskimi przyjaciółmi działa pan zupełnie inną metodą, nie metodą wpajania lęku — w ludność zaś wpaja się strach.

Stalin. Myli się pan. Zresztą, pański błąd jest błędem wielu. Czyżby pan sądził, że można by było w ciągu 14 lat utrzymywać władzę i mieć poparcie milionowych mas dzięki metodzie zastraszania, wzbudzania lęku? Nie, jest to niemożliwe. Najlepiej umiał zastraszać rząd carski. Miał on w tej dziedzinie ogromne, z dawna nabyte doświadczenie. Burżuazja europejska, zwłaszcza francuska, wszelkimi środkami pomagała pod tym względem caratowi i uczyła go zastraszać lud. Pomimo tego doświadczenia, pomimo pomocy burżuazji europejskiej polityka zastraszania doprowadziła do rozgromienia caratu.

Ludwig. Ale Romanowowie utrzymali się przecież 300 lat.

Stalin. Tak, ale ileż było powstań i buntów w ciągu tych 300 lat: powstanie Stiepana Razina, powstanie Jemieljana Pugaczowa, powstanie dekabrystów, rewolucja 1905 roku, rewolucja w lutym 1917 roku, Rewolucja Październikowa. Nie mówię już o tym, że obecne warunki politycznego i kulturalnego życia kraju zasadniczo różnią się od warunków, które panowały w dawnych czasach, gdy ciemnota, brak kultury, uległość i polityczne zahukanie mas umożliwiały ówczesnym „władcom” pozostawanie u władzy przez mniej lub bardziej długi okres.

Co się tyczy ludu, co się tyczy robotników i chłopów ZSRR, to bynajmniej nie są oni tacy pokorni, ulegli i zastraszeni, jak to sobie pan wyobraża. W Europie wielu wyobraża sobie ludzi ZSRR po staremu, sądząc, że w Rosji żyją ludzie po pierwsze — ulegli, po drugie — leniwi. Jest to wyobrażenie przestarzałe i z gruntu niesłuszne. Zrodziło się ono w Europie w czasach, kiedy do Paryża zaczęli przyjeżdżać rosyjscy obszarnicy, trwonili tam nagrabione pieniądze i próżnowali. Byli to ludzie rzeczywiście bezwolni i nędzni. Stąd wyciągano wnioski o „rosyjskim lenistwie”. W żadnej jednak mierze nie może się to odnosić do rosyjskich robotników i chłopów, którzy zdobywali i zdobywają środki utrzymania swą własną pracą. Dość dziwnie jest uważać za uległych i leniwych rosyjskich chłopów i robotników, którzy w krótkim czasie dokonali trzech rewolucji, rozgromili carat i burżuazję i obecnie zwycięsko budują socjalizm.

Przed chwilą pytał pan, czy u nas o wszystkim decyduje jeden człowiek. Nigdy, pod żadnym warunkiem nasi robotnicy nie znieśliby teraz władzy jednej osoby. Największe autorytety całkowicie tracą u nas znaczenie, stają się zerem, skoro tylko przestają im ufać masy robotnicze, skoro tylko tracą łączność z masami robotniczymi. Plechanow cieszył się wprost wyjątkowym autorytetem. I cóż? Skoro tylko zaczął pod względem politycznym kuleć, robotnicy zapomnieli o nim, odeszli od niego i zapomnieli o nim. Inny przykład: Trocki. Trocki również cieszył się wielkim autorytetem, oczywiście daleko mniejszym niż Plechanow. I cóż? Skoro tylko odszedł od robotników, zapomnieli o nim.

Ludwig. Zupełnie zapomnieli?

Stalin. Wspominają go czasem — z gniewem.

Ludwig. Wszyscy z gniewem?

Stalin. Jeśli chodzi o naszych robotników, to wspominają oni Trockiego z gniewem, z rozjątrzeniem, z nienawiścią.

Rzecz jasna, jest pewna niewielka część ludności, która rzeczywiście boi się Władzy Radzieckiej i walczy z nią. Mam na myśli resztki ginących, likwidowanych klas, przede wszystkim zaś nieznaczną część chłopstwa — kułactwo. Chodzi tu jednak nie tylko o politykę zastraszania tych grup, o politykę, która rzeczywiście istnieje. Wszystkim wiadomo, że my, bolszewicy, nie poprzestajemy tu na zastraszaniu i posuwamy się dalej, dążąc do zlikwidowania tej burżuazyjnej warstwy.

Jeśli jednak wziąć ludność pracującą ZSRR, robotników i pracujących chłopów, którzy stanowią co najmniej 90% ludności, to są oni po stronie Władzy Radzieckiej, a olbrzymia ich większość czynnie popiera system radziecki. Popierają zaś oni ustrój radziecki dlatego, że ustrój ten służy żywotnym interesom robotników i chłopów.

W tym tkwi podstawa trwałości Władzy Radzieckiej, nie zaś w polityce tak zwanego zastraszania.

Ludwig. Jestem panu bardzo wdzięczny za tę odpowiedź. Niech mi pan wybaczy, jeśli zadam panu pytanie, które może się panu wydać dziwne. W pańskiej biografii są momenty wystąpień, że tak powiem, „rozbójniczych”. Czy interesował się pan postacią Stiepana Razina? Jaki jest pański stosunek do niego jako do „ideowego rozbójnika”?

Stalin. My, bolszewicy, zawsze interesowaliśmy się takimi postaciami historycznymi, jak Bołotnikow, Razin, Pugaczow i in. W wystąpieniach tych ludzi widzieliśmy odzwierciedlenie żywiołowego buntu uciskanych klas, żywiołowego powstania chłopstwa przeciw feudalnemu uciskowi. Zawsze było dla nas interesujące studiowanie historii pierwszych prób tego rodzaju powstań chłopskich. Ale rzecz jasna, nie można tu przeprowadzać żadnej analogii z bolszewikami. Izolowane powstania chłopskie nawet w wypadku, jeśli nie są takie „rozbójnicze” i niezorganizowane, jak powstanie Stiepana Razina, nie mogą doprowadzić do żadnego poważnego rezultatu. Powstania chłopskie mogą skończyć się powodzeniem jedynie w tym wypadku, jeśli łączą się z powstaniami robotników i jeśli powstaniami chłopskimi kierują robotnicy. Jedynie powstanie kombinowane, z klasą robotniczą na czele, może doprowadzić do celu.

Ponadto, mówiąc o Razinie i Pugaczowie nie wolno nigdy zapominać, że byli oni zwolennikami caratu: występowali przeciw obszarnikom, lecz o „dobrego cara”. Wszak takie było ich hasło.

Jak pan widzi, analogia z bolszewikami w żadnym razie nie jest odpowiednia.

Ludwig. Pozwoli pan, że zadam kilka pytań dotyczących pańskiej biografii. Kiedy byłem u Masaryka, oświadczył mi on, że poczuł się socjalistą już w szóstym roku życia. Co i kiedy uczyniło pana socjalistą?

Stalin. Nie mogę twierdzić, że już od szóstego roku życia czułem pociąg do socjalizmu. I nawet nie od dziesiątego czy dwunastego roku. Do ruchu rewolucyjnego przystąpiłem mając łat 15, kiedy związałem się z podziemnymi grupami marksistów rosyjskich przebywających wówczas w Kraju Zakaukaskim. Grupy te wywarły na mnie wielki wpływ i sprawiły, że zasmakowałem w podziemnej literaturze marksistowskiej.

Ludwig. Co pchnęło pana na drogę opozycyjną? Może złe traktowanie przez rodziców?

Stalin. Nie. Rodzice moi byli ludźmi niewykształconymi, ale bynajmniej nie traktowali mnie źle. Co innego prawosławne seminarium duchowne, gdzie się wówczas uczyłem. Przez protest przeciw reżymowi znęcania się i przeciw jezuickim metodom, które istniały w seminarium, gotów byłem stać się i rzeczywiście stałem się rewolucjonistą, zwolennikiem marksizmu jako prawdziwie rewolucyjnej nauki.

Ludwig. Czy nie uznaje pan jednak dodatnich cech jezuitów?

Stalin. Owszem, cechuje ich systematyczność, wytrwałość w pracy dla osiągnięcia złych celów. Ale główna ich metoda — to śledzenie, szpiegowanie, włażenie do duszy, znęcanie się — co może być w tym dodatniego? Na przykład śledzenie w internacie: o 9 godzinie dzwonek na herbatę, idziemy do jadalni, a kiedy wracamy do swoich pokojów, okazuje się, że przez ten czas przeszukano już i przetrząśnięto wszystkie nasze kuferki… Cóż może być w tym dodatniego?

Ludwig. Obserwuję w Związku Radzieckim wielki szacunek dla wszystkiego, co amerykańskie, powiedziałbym nawet korzenie się przed wszystkim, co amerykańskie, tzn. przed krajem dolara, przed krajem najbardziej konsekwentnego kapitalizmu. Uczucia takie istnieją również wśród waszej klasy robotniczej i to nie tylko w stosunku do traktorów i samochodów, ale również w stosunku do Amerykanów w ogóle. Czym to pan tłumaczy?

Stalin. Przesadza pan. Nie ma u nas żadnego szczególnego szacunku dla wszystkiego, co amerykańskie. Szanujemy jednak amerykańską rzeczowość przejawiającą się we wszystkim — w przemyśle, w technice, w literaturze, w życiu. Nigdy nie zapominamy, że St. Zj. Am. Półn. to kraj kapitalistyczny. Ale wśród Ameryka nów jest wielu ludzi duchowo i fizycznie zdrowych, zdrowych w całym swoim podejściu do pracy, do czynu. Tę rzeczowość, tę prostotę darzymy właśnie sympatią. Mimo że Ameryka jest wysoko rozwiniętym krajem kapitalistycznym, obyczaje w przemyśle, nawyki w produkcji mają tam coś z demokratyzmu, czego nie można powiedzieć o starych europejskich krajach kapitalistycznych, gdzie wciąż jeszcze żywy jest wielkopański duch feudalnej arystokracji.

Ludwig. Pan nawet nie podejrzewa, jak dalece ma pan słuszność.

Stalin. Kto wie, może i podejrzewam.

Mimo że feudalizm jako ustrój społeczny dawno już jest w Europie rozbity, wiele jego przeżytków istnieje w dalszym ciągu zarówno w układzie życia, jak w obyczajach. Środowisko feudalne w dalszym ciągu wyłania i techników, i specjalistów, i uczonych, i pisarzy, którzy wnoszą wielkopańskie obyczaje do przemysłu, do techniki, do nauki, do literatury. Feudalne tradycje nie są ostatecznie rozbite.

Nie można tego powiedzieć o Ameryce, która jest krajem „wolnych kolonizatorów”, bez obszarników, bez arystokratów. Stąd zdrowe i stosunkowo proste amerykańskie obyczaje w produkcji. Nasi robotnicy-działacze gospodarczy, którzy odwiedzili Amerykę, od razu dostrzegli tę cechę. Opowiadali oni, nie bez pewnego miłego zdziwienia, że w Ameryce w procesie produkcji trudno odróżnić, jeśli chodzi o powierzchowność, inżyniera od robotnika. I to im się oczywiście podoba. Całkiem inaczej ma się rzecz w Europie.

Jeśli już jednak mówić o naszych sympatiach do jakiegoś narodu albo raczej do większości jakiegoś narodu, to oczywiście trzeba powiedzieć o naszych sympatiach do Niemców. Z tymi sympatiami nie da się porównać naszych uczuć do Amerykanów!

Ludwig. Dlaczego właśnie do narodu niemieckiego?

Stalin. Chociażby dlatego, że dał on światu takich ludzi, jak Marks i Engels. Wystarczy stwierdzić ten fakt, właśnie jako fakt.

Ludwig. Ostatnio wśród niektórych polityków niemieckich daje się zauważyć poważna obawa, że polityka tradycyjnej przyjaźni ZSRR i Niemiec zostanie odsunięta na dalszy plan. Obawy te pojawiły się w związku z rokowaniami między ZSRR a Polską. Gdyby w wyniku tych rokowań uznanie przez ZSRR obecnych granic Polski stało się faktem, byłoby to wielkim rozczarowaniem dla całego narodu niemieckiego, który dotychczas uważa, że ZSRR walczy przeciw systemowi wersalskiemu i nie ma zamiaru go uznawać.

Stalin. Wiem, że wśród niektórych niemieckich mężów stanu daje się zauważyć pewne niezadowolenie i niepokój, aby Związek Radziecki w swych rokowaniach czy też w jakimś układzie z Polską nie uczynił kroku, który by oznaczał, że Związek Radziecki sankcjonuje, gwarantuje stan posiadania i granice Polski.

Moim zdaniem obawy te są mylne. Zawsze wyrażaliśmy gotowość zawarcia z każdym państwem paktu o nieagresji. Z szeregiem państw zawarliśmy już takie pakty. Wyraziliśmy otwarcie naszą gotowość podpisania takiego paktu również z Polską. Jeśli oświadczamy, że jesteśmy gotowi podpisać pakt o nieagresji z Polską, to robimy to nie w imię frazesu, lecz po to, żeby istotnie taki pakt podpisać. Jesteśmy, jeśli pan chce, politykami szczególnego rodzaju. Są politycy, którzy dziś przyrzekają czy oświadczają jedno, nazajutrz zaś albo zapominają o tym, co oświadczyli, albo temu przeczą i przy tym nawet się nie zarumienia. My w ten sposób nie możemy postępować. To, co się robi na zewnątrz, nieuchronnie staje się znane również wewnątrz kraju, staje się znane wszystkim robotnikom i chłopom. Gdybyśmy mówili jedno, a robili co innego, stracilibyśmy nasz autorytet wśród mas ludowych. Z chwilą gdy Polacy wyrazili gotowość prowadzenia z nami pertraktacji w sprawie paktu o nieagresji, my, rzecz oczywista, zgodziliśmy się na to i przystąpiliśmy do pertraktacji.

Co jest z punktu widzenia Niemców najbardziej niebezpieczne spośród wszystkiego, co może zajść? Zmiana stosunku do Niemców, jego pogorszenie się? Ale do tego nie ma żadnych podstaw. My, dokładnie tak samo jak Polacy, mamy oświadczyć w pakcie, że nie będziemy stosowali przemocy, agresji, żeby zmienić granice Polski, ZSRR lub naruszyć niezależność tych krajów. Tak samo jak my przyrzekamy to Polakom, dokładnie tak samo oni przyrzekają to również nam. Bez punktu mówiącego, że nie mamy zamiaru prowadzić wojny w celu naruszania niezależności czy też całości granic naszych państw, bez takiego punktu nie można zawierać paktu. Bez tego nie ma co nawet mówić o pakcie. Oto maksimum tego, co możemy zrobić.

Czy jest to uznanie systemu wersalskiego? Nie. Czy jest to może zagwarantowaniem granic? Nie. Nigdy nie byliśmy gwarantami Polski i nigdy nimi nie będziemy, tak samo jak Polska nie była i nie będzie gwarantem naszych granic. Nasz przyjazny stosunek do Niemiec pozostaje taki sam jak dotychczas. Takie jest moje niezłomne przekonanie.

A zatem obawy, o których pan mówi, są całkiem nieuzasadnione. Obawy te powstały na gruncie pogłosek, które rozpowszechniali niektórzy Polacy i Francuzi. Obawy te znikną, gdy opublikujemy pakt, jeśli Polska go podpisze. Wszyscy zobaczą, że nie zawiera on nic przeciw Niemcom.

Ludwig. Jestem panu bardzo wdzięczny za to oświadczenie. Pozwoli pan, że zadam następne pytanie: mówi pan o „urawniłowce”, przy czym słowo to ma wyraźny odcień ironii w stosunku do powszechnego zrównania. A przecież powszechne zrównanie jest socjalistycznym ideałem.

Stalin. Takiego socjalizmu, gdzie wszyscy ludzie otrzymywaliby taką samą płacę, tę samą ilość mięsa, tę samą ilość chleba, nosili takie same ubranie, otrzymywali te same produkty w tej samej ilości — takiego socjalizmu marksizm nie zna.

Marksizm mówi tylko jedno: dopóki nie zostały ostatecznie zlikwidowane klasy i dopóki praca nie przekształciła się ze środka utrzymania w pierwszą potrzebę ludzi, w dobrowolną pracę na rzecz społeczeństwa, dopóty ludzie będą opłacani za swą pracę według pracy. „Od każdego według jego zdolności, każdemu według jego pracy” — taka jest marksistowska formuła socjalizmu, tzn. formuła pierwszego stadium komunizmu, pierwszego stadium społeczeństwa komunistycznego.

Dopiero w wyższym stadium komunizmu, dopiero w wyższej fazie komunizmu każdy, pracując odpowiednio do swych zdolności, nagradzany będzie za swą pracę odpowiednio do swoich potrzeb. „Od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb”.

Jest rzeczą zupełnie jasną, że różni ludzie mają i będą mieli w warunkach socjalizmu różne potrzeby. Socjalizm nigdy nie negował różnicy w upodobaniach, w ilości i jakości potrzeb. Niech pan przeczyta, jak Marks krytykował Stirnera za jego tendencję do zrównywania płac, niech pan przeczyta marksowską krytykę Programu Gotajskiego 1875 r., niech pan przeczyta dalsze prace Marksa, Engelsa, Lenina — a zobaczy pan, jak ostro atakują oni tendencję zrównania, źródłem postulatu zrównywania jest sposób myślenia indywidualnego chłopa, psychika równego podziału wszystkich dóbr, psychika prymitywnego „komunizmu” chłopskiego. Zrównywanie nie ma nic wspólnego z marksistowskim socjalizmem. Jedynie ludzie, którzy nie znają marksizmu, mogą wyobrażać sobie sprawę w sposób tak prymitywny, że rosyjscy bolszewicy chcą jakoby zebrać razem wszystkie dobra, a następnie równo je rozdzielić. Tak wyobrażają sobie sprawę ludzie nie mający nic wspólnego z marksizmem. Tak wyobrażali sobie komunizm ludzie w rodzaju prymitywnych „komunistów” z czasów Cromwella i rewolucji francuskiej. Jednakże marksizm i rosyjscy bolszewicy nie mają nic wspólnego z tego rodzaju równościowymi „komunistami”.

Ludwig. Pali pan papierosa. Gdzie jest pańska legendarna fajka, panie Stalin? Powiedział pan kiedyś, że słowa i legendy przemijają, czyny pozostają. Niech mi pan jednak wierzy, że za granicą miliony ludzi, którzy nie wiedzą o niektórych pańskich słowach i czynach, wiedzą o pańskiej legendarnej fajce.

Stalin. Zapomniałem fajkę w domu.

Ludwig. Zadam panu pytanie, które może pana mocno zdziwić.

Stalin. My, rosyjscy bolszewicy, dawno oduczyliśmy się dziwić.

Ludwig. I my w Niemczech również.

Stalin. Tak, wy w Niemczech rychło przestaniecie się dziwić.

Ludwig. Moje pytanie jest następujące: niejednokrotnie pan ryzykował i znajdował się w niebezpieczeństwie, prześladowano pana. Uczestniczył pan w bitwach. Wielu pańskich bliskich przyjaciół zginęło. Pan pozostał przy życiu. Czym pan to tłumaczy? I czy wierzy pan w przeznaczenie?

Stalin. Nie, nie wierzę. Bolszewicy, marksiści w „przeznaczenie” nie wierzą. Samo pojęcie przeznaczenia, pojęcie „Schicksalu” jest przesądem, bzdurą, przeżytkiem mitologii, w rodzaju mitologii starożytnych Greków, u których bogini przeznaczenia kierowała losami ludzi.

Ludwig. A więc fakt, że pan nie zginął, jest przypadkiem?

Stalin. Istnieją przyczyny natury zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej, których całokształt sprawił, że nie zginąłem. Ale zupełnie niezależnie od tego na moim miejscu mógł być ktoś inny, ponieważ ktoś musiał tu być. „Przeznaczenie” jest czymś, co nie wynika z biegu rzeczy, czymś mistycznym. W mistykę nie wierzę. Oczywiście, były przyczyny tego, że niebezpieczeństwa ominęły mnie. Mógł jednak mieć miejsce szereg innych przypadków, szereg innych przyczyn, które mogły doprowadzić do wręcz przeciwnego rezultatu. Tak zwane przeznaczenie nie ma z tym nic wspólnego.

Ludwig. Lenin spędził długie lata za granicą, na emigracji. Panu wypadło być za granicą bardzo krótko. Czy uważa to pan za swój brak, czy sądzi pan, że większy pożytek sprawie rewolucji przynosili ci, którzy znajdując się na emigracji, za granicą, mieli sposobność poznania Europy z bliska, lecz za to tracili bezpośredni kontakt z narodem, czy też ci spośród rewolucjonistów, którzy pracowali tutaj, znali nastroje narodu, ale za to słabo znali Europę?

Stalin. Lenina z tego porównania trzeba wyłączyć. Bardzo niewielu spośród tych, którzy pozostawali w Rosji, było tak ściśle związanych z rosyjską rzeczywistością, z ruchem robotniczym w kraju, jak Lenin, chociaż przebywał on długo za granicą. Zawsze, gdy przyjeżdżałem do niego za granicę — w latach 1906, 1907, 1912,1913, widziałem u niego stosy listów od działaczy praktyków z Rosji i zawsze Lenin wiedział więcej niż ci, którzy pozostawali w Rosji. Swój pobyt za granicą uważał zawsze za ciężar dla siebie.

Oczywiście, w naszej partii i w jej kierownictwie jest o wiele więcej takich towarzyszy, którzy pozostawali w Rosji i nie wyjeżdżali za granicę, niż byłych emigrantów i ci oczywiście mogli przynieść więcej pożytku sprawie rewolucji niż przebywający za granicą emigranci. Przecież w naszej partii pozostało mało emigrantów. Na 2 miliony członków partii naliczy się ich 100—200, pośród 70 członków KC chyba nie więcej niż 3—4 przebywało na emigracji.

Co się tyczy znajomości Europy, poznania Europy, to oczywiście ci, którzy chcieli poznawać Europę, mieli większe możliwości po temu przebywając w Europie.

I w tym sensie ci z nas, którzy nie przebywali długo za granicą, coś niecoś stracili. Jednakże pobyt za granicą nie ma bynajmniej decydującego znaczenia dla poznania europejskiej ekonomiki, techniki, kadr ruchu robotniczego, literatury wszelkiego rodzaju, czy to beletrystycznej, czy naukowej. Przy pozostałych niezmienionych warunkach łatwiej jest oczywiście poznać Europę, jeśli się tam było. Ale ten minus powstający u ludzi, którzy nie przebywali w Europie, nie ma wielkiego znaczenia. Przeciwnie, znam wielu towarzyszy, którzy przeżyli po 20 lat za granicą, mieszkali gdzieś w Charlottenburgu albo w Dzielnicy Łacińskiej, przesiadywali lata całe w kawiarniach, pili piwo, a jednak nie potrafili poznać Europy i nie zrozumieli jej.

Ludwig. Czy nie uważa pan, że u Niemców jako narodu umiłowanie porządku jest bardziej rozwinięte niż umiłowanie wolności?

Stalin. Kiedyś w Niemczech istotnie bardzo szanowano prawa. W 1907 roku, kiedy wypadło mi mieszkać w Berlinie przez 2—3 miesiące, my, rosyjscy bolszewicy, nieraz śmialiśmy się z niektórych niemieckich przyjaciół w związku z tym szacunkiem dla praw. Krążyła na przykład anegdota, że kiedy berliński socjaldemokratyczny Vorstand wyznaczył na określony dzień i godzinę pewną manifestację, na którą mieli przybyć członkowie organizacji ze wszystkich osad podmiejskich — to licząca 200 osób grupa z pewnej osady podmiejskiej, chociaż przybyła na oznaczoną godzinę do miasta, nie wzięła jednak udziału w demonstracji, ponieważ przez dwie godziny stała na peronie dworca i nie mogła się zdecydować na opuszczenie go: nie było kontrolera odbierającego bilety przy wyjściu i nie było komu oddać biletów. Żartowano, że trzeba było rosyjskiego towarzysza, który wskazał Niemcom proste wyjście z sytuacji: wyjść z peronu nie oddając biletów…

Ale czy teraz jest w Niemczech coś podobnego? Czy teraz szanuje się w Niemczech prawa? Czyż ci sami narodowi socjaliści, którzy, zdawałoby się, powinni najbardziej stać na straży burżuazyjnej praworządności, nie łamią tych praw, nie demolują klubów robotniczych i nie mordują bezkarnie robotników? Nie mówię już o robotnikach, którzy, jak mi się wydaje, już dawno stracili szacunek dla burżuazyjnej praworządności. Tak, Niemcy ostatnio bardzo się zmienili.

Ludwig. W jakich warunkach możliwe jest ostateczne i całkowite zjednoczenie klasy robotniczej pod kierownictwem jednej partii? Dlaczego, jak mówią komuniści, takie zjednoczenie klasy robotniczej możliwe jest dopiero po rewolucji proletariackiej?

Stalin. Takie zjednoczenie klasy robotniczej wokół partii komunistycznej najłatwiej może być urzeczywistnione w wyniku zwycięskiej rewolucji proletariackiej. Jednak nie ulega wątpliwości, że w zasadzie zostanie ono urzeczywistnione jeszcze przed rewolucją.

Ludwig. Czy ambicja jest bodźcem czy przeszkodą w działalności wielkiej postaci historycznej?

Stalin. W różnych warunkach rola ambicji jest różna. Zależnie od warunków ambicja może być bodźcem albo przeszkodą w działalności wielkiej postaci historycznej. Najczęściej bywa ona przeszkodą.

Ludwig. Czy Rewolucja Październikowa jest w jakimkolwiek sensie kontynuacją i zakończeniem wielkiej rewolucji francuskiej?

Stalin. Rewolucja Październikowa nie jest ani kontynuacją, ani zakończeniem wielkiej rewolucji francuskiej. Celem rewolucji francuskiej była likwidacja feudalizmu dla ustanowienia kapitalizmu. Celem zaś Rewolucji Październikowej jest likwidacja kapitalizmu dla ustanowienia socjalizmu.

„Bolszewik” nr 8, 30 kwietnia 1932 r.

Lenin – O walce w łonie Włoskiej Partii Socjalistycznej

W „Prawdzie” nr 213 z dnia 25 września 1920 r. wydrukowano mój krótki „List do robotników niemieckich i francuskich w związku z dyskusją o Drugim Kongresie Międzynarodówki Komunistycznej”. „Avanti!” („Naprzód”), centralny organ Włoskiej Partii Socjalistycznej, przedrukowując ten list w dniu 5 października, opatrzył go uwagami, którym warto poświęcić nieco miejsca, ponieważ wykazują one naocznie błędność stanowiska, jakie zajął towarzysz Serrati, redaktor gazety „Naprzód”.

„Jesteśmy zadowoleni – czytamy – z tych wyjaśnień Lenina, ponieważ do pewnego stopnia łagodzą drakońskie warunki podyktowane przez towarzyszy, którzy zupełnie nic mają możliwości oceniania ludzi i spraw na taką odległość i w tak odmiennym środowisku […] Jedną swoja ofiarę Lenin pozostawił w spokoju: Modiglianiego […] Lenin twierdzi obecnie nie wiemy, czy we własnym imieniu, czy też w imieniu Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej, że dozwolone są także wyjątki (od ogólnej zasady, za zgodą Komitetu Wykonawczego).”

Ironiczne uwagi na temat „ofiary”, której role ma odgrywać jeden z reformistów, Modigliani, chybiają celu. Wbrew temu, co sądzi Serrati, nazwisko Modiglianiego (i Longueta) pominąłem bynajmniej nie rozmyślnie. Przytoczyłem te czy inne nazwiska jako przykład po to, by scharakteryzować kierunek, a sprawę tych czy innych pojedynczych osób pozostawiałem i pozostawiam na uboczu, nie podejmując się jej rozstrzygania, uważając ją za drugorzędną, wskazując na to, że wyjątki są dopuszczalne. Serrati, wbrew swemu oświadczeniu, wie doskonale o tym (gdyż powołuje się on ściśle na mój artykuł w „Prawdzie”), że mówię i mogę mówić jedynie w imieniu własnym, w żadnym zaś razie — w imieniu Komitetu Wykonawczego.

Swoimi uwagami Serrati odciąga czytelników gazety „Naprzód” od głównego, zasadniczego, istotnego zagadnienia: czy wolno obecnie pozostawiać reformistów w szeregach włoskiej partii rewolucyjnego proletariatu. Niesłuszność stanowiska, jakie zajął, Serrati osłania, starając się odwrócić uwagę od spraw istotnych i skupić ją na sprawach drugorzędnych i błahych.

Należy z tym walczyć. Sprawy istotne należy wyjaśnić.

Zarówno we wspomnianej notatce, jak i w innych artykułach Serrati twierdzi, jakoby kongres moskiewski (II Kongres Międzynarodówki Komunistycznej) był niedostatecznie poinformowany o sprawach włoskich. To tak, jak gdyby sednem sprawy była nie walka dwóch zasadniczych kierunków, nie rozstrzygnięcie pryncypialnego zagadnienia dopuszczalności „jedności” z reformistami, lecz różnica zdań dotycząca spraw, o których „Moskwa” nie jest dokładnie poinformowana!

Jaskrawą niesłuszność tego poglądu — oraz wspomnianej próby odwrócenia uwagi od tego, co najważniejsze – ujawniło najlepiej oficjalne sprawozdanie z dyskusji w KC Włoskiej Partii Socjalistycznej. Dyskusja ta odbyła się w Mediolanie zaledwie na kilka dni przed ukazaniem się wymienionego numeru „Naprzód”, a mianowicie: 28, 29, 30 września” oraz 1 października.

Dyskusja ta zakończyła się głosowaniem nad dwiema rezolucjami, z których pierwszą można nazwać komunistyczną, drugą zaś — „centrystowską”. czyli wymijającą, czyli broniącą w zamaskowanej formie sojuszu („jedności”!) z reformistami. Zwycięstwo odniosła pierwsza otrzymując 7 głosów (Terracini, Gennari, Regent, Tuntar, Casucci, Marziali i Bellone); drugą odrzucono (5 głosów: Baratono, Zannarini, Bacci, Giacomini, Serrati).

Pierwsza z nich wyróżnia się niezwykłą jasnością i ścisłością. Rozpoczyna się ona wskazaniem na to, że „obecne warunki” walki rewolucyjnej we Włoszech wymagają „większej jednorodności” partii. Następnie rezolucja głosi, że w partii pozwolono pozostać wszystkim pod warunkiem podporządkowania się dyscyplinie i że warunku tego nic spełniono; że błędem jest oczekiwać, by ci, którzy mają przekonania przeciwstawne w stosunku do zasad i taktyki III Międzynarodówki, podporządkowali się dyscyplinie; że dlatego, po przyjęciu 21 moskiewskich punktów, trzeba przeprowadzić „radykalną czystkę” w partii i wydalić z niej elementy reformistyczne i oportunistyczne.

Nie ma tu nazwisk, nie ma szczegółów. Jest tu jasna linia polityczna. Są tu ściśle wskazane motywy uchwały: konkretne fakty z historii partii we Włoszech, konkretne właściwości jej rewolucyjnej sytuacji.

Druga rezolucja — to wzór krętactwa i kiepskiej dyplomacji: przyjmujemy 21 punktów, jednakże uznajemy, że „warunki te dopuszczają możliwość budzących wątpliwość interpretacji”, że „kryterium polityczne każdej sekcji III Międzynarodówki Komunistycznej należy dostosować do warunków historycznych i do konkretnych cech szczególnych danego kraju oraz przedłożyć je do aprobaty przez tę samą Międzynarodówkę”; rezolucja podkreśla „konieczność zachowania jedności Włoskiej Partii Socjalistycznej na podstawie 21 punktów”; Komitet Centralny partii powinien surowo karać za poszczególne wypadki naruszania dyscypliny.

Rezolucja komunistyczna głosi: rewolucyjna sytuacja wymaga większej jednorodności partii. Jest to bezsporne, Rezolucja obrońców „jedności” z reformistami stara się rozminąć z tą bezsporną prawdą, nie decydując się jej kwestionować.

Rezolucja komunistyczna głosi: specyfika Włoch na tym właśnie polega, że warunek podporządkowania się reformistów uchwałom partii nie został spełniony. W tym tkwi sedno sprawy. A skoro tak, to pozostawianie reformistów w partii w warunkach zaostrzenia się ogólnej sytuacji rewolucyjnej, a być może nawet w przeddzień rozstrzygających bitew rewolucyjnych — jest nie tylko błędem, ale i przestępstwem.

Czy jest, to zgodne z prawdą, czy też nie? Czy reformiści wykonywali uchwały partii, czy podporządkowywali się jej faktycznie, czy realizowali jej politykę, czy też nie? Rezolucja obrońców reformistów nie może udzielić twierdzącej odpowiedzi, nie może zaprzeczyć negatywnej odpowiedzi komunistów i uchyla się od odpowiedzi, wykręca się od niej i wymiguje, powołuje się w ogóle na różne konkretne właściwości różnych krajów, a czyni to po to, by pominąć i przedstawić w fałszywym świetle najważniejszą „konkretną właściwość” właśnie Włoch, właśnie w danej chwili. Albowiem owa konkretna właściwość Włoch na tym właśnie polega, że reformiści udowodnili już czynem, iż nie są zdolni do rzeczywistego wykonywania uchwał partii i prowadzenia w praktyce jej polityki. Rezolucja obrońców jedności z reformistami, zajmując stanowisko wymijające w tej zasadniczej sprawie,  grzebie sama siebie.

Serrati. Baratono,   Zannarini,  Bacci  i Giacomini już przez to dowiedli w sposób najzupełniej oczywisty i bez sporny, że z gruntu nie mają racji, że ich linia polityczna jest z gruntu błędna.

Również dyskusja w KC włoskiej partii jeszcze bardziej ujawniła te całkowitą błędność linii Serratiego. Komuniści wskazywali właśnie na to, że reformiści pozostając tym, czym są, muszą sabotować rewolucję, tak jak już ją sabotowali niedawno w czasie rewolucyjnego ruchu robotników włoskich,  którzy zagarniali fabryki.

A przecież w tym właśnie tkwi sedno sprawy! Jakże można przygotowywać się do rewolucji, szykować się do rozstrzygających bitew, jeśli w partii są ludzie, którzy sabotują rewolucję? To nie tylko błąd — to przestępstwo.

I jeżeli Serrati liczył – jak to oświadcza wręcz w swym liście opublikowanym w „L’Humanité” z 14 października — na wydalenie samego tylko Turatiego[1], to i tu fakty już ujawniły błąd Serratiego. Reformiści włoscy bowiem nie tylko zwołali swój odrębny, frakcyjny zjazd (w Reggio Emilia 11 października 1920 r.), nie tylko po wtórzyli na nim wszystko, co w ich reformistycznych poglądach ma istotne znaczenie, nie tylko zgotowali na tym zjeździe niezwykłą owację Filippo Turatiemu, ale również oświadczyli przez usta Trevesa: „Albo pozostaniemy w partii, albo wszyscy z niej wystąpimy”. Przy okazji zauważmy, że prasa burżuazyjna i sami reformiści starali się na wszelkie sposoby rozdmuchać znaczenie swego frakcyjnego zjazdu. Jednakże w „Avanti!” z 13 października (wydanie mediolańskie) powiedziano wręcz, że reformiści zgromadzili przedstawicieli zaledwie 200 sekcji partii, która liczy ich  tysiące!

Ale zajmijmy się bardziej szczegółowo najważniejszym postulatem Serratiego, dotyczącym istoty sprawy. Serrati obawia się rozłamu, który osłabia partię, a zwłaszcza związki zawodowe, spółdzielnie, samorządy miejskie. Nie zniszczyć tych instytucji niezbędnych do budowy socjalizmu — oto podstawowa myśl Serratiego. „Skąd weźmiemy – mówi on („Avanti!” z 2 października 1920 r., wydanie mediolańskie) — tylu «komunistów», nawet wliczając najbardziej płomiennych, komunistów od wczoraj, aby obsadzić nimi te odpowiedzialne stanowiska, z których przepędzimy ludzi zgodnie z wnioskiem Terraciniego?” Ta sama myśl występuje również w artykule Serratiego o II Kongresie III Międzynarodówki, wydrukowanym w czasopiśmie „Komunizm”* (nr 24, s. 1627), redagowanym przez towarzysza Serratiego: „Wyobraźcie sobie komunę mediolańską (tj. miejskie gospodarstwo Mediolanu) kierowaną przez ludzi niekompetentnych, przez nowicjuszy podających się od wczoraj za gorących komunistów!”

Serrati obawia się zniszczenia związków zawodowych, spółdzielni, samorządów miejskich, obawia się nieudolności  i błędów nowicjuszy.

Komuniści obawiają się sabotowania rewolucji przez reformistów.

Zestawienie to wykazuje zasadniczy błąd Serratiego. Powtarza on cały czas tę samą myśl: o konieczności elastycznej taktyki. Jest to myśl zupełnie słuszna. Ale sedno sprawy właśnie w tym, że Serrati ciągnie w prawo, gdy w danych warunkach włoskich trzeba ciągnąć w lewo. By pomyślnie dokonać rewolucji i ją obronić, włoska partia musi zrobić jeszcze pewien krok w lewo (nie związując sobie bynajmniej rąk i nie zapominając, że późniejsze okoliczności mogą stanowczo wymagać pewnych kroków w prawo).

Mając w swych szeregach reformistów, mienszewików, nie można zwyciężyć w rewolucji proletariackiej, nie można jej obronić. Jest to oczywista zasada. Potwierdziło to namacalnie zarówno doświadczenie. Rosji, jak i Węgier. Jest to racja rozstrzygająca. Porównywanie z tym niebezpieczeństwem niebezpieczeństwa „utraty” lub niepowodzeń, błędów, krachu związków zawodowych, spółdzielni, samorządów miejskich i in. jest po prostu śmieszne, i nie tylko śmieszne, ale i występne. Ryzykować losy rewolucji z racji tego, że może ucierpieć miejskie gospodarstwo Mediolanu itp., znaczy zupełnie stracić głowę, zupełnie nie rozumieć podstawowego zadania rewolucji, zupełnie nic umieć przygotowywać jej zwycięstwa.

Popełniliśmy w Rosji tysiące błędów i doznaliśmy tysięcy niepowodzeń, strat itp. wskutek nieudolności nowicjuszy oraz ludzi niekompetentnych w spółdzielniach, komunach, związkach zawodowych itp. Nie wątpimy, że inne narody, bardziej cywilizowane, popełnią mniej takich błędów. Jednakże mimo tych błędów osiągnęliśmy rzecz najważniejszą: proletariat zdobył władzę. I władzę tę utrzymaliśmy przez trzy lata.

Błędy, na które wskazuje tow. Serrati — to szczegóły, które dadzą się naprawić milion razy łatwiej niż „błąd” umożliwiający sabotowanie rewolucji przez mienszewików i udaremnienie samej rewolucji. Jest to samo przez się zrozumiałe. Wykazały to naocznie Węgry. Potwierdziło to również nasze doświadczenie, albowiem w ciągu trzech lat władzy proletariatu w Rosji wielokrotnie bywały trudne sytuacje, kiedy ustrój radziecki zostałby z pewnością obalony, gdyby mienszewicy, reformiści, drobnoburżuazyjni demokraci pozostawali, w szeregach naszej partii albo nawet gdyby byli mniej lub bardziej licznie reprezentowani w centralnych instytucjach radzieckich w rodzaju CKW.

Serrati nie zrozumiał specyfiki tego przejściowego momentu, który mamy we Włoszech, gdzie — według powszechnej opinii — zanosi się na decydujące bitwy proletariatu z burżuazją o zdobycie władzy państwowej. W takiej chwili istnieje nie tylko bezwzględna konieczność usunięcia mieńszewików, reformistów i turatystów z partii, ale może się nawet okazać pożyteczne usunięcie wspaniałych komunistów skłonnych do wahań i skłaniających się do „jedności” z reformistami, usunięcie ze wszelkich odpowiedzialnych stanowisk.

Przytoczę wymowny przykład. W Rosji — tuż przed samą rewolucją październikową i wkrótce po niej – wielu wspaniałych komunistów popełniło błąd, o którym dziś się niechętnie u nas wspomina. Dlaczego niechętnie? Dlatego, że bez specjalnej potrzeby niesłuszne jest przypomina nie błędów, które zostały już całkowicie naprawione. Dla robotników włoskich będzie pożyteczne przypomnienie tego błędu. Tacy wybitni bolszewicy i komuniści, jak Zinowjew, Kamieniew, Ryków, Nogin i Milutin, przejawili wahania we wspomnianym przeze mnie okresie wyrażając obawę, że bolszewicy zbytnio się izolują, zbyt po ryzykancku decydują się na powstanie, że są zbyt nieustępliwi wobec pewnej części mieńszewików i „socjalistów-rewolucjonistów”. Konflikt doprowadził do tego, że wymienieni towarzysze, ku ogromnej uciesze wrogów rewolucji radzieckiej, ustąpili demonstracyjnie ze wszystkich odpowiedzialnych stanowisk zarówno w partii, jak i w radach. Doszło do niezwykle ostrej polemiki prowadzonej w prasie przez KG naszej partii przeciwko tym, którzy ustąpili ze swych stanowisk. Po kilku tygodniach — najwyżej po kilku miesiącach — wszyscy ci towarzysze dostrzegli swój błąd i powrócili na najbardziej odpowiedzialne stanowiska w partii i w radach.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. W przededniu rewolucji i w chwilach najzaciętszej walki o jej zwycięstwo najdrobniejsze wahania wewnątrz partii mogą wszystko zaprzepaścić, mogą udaremnić rewolucję, wytrącić władzę z rąk proletariatu, gdyż władza ta nie jest jeszcze mocna, gdyż napór na nią jest jeszcze zbyt silny. Jeśli wahający się przywódcy odchodzą w takim okresie, to nie osłabia to, lecz wzmacnia i partię, i ruch robotniczy, i rewolucję.

Włochy właśnie teraz przeżywają taki okres. Wszyscy widzą i przyznają, że kryzys rewolucyjny dojrzewa w skali ogólnonarodowej. Proletariat dowiódł czynem, że zdolny jest do żywiołowego powstania oraz poderwania mas do potężnego ruchu rewolucyjnego. Najbiedniejsze chłopstwo, czyli półprolelariusze (niepotrzebnie tow. Serrati nabrał złego przyzwyczajenia i stawia znak zapytania przy użyciu tego słowa: jest to prawidłowe marksistowskie słowo, wyraża ono słuszną myśl, którą potwierdzają fakty zarówno w Rosji, jak i we Włoszech, a mianowicie, że najbiedniejsze chłopstwo to na wpół właściciele, na wpół proletariusze) – najbiedniejsze chłopstwo we Włoszech dowiodło czynem, że jest zdolne powstać do walki rewolucyjnej w ślad za proletariatem. Obecnie rzeczą najkonieczniejszą i bezwarunkowo konieczną dla zwycięstwa rewolucji we Włoszech jest to, by rzeczywistą awangardą rewolucyjnego proletariatu we Włoszech stała się partia w pełni komunistyczna, która nie byłaby skłonna do wahań i do przejawienia słabości w decydującej chwili; — partia, która by skupiała w sobie maksimum fanatyzmu, wierność rewolucji, energię, bezgraniczną odwagę i zdecydowanie. Trzeba zwyciężyć w walce niesłychanie trudnej, ciężkiej, pociągającej za sobą wielkie ofiary; trzeba obronić zdobytą władzę w okolicznościach obfitujących w niesłychanie ostre zamachy, w intrygi, plotki, oszczerstwa, przymus i gwałty popełniane przez burżuazję całego świata, w sytuacji nader niebezpiecznych wahań każdego drobnomieszczańskiego demokraty, każdego turatysty, każdego „centrysty”, każdego socjaldemokraty, socjalisty, anarchisty. W takiej chwili, w takiej sytuacji partia powinna być stokroć bardziej twarda, zdecydowana, śmiała, ofiarna i nieubłagana niż w czasach zwykłych lub mniej trudnych. W takiej chwili i w takiej sytuacji partia stokrotnie się wzmocni, a nie osłabnie, jeżeli całkowicie odejdą od niej mienszewicy w rodzaju tych, którzy zjechali się w Reggio Emilia 11 października 1920 r., jeżeli z jej kierownictwa odejdą nawet wspaniali komuniści, jakimi zapewne są członkowie obecnego KC partii: Baratone Zannarmi, Bacci, Giacomini, Serrati.

Spośród ludzi tej ostatniej kategorii większość, jeśliby nawet teraz ustąpiła z kierownictwa, niewątpliwie bardzo szybko wróciłaby — uznawszy swój błąd – po zwycięstwie proletariatu, po utrwaleniu jego zwycięstwa. Prawdopodobnie wróciłaby również i zostałaby przyjęta do partii po okresie największych trudności nawet cześć mienszewików włoskich — turatystów — podobnie jak obecnie przeszła do nas (przeżyliśmy po rewolucji trzy ciężkie lata) część mienszewików i eserowców, którzy w latach 1917 -1918 stali po drugiej stronie barykady.

Rewolucyjny proletariat Włoch czeka teraz okres bitew nie tylko niebywale trudnych – jak powiedziałem — ale najtrudniejszych. Największe trudności ma jeszcze przed sobą. Lekceważenie tych trudności uważałbym za lekkomyślność i przestępstwo. Dziwi mnie, jak mógł tow. Serrati bez sprzeciwu zamieścić w swym czasopiśmie „Komunizm” (nr 24,15—30 IX 1920) artykuł tak lekkomyślny jak artykuł G. C: „Czy staniemy w obliczu lej blokady?” Osobiście sądzę, wbrew temu autorowi, że jeżeli we Włoszech zwycięży proletariat, to blokada tego kraju przez Anglię, Francję i Amerykę jest i możliwa, i prawdopodobna. Według mnie, ” wiele słuszniej ujął kwestię blokady tow. Graziadei w wyru  przemówieniu na posiedzeniu KC włoskiej  partii (patrz „Avanti!”, 1 X 1920, wydanie mediolańskie). Uznał on, że sprawa ewentualnej blokady jest sprawą „bardzo poważną” („problema gravissimo”). Wskazał, że Rosja przetrwała, mimo blokady, częściowo dzięki małej gęstości zaludnienia oraz rozległości terytorium; — że rewolucja we Włoszech „nie mogłaby stawiać długotrwałego oporu [resistere], jeśliby nie było koordynacji między nią a rewolucją jakiegoś innego kraju Europy Środkowej”, że „koordynacja taka jest trudna, jednakże nie jest niemożliwa „, gdyż cała kontynentalna Europa przeżywa okres rewolucyjny.

Jest to bardzo ostrożnie powiedziane, ale jest to słuszne. Dodałbym tylko, że pewną koordynację — jakkolwiek jeszcze niedostateczną, jakkolwiek niepełną — Włochy mają zapewnioną i że o całkowitą koordynację trzeba będzie walczyć. Reformiści wskazują na możliwość blokady po to, by sabotować rewolucję, by odstraszyć masy od rewolucji, by zarazić masy własnym nastrojem paniki, zastraszenia, niezdecydowania, wahań i chwiejności. Rewolucjoniści i komuniści nie powinni zaprzeczać, że walka jest niebezpieczna i trudna, by wpoić masoni więcej hartu; — by oczyścić partię z ludzi słabych, wahających się, chwiejnych; — by przepoić cały ruch większym entuzjazmem, większym internacjonalizmem, większą gotowością do ofiar w imię wielkiego celu: przyspieszenia rewolucji w Anglii, Francji i Ameryce, jeżeli kraje te zdecydują się na zastosowanie blokady w stosunku do proletariackiej i radzieckiej republiki włoskiej.

Zagadnienie zastąpienia doświadczonych przywódców reformistycznych czy „centrystowskich” nowicjuszami nie jest szczególnym zagadnieniem, dotyczącym jednego kraju w jakimś szczególnym wypadku. Jest to zagadnienie ogólne każdej rewolucji proletariackiej i właśnie jako takie zostało postawione i rozstrzygnięte  zupełnie   ściśle   w rezolucji II Kongresu Międzynarodówki Komunistycznej: „O podstawowych zadaniach Międzynarodówki Komunistycznej”. W §8 czytamy: „Przygotowanie dyktatury proletariatu wymaga zatem nie tylko wyjaśnienia burżuazyjnego charakteru wszelkiego reformizmu, […] lecz również zastąpienia starych przywódców komunistami we wszystkich bez wyjątku organizacjach proletariackich, nie tylko politycznych, lecz także zawodowych, spółdzielczych, oświatowych itd. […] Trzeba stokroć śmielej niż dotychczas wypierać owych przedstawicieli arystokracji robotniczej czy zburżuazyjniałych robotników ze wszystkich ich stanowisk i zastępować ich chociażby nawet najbardziej niedoświadczonymi robotnikami, byleby tylko byli oni związani z masami wyzyskiwanymi i cieszyli się ich zaufaniem w walce z wyzyskiwaczami. Dyktatura proletariatu będzie wymagała powołania właśnie takich nie posiadających doświadczenia robotników na najbardziej odpowiedzialne stanowiska państwowe, w przeciwnym razie władza rządu robotniczego będzie bezsilna i rząd ten nie uzyska poparcia mas”.

Nadaremnie więc mówi Serrati, że w partii włoskiej „wszyscy” zgadzają się na przyjęcie uchwały kongresu komunistycznego. Widzimy, że w rzeczywistości jest odwrotnie.

Serrati w zamieszczonym w „L’Humanité” liście, o którym wspomniałem wyżej, pisze między innymi:

„…Jeśli chodzi o ostatnie wydarzenia, trzeba wiedzieć, że przywódcy GOT [włoska WGRZZ, centralny zarząd związków zawodowych] zaproponowali powierzenie kierownictwa ruchu tym, którzy chcieliby go rozszerzać aż do rewolucji. Nasi towarzysze z CGT oświadczyli, że chętnie zostaną zdyscyplinowanymi żołnierzami, jeśli ekstremiści zechcą przewodzić ruchowi powstańczemu. Lecz ekstremiści nie zgodzili się kierować ruchem…”

Byłoby rzeczą arcynaiwną ze strony Serratiego, gdyby podobne oświadczenie reformistów z Powszechnej Konfederacji Pracy przyjmował za dobrą monetę. W istocie jest to jedna z odmian sabotażu rewolucji: zagrożenie dymisją w decydującej chwili. Nie chodzi tu bynajmniej o lojalność, lecz o to, że nie można zwyciężyć w rewolucji, jeśli kierownictwo będzie napotykało wahania, chwiejność, dymisje wśród „swoich”, wśród ludzi znajdujących się na górze, wśród „przywódców” przy każdym trudnym zwrocie wydarzeń. Nie byłoby chyba bez pożytku, dla tow. Serratiego, gdyby się dowiedział, że w końcu września 1917 roku, gdy koalicja rosyjskich mieńszewików i eserowców z burżuazją zakończyła się wyraźnym bankructwem politycznym, nikt inny, tylko nasi eserowcy, partia Czernowa, pisali w swej gazecie: „Obowiązek utworzenia gabinetu spadnie na bolszewików (…] Niechaj nie czynią oni daremnych wysiłków, aby skryć się za pośpiesznie skleconymi teoriami o niemożliwości wzięcia przez nich władzy. Teorii tych demokracja nie uzna. Jednocześnie zwolennicy koalicji muszą zagwarantować im całkowite poparcie” (gazeta eserowska, gazeta ich partii, gazeta Czernowa — „Dieło Naroda”, 21 września 1017 r.; cytowane w mojej broszurze: „Czy bolszewicy utrzymają władzę państwową?” Piotrogród 1917, s. 4).

Wierzyć w lojalność podobnych oświadczeń byłoby ze strony rewolucyjnych robotników błędem równie fatalnym jak wierzyć węgierskim turatystom, którzy przyrzekli pomoc Beli Kunowi, wstąpili do partii komunistycznej, a przecież okazali się sabotażystami rewolucji, którzy swymi wahaniami doprowadzili do jej zguby.

Reasumuję.

1) W obliczu nadciągających decydujących bitew włoskiej klasy robotniczej z burżuazją o władzę państwową partia rewolucyjnego proletariatu we Włoszech musi wykazać jak największy hart, przezorność, zimną krew, aby właściwie ocenić warunki w ogóle, a odpowiedni moment — w szczególności.

2) Jednocześnie cała propaganda i agitacja tej partii musi być przeniknięta duchem niezłomnej stanowczości prowadzenia tej walki za wszelką cenę do ostatecznego zwycięstwa, zwarcie, w sposób scentralizowany, przejawiając bezgraniczne bohaterstwo, bezkompromisowo odrzucając wahania, niezdecydowanie, chwiejność, którymi na wskroś przepojeni są turatyści.

3) Propaganda, jaką uprawia obecnie mediolańskie wydanie gazety „Naprzód” („Avanti!”) pod redakcją Serratiego, nie wychowuje proletariatu do walki, lecz wnosi rozkład w jego szeregi. W takiej chwili KC partii powinien kierować robotnikami, przygotowywać ich do rewolucji, zwalczać błędne poglądy. Można to (i należy) czynić, pozwalając jednocześnie wypowiedzieć się wszystkim odcieniom ruchu. Serrati kieruje, lecz kieruje w niewłaściwym kierunku.

4) Wydalenie z partii wszystkich uczestników zjazdu, który odbył się w Reggio Emilia 11 października 1920 r., nie osłabi partii, lecz ją wzmocni, gdyż tacy „przywódcy”, nawet jeśli pozostaną lojalni, są zdolni jedynie „po węgiersku” rewolucję zaprzepaścić. Białogwardziści i burżuazja potrafią wykorzystać chwiejność, wahania, wątpliwości, brak przekonania i in. nawet zupełnie „lojalnych” socjalistów, socjaldemokratów itp.

5) Jeżeli tacy ludzie, jak Baratono, Zannarini, Bacci, Giacomini i Serrati, będą wahać się i zgłaszać dymisję, nie trzeba nalegać, by pozostali, lecz natychmiast ich dymisję przyjąć. Po okresie decydujących bitew powrócą oni i będą wtedy dla proletariatu bardziej pożyteczni.

6) Towarzysze robotnicy włoscy! Nie zapominajcie lekcji historii wszystkich rewolucji, lekcji Rosji i Węgier w latach 1917—1920. Proletariat Włoch stoi w obliczu wielkich bitew, wielkich trudności, wielkich ofiar. Od wyniku tych bitew, od zwartości, zdyscyplinowania, ofiarności mas robotniczych zależy zwycięstwo nad burżuazją, przejście władzy w ręce proletariatu, umocnienie republiki rad we Włoszech. Burżuazją Włoch i wszystkich krajów świata uczyni wszystko, co w jej mocy, nie cofnie się przed żadną zbrodnią i bestialstwem, by nie oddać władzy proletariatowi, by jego władzę obalić. Wahania, chwiejność, niezdecydowanie reformistów oraz tych wszystkich, którzy brali udział w zjeździe w Reggio Emilia 11 października 1920 r., są nieuniknione, gdyż ludzie tego pokroju — mimo niezaprzeczalnej uczciwości wielu spośród nich — zawsze, we wszystkich krajach wskutek swych wahań zaprzepaszczali sprawę rewolucji. Tacy ludzie zaprzepaścili rewolucję (pierwszą rewolucję, po niej nastąpi druga…) na Węgrzech, zaprzepaściliby również rewolucję w Rosji, gdyby nie zostali usunięci ze wszystkich odpowiedzialnych stanowisk i otoczeni murem proletariackiej nieufności, czujności i nadzoru.

Pracujące i wyzyskiwane masy Włoch pójdą za rewolucyjnym proletariatem. Zwycięstwo przypadnie ostatecznie w udziale jemu, ponieważ sprawa proletariatu jest sprawą robotników całego świata, ponieważ od kontynuowania obecnych wojen imperialistycznych, od nowych, już przygotowywanych wojen imperialistycznych, od okropności kapitalistycznego niewolnictwa i ucisku nie można wybawić się inaczej jak tylko poprzez republikę radziecką, republikę robotniczą.

1 XI 1920

Obłudna gadanina o wolności (zamiast posłowia)

Towarzysz Nobs,  redaktor lewicowosocjalistycznej gaduły szwajcarskiej   „Prawo Ludu” („Volksrecht”) w Zurychu, zamieścił niedawno list Zinowjewa o konieczności zerwania z oportunistami oraz swą obszerną odpowiedź na ten list. Odpowiedź Nobsa sprowadza się do tego, że w prawie przyjęcia 21 warunków i wstąpienia do Międzynarodówki Komunistycznej daje on zdecydowanie negatywną odpowiedź, oczywiście — w imię „wolności”, wolności krytyki, wolności od wygórowanych wymagań czy też dyktatorstwa Moskwy (nie zachowałem artykułu Nobsa i muszę cytować z pamięci, ręcząc za sens, nic zaś za to czy inne wyrażenie).

Towarzysz   Nobs,   między  innymi,  werbuje sobie na sojusznika   towarzysza   Serratiego,   który,   jak  wiadomo, również jest niezadowolony z „Moskwy” — tj. w szczególności   z   rosyjskich   członków   Komitetu.   Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej — i również skarży się na naruszenie przez Moskwę „wolności” części składowych, poszczególnych partii i poszczególnych członków Międzynarodówki   Komunistycznej.   Dlatego   nie   będzie   rzeczą zhędną powiedzenie kilku słów o „wolności”.

Po trzech Jatach dyktatury proletariatu mamy prawo powiedzieć, że na całym świecie najbardziej rozpowszechnionym i popularnym argumentem przeciwko niej jest powoływanie się na to, że narusza ona wolność i równość. Cała prasa burżuazyjna wszystkich krajów, łącznie z prasą drobnomieszczańskich demokratów, tj. socjaldemokratów i socjalistów, w tym również Kautskiego, Hilferdinga, Martowa, Czernowa, Longueta itd. itp., miota gromy na bolszewików właśnie za naruszanie wolności i równości. Z teoretycznego punktu widzenia jest to zupełnie zrozumiałe. Niech czytelnik przypomni sobie słynne, pełne sarkazmu słowa Marksa w  „Kapitale”:

„Sfera cyrkulacji, czyli wymiany towarów, w której granicach odbywa się sprzedaż i kupno siły roboczej, jest rzeczywiście prawdziwym rajem przyrodzonych praw człowieka. Panuje tu wyłącznie Wolność, Równość, Własność i Bentham” („Kapitał”, tom 1, dział drugi, koniec rozdziału czwartego, wyd. ros.  1920 r., s. 152).

Te pełne sarkazmu słowa nasycone są treścią historyczno-filozoficzną o niezwykłej głębi. Należy je zestawić z popularnymi wyjaśnieniami tego samego zagadnienia przez Engelsa w jego „Anty-Duhringu”, a zwłaszcza ze słowami Engelsa, że równość to przesąd lub niedorzeczność, o ile pojęcie to nie sprowadza się do zniesienia klas.

Zlikwidowanie feudalizrnu i jego pozostałości, wprowadzenie podstaw porządku burżuazyjnego (można by powiedzieć z całkowitym uzasadnieniem: burżuazyjno-demokratycznego) wypełniło całą epokę dziejów powszechnych. Hasłami tej epoki dziejów powszechnych musiały być nieuchronnie: wolność, równość, własność i Bentham. Zlikwidowanie kapitalizmu i jego pozostałości, wprowadzanie podstaw komunistycznego porządku stanowi treść rozpoczynającej się obecnie nowej epoki dziejów powszechnych. Toteż hasłami naszej epoki nieuchronnie są i muszą być: zniesienie klas; dyktatura proletariatu dla zrealizowania tego celu; nieubłagane demaskowanie drobnomieszczańskich demokratycznych przesądów o wolności i równości, nieubłagana walka z tymi przesądami. Kto nie zrozumiał tego, ten — jeśli chodzi o zagadnienia dyktatury proletariatu, władzy radzieckiej i najgłębszych podstaw Międzynarodówki Komunistycznej — niczego nie zrozumiał.

Jak długo klasy nie zostały zniesione, wszelkie rozprawianie o wolności i równości w ogóle jest samooszukiwaniem się lub oszukiwaniem robotników, a także wszystkich ludzi pracy wyzyskiwanych przez kapitał, jest w każdym razie obroną interesów burżuazji. Jak długo klasy nie zostały zniesione, przy każdym rozważaniu o wolności i równości trzeba postawić pytanie: wolność, dla jakiej klasy? na jaki mianowicie użytek? równość jakiej klasy z jaką? pod jakim mianowicie względem? Pomijanie — wprost czy pośrednio, rozmyślnie czy nieświadomie — tych pytań staje się siłą rzeczy obroną interesów burżuazji, interesów kapitału,   interesów   wyzyskiwaczy.   Jeśli   przemilcza   się  te sprawy, sprawy prywatnej własności środków produkcji, To hasło wolności i równości jest łgarstwem i obłudą burżuazyjnego społeczeństwa, które za pomocą formalnego uznania wolności i równości osłania brak faktycznej, ekonomicznej wolności i równości dla robotników, dla wszystkich ludzi pracy wyzyskiwanych przez kapitał, tj. dla olbrzymiej większości ludności we wszystkich krajach kapitalistycznych.

W Rosji dzięki temu, że dyktatura proletariatu praktycznie wysunęła podstawowe, ostatnie zagadnienia kapitalizmu, widać teraz szczególnie wyraźnie, komu służy (cui prodest? „komu przynosi korzyść?”) rozprawianie o wolności i równości w ogóle. Gdy eserowcy i mienszewicy, Czernowowie i Martowowie, raczą nas rozważaniami na temat wolności i równości w ramach demokracji pracy — gdyż oni, uważacie, nie są bynajmniej winni snucia rozważań na temat wolności i równości w ogóle! bynajmniej nie zapominają Marksa! — to my ich pytamy: a co począć z różnicą, która w okresie dyktatury proletariatu istnieje między klasą robotników najemnych a klasą drobnych właścicieli?

Wolność i równość w ramach demokracji pracy — to wolność dla drobnego rolnika-właściciela (choćby nawet prowadzącego gospodarstwo na znacjonalizowanej ziemi) sprzedawania nadwyżek zboża po cenie spekulacyjnej, to znaczy wyzyskiwania robotnika. Każdy, kto mówi o wolności i równości w ramach demokracji pracy — tam, gdzie kapitaliści zostali obaleni, a własność prywatna i wolność handlu utrzymują się nadal — jest obrońcą wyzyskiwaczy. A z takim obrońcą proletariat, sprawując swą dyktaturę, powinien postępować tak jak z wyzyskiwaczem, choćby nawet obrońca ten mienił się socjaldemokratą, socjalistą, a nawet człowiekiem, który świadom jest zgnilizny II Międzynarodówki,   i  tak  dalej,   i   temu   podobne.

Jak długo utrzymuje się prywatna własność środków produkcji (na przykład narzędzi rolniczych i zwierzał gospodarskich, nawet jeżeli prywatna własność ziemi jest zniesiona) i wolny handel, tak długo utrzymuje się ekonomiczna podstawa kapitalizmu. Dyktatura proletariatu jest jedynym środkiem zapewniającym zwycięską walkę z tą podstawą, jedyną drogą prowadzącą do zniesienia klas (bez czego nie może być nawet mowy o rzeczywistej wolności jednostki ludzkiej — a nie właściciela — o rzeczywistej równości, równości pod względem społeczno-politycznym, człowieka i człowieka — a nie obłudnej równości właściciela i pozbawionego własności, sytego i głodnego, wyzyskiwacza i wyzyskiwanego). Dyktatura proletariatu prowadzi do zniesienia klas, prowadzi ku temu, z jednej strony, poprzez obalenie wyzyskiwaczy i zdławienie ich oporu; z drugiej strony, prowadzi ku temu poprzez neutralizację, przezwyciężenie przejawianych przez drobnego przedsiębiorcę wahań między burżuazją a proletariatem.

Obłuda gadaniny towarzyszy Nobsa i Serratiego tkwi naturalnie nie w tym, by oni sami mieli być obłudni, nieszczerzy. Nic podobnego. Są oni zupełnie szczerzy i ich gadanina nie ma żadnej subiektywnej obłudy. Obiektywnie jednak, w swej treści, gadanina ich jest obłudna, gdyż stanowi obronę przesądów drobnomieszczańskiej demokracji, gdyż   sprowadza   się   do   obrony  burżuazji.

Międzynarodówka Komunistyczna w żadnym razie nie może uznać wolności i równości dla wszystkich — niezależnie od ich zachowania politycznego — którzy pragną podpisać określone deklaracje. Byłoby to dla komunistów takie samo teoretyczne i praktyczno — polityczne samobójstwo jak uznanie wolności i równości „w ramach demokracji pracy” itp. Dla każdego, kto umie czytać i kto chce rozumieć to, co czyta, nie może nie być jasne, że wszystkie uchwały, tezy, rezolucje, postanowienia i warunki Międzynarodówki Komunistycznej nie bezwarunkowo uznają „wolność i równość” tych, którzy pragną do niej wstąpić.

Pod jakim więc warunkiem uznajemy „wolność i równość”? wolność i równość członków Międzynarodówki Komunistycznej?

Pod warunkiem, żeby nie mogło przytrafić się, iż wśród członków znajdą się oportuniści i „centryści” w rodzaju znanych wszystkim przedstawicieli prawego skrzydła szwajcarskiej i włoskiej partii socjalistycznych. Albowiem ci oportuniści i „centryści”, niezależnie od tego, jak szeroko by się rozpisywali na temat uznawania przez nich dyktatury proletariatu, pozostają w rzeczywistości głosicielami i obrońcami przesądów, słabości i wahań drobnomieszczańskiej  demokracji.

Najpierw — zerwanie z tymi przesądami, słabościami i wahaniami; z ludźmi, którzy głoszą, bronią i wcielają w życie te poglądy i właściwości. Potem i pod tym tylko warunkiem — „wolność” wstąpienia do Międzynarodówki Komunistycznej, „równość” rzeczywistego komunisty (a nie komunisty w słowach) z każdym innym komunistą, członkiem Międzynarodówki Komunistycznej.

Wam, towarzyszu Nobs, „wolno” bronić tych poglądów, których bronicie. Ale nam również „wolno” głosić, że poglądy   te — to  przesądy  drobnomieszczańskie,  szkodliwe dla sprawy proletariatu, korzystne dla kapitału; nam również „wolno” odmówić należenia do związku czy stowarzyszenia razem z ludźmi, którzy bronią tych poglądów lub odpowiadającej im polityki. Myśmy już potępili tę politykę i te poglądy w imieniu całego II Kongresu Międzynarodówki. Komunistycznej. Powiedzieliśmy już, że domagamy się bezwarunkowo uprzedniego zerwania z oportunistami.

Towarzyszu Nobs i towarzyszu Serrati, zaprzestańcie mówić o wolności i równości w ogóle! Mówcie o wolności niewykonywania uchwały Międzynarodówki Komunistycznej dotyczącej bezwarunkowego obowiązku zerwania z oportunistami i „centrystami” (którzy nie mogą nie podważać, nie mogą nie sabotować dyktatury proletariatu). Mówcie o równości oportunistów i „centrystów” z komunistami. Takiej wolności i takiej równości my dla Międzynarodówki Komunistycznej uznać nie możemy; wszelką inna wolność i równość — ile  tylko  zapragniecie.

Najważniejszym i zasadniczym warunkiem powodzenia w przeddzień rewolucji proletariackiej jest oswobodzenie się, całkowita wolność partyj rewolucyjnego proletariatu od oportunistów i „centrystów”, od ich wpływów, od ich przesądów,  słabości  i  wahań.

11 XII 1920

Stalin – O CHŁOPSTWIE JAKO SOJUSZNIKU KLASY ROBOTNICZEJ

Odpowiedź tow. tow. P. F. Bołtniewowi, W. I. Jejremowowi i W. I. Iwlewowi.

Przepraszam, że muszę odpowiedzieć z opóźnieniem.

W przemówieniu moim1 wcale nie jest powiedziane, że chłopstwo jako sojusznik klasy robotniczej jest niezbędne klasie robotniczej jedynie w obecnym okresie.

Nie jest też powiedziane tam, że po zwycięstwie rewolucji w jednym z krajów europejskich sojusz klasy robotniczej i chłopstwa w Rosji będzie zbyteczny. Myślę, że niedobrze przeczytaliście moje przemówienie na konferencji moskiewskiej.

Powiedziano tam tylko, że: „chłopstwo jest jedynym sojusznikiem, który może już teraz okazać naszej rewolucji bezpośrednią pomoc”. Czy z tego wynika, że chłopstwo po zwycięskiej rewolucji w Europie może okazać się zbędne dla klasy robotniczej naszego kraju? Oczywiście, nie wynika.

Pytacie: „Cóż nastąpi, gdy dokona się rewolucja światowa, kiedy nie będzie już potrzebny czwarty sojusznik — chłopstwo? Jaki wówczas będzie pogląd na nie?”

Po pierwsze, niesłuszne jest twierdzenie, że „po rewolucji światowej” chłopstwo nie będzie już potrzebne.

Niesłuszne, ponieważ „po rewolucji światowej” nasza praca w dziedzinie budownictwa gospodarczego powinna ruszyć naprzód siedmiomilowymi krokami, a socjalizmu nie można budować bez chłopstwa, tak samo jak chłopstwo nie może wydostać się z nędzy bez proletariatu. Zatem sojusz robotników i chłopów po zwycięskiej rewolucji na Zachodzie nie osłabnie, a na odwrót, powinien okrzepnąć.

Po drugie, „po rewolucji światowej”, gdy nasza praca w dziedzinie budownictwa zwiększy się stokrotnie, rozpocznie się proces, w którym robotnicy i chłopi, jako zupełnie różne od siebie grupy ekonomiczne, będą zanikali, będą się przekształcali w pracowników ziemi i fabryki, tzn. ich sytuacja ekonomiczna będzie się zrównywała. A cóż to znaczy? Znaczy to, że sojusz robotniczo-chłopski będzie się stopniowo przekształcał w zespolenie, w całkowite zjednoczenie, w jedno socjalistyczne społeczeństwo byłych robotników i byłych chłopów, a następnie po prostu — ludzi pracy społeczeństwa socjalistycznego.

Oto nasz pogląd na chłopstwo „po zwycięstwie rewolucji światowej”.

W przemówieniu moim nie o to chodzi, jaka w przyszłości będzie postawa naszej partii wobec chłopstwa, lecz o to, który spośród czterech sojuszników jest najbliższym sojusznikiem i najbliższym pomocnikiem klasy robotniczej w danej minucie, w danej chwili, gdy kapitaliści na Zachodzie zaczynają po trosze wracać do sił.

Dlaczego w ten właśnie sposób stawiałem zagadnienie w swym przemówieniu? Ponieważ w naszej partii są ludzie, którzy z głupoty i braku rozsądku mniemają, że chłopstwo nie jest naszym sojusznikiem. Czy to źle, czy dobrze, że tacy ludzie są w naszej partii — to inna sprawa, ale tacy ludzie są. Przemówienie wygłosiłem występując przeciwko takim właśnie ludziom i dlatego wykazywałem, że w danej chwili chłopstwo jest najbliższym sojusznikiem klasy robotniczej, że ludzie siejący nieufność do chłopstwa mogą, sami tego nie rozumiejąc, zaprzepaścić sprawę naszej rewolucji, tzn. mogą zaprzepaścić zarówno sprawę robotniczą jak i sprawę chłopską.

O tym właśnie jest mowa.

Przypuszczam, że czujecie się nieco dotknięci tym, że nazywam chłopstwo sojusznikiem niezbyt mocnym i nie tak pewnym jak proletariat krajów rozwiniętego kapitalizmu. Widzę, że czujecie się tym dotknięci. Ale czyż nie mam racji? Czyż nie powinienem mówić prawdy w oczy? Czy nie jest prawdą, że chłopstwo w czasie najazdu Kołczaka i Denikina wahało się na każdym kroku to w stronę robotników, to w stronę generałów? A czyż mało chłopów było w armii Denikina i Kołczaka, chłopów-ochotników?

Nie winię chłopów, gdyż wahania ich tłumaczą się ich niedostatecznym uświadomieniem. Ale muszę mówić prawdę w oczy, skoro jestem komunistą. Tak nas uczył Lenin. A prawda polega na tym, że w ciężkiej chwili, kiedy Kołczak i Denikin nacierali na robotników, chłopstwo, jako sojusznik klasy robotniczej, nie zawsze przejawiało dostateczną wytrwałość i hart.

Czy oznacza to, że można machnąć ręką na chłopstwo, jak to czynią obecnie niektórzy nierozsądni towarzysze, nie uważający w ogóle chłopstwa za sojusznika proletariatu? Nie, nie oznacza. Machnąć ręką na chłopstwo — to znaczy dopuścić się przestępstwa zarówno wobec robotników jak i wobec chłopów. Użyjemy wszelkich środków, aby pogłębić świadomość chłopów, oświecić ich, zbliżyć do klasy robotniczej jako do wodza naszej rewolucji — i osiągniemy to, że chłopstwo stawać się będzie coraz mocniejszym i coraz pewniejszym sojusznikiem proletariatu w naszym kraju.

A gdy na Zachodzie wybuchnie rewolucja, chłopstwo będzie już całkiem okrzepłe i stanie się jednym z najwierniejszych sojuszników klasy robotniczej naszego kraju.

Tak należy rozumieć stosunek komunistów do chłopstwa jako sojusznika klasy robotniczej.

Z prolet. pozdrowieniem
J. Stalin

9 luty 1926 r.

 Przypisy:

1.   Mowa o przemówieniu J. W. Stalina „Przyczynek do zagadnienia proletariatu i chłopstwa”, wygłoszonym 27 stycznia 1925 r. na XIII gubernialnej konferencji moskiewskiej organizacji RKP(b) w czasie omawiania kwestii pracy na wsi (patrz J.W.Stalin, Dzieła, wyd. ros., t. 7, str. 25—33).

Mao Tse-Tung – O dyktaturze demokratycnzej ludowej

Dnia 1 lipca 1949 roku upływa 28 lat od chwili powstania Ko­munistycznej Partii Chin. Podobnie jak człowiek przeżywa ona okres dzieciństwa, młodości, wieku dojrzałego i starości. Komuni­styczna Partia Chin nie jest już dzieckiem, ani też młodzieńcem, liczącym mniej niż 20 lat. Osiągnęła ona wiek dojrzały. Kiedy czło­wiek się zestarzeje, umiera. To samo dzieje się z partią. Kiedy znikną klasy, narzędzie walki klasowej — to partie polityczne i aparat państwowy stracą swe funkcje, przestaną być niezbędne i stopniowo zanikną kończąc swą misję historyczną. W ten sposób osiągnięty zostanie wyższy stopień rozwoju społeczeństwa ludzkiego.

Partia nasza różni się radykalnie od partii politycznych burżuazji. Boją się one mówić o zanikaniu klas, władzy państwowej i partii. My natomiast oświadczamy otwarcie, że toczymy zaciekłą walkę właśnie o stworzenie warunków, które przyśpieszą zlikwi­dowanie wszystkich tych czynników. Partia komunistyczna i wła­dza państwowa dyktatury ludowej stwarzają właśnie takie wa­runki. Kto nie uznaje tej prawdy, nie jest komunistą. Młodzi towarzysze, którzy dopiero co wstąpili do partii i nie studiowali podstaw marksizmu-leninizmu, być może nie zrozumieją tej prawdy. Powinni oni tę prawdę zrozumieć, aby wytworzyć sobie słuszny światopogląd. Powinni oni zrozumieć, że całe społeczeństwo musi przebyć etap zanikania klas, władzy państwowej i partii. Jest to jedynie kwestia czasu oraz warunków. Na całym świecie komuniści są ludźmi na wyższym poziomie rozwoju niż burżuazja. Ro­zumieją oni prawa rządzące powstaniem i rozwojem zjawisk. Ro­zumieją oni dialektyką i spoglądają daleko w przyszłość. Burżuazji nie podoba się ta prawda, nie chce bowiem ona zostać oba­loną przez naród.

Boli ją świadomość, że może ona być obalona w podobny spo­sób, jak obaliliśmy reakcjonistów kuomintangowskich i podobnie jak my i narody rozmaitych krajów obaliły imperializm japoński. Co się tyczy klasy robotniczej, ludności pracującej i komunistów, to kwestia obalenia nie wchodzi w grę. Stoi bowiem przed nimi kwestia ciężkiej pracy i stworzenia warunków stopniowego zani­kania klas, władzy państwowej i partii politycznych, aby ludz­kość mogła wkroczyć na drogę komunizmu światowego.

Poruszyliśmy tutaj kwestię perspektyw rozwoju ludzkości, pra­gnąc wyjaśnić następujące zagadnienia: partia nasza ukończyła 28 lat życia. Wiadomo powszechnie, że lata te upływały nie w wa­runkach pokojowych, lecz w warunkach wielkich trudności. Wy­padło nam walczyć z wrogami wewnątrz kraju i poza jego gra­nicami, wewnątrz partii i poza nią. Wdzięczni jesteśmy Marksowi, Engelsowi, Leninowi i Stalinowi, którzy uzbroili nas w oręż walki. Orężem tym są nie karabiny maszynowe, lecz marksizm-leninizm. W napisanej w roku 1920 książce pt. „Dziecięca choroba lewicowości w komunizmie” Lenin opisuje, jak Rosjanie tworzyli teorię rewolucyjną. Po kilkudziesięciu latach trudności i doświadczeń do­szli oni ostatecznie do marksizmu. W sytuacji Chin i Rosji przed­rewolucyjnej jest wiele cech identycznych lub też podobnych. I tu, i tam ucisk feudalny był jednakowy.

Identyczne też było ich zacofanie gospodarcze i kulturalne Oby­dwa kraje były zacofane, a Chiny — nawet w wyższym stopniu. Ludzie postępu toczyli zaciekłą walkę, poszukując prawdy rewo­lucyjnej dla odbudowy narodowej. Zjawiska te są identyczne w obydwu krajach.

Po tym, jak Chiny przegrały wojnę opiumową w roku 1840, postępowi Chińczycy napotykali na niezliczone trudności w poszu­kiwaniu prawdy w krajach zachodnich. Hun Sin-Tsuen, Kang Ju-wei, Jung-Fu i Sun Jat-sen stanowili ową grupę ludzi, usiłujących znaleźć prawdę na Zachodzie jeszcze przed powstaniem Komuni­stycznej Partii Chin. W owym czasie ci Chińczycy, którzy dążyli do postępu, czytali wszystkie książki, zawierające nowe doktryny zachodnie. Liczba osób, które wyjeżdżały na studia do Japonii, Anglii, Ameryki, Francji, Niemiec, dosięgała imponujących cyfr. Dokładano wszelkich starań, aby uczyć się od Zachodu. Stary sy­stem egzaminów, uprawniający do objęcia urzędów państwowych, został zniesiony, a ilość szkół wzrosła. I ja uczyłem się w ten sposób w młodości. Była to kultura zachodniej demokracji burżuazyjnej albo też tzw. nowa szkoła, obejmującą doktryny socjologiczne oraz nauki przyrodnicze owej epoki i stanowiąca przeciwieństwo kultury feudalizmu chińskiego.

Ludzie, którzy zdobyli nową wiedzą, byli przez dłuższy czas przekonani, że ta nowa szkoła zbawi Chiny. Poza przedstawicie­lami starej szkoły tylko znikoma liczba przedstawicieli nowej szko­ły wątpiła o tym. Zdaniem ich, jedyna droga do zbawienia kraju polegała na przeprowadzeniu reform. W tym celu należało uczyć sią od Zachodu. Spośród obcych mocarstw tego okresu jedynie kraje zachodnio-kapitalistyczne były postępowe. Kraje te utworzyły współczesne państwo burżuazyjne. Ucząc się od Zachodu. Japoń­czycy osiągnęli poważne wyniki. Chińczycy chcieli również uczyć się u Japończyków. W owym czasie w oczach Chińczyków Rosja uchodziła za kraj zacofany i jedynie nieliczni pragnęli się od niej uczyć. Tak więc począwszy od 40-ych lat ubiegłego wieku do po­czątku XX wieku Chińczycy uczyli się od państw zagranicznych. Agresja imperialistyczna zniweczyła marzenia Chińczyków i ich złudzenia, że należy uczyć się od Zachodu. W rzeczy samej czyż to nie dziwne, że nauczyciele zawsze dokonują inwazji na teryto­ria uczniów? Chińczycy wiele nauczyli się od Zachodu, ale wszy­stko to, czego się oni dowiedzieli, nie mogło być wcielone w życie. Nie mogli oni zrealizować swych ideałów. Wielokrotnie zrywali się do walki — między innymi należy wspomnieć o tak szerokim ruchu jak rewolucja w 1911 roku—lecz za każdym razem ponosili porażki.

Pierwsza wojna światowa wstrząsnęła całym światem. W wy­niku Rewolucji Listopadowej Rosjanie utworzyli pierwsze na świecie państwo socjalistyczne. Pod kierownictwem Lenina i Sta­lina wybuchła na kształt wulkanu energia rewolucyjna wielkiego proletariatu rosyjskiego i rosyjskich mas pracujących, znajdująca się dotąd w stanie utajonym, niedostrzegalnym dla cudzoziemców.

W tym okresie cała ludzkość, włącznie z Chińczykami rozmaicie ustosunkowała się do Rosjan. Dopiero w tym momencie Chińczycy, którzy poświęcali się pracy ideologicznej, wkroczyli w zupełnie nową erę. Uświadomili sobie ogólnoludzka istotę marksizmu-leninizmu, uświadomili sobie, że daje się on  zastosować we wszystkich warunkach. I oblicze Chin zmieniło się nie do pozna­nia. Chińczycy przyjęli marksizm w wyniku jego zastosowania przez Rosjan.

Przed wybuchem Rewolucji Listopadowej Chińczycy nie tylko nie znali Lenina i Stalina, nie znali oni również Marksa i Engelsa. Głos marksizmu-leninizmu dobiegł do naszych uszu dopiero z hu­kiem wystrzałów Rewolucji Listopadowej. Rewolucja Listopado­wa pomogła elementom postępowym całego świata, w tej liczbie i Chin, zastosować proletariacki pogląd na świat, by zdecydować o losach kraju i zrewidować swe własne problemy. Wniosek był jeden — iść za przykładem Rosjan.

W roku 1919 zrodził się w Chinach „ruch 4 maja”, a w roku 1921 utworzona została Chińska Partia Komunistyczna. Gdy Sun Jat-sen stracił już wszelkie nadzieje, wybuchła Rewolucja Listo­padowa i założona została Komunistyczna Partia Chin. Sun Jat- sen powitał Rewolucję Listopadową, powitał z zadowoleniem po­moc udzieloną przez Rosjan Chińczykom, odniósł się pozytywnie do współpracy z Komunistyczną Partią Chin.

Po śmierci Sun Jat-sena objął władzę Czang Kai-szek. W ciągu 20 lat swego panowania Czang Kai-szek wpędził Chiny w rozpacz­liwą sytuację. W ciągu tego czasu w antyfaszystowskiej drugiej wojnie światowej, w której główną rolę odegrał Związek Radziec­ki, rozgromiono 3 wielkie mocarstwa imperialistyczne, dwa inne wielkie mocarstwa imperialistyczne znacznie osłabły, nie poniósł jedynie strat jeden kraj imperialistyczny — Stany Zjednoczone. Jednakże kryzys wewnętrzny w Stanach Zjednoczonych ma bar­dzo poważny charakter, Stany Zjednoczone pragną ujarzmić cały świat. Pomagały one Czang Kai-szekowi uzbrajając jego armię w celu zniszczenia kilku milionów Chińczyków.

Pod kierownictwem Komunistycznej Partii Chin, po wypędzeniu imperialistów japońskich naród chiński prowadził w ciągu trzech lat wojnę wyzwoleńczą i osiągnął wielkie zwycięstwo. W ten sposób cywilizacja zachodniej burżuazji, demokracja „burżuazyjna i burżuazyjna republika zbankrutowały w oczach narodu chińskie­go. Demokracja burżuazyjna ustąpiła miejsca demokracji ludowej pod kierownictwem klasy robotniczej. A republika burżuazyjna ustąpiła miejsca republice ludowej. W ten sposób stworzono możli­wość osiągnięcia socjalizmu i komunizmu poprzez republikę lu­dową, możliwość zlikwidowania klas i osiągnięcia komunizmu światowego. Kang Ju-wei napisał książkę o komunizmie świato­wym, jednakże nie znalazł i nie mógł znaleźć doń drogi. Republika burżuazyjna istniała w innych krajach, ale nie mogła istnieć W Chinach, które były krajem uciskanym przez imperialistów. Je­dyna droga do zniesienia klas, droga do komunizmu światowego wiedzie przez republikę ludową pod kierownictwem klasy robot­niczej. Wypróbowano już wszelkie inne sposoby, lecz wszystkie za­wiodły. Ci, którzy zaczęli działać na podstawie jakichkolwiek innych teorii, okazali się bądź rozbici, bądź uświadomili sobie swe błędy, bądź też zmieniają swe przekonania. Wydarzenia rozwijają się z taką szybkością, że wielu ludzi zostało zaskoczonych. I jest rze­czą zrozumiałą, że ludzie ci chcą uczyć się od nowa. Dążenia te możemy jedynie powitać z zadowoleniem.

Czołowy oddział proletariatu chińskiego przestudiował po Re­wolucji Listopadowej marksizm-leninizm i utworzył Komunistycz­ną Partią Chin. Następnie awangarda proletariatu chińskiego roz­poczęła walkę polityczną i przebyła 28-letnią, pełną zygzaków dro­gę walki, zanim zdołała odnieść zwycięstwo. Te doświadczenia 28 lat walki, podobnie jak „doświadczenia 40 lat”, o których mowa jest w testamencie Sun Jat-sena, pozwalają nam wyciągnąć ogól­ny wniosek, a mianowicie: „Musimy być święcie przekonani, że w celu odniesienia zwycięstwa powinniśmy zbudzić masy narodu i zjednoczyć się we wspólnej walce z tymi narodami świata, które uważają nas za równouprawniony naród”.

Sun Jat-sen różnił się od nas światopoglądem, określał i roz­strzygał zagadnienia z innego klasowego punktu widzenia, ale je­śli chodzi o zagadnienie walki przeciwko imperializmowi na prze­strzeni XX wieku, to doszedł on do wniosku, który w zasadzie zgo­dny jest z naszymi wnioskami.

Od chwili śmierci Sun Jat-sena minęły 24 lata i pod kierowni­ctwem Komunistycznej Partii Chin chińska teoria i praktyka re­wolucyjna zrobiły ogromny krok naprzód, zmieniając radykalnie oblicze Chin. Wśród przemian, dokonanych przez naród chiński, należy wymienić przede wszystkim dwa zasadnicze momenty:

1)    Przebudzenie się świadomości mas ludowych kraju. Fakt ten oznacza zjednoczenie klasy robotniczej, chłopów, drobnomieszczań­stwa i burżuazji narodowej w jednolity front, pod kierownictwem klasy robotniczej oraz utworzenie państwa, w którym władzę spra­wuje dyktatura demokracji ludowej z klasą robotniczą na czele w oparciu o sojusz robotniczo-chłopski.

2)    Zjednoczenie we wspólnej walce z krajami, traktującymi nas jako równouprawniony naród, jak również zjednoczenie z ludami wszystkich krajów. Oznacza to sojusz z ZSRR, sojusz z krajami nowej demokracji w Europie i sojusz z proletariatem i masami ludowymi pozostałych krajów w celu utworzenia jednolitego fron­tu międzynarodowego.

Powiadają nam: „Patrzycie tylko w jedną stronę”. Tak jest w istocie. 40-letnie doświadczenie Sun Jat-sena i 28-letnie doświad­czenia partii komunistycznej przekonały nas niezbicie, że w celu osiągnięcia i utrwalenia zwycięstwa powinniśmy trzymać się je­dnej strony. Doświadczenia 40 lat i doświadczenia 28 lat wskazują nam, ze cały bez wyjątku naród chiński powinien stanąć albo po strome imperializmu, albo po stronie socjalizmu. Nie może on iść na kompromis i pozostawać gdzieś pośrodku między nimi. Trzecia droga nie istnieje. Walczymy przeciwko klice reakcyjnej Czang Kai-szeka grawitującej w stronę imperializmu. Wypowiadamy się też przeciwko wszelkim złudzeniom na temat jakiejkolwiek trze­ciej drogi. Nie tylko w Chinach, ale i na całym świecie należy opowiedzieć się po stronie imperializmu, albo też — socjalizmu. Neutralność jest jedynie maskaradą. Trzecia droga nie istnieje.

Powiadają nam- „Zachowujecie się zbyt wyzywająco”. Chodzi o to jak mamy postępować z reakcjonistami chińskimi i zagranicz­nymi i ich psami łańcuchowymi, a nie—z pozostałymi ludźmi. Co się tyczy reakcjonistów chińskich i zagranicznych, to tu o żadnym wyzywającym zachowaniu się nie może być mowy, ponieważ nie ma między nimi żadnej różnicy, zarówno jedni jak i drudzy są reakcjonistami. Jedynie w drodze przeprowadzenia linii demarkacyjnej między reakcjonistami a rewolucjonistami, jedynie w dro­dze zdemaskowania celów i sprzysiężeń reakcjonistów z jednocze­snym zachowaniem czujności szeregów rewolucyjnych i jedynie w drodze podwyższenia własnego poziomu moralnego możemy izo­lować, zwyciężyć i zdławić reakcjonistów. Mając do czynienia z ta­ką bestią, nie możemy sobie pozwolić na żaden przejaw tchórzliwości. Powinniśmy wziąć za wzór U-Suna (jeden ze 108 bohaterów powieści historycznej „Wszyscy ludzie są braćmi”), zabijającego tygrysa na moście Tsinjańskim. U-Sun uważał, że tygrys na moście Tsinjańskim będzie pożerał ludzi niezależnie od tego, czy bę­dzie on do tego sprowokowany, czy nie. Należy dokonać wyboru: albo zabić tygrysa, albo też zostać przez niego pożartym.

Powiadają nam: „Niezbędna jest dla nas wymiana handlowa”. Zupełnie słusznie. Powinniśmy rozwijać działalność handlową. Walczymy jedynie przeciwko własnym i cudzoziemskim reakcjo­nistom, przeszkadzającym nam prowadzić handel, ale nie wypo­wiadamy się przeciwko handlowi z zagranicą. Należy wiedzieć, że nikt inny jak imperialiści i ich lokaje — reakcyjna klika Czang Kai-szeka przeszkadza nam w stosunkach handlowych z mocar­stwami zagranicznymi, przeszkadza nam nawiązać z nimi sto­sunki dyplomatyczne. Gdy zespolimy wszystkie siły w kraju i za­granicą w celu zniszczenia reakcjonistów chińskich i zagranicznych, to wtedy rozwinie się handel i powstanie możliwość nawiązania stosunków dyplomatycznych z krajami zagranicznymi na podsta­wie równości i wzajemnej korzyści oraz wzajemnego poszanowa­nia suwerenności terytorialnej.

Powiadają nam: „Zwycięstwo jest możliwe również bez pomocy międzynarodowej”. Jest to pogląd błędny. W epoce istnienia impe­rializmu prawdziwa rewolucja ludowa w jakimkolwiek kraju nie może zwyciężyć bez pomocy międzynarodowych sił rewolucyjnych. Tak samo również niemożliwe jest utrwalenie osiągniętego już zwycięstwa.

Wielka Rewolucja Listopadowa odniosła zwycięstwo i została utrwalona tak, jak mówił nam o tym dawno Stalin. Właśnie w ten sposób rozgromiono trzy mocarstwa imperialistyczne i utworzono kraje nowej demokracji. Tak właśnie przedstawia się i będzie się przedstawiać sprawa z narodem Chin, obecnie i w przyszłości. Bo pomyśleć tylko: gdyby nie było Związku Radzieckiego, gdyby nie osiągnięcie zwycięstwa w antyfaszystowskiej drugiej wojnie światowej, gdyby – a jest to rzecz szczególnej wagi dla nas – nie rozgromiono imperializmu japońskiego – gdyby w Europie nie zostały utworzone kraje nowej demokraci, gdyby nie wzrastała coraz bardziej walka uciśnionych krajów Wschodu, gdyby nie by o walki mas ludowych w Stanach Zjednoczonych, Anglii, Francji, Niemczech, Włoszech, Japonii i w innych krajach kapitalistycz­nych przeciwko reakcyjnej klice rządzącej, powtarzam, gdyby nie było wszystkich tych czynników, to presja międzynarodowych sił reakcji byłaby o wiele silniejsza, niż obecnie. Czy w takich oko­licznościach można byłoby odnieść zwycięstwo? Oczywiście, że nie. Podobnie też — nawet w razie jego osiągnięcia — byłoby rzeczą niemożliwą jego utrwalenie. Naród chiński ma w tej dziedzinie wielkie doświadczenia. Wyrazem tego doświadczenia dawno już stała się przedśmiertna wypowiedź Sun Jat-sena o zjednoczeniu z międzynarodowymi siłami rewolucyjnymi.

Powiadają nam, że obecnie „potrzebujemy pomocy rządu angiel­skiego i amerykańskiego”. W obecnym momencie jest to dziecinne rozumowanie. W obecnym momencie w Anglii i Stanach Zjedno­czonych ciągle jeszcze rządzą imperialiści. Czy udzielą oni pomo­cy państwu ludowemu? Gdybyśmy pozostawali w stosunkach han­dlowych z tymi krajami lub też uważali, że w przyszłości kraje te gotowe są udzielić nam pożyczki na korzystnych dla obu stron warunkach, to jaka byłaby tego istotna przyczyna? Stałoby się tak jedynie dlatego, że kapitaliści tych krajów są żądni zysków że bankierzy ich pragną uzyskać procenty dla złagodzenia kryzysu a nie dlatego, że chcą pomóc narodowi chińskiemu. Partie komunistyczne, jak również partie i grupy postępowe w tych krajach pracują obecnie nad nawiązaniem z nami kontaktów handlowych a nawet stosunków dyplomatycznych. Jest to dowód dobrej woli’ jest to pomoc. I działalności tej nie można stawiać na równi z dzia­łalnością burżuazji w tych krajach. Wciągu całej swej działalno­ści Sun Jat-sen niejednokrotnie zwracał s:ę do krajów imperia­listycznych z prośbą o pomoc. Ale wszystkie te prośby były da­remne. Zamiast pomocy spotykał się on jedynie z zaciekłymi ata­kami. Tylko jeden raz doczekał się Sun Jat-sen pomocy: pomocy Związku Radzieckiego. Odsyłam czytelnika do testamentu Sun Jat-sena, w którym radzi on narodowi,  aby nie zwracał się do krajów imperialistycznych z prośbą opomoc. Radzi on narodowi „zjednoczyć się z narodami świata, traktującymi nas, jak naród o równych prawach”. Sun Jat-sen miał doświadczenie — oszukano go. Powinniśmy pamiętać jego słowa, i nie dać się ponownie oszukać.

Co się tyczy spraw międzynarodowych, należymy do obozu antyimperialistycznego, ze Związkiem Radzieckim na czele i liczymy na prawdziwie przyjacielską pomoc tego obozu, a nie na pomoc obozu imperialistycznego.

Powiadają nam: „wprowadzacie dyktaturę”. Ależ tak, drodzy panowie. Macie słuszność. Rzeczywiście wprowadzamy dyktaturą Nabyte przez naród chiński doświadczenia kilku dziesiątków lat wskazują nam na konieczność wprowadzenia dyktatury demokracji ludowej Znaczy to, że reakcjoniści powinni być pozbawieni prawa wyrażania swego zdania, a tylko naród może mieć prawo głosu, prawo wyrażania swej opinii. Cóż to jest „naród”? Na obecnym etapie — do narodu należy zaliczyć w Chinach klasą robotniczą, klasę chłopską, drobną burżuazję i burżuazję narodową. Pod kie­rownictwem klasy robotniczej i partii komunistycznej klasy te zje­dnoczyły się w celu założenia własnego państwa i dokonania wy­boru własnego rządu dla wprowadzenia dyktatury nad pachołka­mi imperializmu — klasą obszarników i kapitałem biurokratycz­nym. Wszystko to po to, aby ich zgnieść i pozwolić im na dzia­łalność jedynie w granicach określonych prawem, a nie dopuścić, aby w słowach swych i czynach przekraczali granicą. A jeśli spró­bują oni przekroczyć te granice w słowach i czynach, będzie im to uniemożliwione i zostaną oni natychmiast ukarani.

System demokratyczny winien być realizowany w łonie lu­du, lud musi mieć zapewnioną wolność słowa, zebrań i organi­zacji. Z prawa głosu ma korzystać jedynie lud, a nie reakcjoniści. Dwa te aspekty, a mianowicie: demokracja dla ludu i dyktatura nad reakcją stanowią łącznie dyktaturę demokracji ludowej.

Dlaczego ma właśnie być tak, a nie inaczej? Jest rzeczą oczywi­stą. że gdyby tego nie było, to rewolucja poniosłaby klęskę, na­ród wpadłby w nieszczęście, a państwo zginęłoby.

Powiadają nam: „Czyż nie chcecie zniszczyć władzy państwo­wej?”. Istotnie pragniemy tego, ale jeszcze nie teraz. Nie możemy obecnie zniszczyć władzy państwowej. Dlaczego? Dlatego że im­perializm wciąż jeszcze istnieje, wciąż jeszcze istnieją reakcjoniści chińscy, istnieją klasy w kraju. Nasze zadanie polega obecnie na na wzmocnieniu aparatu państwa ludowego. Dotyczy to głównie armii ludowej, policji ludowej i ludowego sądownictwa, dotyczy obrony narodowej i obrony interesów narodu. Jest to niezbędny warunek nieustannego rozwoju Chin pod kierownictwemklasy robotniczej i partii komunistycznej, niezbędny warunek alby z kraju rolniczego Chiny stały się krajem przemysłowym i przeszły od nowej demokracji do społeczeństwa socjalistycznego i komunistycznego, aby zniesione zostały klasy i powstał światowy komunizm. Armia, policia i sąd państwowy są klasowym narzędziem ucisku klas. Dla wrogich nam klas aparat państwowy jest narzędziem ucisku. Jest to narzędzie przemocy, a nie — „tolerancji”. 

Powiadają Sam: „jesteście nietolerancyjni”. To prawda. Wypo­wiadamy się zdecydowanie przeciwko władzy, tolerującej reakcyj­ną działalność reakcjonistów i klas reakcyjnych. Sprawujemy władzę w sposób tolerancyjny jedynie w stosunku do narodu, nic zas w stosunku do reakcyjnej działalności wsteczników i klas wstecz­nych znajdujących się poza nawiasem narodu. Państwo ludo­we broni ludu. Tylko w państwie ludowym lud może korzystać z demokratycznych metod rządzenia w skali narodowej i może swo­bodnie wychowywać się w celu wyzwolenia spod wpływu reakcjo­nistów w kraju i zagranicą (obecnie wpływ ten jest jeszcze bardzo wielki. Będzie on jeszcze istniał przez dłuższy czas i nie może być szybko wykorzeniony). Ma on wszelkie dane, aby oduczyć się złych nawyków i wykorzenić naleciałości szkodliwych ideologii, zaszczepionych mu w starym społeczeństwie; aby nie pójść po błę­dnej drodze, wskazywanej przez reakcjonistów, ale kroczyć na­przód i rozwijać się w kierunku wiodącym do społeczeństwa so­cjalistycznego i komunistycznego.

Stosowane przez nas w tej dziedzinie metody są metodami de­mokratycznymi. Stosujemy metody perswazji, a nie przymusu. Jeśli ludzie będą postępować w sposób sprzeczny z prawem, to będą oni karani więzieniem lub nawet mogą zostać skazani na karę śmierci. Ale są to wypadki sporadyczne, różniące się zasa­dniczo od dyktatury, stosowanej wobec klasy reakcyjnej, jako kla­sy. Po obaleniu ustroju politycznego reakcjonistów,  klasa reakcyj­na, a nawet klika reakcyjna również otrzyma do dyspozycji ziemię, otrzyma pracę i możliwość egzystencji,  aby pracując mogły się one zmienić i wychować w innym duchu oczywiście — pod wa­runkiem, że nie będą się uciekały do powstań, dywersji i sa­botażu. O ile nie zechcą pracować, to państwo ludowe zmusi je do pracy. Dalej: będzie wśród nich rozwijana działalność polityczno-propagandowa i oświatowa, podobnie jak postępowaliśmy w sto­sunku do oficerów — jeńców wojennych. Takie metody rządzenia można również nazwać metodami życzliwymi, nacechowanymi to­lerancją. Ale zarządzenia te przeprowadzamy w drodze przymusu w stosunku do byłych klas wrogich i pracy tej nie można stawiać na jednej płaszczyźnie z naszą działalnością wychowawczą w stosunku do ludu rewolucyjnego. Tego rodzaju wykorzenię złych nawyków z klas reakcyjnych może być realizowane jedynie w państwie dyktatury demokracji ludowej.

Jeśli akcja ta przeprowadzona będzie w sposób należyty to głó­wne klasy wyzyskujące Chin – klasa obszarnicza i klasa kapitału biurokratycznego, względnie klasa kapitału monopolistycznego — w ostatecznym wyniku zostaną zdruzgotane. Co się tyczy drugiej klasy wyzyskiwaczy — burżuazji narodowej, to w obecnym eta­pie wśród klasy tej można rozwinąć wielką działalność wychowaw­czą. Gdy zrealizujemy socjalizm, innymi słowy — gdy nastąpi na­cjonalizacja przedsiębiorstw prywatnych, to burżuazja narodowa może być nadal wychowywana w duchu socjalistycznym. Naród dzierży w rękach potężny aparat władzy państwowej i naród nie boi się powstań burżuazji narodowej.

Poważnym zagadnieniem jest wychowanie chłopów. Gospodar­stwa chłopskie są rozdrobnione. Sądząc z doświadczeń Związku Radzieckiego wiemy, że socjalizacja rolnictwa wymaga wiele cza­su i wiele pracy. Bez socjalizacji rolnictwa całkowity i trwały ustrój socjalistyczny jest nie do pomyślenia. W celu socjalizacji rolnictwa należy rozwinąć potężny przemysł z przewagą przemy­słu państwowego. Państwo dyktatury demokracji ludowej powin­no krok za krokiem rozstrzygać zagadnienia uprzemysłowienia kraju.

Sprawa ta nie dotyczy zagadnienia gospodarczego w jego istocie, toteż nie będziemy się nad nią rozwodzić tutaj szczegółowo.

W roku 1924 I Narodowy Kongres Kuomintangu, którego obra­dami kierował osobiście Sun Jat-sen i w którym brali udział ko­muniści, proklamował znany manifest, który głosił między inny­mi, że tak zwany system demokratyczny w krajach nowoczesnych często monopolizowany jest przez klasę burżuazji i przekształ­ca się w narzędzie ucisku narodu. „Ale demokracja kuomintangowska jest udziałem całego narodu, nie zaś osobistym przywilejem mniejszości”. Jeśli pominiemy kwestię, kto ma kierować, a kto wi­nien być kierowany, to wyżej wzmiankowana demokracja z punk­tu widzenia ogólnego programu politycznego pokrywa się z demo­kracją ludową czy też nową demokracją, o której jest mowa. Jeśli system państwowy, będący udziałem całego narodu, nie zaś osobistym przywilejem burżuazji, uzupełnimy jeszcze rolą kie­rowniczą klasy robotniczej, to ten system będzie dyktaturą de­mokracji ludowej. Czang Kai-szek zdradził Sun Jat-sena, używając dyktatury kapitału biurokratycznego i obszarników, jako narzę­dzia ucisku narodu chińskiego. Ta kontrrewolucyjna dyktatura istniała 22 lata, a obecnie została obalona pod naszym kierownictwem przez naród chiński.

Reakcjoniści zagraniczni, potępiający nas za „dyktaturę” i „to­talizm”, są faktycznie właśnie tymi ludźmi, którzy realizują dyk­taturę i totalizm jednej klasy — burżuazji — wobec proletariatu i pozostałej ludności. Są to właśnie ci ludzie, o których Sun Jat- sen mówił jako o klasie burżuazji w krajach nowoczesnych uciskającej naród Czang Kai-szek przejął swój system dyktatury kontrrewolucyjnej od swych współwyznawcówreakcyjnych. Filozof dynastii Sun Tsu-si napisał wiele książek i wygłosił wiele przemówień, z których obecnie wiele już poszło w zapomnienie. Jed­nakże dotychczas pamiętamy jeden jego aforyzm: „Traktuj innych tak jak oni ciebie traktują”. Tak właśnie my postępujemy obec­nie. A oznacza to w naszej interpretacji: postępuj z imperialistami i ich pachołkami — reakcyjną kliką Czang Kaj-szeka, tak jak oni postępowali z innymi. Tylko to i nic innego.

Dyktatura rewolucyjna stanowi przeciwieństwo dyktatury kontr­rewolucyjnej. Pierwsza uczyła się u drugiej. Ma to doniosłe zna­czenie, bowiem jeśli rewolucyjny lud nie nauczy się metod pano­wania nad klasami kontrrewolucyjnymi, to nie zdoła on utrzymać swego ustroju, który zostanie obalony przez chińską i zagraniczną klikę reakcyjną. W tym wypadku klika reakcyjna w Chinach i za­granicą przywróciłaby swe panowanie w Chinach, co przyniosłoby nieszczęścia i cierpienia rewolucyjnemu ludowi.

Podstawą dyktatury demokracji ludowej jest sojusz klasy ro­botniczej i chłopstwa, drobnej burżuazji miejskiej, a przede wszy­stkim sojusz klasy robotniczej i chłopstwa, gdyż stanowią one 80 — 90% ludności chińskiej. Imperializm i reakcyjna klika kuomintangowska zostały obalone głównie siłami klasy robotniczej i chłop­skiej. Przejście od nowej demokracji do socjalizmu zależy głów­nie od sojuszu tych dwóch klas. Dyktaturą demokracji ludowej kierować powinna klasa robotnicza, albowiem jedynie ona jest kla­są najbardziej dalekowzroczną, sprawiedliwą pozbawioną egoizmu i rewolucyjnie konsekwentną. Historia całej rewolucji świadczy, że bez kierownictwa klasy robotniczej rewolucja skazana jest na klęskę. Natomiast pod kierownictwem klasy robotniczej rewolucja zwycięży. W epoce imperializmu żadna inna klasa w żadnym in­nym kraju nie może doprowadzić prawdziwej rewolucji do zwy­cięstwa. Wykazał to w niezbity sposób fakt, że chińska drobna burżuazja i burżuazja narodowa wielokrotnie stawały na czele rewolucji i za każdym razem ponosiły porażki.

W obecnym etapie burżuazja narodowa ma bardzo doniosłe zna­czenie. Przebywamy jeszcze stale w okrążeniu imperialistycznym, a imperializm to okrutny wróg. Realizacja prawdziwej niezawisłości gospodarczej w Chinach wymaga jeszcze wiele czasu. Jedynie wówczas, gdy przemysł chiński osiągnie pełny rozwój i Chiny nie będą uzależnione gospodarczo od mocarstw zagranicznych jedynie wtedy osiągniemy całkowitą niezawisłość. Udział nowo­czesnego przemysłu chińskiego w ogólnej gospodarce narodowej wciąż jeszcze jest znikomy. Nie rozporządzamy wiarygodnymi da­nymi, ale pewne dane pozwalają nam przypuszczać, że przemysł nowoczesnego typu stanowi jedynie około 10 ogólnej produkcji przemysłowej gospodarki narodowej całego kraju.

Abyśmy mogli dać sobie radę z presją imperialistów i pchnąć zacofaną gospodarkę na drogę postępu, musimy wyzyskać w Chi­nach wszystkie przedsiębiorstwa kapitalistyczne, zarówno miejskie, jak i wiejskie, które przynoszą korzyści gospodarce narodo­wej i nie wyrządzają szkody stopie życiowej narodu. Dlatego tez musimy zjednoczyć się z burżuazją narodową we wspólnej walce. Nasza obecna polityka polega na ograniczeniu kapitalizmu, a nie na jego unicestwieniu.

Jednakże burżuazja narodowa nie może przewodzić rewolucji, jak również nie powinna zajmować stanowiska kierowniczego w państwie, albowiem sytuacja społeczna i gospodarcza burżuazji narodowej jest przyczyną jej słabości, braku dalekowzroczności i śmiałości, a także powoduje u wielu jej przedstawicieli lęk przed masami.

Sun Jat-sen nawoływał do „przebudzenia mas”, do „udzielenia pomocy chłopom i robotnikom”. Kto ma ich zbudzić i kto ma im pomagać? Zdaniem Sun Jat-sena powołana jest do tego burżuazja narodowa i drobna burżuazja. W rzeczywistości jednak jest to nie­osiągalne. 40-letnia działalność rewolucyjna Sun Jat-sena poniosła krach. Dlaczego? Dlatego, że w epoce imperializmu drobnomie­szczaństwo i burżuazja narodowa nie mogą przeprowadzić z powo­dzeniem pod swym kierownictwem żadnej prawdziwej rewolucji. Nasze 28-letnie doświadczenie jest zupełnie innego rodzaju. Roz­porządzamy cennym doświadczeniem, w którym na uwagę zasłu­gują w zasadzie trzy czynniki:

1)    Partia zdyscyplinowana, uzbrojona w teorię Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina, stosująca metodę samokrytyki i ściśle związana z masami.

2)    Armia będąca pod dowództwem tej partii.

3)    Jednolity front rozmaitych rewolucyjnych warstw społecz­nych i grup, kierowanych przez tę partię.

Tym właśnie różnimy się od naszych poprzedników. Opierając się na tych trzech czynnikach odnieśliśmy główne zwycięstwo, przebyliśmy ciężką drogę, tocząc walkę przeciwko prawicowym i lewicowym tendencjom oportunistycznym w partii. Kiedy popeł­niano poważne błędy, rewolucja ponosiła porażki. Błędy ‘i niepo­wodzenia nauczyły nas, uczyniły nas bardziej mądrymi. W ten spo­sób mogliśmy coraz lepiej pracować. Błędy są nieuniknione w ży­ciu każdej partii i każdej poszczególnej jednostki, ale my doma­gamy się zmniejszenia liczby tych omyłek. Gdy zaś popełnia się błąd, należy go naprawić, i to im szybciej i gruntowniej, tym lepiej.

Doświadczenie nasze możemy podsumować w następujący spo­sób: Dyktatura demokracji ludowej, opierająca się na sojuszu robotniczo-chłopskim pod kierunkiem klasy robotniczej (poprzez partię komunistyczną. Dyktatura ta powinna być uzgodniona z międzynarodowymi siłami rewolucyjnym. Oto nasza formuła, nasze zasadnicze doświadczenie, nasz główny program.

W ciągu 28 długich lat istnienia naszej partii dokonaliśmy tylko jednego dzieła: odnieśliśmy zwycięstwo w walce rewolucyjnej. Należy ten fakt podkreślić, ponieważ jest to zwycięstwo ludu, a przy tym – zwycięstwo w tak wielkim kraju jak Chiny. Jednakże wiele jeszcze pozostaje do zdziałania. To, czego dokonaliśmy w prze­szłości, stanowi dopiero pierwszy krok na naszej 10.000-milowej drodze. Musimy jeszcze zniszczyć wroga aż do ostatka i wypełnić ogromne zadanie budownictwa gospodarczego. Wkrótce sprawy, do których przywykliśmy, zostaną na uboczu. Będziemy musieli zająć się nowymi, nieznanymi nam pracami. Na tym polega tru­dność. Imperialiści uważają, że nie jesteśmy zdolni dać sobie radę z pracami w dziedzinie gospodarczej. Przypatrują się nam i ocze­kują w każdej chwili naszej klęski. Powinniśmy przezwyciężyć te trudności i nauczyć się tego, czego jeszcze nie umiemy. Musimy uczyć się pracy w dziedzinie gospodarczej od wszystkich bez wy­jątku, musimy uznać ich za naszych nauczycieli i uczyć się u nich. Nie powinniśmy udawać, że wszystko umiemy, jeśli czegoś nie umiemy. Nie powinniśmy kostnieć w biurokratyzmie. Musimy wziąć się do tych spraw. W ostatecznym wyniku opanujemy tę dziedzinę pracy. Jeśli nie w ciągu paru miesięcy, to za rok za dwa, a może za trzy czy pięć lat.

Początkowo wielu komunistów w Związku Radzieckim również nie wiedziało, jak pracować w dziedzinie gospodarczej a imperia­liści również spodziewali się ich klęski. Jednakże partia komuni­styczna Związku Radzieckiego odniosła zwycięstwo. Pod kierow­nictwem Lenina i Stalina zdołała ona nie tylko dokonać pracy rewolucyjnej, ale i pracy nad odbudową. Zbudowała ona już wiel­kie sławne państwo socjalistyczne. Partia komunistyczna Związku Radzieckiego jest naszym najlepszym nauczycielem, u którego powinniśmy się uczyć. Sytuacja międzynarodowa i wewnętrzna nam sprzyja. Możemy w pełni polegać na tak niezawodnym orężu jak dyktatura demokracji ludowej, by zespolić cały naród na terenie całego kraju (z wyjątkiem reakcjonistów) i niezachwianie kroczyć naprzód do celu.

„O trwały pokój, o demokrację ludową”, 15 lipca 1949 r

Stalin – O programie Kominternu

Przemówienie wygłoszone 5 lipca 1928 r.

Przede wszystkim, towarzysze, należy rozpatrzyć kwestię rozmiarów projektu programu Kominternu [1].

Powiadają, że projekt programu jest zbyt obszerny, przeładowany, żądają, aby go dwukrotnie, trzykrotnie skondensować, żądają, aby dać w programie kilka ogólnych sformułowań i na tym poprzestać, nazywając te sformułowania programem.

Sądzę, że żądania te są bezpodstawne. Ci, którzy żądają dwukrotnego czy nawet trzykrotnego skondensowania programu nie rozumieją zadań, jakie stały przed autorami projektu programu. Chodzi o to, że program Kominternu nie może być programem jednej jakiejś partii narodowej czy też, powiedzmy, programem tylko dla narodów „cywilizowanych”. Program musi obejmować wszystkie partie komunistyczne świata, wszystkie narodowości, wszystkie narody, zarówno białych, jak i czarnych. Na tym polega podstawowa i najbardziej charakterystyczna cecha projektu programu. Jak jednak ogarnąć podstawowe potrzeby i podstawowe linie pracy wszystkich sekcji Kominternu, i wschodnich, i zachodnich, kondensując program dwukrotnie lub trzy krotnie? Spróbujcie, towarzysze, rozwiązać   to  nierozwiązalne zadanie. Oto dlaczego sądzę, że skondensować program dwukrotnie lub trzykrotnie znaczy to uczynić zeń nic nie mówiący zbiór abstrakcyjnych formułek, które nic by nie mogły dać sekcjom Kominternu.

Przed autorami programu stało podwójne zadanie: z jednej strony — ogarnąć to, co najważniejsze i najistotniejsze we wszystkich partiach komunistycznych świata, z drugiej strony ogarnąć owo najważniejsze i najistotniejsze w taki sposób, by poszczególne tezy programu nie stanowiły czczych formułek, lecz dawały praktyczne zasady przewodnie najróżnorodniejszym krajom i narodom, najróżnorodniejszym partiom komunistycznym i grupom komunistycznym. Zgódźcie się, że rozwiązać to podwójne zadanie w krótkim i skondensowanym programie — to rzecz absolutnie nie do pomyślenia.

Najkomiczniejsze jest to, że ci sami towarzysze, którzy proponują dwukrotne lub trzykrotne skondensowanie programu, składają takie wnioski, których tendencją jest dwukrotne, a może nawet trzykrotne rozszerzenie obecnego projektu programu. Istotnie, jeśli dać w projekcie programu obszerne sformułowania o związkach zawodowych, o spółdzielczości, o kulturze, o mniejszościach narodowych w Europie itd., to czyż nie jest jasne, że żadne skondensowanie programu w ten sposób nie da się osiągnąć? Wypadłoby rozszerzyć obecny projekt programu dwukrotnie, a może nawet trzykrotnie.

To samo należy powiedzieć o towarzyszach, którzy żądają albo tego, by program był konkretną instrukcją dla partii komunistycznych, albo też — by program wyjaśniał absolutnie wszystko, aż do poszczególnych zawartych w nim tez włącznie. Po pierwsze, nie można mówić, że program ma być tylko instrukcją czy też przede wszystkim instrukcją. Jest to niesłuszne. Tego nie można wymagać od programu, nie mówiąc już o tym, że spełnienie takiego wymagania niesłychanie rozszerzyłoby rozmiary programu. Po drugie — program nie może wyjaśniać absolutnie wszystkiego, aż do zawartych w nim poszczególnych deklaratywnych czy teoretycznych tez włącznie. W tym celu istnieją komentarze do programu. Nie należy mieszać programu z komentarzami.

Druga kwestia dotyczy struktury programu i kolejności rozmieszczenia poszczególnych rozdziałów w projekcie programu.

Niektórzy towarzysze domagają się, by przenieść rozdział o ostatecznym celu ruchu, o komunizmie, na koniec programu. Sądzę, że żądanie to jest również nieuzasadnione. Między rozdziałem o kryzysie kapitalizmu a rozdziałem o okresie przejściowym jest w projekcie programu rozdział o komunizmie, o komunistycznym systemie gospodarki. Czy słuszne jest takie rozmieszczenie rozdziałów? Sądzę, że jest ono zupełnie słuszne. Nie można mówić o okresie przejściowym nie mówiąc uprzednio o tym systemie gospodarki, w danym wypadku o komunistycznym systemie gospodarki, do którego przejście zaleca program. Mowa jest o okresie przejściowym, o przejściu od kapitalizmu do innego systemu gospodarki. Ale przejście do czego, do jakiego mianowicie systemu — oto o czym należy powiedzieć, zanim scharakteryzuje się sam okres przejściowy. Program powinien prowadzić od nieznanego ku znanemu, od tego, co mniej znane, do bardziej znanego. Powiedzieć o kryzysie kapitalizmu, a następnie o okresie przejściowym, nie mówiąc uprzednio o tym, do jakiego systemu przejście ma się dokonać — znaczyłoby to zaplątać czytelnika i naruszyć elementarny wymóg pedagogiki, będący zarazem wymogiem struktury projektu programu.   Program zaś powinien przecież ułatwić sytuację czytelnika, jeśli idzie o doprowadzenie go od spraw mniej znanych do bardziej znanych, a nie utrudniać ją.

Inni towarzysze sądzą, że ustęp o socjaldemokracji nie powinien wchodzić do drugiego rozdziału projektu programu, gdzie mowa jest o pierwszej fazie rewolucji proletariackiej i o częściowej  stabilizacji kapitalizmu. Sądzą oni, że w ten sposób wysuwają kwestię struktury programu. Jest to niesłuszne, towarzysze. W rzeczywistości mamy tu do czynienia z zagadnieniem politycznym. Wyłączyć z drugiego rozdziału ustęp o socjaldemokracji — znaczy to popełnić błąd polityczny w jednym z podstawowych zagadnień — w zagadnieniu przyczyn częściowej stabilizacji kapitalizmu. Nie jest to sprawa struktury programu, lecz sprawa oceny sytuacji   politycznej w okresie częściowej stabilizacji, oceny kontrrewolucyjnej     roli    socjaldemokracji    jako    jednego z czynników tej stabilizacji. Towarzysze ci nie mogą nie wiedzieć, że nie możemy obejść się bez ustępu o socjaldemokracji w rozdziale o częściowej stabilizacji kapitalizmu, gdyż stabilizacji tej nie można wytłumaczyć  bez scharakteryzowania roli socjaldemokracji jako jednego z ważniejszych czynników tej stabilizacji. W przeciwnym razie trzeba by również usunąć z tego  rozdziału ustęp o faszyzmie, przenosząc ten ustęp, podobnie jak ustęp o socjaldemokracji, do rozdziału o partiach. Ale usunąć z rozdziału, w którym mowa o częściowej stabilizacji kapitalizmu, oba te ustępy — o faszyzmie  i  socjaldemokracji — znaczyłoby to rozbroić się i pozbawić się wszelkiej możliwości wyjaśnienia stabilizacji kapitalistycznej. Rzecz jasna, że nie możemy się na to zgodzić. Kwestia nepu i komunizmu wojennego. Nep jest to polityka dyktatury proletariackiej mająca na celu przezwyciężenie elementów kapitalistycznych i zbudowanie gospodarki socjalistycznej w drodze wykorzystania rynku, poprzez rynek, nie zaś w drodze bezpośredniej wymiany produktów, bez rynku i omijając rynek. Czy kraje kapitalistyczne — choćby najbardziej rozwinięte spośród nich — mogą obejść się bez nepu przy przejściu od kapitalizmu do socjalizmu? Sądzę, że nie mogą. Nowa polityka ekonomiczna ze swymi powiązaniami rynkowymi i wykorzystaniem tych powiązań rynkowych jest w tym czy innym stopniu absolutnie konieczna dla każdego kraju kapitalistycznego w okresie dyktatury proletariatu.

Są u nas towarzysze, którzy negują tę tezę. Cóż to jednak znaczy negować tę tezę?

Znaczy to, po pierwsze, zakładać, że natychmiast po dojściu proletariatu do władzy istnieć będą u nas stuprocentowo gotowe aparaty podziału i zaopatrzenia między miastem a wsią, między przemysłem a drobną wytwórczością, umożliwiające natychmiastowe ustanowienie bezpośredniej wymiany produktów, bez rynku, bez obrotu towarowego, bez gospodarki pieniężnej. Wystarczy tylko postawić to zagadnienie, by zrozumieć całą niedorzeczność takiego założenia.

Znaczy to, po drugie, zakładać, że rewolucja proletariacka ma po zdobyciu władzy przez proletariat stanąć na gruncie wywłaszczenia średniej i drobnej burżuazji, biorąc na swoje barki niezmierne brzemię zatrudnienia sztucznie stworzonych milionów nowych bezrobotnych i zapewnienia im środków egzystencji. Wystarczy tylko postawić to zagadnienie, by zrozumieć całą bezsensowność i głupotę takiej polityki dyktatury proletariackiej. Nep dlatego między innymi jest słuszna, że chroni dyktaturę proletariacką przed takimi i tym podobnymi trudnościami.

Z tego jednak wynika, że nep jest nieuniknioną fazą rewolucji socjalistycznej we wszystkich krajach.

Czy można to samo powiedzieć o komunizmie  wojennym? Czy można powiedzieć, że komunizm wojenny jest nieuniknioną fazą rewolucji proletariackiej?    Nie, nie można. Komunizm wojenny — to narzucona przez sytuację wojenną i interwencję polityka dyktatury proletariackiej, zmierzająca do ustanowienia bezpośredniej wymiany produktów między miastem a wsią nie   poprzez rynek, lecz omijając rynek, za pomocą   środków przede wszystkim natury pozaekonomicznej i częściowo wojskowej, polityka mająca na celu zorganizowanie takiego podziału produktów, który by mógł zapewnić zaopatrzenie rewolucyjnych armii na froncie i robotników w zapleczu. Jest rzeczą jasną, że gdyby nie było sytuacji wojennej i interwencji, nie byłoby też komunizmu wojennego.    Dlatego nie można  twierdzić, że komunizm wojenny jest ze stanowiska ekonomicznego nieuniknioną fazą rozwoju rewolucji proletariackiej.

Błędem byłoby sądzić,   że   dyktatura proletariacka w ZSRR rozpoczęła swą działalność ekonomiczną od komunizmu wojennego. Na to stanowisko staczają się niektórzy towarzysze. Ale jest to stanowisko niesłuszne. Przeciwnie, dyktatura proletariacka rozpoczęła swe budownictwo nie od komunizmu wojennego, lecz od proklamowania zasad tak zwanej nowej   polityki   ekonomicznej.    Wszyscy znają broszurę Lenina o „Najbliższych zadaniach Władzy Radzieckiej” [2], opublikowaną na początku 1918 roku,  w  której   Lenin dał pierwsze uzasadnienie   założeń   nowej    polityki   ekonomicznej. Wprawdzie   polityka  ta   została   chwilowo   przerwana wskutek interwencji i wrócić do niej wypadło dopiero po upływie trzech lat, po zlikwidowaniu wojny i interwencji.   Jednakże fakt, że dyktaturze   proletariackiej w ZSRR wypadło wrócić do zasad nowej polityki ekonomicznej, proklamowanych już na początku 1918 roku — okoliczność ta świadczy w sposób oczywisty, od czego dyktatura proletariacka powinna zacząć swoje budownictwo nazajutrz po rewolucji i na czym powinna opierać swoje budownictwo, jeśli oczywiście brać za punkt wyjścia względy natury ekonomiczne].

Miesza się czasem komunizm wojenny z wojną domową, utożsamia się pierwszy z drugą. Jest to oczywiście niesłuszne. Zdobycie władzy przez proletariat w październiku 1917 roku było bezwarunkowo formą wojny domowej. Ale niesłuszne byłoby twierdzić, że stosowanie komunizmu wojennego zaczęło się u nas w październiku 1917 roku. Można sobie najzupełniej wyobrazić stan wojny domowej bez stosowania metod komunizmu wojennego, bez wyrzeczenia się zasad nowej polityki ekonomicznej, jak to miało u nas miejsce na początku 1918 roku, przed interwencją.

Powiadają, że rewolucje proletariackie przebiegać będą w warunkach izolacji, wobec czego ani jedna rewolucja proletariacka nie może uniknąć interwencji, a więc i komunizmu wojennego. Jest to niesłuszne. Po osiągnięciu przez nas utrwalenia Władzy Radzieckiej w ZSRR, po wzroście partii komunistycznych w najważniejszych krajach kapitalizmu i umocnieniu się Kominternu nie może i nie powinno już być izolowanych rewolucji proletariackich. Nie można abstrahować od takich czynników, jak zaostrzający się kryzys kapitalizmu światowego, istnienie Związku Radzieckiego i wzrost komunizmu we wszystkich krajach. (Głos: „A jednak rewolucja na Węgrzech była izolowana”). To było w 1919 roku [3]. A teraz mamy rok 1928. Aby zrozumieć, jak bardzo względna i warunkowa jest argumentacja pewnych towarzyszy, wystarczy przypomnieć sobie rewolucję w Niemczech w 1923 roku [4], kiedy to dyktatura proletariacka w ZSRR przygotowywała się do udzielenia bezpośredniej pomocy rewolucji niemieckiej. (Głos: „Izolowana rewolucja w Niemczech, izolacja między Francją a Niemcami”). Mieszacie odległość przestrzenną z izolacją polityczną. Odległość przestrzenna ma oczywiście znaczenie. Nie można jednak mieszać jej z izolacją polityczną.

A robotnicy w krajach interwentów — czy sądzicie, że będą milczeć w razie interwencji, powiedzmy, w sprawy rewolucji niemieckiej i nie uderzą w zaplecze interwentów?

A ZSRR i jego proletariat — czy sądzicie, że rewolucja proletariacka w ZSRR będzie się spokojnie przyglądać bezeceństwom interwentów?

Aby zaszkodzić interwentom, nie trzeba bynajmniej koniecznie połączyć się w sensie przestrzennym z krajem rewolucji. W tym celu wystarczy ugodzić interwentów w najbardziej czułych punktach ich własnego terytorium, aby interwenci poczuli niebezpieczeństwo i zrozumieli całą realność solidarności proletariackiej. Przypuśćmy, że naruszyliśmy interesy burżuazyjnej Anglii w rejonie Leningradu, zadając jej poważne straty. Czy z tego wynika, że Anglia musi zemścić się na nas koniecznie w Leningradzie? Nie, nie wynika. Mogłaby zemścić się na nas gdzieś w Batumie, w Odessie, w Baku czy, powiedzmy, we Władywostoku. To samo należy powiedzieć o formach pomocy i poparcia udzielanego przez dyktaturę proletariacką rewolucji proletariackiej w jednym z krajów, powiedzmy, Europy przeciwko imperialistycznym interwentom.

Ale o ile nie można uznać interwencji, a więc i komunizmu wojennego za zjawisko konieczne dla wszystkich krajów, to jednak można i należy je uznać za mniej lub bardziej prawdopodobne. Toteż nie godząc się z argumentami tych towarzyszy zgadzam się z ich wnioskiem, że można by w projekcie programu zastąpić sformułowanie o możliwości komunizmu wojennego w krajach rewolucji proletariackiej przy określonej sytuacji międzynarodowej sformułowaniem o większym lub mniejszym prawdopodobieństwie interwencji i komunizmu wojennego.

Kwestia nacjonalizacji ziemi. Nie zgadzam się z towarzyszami, którzy proponują zmienić sformułowanie o nacjonalizacji ziemi dla krajów rozwiniętego kapitalizmu i domagają się proklamowania nacjonalizacji całej ziemi już w pierwszym dniu rewolucji proletariackiej w takich krajach.

Nie zgadzam się również z towarzyszami, którzy proponują w ogóle przemilczeć sprawę nacjonalizacji całej ziemi w krajach rozwiniętego kapitalizmu. Moim zdaniem, należałoby raczej powiedzieć o mającej nastąpić nacjonalizacji całej ziemi, jak też to zostało powiedziane w projekcie programu, i dodać, że drobnym i średnim chłopom gwarantuje się prawo użytkowania ziemi.

Nie mają racji towarzysze, którzy sądzą, że im bardziej rozwinięty jest kapitalizm w danym kraju, tym łatwiej przeprowadzić w nim nacjonalizację całej ziemi. Przeciwnie, im bardziej rozwinięty jest kapitalizm w danym kraju, tym trudniej przeprowadzić nacjonalizację całej ziemi, albowiem tym silniejsze są w nim tradycje prywatnej własności ziemi i tym trudniejsza jest zatem walka z tymi tradycjami.

Przeczytajcie tezy Lenina o kwestii agrarnej wygłoszone na II Kongresie Kominternu [5], w których wprost przestrzega on przed pochopnymi i nieostrożnymi krokami w tym kierunku — a zrozumiecie całą niesłuszność twierdzenia tych towarzyszy. W krajach rozwiniętego kapitalizmu prywatna własność ziemi istnieje setki lat, czego nie można powiedzieć o krajach mniej rozwiniętego kapitalizmu, gdzie zasada prywatnej własności ziemi nie zdążyła jeszcze wejść w krew chłopstwa. U nas, w Rosji, chłopi mówili nawet kiedyś, że ziemia jest niczyja, że ziemia jest boża. Tym się też właściwie tłumaczy, że Lenin już w 1906 roku, w oczekiwaniu rewolucji burżuazyjno-demokratycznej, wysunął u nas hasło nacjonalizacji całej ziemi przy zapewnieniu użytkowania ziemi drobnym i średnim chłopom, uważając, że chłopstwo zrozumie to i pogodzi się z tym.

Czy nie jest rzeczą charakterystyczną, że ten sam Lenin w 1919 roku na II Kongresie Kominternu przestrzegał partie komunistyczne krajów rozwiniętego kapitalizmu, aby nie wysuwały natychmiast hasła nacjonalizacji całej ziemi, gdyż przesiąknięte duchem prywatnej własności chłopstwo tych krajów nie strawi od razu tego hasła. Czy możemy nie uwzględniać tej różnicy i nie brać pod uwagę wskazań Lenina? Rzecz jasna, nie możemy.

Kwestia treści wewnętrznej projektu programu. Okazuje się, że niektórzy towarzysze uważają projekt programu — jeśli idzie o jego treść wewnętrzną — za nie dość internacjonalistyczny, ponieważ, jak powiadają, ma on charakter „nazbyt rosyjski”. Nie słyszałem tutaj podobnych zastrzeżeń. Okazuje się jednak, że zastrzeżenia takie istnieją w pewnych kołach w otoczeniu Kominternu.

Co mogło być powodem takich wypowiedzi?

Może okoliczność, że projekt programu zawiera specjalny rozdział o ZSRR? A cóż może być w tym złego? Czyż rewolucja nasza jest z charakteru swego rewolucją narodową i tylko narodową, a nie rewolucją międzynarodową przede wszystkim?   Dlaczego w takim razie nazywamy ją bazą światowego ruchu rewolucyjnego, dźwignią rewolucyjnego rozwoju wszystkich krajów, ojczyzną proletariatu światowego?

Byli u nas ludzie, na przykład nasi opozycjoniści, którzy uważali rewolucję w ZSRR za rewolucję wyłącznie lub w przeważającej mierze narodową. Skręcili sobie na tym kark. Dziwne, że w otoczeniu Kominternu, jak się okazuje, istnieją jeszcze ludzie gotowi pójść w ślady opozycjonistów.

A może rewolucja nasza, jako typ rewolucji, jest rewolucją narodową i tylko narodową? Ale nasza rewolucja jest rewolucją radziecką, a radziecka forma państwa proletariackiego jest w mniejszym lub większym stopniu nieodzowną formą dyktatury proletariatu w innych krajach. Nie bez racji mówił Lenin, że rewolucja w ZSRR otworzyła nową erę w historii rozwoju, erę Rad. Czyż nie wynika z tego, że nie tylko z charakteru swego, ale i ze względu na swój typ rewolucja nasza jest rewolucją międzynarodową przede wszystkim, dającą obraz tego, czym w zasadzie powinna być rewolucja proletariacka w każdym kraju?

Nie ulega wątpliwości, że międzynarodowy charakter naszej rewolucji nakłada na dyktaturę proletariacką w ZSRR pewne obowiązki wobec proletariuszy i uciskanych mas całego świata. Z tego założenia wychodził Lenin, gdy mówił, że sens istnienia dyktatury proletariackiej w ZSRR polega na tym, aby uczynić wszystko, co możliwe dla rozwoju i zwycięstwa rewolucji proletariackiej w innych krajach. Ale co z tego wynika? Wynika z tego co najmniej to, że rewolucja nasza jest częścią rewolucji światowej, bazą i narzędziem światowego ruchu rewolucyjnego.

Nie ulega też wątpliwości, że nie tylko rewolucja w ZSRR ma i wypełnia swoje obowiązki -wobec proletariuszy wszystkich krajów, ale również proletariusze wszystkich krajów mają pewne dość poważne obowiązki wobec dyktatury proletariackiej w ZSRR. Obowiązki te polegają na popieraniu proletariatu ZSRR w jego walce z wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi, na prowadzeniu wojny przeciwko wojnie zmierzającej do zdławienia dyktatury proletariatu w ZSRR, na propagowaniu bezpośredniego przejścia armii imperializmu na stronę dyktatury proletariatu w ZSRR w wypadku napaści na ZSRR. Czy nie wynika z tego, że rewolucja w ZSRR jest nieodłączną częścią ruchu rewolucyjnego w innych krajach, że tryumf rewolucji w ZSRR jest tryumfem rewolucji na całym świecie?

Czy można wobec tego wszystkiego mówić o rewolucji w ZSRR jako o rewolucji tylko i wyłącznie narodowej, izolowanej, czy można rozpatrywać ją w oderwaniu od ruchu rewolucyjnego na całym świecie?

I na odwrót, czy można wobec tego wszystkiego zrozumieć cokolwiek w światowym ruchu rewolucyjnym w oderwaniu od rewolucji proletariackiej w ZSRR?

Co byłby wart program Kominternu mówiący o światowej rewolucji proletariackiej, gdyby pominął podstawowe zagadnienie charakteru i zadań rewolucji proletariackiej w ZSRR, jej obowiązków wobec proletariuszy wszystkich krajów, obowiązków proletariuszy wszystkich krajów wobec dyktatury proletariackiej w ZSRR?

Oto dlaczego uważam, że zastrzeżenia na temat „rosyjskiego charakteru” projektu programu Kominternu noszą piętno, żeby się wyrazić najłagodniej… piętno niedobrego, nieprzyjemnego posmaku.

Przejdźmy do poszczególnych uwag.

Uważam, że rację mają towarzysze, którzy proponują, aby na 55 stronie projektu programu zmienić zdanie o pracujących warstwach wsi „idących za dyktaturą proletariatu”. Zdanie to jest jawnym nieporozumieniem lub, być może, błędem korektorskim. Trzeba je zmienić. Ale towarzysze ci zupełnie nie mają racji proponując włączyć do projektu programu wszystkie określenia dyktatury proletariatu, jakie dał Lenin, (śmiech). Na stronie 52 jest następujące określenie dyktatury proletariatu, w zasadzie zaczerpnięte od Lenina:

„Dyktatura proletariatu — to dalszy ciąg jego walki klasowej w nowych warunkach. Dyktatura proletariatu — to uporczywa, krwawa i bezkrwawa, prowadzona środkami przemocy i pokojowa, zbrojna i gospodarcza, pedagogiczna i administracyjna walka przeciwko siłom i tradycjom starego społeczeństwa, przeciw wewnętrznym wrogom kapitalistycznym, przeciw pozostałościom klas wyzyskiwaczy wewnątrz kraju, przeciwko pędom nowej burżuazji, powstającym na gruncie jeszcze nie przezwyciężonej produkcji towarowej” [6].

W projekcie programu jest jeszcze szereg innych określeń dyktatury odpowiednio do tych czy innych zadań dyktatury w różnych stadiach rewolucji proletariackiej. Sądzę, że wystarczy to w zupełności. (Głos: „Jedno ze sformułowań Lenina zostało pominięte”). U Lenina są całe strony o dyktaturze proletariatu. Obawiam się, że jeśli wszystko to włączyć do projektu programu,  rozmiary  jego  zwiększą  się   co   najmniej trzykrotnie.

Niesłuszne jest również zastrzeżenie niektórych towarzyszy dotyczące tezy o neutralizacji średniego chłopstwa. W swoich tezach wygłoszonych na II Kongresie Kominternu Lenin mówi wyraźnie, że w przededniu zdobycia władzy i w pierwszym stadium dyktatury proletariatu w krajach kapitalistycznych partie komunistyczne nie mogą liczyć na więcej niż neutralizację średniego chłopstwa. Lenin mówi wyraźnie, że dopiero po utrwaleniu się dyktatury proletariatu partie komunistyczne mogą liczyć na  zorganizowanie trwałego  sojuszu ze średniakiem. Rzecz jasna, że opracowując projekt programu nie mogliśmy nie liczyć się z tym wskazaniem Lenina, nie mówiąc już o tym, że wskazanie to jak najściślej odpowiada doświadczeniu naszej rewolucji.

Niesłuszna jest również uwaga szeregu towarzyszy dotycząca kwestii narodowej. Towarzysze ci nie mają podstaw twierdzić, że projekt programu nie uwzględnia momentów narodowych ruchu rewolucyjnego. Kwestia kolonii jest w zasadzie kwestią narodową. Projekt programu mówi wystarczająco dobitnie o ucisku imperialistycznym, o ucisku w koloniach, o samookreśleniu narodów, o prawie narodów i kolonii do oderwania się itd.

Jeśli towarzysze ci mają na myśli mniejszości narodowe w Europie środkowej, to można by o tym wspomnieć w projekcie programu, ale jestem przeciwny temu, by w projekcie programu była specjalnie omawiana kwestia narodowa w Europie środkowej.

Wreszcie co do uwag szeregu towarzyszy mówiących o Polsce jako o kraju reprezentującym drugi typ rozwoju ku dyktaturze proletariackiej. Towarzysze ci sądzą, że klasyfikowanie krajów według trzech typów, dzielenie ich na kraje o wysoko rozwiniętym kapitalizmie (Ameryka, Niemcy, Anglia), kraje o średnio rozwiniętym kapitalizmie (Polska, Rosja przed rewolucją lutową itd.) i kraje kolonialne — jest niesłuszne. Twierdzą oni, że Polskę trzeba zaliczyć do krajów pierwszego typu, że można mówić tylko o krajach dwóch typów, o krajach kapitalistycznych i kolonialnych.

Jest to niesłuszne, towarzysze. Oprócz krajów rozwiniętego kapitalizmu, w których zwycięstwo rewolucji doprowadzi natychmiast do dyktatury proletariackiej, istnieją jeszcze kraje, gdzie kapitalizm jest słabo rozwinięty, kraje z przeżytkami feudalnymi, ze specjalną kwestią agrarną typu antyfeudalnego  (Polska, Rumunia itd.), kraje, gdzie drobna burżuazja, zwłaszcza chłopstwo, niewątpliwie wypowie swe ważkie słowo w razie rewolucyjnego wybuchu i gdzie zwycięstwo rewolucji, aby doprowadzić do dyktatury proletariackiej, może i na pewno będzie wymagać pewnych szczebli przejściowych w rodzaju, powiedzmy, dyktatury proletariatu i chłopstwa.

U nas również byli ludzie, w rodzaju Trockiego, którzy przed rewolucją lutową mówili, że chłopstwo nie ma poważnego znaczenia, że hasłem chwili jest hasło „bez cara, a rząd robotniczy”. Wiecie, że Lenin stanowczo odgradzał się od takiego hasła, że występował przeciwko niedocenianiu roli i ciężaru gatunkowego drobnej burżuazji, w szczególności chłopstwa. Niektórzy sądzili u nas wtedy, że po obaleniu caratu proletariat natychmiast zajmie dominującą pozycję. A co stało się w rzeczywistości? Stało się to, że natychmiast po rewolucji lutowej wystąpiły na scenę milionowe masy drobnoburżuazyjne, które dały przewagę partiom drobnoburżuazyjnym, eserowcom i mieńszewikom. Eserowcy i mieńszewicy, którzy dotąd byli znikomymi partiami, stali się „nagle” dominującą siłą w kraju. Dzięki czemu? Dzięki temu, że milionowe masy drobnej burżuazji w pierwszym okresie udzieliły poparcia eserowcom. i mieńszewikom.

Tym między innymi tłumaczy się fakt, że dyktatura proletariacka została u nas ustanowiona w rezultacie dosyć szybkiego przerastania rewolucji burżuazyjno-demokratycznej w rewolucję socjalistyczną.

Nie ma chyba podstaw wątpić, że Polska i Rumunia należą do krajów, które mają mniej lub bardziej szybko przejść pewne stopnie pośrednie na drodze do dyktatury proletariatu.

Oto dlaczego sądzę, że towarzysze ci nie mają racji negując istnienie trzech typów ruchu rewolucyjnego na drodze do dyktatury proletariatu. Polska i Rumunia reprezentują typ drugi.

Takie są, towarzysze, moje uwagi w sprawie projektu programu Kominternu.

Co się tyczy stylu projektu programu czy niektórych poszczególnych sformułowań, to nie mogę twierdzić, że projekt programu jest pod tym względem doskonały. Należy przypuszczać, że trzeba tu będzie wprowadzić poprawki, sprecyzować pojęcia, uprościć może styl itd. Ale to jest sprawa komisji programowej VI Kongresu Kominternu [7].

PRZYPISY

[1] Projekt programu Międzynarodówki Komunistycznej, omawiany przez plenum KC WKP(b) w lipcu 1923 roku, opracowany został przez komisję programową, utworzoną na V Kongresie Kominternu (czerwiec — lipiec 1924 r.). W skład komisji wchodził J. W. Stalin, który kierował opracowywaniem projektu programu. Projekt przyjęty przez komisję programową KWMK 25 maja 1928 roku i zaaprobowany przez lipcowe plenum KC WKP(b) stał się podstawą programu Kominternu, zatwierdzonego na VI Kongresie Międzynarodówki Komunistycznej (lipiec — wrzesień 1928 r.). O projekcie programu patrz tom niniejszy, str. 210—212.

[2] Patrz W. I. Lenin, Dzieła wybrane, Warszawa 1951, t. II, str. 329—360.

[3] 21 marca 1919 roku na Węgrzech proklamowana została Republika Radziecka. Już w pierwszych dniach swojego istnienia Węgierska Republika Radziecka znalazła się w ciężkiej sytuacji. Kraj przeżywał głęboki kryzys finansowy i żywnościowy, prowadził walkę z kontrrewolucją wewnętrzną i z Ententą, która zorganizowała blokadę ekonomiczną i interwencję zbrojną przeciw Radzieckim Węgrom. Węgierscy socjaldemokraci, którzy wchodzili w skład rządu Republiki Węgierskiej, prowadzili zdradziecką krecią robotę w zapleczu i na froncie, knuli zmowę z agentami Ententy o obalenie Władzy Radzieckiej. W sierpniu 1919 roku rewolucja węgierska została zdławiona przez zjednoczone siły kontrrewolucji wewnętrznej i interwentów.

[4] Mowa tu o głębokim kryzysie rewolucyjnym w Niemczech na jesieni 1923 roku. W wyniku potężnego ruchu rewolucyjnego w Saksonii i Turyngii powstały rządy robotnicze; w Hamburgu doszło do zbrojnego powstania robotników. Rewolucja niemiecka 1923 roku poniosła klęskę.

[5] W. I. Lenin, „Pierwotny szkic tez w kwestii agrarnej” (patrz Dzieła wybrane, Warszawa 1951, t. II, str. 690—700).

[6] Patrz „Projekt programu Międzynarodówki Komunistycznej”. (Por. W. I. Lenin, Dzieła wybrane, t. II, Warszawa 1951, str. 629).

[7] VI Kongres Kominternu obradował w Moskwie w dniach 17 lipca — 1 września 1928 roku. Kongres omówił sprawozdanie z działalności Komitetu Wykonawczego Kominternu, sprawozdania Komitetu Wykonawczego Komunistycznej Międzynarodówki Młodzieży oraz Międzynarodowej Komisji Kontroli, środki walki z niebezpieczeństwem wojen imperialistycznych, program Międzynarodówki Komunistycznej, zagadnienie ruchu rewolucyjnego w koloniach i krajach półkolonialnych, sytuację ekonomiczną ZSRR i sytuację w WKP(b), zatwierdził statut Kominternu. Kongres wskazał na wzrost wewnętrznych sprzeczności kapitalizmu, które nieuchronnie prowadzą do zachwiania się stabilizacji kapitalistycznej i do gwałtownego zaostrzenia się ogólnego kryzysu kapitalizmu. Kongres określił zadania Międzynarodówki Komunistycznej wypływające z nowych warunków walki klasy robotniczej. W rezolucji o sytuacji w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i w WKP(b) kongres podkreślił sukcesy budownictwa socjalistycznego w ZSRR oraz znaczenie tych sukcesów dla umocnienia rewolucyjnych pozycji międzynarodowego proletariatu; kongres wezwał ludzi pracy całego świata do obrony Związku Radzieckiego. J. W. Stalin wybrany został do prezydium kongresu oraz do komisji programowej i komisji politycznej do opracowania tez o sytuacji międzynarodowej i zadaniach Międzynarodówki Komunistycznej.

Stalin – Nie zapominajcie o Wschodzie!

W chwili gdy podnosi się ruch rewolucyjny w Euro­pie, gdy ustępując miejsca rewolucyjnym Radom robot­ników i żołnierzy walą się stare trony i korony, a oku­powane obwody wyrzucają precz ze swego terytorium kreatury imperializmu — oczy wszystkich, rzecz prosta, kierują się na Zachód. Tam, na Zachodzie, przede wszystkim powinny pęknąć kajdany imperializmu, wy­kute w Europie i dławiące cały świat. Tam, na Zachodzie, przede wszystkim winno wytrysnąć nowe, socjalistyczne życie. W takiej chwili jakoś „samo przez się” znika z po­la widzenia, idzie w zapomnienie daleki Wschód z jego ujarzmioną przez imperializm, setki milionów liczącą ludnością.

A przecież o Wschodzie nie wolno zapominać ani na chwilę, chociażby dlatego, że odgrywa on rolę „niewy­czerpanej” rezerwy i „najpewniejszego” zaplecza świa­towego imperializmu.

Imperialiści zawsze patrzyli na Wschód jako na pod­stawę swej pomyślności. Niezliczone bogactwa naturalne krajów Wschodu (bawełna, ropa naftowa, złoto, węgiel, ruda) — czyż nie one były „jabłkiem niezgody” dla imperialistów wszystkich krajów. Tym w istocie rzeczy tłumaczy się fakt, że tocząc wojnę w Europie i gadając o Zachodzie imperialiści nigdy nie przestawali mieć na myśli Chin, Indii, Persji, Egiptu, Maroka, albowiem w istocie rzeczy chodziło przez cały czas o Wschód. Tym przede wszystkim tłumaczy się gorliwość, z jaką podtrzy­mują oni „ład i praworządność” w krajach Wschodu: bez tego głębokie zaplecze imperializmu nie byłoby za­bezpieczone.

Ale dla imperialistów niezbędne są nie tylko bo­gactwa Wschodu. Potrzebny im jest ten „posłuszny” „materiał ludzki”, w który obfitują kolonie i półkolonie Wschodu. Potrzebne im są „potulne” i tanie „ręce robo­cze” narodów Wschodu. Potrzebni im są ponadto z kra­jów Wschodu „posłuszni”, „młodzi chłopcy”, spośród których werbują oni tzw. „kolorowe” wojska i których nie omieszkają rzucić przeciwko „swoim własnym” re­wolucyjnym robotnikom. Oto dlaczego nazywają oni kraje Wschodu swoją „niewyczerpaną” rezerwą.

Przerwać wiekowy sen ujarzmionych narodów Wscho­du, zarazić robotników i chłopów tych krajów wyzwoleń­czym duchem rewolucji, podnieść ich do walki z impe­rializmem i pozbawić w ten sposób imperializm światowy jego „najpewniejszego” zaplecza, jego „niewy­czerpanej” rezerwy — oto zadanie komunizmu.

Bez tego nie można nawet myśleć o ostatecznym tryumfie socjalizmu, o pełnym zwycięstwie nad imperia­lizmem.

Rewolucja w Rosji pierwsza podniosła ujarzmione narody Wschodu do walki z imperializmem. Rady Dele­gatów w Persji, Indiach, Chinach są bezpośrednią ozna­ką tego, że wiekowy letarg robotników i chłopów Wschodu odchodzi w dziedzinę przeszłości.

Rewolucja na Zachodzie doda niewątpliwie nowego bodźca ruchowi rewolucyjnemu na Wschodzie, doda mu otuchy i napełni wiarą w zwycięstwo.

Niemałą pomoc okażą sprawie rewolucjonizowania Wschodu sami imperialiści przez swe nowe aneksje, któ­re wciągają do walki z imperializmem nowe kraje i roz­szerzają bazę światowej rewolucji.

Wtrącić się do narastającego żywiołowego ruchu na Wschodzie i rozwinąć go dalej do świadomej walki z imperializmem — oto zadanie komunistów.

W tym sensie rezolucja niedawno odbytej konferen­cji komunistów-muzułmanów [1] o wzmocnieniu propa­gandy w krajach Wschodu — w Persji, Indiach, Chi­nach — posiada niewątpliwie głębokie rewolucyjne znaczenie.

Miejmy nadzieję, że nasi muzułmańscy towarzysze wykonają swoją nader doniosłą uchwałę.

Albowiem trzeba raz na zawsze przyswoić sobie tę prawdę, że kto pragnie tryumfu socjalizmu, temu nie wolno zapomnieć o Wschodzie.

„Zizń Nacjonalnostiej”- nr 3, 24 listopada 1918 r. Artykuł wstępny

PRZYPISY

[1] Mowa o I zjeździe komunistów-muzułmanów, który odbywał się w Moskwie w listopadzie 1918 roku. Zjazd wybrał Centralne Biuro muzułmańskich organizacji RKP(b).

Bierut – Rola i charakter państwa demokracji ludowej

Z referatu wygłoszonego na I Kongresie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, dnia 15. XII 1948 r.

Czym jest państwo demokracji ludowej z punktu widzenia teorii marksizmu-leninizmu? Jak określić istotę, treść klasową i charakter demokracji ludowej?

Oto pytania, na które należy dać właściwą odpowiedź. Brak trafnej odpowiedzi na postawione pytania stał się powodem wielu błędów i wypaczeń w ocenie przeżywanego przez nas etapu historycznego. Ocena ta szła często w kierunku traktowania demokracji ludowej jako systemu, który jakościowo i zasadniczo różni się od systemu opartego na dyktaturze proletariatu.

Określając system demokracji ludowej w Polsce jako swoistą, polską drogę do nowego ustroju, rozumiano często tę swoistość jako szczególny proces rozwojowy, którego wyniku nie da się rzekomo z góry ustalić. Jedni wyobrażali sobie wynik tego procesu jako swego rodzaju „syntezę” kapitalizmu i socjalizmu, jako swoisty ustrój społeczno-polityczny, w którym dwutorowo współżyją na podstawie wzajemnego uznania elementy socjalistyczne i elementy kapitalistyczne. Inni, traktując system demokracji ludowej jako czasowy wynik specyficznego układu stosunków powojennych, zabiegali o przejściową stabilizację tego układu w nadziei późniejszego nawrotu do stosunków przedwrześniowych.

Polityczno-partyjnym odpowiednikiem fałszywej koncepcji demokracji ludowej jako zasadniczo odrębnej, całkowicie nowej drogi do socjalizmu miało być traktowanie PPR jako partii zasadniczo nowej, odciętej od jej poprzedniczek, od jej rewolucyjnych tradycji — partii będącej jak gdyby zlepkiem ideologicznym spuścizny „niepodległościowej” PPS i tradycji walk klasowych SDKPiL i KPP.

Co jest cechą najbardziej istotną, najbardziej znamienną tych wszystkich teorii i teoryjek?

Niewątpliwie na dnie tych wszystkich teorii leży spuścizna socjaldemokratyzmu, ta czy inna postać recydywy socjaldemokratyzmu — nawrotu do oportunistycznych tendencji w ruchu robotniczym.

Jakże pouczające i wciąż żywo aktualne są dla nas uwagi towarzysza Stalina wypowiedziane jeszcze w roku 1926. Analizując w swej pracy „Jeszcze raz o odchyleniu socjaldemokratycznym w naszej partii” rozwój partii proletariackich w warunkach walki klasowej, towarzysz Stalin wskazał, że historia WKP(b) — to historia przezwyciężania przeciwieństw wewnątrzpartyjnych i nieustannego wzmacniania szeregów partii na gruncie tego przezwyciężania. Polemizując z tymi, którzy sądzą, ze rozbieżności ideologiczne są skutkiem zamiłowania do dyskusji i pieniactwa, towarzysz Stalin stwierdza:

„Idzie tu nie o skłonność do zwad. Idzie tu o rozbieżności zasadnicze, powstające w toku rozwoju partii, w toku walki klasowej proletariatu…

… Nie ma i nie może być linii «pośredniej» w kwestiach o charakterze zasadniczym. U podstaw pracy partii muszą być położone albo jedne zasady, albo drugie. Linia «pośrednia» w kwestiach zasadniczych jest «linią» zaśmiecania umysłów, «linią» tuszowania rozbieżności, «linią» ideologicznego zwyrodnienia partii, «linią» ideologicznej śmierci partii” [1].

Istotnie, wyżej wyłuszczone zagadnienia wymagają jasności. Rozpatrzmy najprzód zagadnienie partii. Wiemy już z dokonanego przeglądu historii naszego ruchu robotniczego, jak wielką rolę odgrywała partia w rozwoju samego ruchu, a zwłaszcza w momentach bezpośredniej walki proletariatu o władzę. Sama historia naszego ruchu robotniczego była rozpatrywana jako historia partii rewolucyjnej, kierującej walką klasową proletariatu polskiego.

Od chwili powstania pierwszej socjalno-rewolucyjnej partii „Proletariat” poprzez SDKPiL, PPS-Lewicę, KPP i PPR aż do dzisiejszej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zmieniały się formy, zmieniały się nazwy partii. Jednakże w treści swej zagadnienie sprowadzało się do problemu partii wyrażającej jedyną ideologię proletariatu. Bowiem ideologia proletariatu jest tylko jedna i jedyna — jest to ideologia naukowego socjalizmu, jest to marksizm-leninizm.

Walka dwóch nurtów w polskim ruchu robotniczym była walką dwóch przeciwstawnych sobie klasowo ideologii: ideologii proletariatu z ideologią burżuazji, walką marksizmu-leninizmu z wpływami ideologicznymi burżuazji wciskającymi się do ruchu robotniczego, aby go podporządkować celom i interesom kapitalizmu.

Wynika stąd, że PPR była tylko historyczną kontynuatorką tego samego w swej treści procesu „zespalania ruchu robotniczego z socjalizmem” — jak określał marksizm rolę partii. Walczyła ona o realizację ideologii proletariatu w szczególnych warunkach historycznych, kiedy walka proletariatu o władzę wiązała się jak najściślej z walką o wyzwolenie narodowe. Stąd swoistość i historycznie uzasadniona odmienność taktyki, haseł i form organizacyjnych, które odpowiadały szczególnym warunkom sytuacji wojennej, szczególnym warunkom walki z okupantem hitlerowskim jako głównym wrogiem zarówno proletariatu jak i narodu. Ale walcząc o wyzwolenie narodowe, PPR nie tylko nie wyrzekała się walki o władzę proletariatu, ale na odwrót — była jedyną partią, dla której walka o władzę proletariatu była nieodłączna od wyzwolenia narodowego. Błędne koncepcje niektórych działaczy PPR, skłonnych do rozdzielania tych dwóch zagadnień i do podporządkowania sprawy walki o władzę klasy robotniczej sprawie frontu narodowego pod hegemonią burżuazji — były oczywiście typowym przejawem oportunizmu i spełzania z leninowskich pozycji ideologicznych. Toteż tendencje te napotykały zdecydowany opór i nie wpłynęły istotnie na charakter partii i jej zadań ideologicznych.

Podstawowym zadaniem partii jako partii marksistowskiej było „zespolenie ruchu robotniczego z socjalizmem”. Zadanie to — zadanie wyzwolenia społecznego i narodowego — na tym szczególnym etapie historycznym, w którym działała PPR, mogło być pomyślnie zrealizowane tylko dzięki dwom zasadniczym warunkom:

1) dzięki rozgromieniu faszyzmu przez zbrojne ramię państwa socjalistycznego, bez której to pomocy zarówno wyzwolenie narodowe Polski jak i jej wyzwolenie społeczne poprzez ujęcie władzy przez proletariat — byłyby nie do osiągnięcia;

2) dzięki sojuszowi klasy robotniczej z półproletariackimi elementami wsi i miasta, z podstawowymi masami chłopstwa i inteligencji pracującej, bez którego to sojuszu utrzymanie i utrwalenie władzy proletariatu byłoby niemożliwe.

Pierwszy z tych warunków wynikał ze szczególnej sytuacji wojennej, w której starły się w walce zbrojnej dwa najpotężniejsze ugrupowania sił międzynarodowych, wprowadzając do walki niemal wszystkie środki, jakimi rozporządza dzisiejsze społeczeństwo. Wyzwolenie narodowe nie tylko Polski, ale i wszystkich innych narodów, podbitych i zniewolonych przez hitleryzm, zależało całkowicie od wyników tego starcia potężnych i decydujących sił międzynarodowych. Ale istotne w tym starciu było nie tylko zagadnienie materialnego stosunku tych sił, nie mniej istotny był ich charakter klasowy. Istotne było to, że w tej wojnie światowej walczyło państwo socjalistyczne — ZSRR — przeciwko zblokowanym przez Hitlera siłom faszyzmu, istotne było to, że zwycięstwo ZSRR było zwycięstwem państwa socjalistycznego nad zblokowanymi siłami faszyzmu.

Zwycięstwo ZSRR w minionej wojnie stało się najistotniejszym czynnikiem dla całego biegu dalszych dziejów ludzkości, było największym zwycięstwem socjalizmu w starciu z imperializmem, z jego najbardziej agresywnym w ówczesnej sytuacji oddziałem — hitleryzmem.

Na tym polega historyczny i klasowy sens tego zwycięstwa. Bez rozgromienia imperialistyczno-hitlerowskiego najeźdźcy w rezultacie zwycięstwa ZSRR w drugiej wojnie światowej — byłoby nieosiągalne zarówno wyzwolenie narodowe Polski oraz innych narodów podbitych przez hitleryzm, jak i byłoby nieosiągalne zdobycie władzy przez proletariat polski z chwilą wyzwolenia kraju. Państwo demokracji ludowej jest zatem bezpośrednim wynikiem historycznego zwycięstwa państwa socjalistycznego nad hitlerowskim najeźdźcą.

Historyczną zasługą PPR jest to, że oceniając prawidłowo sytuację międzynarodową w okresie drugiej wojny światowej — potrafiła powiązać zagadnienie wyzwolenia narodowego Polski ze zwycięstwem państwa socjalistycznego oraz że potrafiła walkę o władzę proletariatu powiązać z walką o wyzwolenie narodowe.

Drugi warunek łączy się ściśle z utrzymaniem i utrwaleniem państwa demokracji ludowej. Określa on charakter klasowy tego państwa i jego istotę. Demokracja ludowa powstała nie w wyniku powstania zbrojnego, mającego za zadanie zawładnięcie siłą kluczowymi ogniwami aparatu państwowego w momencie szczytowego punktu rewolucji ludowej — jak to miało miejsce 7 listopada 1917 roku — lecz w wyniku zwycięstwa Związku Radzieckiego nad zbrojnymi siłami faszyzmu niemieckiego.

Cały aparat władzy państwowej znajdował się wówczas w rękach niemieckiego najeźdźcy faszystowskiego, był aparatem jego dyktatury. Wraz z rozgromieniem niemieckiego faszyzmu rozpadł się aparat jego dyktatury w krajach podbitych, w tej liczbie i w Polsce.

Do owładnięcia aparatem władzy w chwili klęski najeźdźcy szykowały się podziemne organizacje burżuazyjno-obszarnicze. Takim, a nie innym celem kierowali się przebywający w Londynie inspiratorzy powstania sierpniowego w Warszawie, żerujący na bohaterstwie ludności Warszawy i jej nienawiści do hitlerowców. Tymi celami kierowały się bandy leśne w swojej zbrodniczej akcji przeciwko państwu ludowemu w latach 1945 i 1946.

PPR, jako partia klasy robotniczej, mobilizowała masy pracujące do walki z okupantem niemieckim, organizowała siłę zbrojną dla tej walki, tworzyła szeroki front demokratyczny klasy robotniczej, chłopstwa i inteligencji do walki o wyzwolenie narodowe i o władzę ludową. Jedną z form tego frontu była Gwardia Ludowa, która w ciągu dwóch z górą lat okupacji walczyła bohatersko na tyłach wroga. Formą organizacyjną tego frontu w bezpośredniej walce o demokrację ludową było powołanie Krajowej Rady Narodowej. Program społeczno-polityczny KRN, powstałej w czasie okupacji w podziemiu, oraz program sformułowany w Manifeście PKWN, jako jawnego już organu władzy demokracji ludowej — to program sojuszu robotniczo-chłopskiego, program szerokiego frontu demokratycznego mas pracujących miast i wsi z klasą robotniczą na czele.

Historyczną zasługą PPR jako partii marksistowskiej było to, że w walce o wyzwolenie narodowe wysunęła program szerokiego frontu ludowego, że stanęła na czele tego frontu i znalazła dla jego realizacji właściwe formy organizacyjne. Powiązanie walki wyzwoleńczej mas ludowych pod kierownictwem klasy robotniczej ze zwycięskim pochodem wyzwoleńczym Armii Radzieckiej, u boku której walczyło Wojsko Polskie, umożliwiło zbudowanie na gruzach państwa burżuazyjnego nowego aparatu władzy rewolucyjnej mas ludowych.

Wynika z tego, że państwo demokracji ludowej — to demokratyczna władza mas ludowych z klasą robotniczą na czele. Ale wynika z tego również, że PPR jest dalszym ogniwem w rozwoju klasowego rewolucyjnego nurtu w polskim ruchu robotniczym, nie zaś jakąś ideologiczną mieszaniną dwóch przeciwstawnych sobie nurtów, walczących w ruchu robotniczym. Wynika z tego, że PPR, jako rewolucyjna partia marksistowska, wykorzystała w pełni doświadczenie historyczne polskiego ruchu robotniczego i w jednolitym froncie z lewicowym nurtem PPS właściwie wypełniła zadania stojące przed klasą robotniczą w przełomowym okresie jej dziejów.

Postawmy teraz następne zasadniczej wagi pytanie: czy można ujmować zagadnienie demokracji ludowej jako powiązanie dwóch przeciwstawnych ustrojów społecznych, jako trwałą mieszaninę zgodnie współżyjących elementów socjalistycznych i kapitalistycznych?

Oczywiste jest, że takie postawienie zagadnienia demokracji ludowej byłoby najzupełniej fałszywe. Współistnienia przeciwstawnych sobie elementów ustrojowych — bez walki między nimi — historia rozwoju społecznego nie zna.

W ramach określonego ustroju społecznego mogą istnieć i istnieją przejściowo obok siebie różne formy produkcji. Np. w ustroju kapitalistycznym obok produkcji wielkokapitalistycznej istnieje produkcja drobnotowarowa indywidualnych wytwórców — chłopów i rzemieślników. Ale po pierwsze, o charakterze ustroju społecznego decyduje najbardziej rozwinięta w nim forma produkcji. Po wtóre zaś, temu rozwojowi towarzyszy proces wypierania przez nową formę produkcji dawnych elementów ustrojowych.

U nas taką podstawową formą produkcji jest unarodowiony przemysł państwowy — przemysł socjalistyczny. Przemysł ten rośnie szybko i będzie wzrastał w coraz szybszym tempie dzięki planowym inwestycjom państwa, dzięki temu, że wielkie dochody tego przemysłu, które przedtem zagarniali kapitaliści, idą dziś na budowę nowych fabryk, na modernizację techniczną starych zakładów, na zakup nowoczesnych maszyn i urządzeń, podnoszących wydajność pracy.

O charakterze demokracji ludowej decyduje fakt, że panujące poprzednio klasy, wielcy kapitaliści i obszarnicy, zostały całkowicie odsunięte od jakiegokolwiek wpływu w państwie, a ich fabryki, przedsiębiorstwa i majątki przeszły na własność narodu. Ziemia obszarnicza stała się własnością chłopów i robotników rolnych, banki zostały upaństwowione. To znaczy, że wszystkie pozycje gospodarcze i polityczne wielkiego kapitału i obszarnictwa zostały raz na zawsze złamane. O jakimkolwiek „zamrożeniu” istniejącego w danej chwili układu gospodarczego, w sensie nienaruszalności równoległych pozycji różnych sektorów gospodarczych, nie może być u nas mowy już choćby z tego względu, że nasze życie gospodarcze nie stoi w miejscu, ale rośnie i rozwija się w tempie szybszym niż kiedykolwiek w poprzednich okresach. I to jest właśnie wielką zdobyczą nowego ustroju, że mozolna praca ludu pracującego przekształca się w nowe bogactwa, że rosną i rosnąć będą coraz szybciej siły wytwórcze naszego kraju, które przedtem były zahamowane w swym rozwoju.

W państwie demokracji ludowej istnieją jeszcze warstwy żyjące z wyzysku cudzej pracy, tzn. kapitaliści. Są to różni przedsiębiorcy, więksi kupcy, właściciele wytwórni zatrudniający pewną liczbę robotników, bogacze wiejscy, różnorodni spekulanci oraz wszelkiego typu nicponie i nieroby. Pewnej liczbie przedstawicieli tych warstw kapitalistycznych i oczywiście wszelkiego rodzaju wykolejeńcom nie odpowiadają stosunki obecne. Nie są oni zadowoleni również z polityki państwa demokratyczno-ludowego. Starają się podważać zaufanie do władzy ludowej, szkodzić jej i wnosić zamęt do naszego życia przez szerzenie bzdurnych plotek siejących panikę lub też w inny sposób utrudniać życie i pracę ludowi pracującemu.

Oczywiście partia nasza musi prowadzić energiczną walkę z tymi szkodliwymi elementami, musi tępić wszelkie destrukcyjne objawy ich działalności. Państwo, występujące w obronie mas pracujących, musi przeciwdziałać nadmiernemu wyzyskowi drogą odpowiedniej akcji gospodarczej, administracyjnej i prawnej. W tych warunkach zaostrzanie się walki klasowej w państwie demokracji ludowej jest nieuniknione, teorie zaś głoszące wygasanie tej walki i zamykające oczy na wyzysk i szkody społeczne, jakie wyrządzają ludowi pracującemu elementy kapitalistyczne, są błędne i szkodliwe.

W ramach demokracji ludowej istnieje pewna liczba drobnych rzemieślników, drobnych wytwórni i zakładów usługowych, których właściciele sami w nich pracują i niejednokrotnie borykają się z dużymi trudnościami. Nie żyją oni z wyzysku cudzej pracy, lecz ich praca, inicjatywa, przedsiębiorczość są pożyteczne i niezbędne. Partia musi umieć odróżniać pożyteczną dla ogółu działalność drobnych rzemieślników i indywidualnych właścicieli zakładów usługowych od tych, którzy żerują tylko na trudnościach naszego życia gospodarczego. Pierwszym państwo powinno przychodzić z pomocą, działalność drugich ograniczać lub — jeśli uzna za szkodliwą — przecinać.

W państwie demokracji ludowej istnieje wreszcie wielomilionowa warstwa drobnych wytwórców — mało- i średniorolnych chłopów. Są oni sojusznikami klasy robotniczej i oporą władzy ludowej. Jednym z głównych zadań państwa demokratyczno-ludowego jest pomóc tym warstwom chłopskim w podniesieniu ich gospodarki i ogólnej kultury wsi. Zadaniem klasy robotniczej, budującej fundamenty nowego ustroju społecznego, jest umacnianie i pogłębianie sojuszu robotników i chłopów, jako podstawy władzy ludowej.

Dopóki elementy kapitalistyczne istnieją i rozwijają się, a gospodarka drobnotowarowa zdana jest na łaskę żywiołowych praw wymiany towarowej, dopóty korzenie ekonomiczne kapitalizmu mogą wypuszczać nowe pędy, dopóty kapitalizm ma możność odradzania się i rozwijania. Bez wykarczowania do reszty korzeni ekonomicznych wyzysku kapitalistycznego elementy kapitalistyczne będą dążyły do przywrócenia za wszelką cenę starego systemu gospodarki kapitalistycznej. Dlatego też klasa robotnicza musi prowadzić nieprzejednaną walkę z elementami kapitalistycznymi, musi dążyć do całkowitej likwidacji wszelkich form i źródeł ekonomicznych wyzysku kapitalistycznego.

Z powyższych rozważań wynika, że demokracja ludowa nie jest formą syntezy czy trwałego współżycia dwóch różnorodnych ustrojów społecznych, lecz jest formą wypierania i stopniowej likwidacji elementów kapitalistycznych, a zarazem formą rozwijania i umacniania podstaw przyszłej gospodarki socjalistycznej.

Demokracja ludowa jest szczególną formą władzy rewolucyjnej, powstałą w nowych warunkach historycznych naszej epoki, jest ona wyrazem nowego układu sił klasowych w skali międzynarodowej.

Co wpłynęło na ten nowy układ warunków politycznych i społecznych, skąd powstało to nowe ustosunkowanie wzajemne sił klasowych? Jaki czynnik podstawowy i decydujący wchodzi tu w grę?

Czynnikiem tym jest zwycięstwo rewolucji proletariackiej w 1917 roku na 1/4 części świata, zwycięstwo pierwszej dyktatury proletariatu.

„Podważając imperializm — pisał towarzysz Stalin — Rewolucja Październikowa stworzyła zarazem w postaci pierwszej dyktatury proletariatu potężną i jawną bazę światowego ruchu rewolucyjnego, której ruch ten przedtem nigdy nie miał i na której może się teraz oprzeć. Stworzyła potężny i jawny ośrodek światowego ruchu rewolucyjnego, którego ruch ten przedtem nigdy nie miał i wokół którego może on się teraz skupiać organizując jednolity front rewolucyjny proletariuszy i narodów uciskanych wszystkich krajów przeciw imperializmowi” [2].

Rewolucja Październikowa podniosła ruch rewolucyjny proletariatu na wyższy poziom świadomości, na poziom, do którego ruch ten przedtem nie był w stanie się podnieść. Historyczne zwycięstwo ZSRR w drugiej wojnie światowej uczyniło nowy potężny wyłom w światowym układzie sił imperialistycznych i stworzyło nowe, jeszcze potężniejsze oparcie dla rewolucyjnego frontu antyimperialistycznego.

Hegemonem w mobilizacji szerokich mas narodu do walki z hitleryzmem była klasa robotnicza, na czoło w tej walce wysunęły się wszędzie partie komunistyczne, partie rewolucyjne. Natomiast w krajach opanowanych przez hitleryzm najbardziej reakcyjna część burżuazji sprzymierzyła się z okupantem przeciwko walczącemu ludowi. Podstawowe warstwy chłopstwa ! drobnomieszczaństwa, acz chwiejne, wahające się — zostały pociągnięte do walki przez klasę robotniczą, bo hitleryzm zagrażał niepodległemu bytowi całego narodu i najbardziej żywotnym interesom ogromnej jego większości. Poszczególne kierunki polityczne, poza komunistami i konsekwentnie jednolitofrontowymi socjalistami, w większym lub mniejszym stopniu hamowały rozwój walki z okupantem w obawie, by jego klęska nie stworzyła sytuacji rewolucyjnej.

W tym splocie walki narodowo-wyzwoleńczej z walką klasową dominującym czynnikiem był czynnik klasowy. W okresie imperializmu tylko klasa robotnicza może konsekwentnie bronić niepodległości i suwerenności narodów przed atakami imperialistycznymi.

Masy pracujące, klasa robotnicza, jej organizacje polityczne miały w Armii Radzieckiej sojusznika klasowego, sojusznika, który wyzwolił naród z jarzma niewoli hitlerowskiej, sojusznika, który przez samą swą obecność obezwładniał obóz reakcji i czynił go niezdolnym do zbrojnej rozprawy z ruchem rewolucyjnym, sojusznika gwarantującego, że mocarstwa imperialistyczne nie zadecydują o losach danego kraju wbrew interesom ludu. W takiej sytuacji rewolucja antykapitalistyczna mogła się dokonać bez rozwiniętej wojny domowej, bez szerokiego użycia przemocy.

W krajach, które weszły na drogę demokracji ludowej, władzę zdobyła klasa robotnicza na czele mas pracujących w sojuszu z pracującym chłopstwem. Ten, a nie inny charakter władzy zadecydował o zasadniczej tendencji rozwojowej demokracji ludowej, o tym, że mogła ona rozwijać się w kierunku socjalistycznego przekształcenia podstaw ustroju społecznego [3].

Do swoistej genezy naszej demokracji ludowej przyczynił się fakt, że w okresie jej narodzin aparat okupanta był zdruzgotany, aparat państwowy polskiej burżuazji skompromitowany, rozbity, zastraszony i obezwładniony. Nie wolno jednak zapominać o podstawowej prawdzie historycznej, że stało się to tylko dzięki obecności potężnej, klasowej, rewolucyjnej siły, która nie pozwoliła burżuazji uchwycić władzy, siły, która sprzyjała masom pracującym i pomogła im zdobyć władzę polityczną. Takich warunków nie miała klasa robotnicza w krajach, gdzie stanęły armie imperialistyczne.

Związek Radziecki umożliwił powstanie demokracji ludowej, bo zadecydował o klęsce faszyzmu w Europie. Związek Radziecki umożliwił powstanie demokracji ludowej, bo bezpośrednia obecność Armii Radzieckiej obezwładniła naszego wroga klasowego.

Rozwój naszego marszu do socjalizmu odbywa się przez realizację w nowych warunkach i w nowej sytuacji międzynarodowej podstawowych zasad marksizmu-leninizmu. Są to zasady następujące:

1. konieczność zdobycia władzy politycznej przez klasę robotniczą na czele mas ludowych,

2. przodownictwo klasy robotniczej w sojuszu robotniczo–chłopskim i demokratycznym froncie narodowym,

3. kierownictwo w rękach rewolucyjnej partii politycznej,

4. nieprzejednana walka klasowa, likwidacja wielkiego kapitału i obszarnictwa, ofensywa przeciwko elementom kapitalistycznym.

Zgodność z tymi ogólnymi prawami nie wyklucza jednak swoistych form i swoistych odmian.

„Ogólna prawidłowość rozwoju dziejów świata — pisał Lenin — bynajmniej nie wyłącza, lecz przeciwnie, zakłada poszczególne fazy rozwoju, które odznaczają się bądź swoistością formy, bądź swoistą kolejnością tego rozwoju” [4].

Nasza odmiana ogólnej drogi — abstrahując od nieuniknionej odmienności wypływającej ze specyfiki narodowej — jest przede wszystkim wynikiem zdruzgotania niemieckiego faszyzmu w drugiej wojnie światowej przez Związek Radziecki.

Jesteśmy odmianą ogólnej drogi marksistowsko-leninowskiej, zrealizowanej po raz pierwszy w dziejach ludzkości przez zwycięski proletariat rosyjski.

Nasza odmienność wynika z tego, że:

nie groziła nam interwencja imperialistyczna, przeciwnie — u boku mieliśmy bratnią, sojuszniczą Armię Radziecką, nie byliśmy zmuszeni uzależnić się gospodarczo (co prowadziłoby do politycznego podporządkowania) od państw imperialistycznych, bo znaleźliśmy braterskie oparcie ekonomiczne przez sojusz ze Związkiem Radzieckim, mogliśmy wreszcie od pierwszej chwili czerpać w pełni z doświadczeń, osiągnięć i zdobyczy Związku Radzieckiego w dziedzinie politycznej, gospodarczej, naukowej, artystycznej itd.

A więc podobnie jak u podstaw zwycięstwa naszej demokracji ludowej leży ofiarna bohaterska pomoc Związku Radzieckiego, tak i u podstaw naszej odmienności od drogi radzieckiej leży wszechstronna pomoc i oparcie się na doświadczeniach i osiągnięciach zwycięskiej dyktatury proletariatu w ZSRR. Dzięki temu możemy w ramach demokracji ludowej odmiennie realizować funkcje dyktatury proletariatu.

Nie jest przypadkiem, że ci, którzy nie zrozumieli zgodności źródeł naszej drogi do socjalizmu i drogi radzieckiej, że ci, którzy nie doceniali decydującej roli Związku Radzieckiego w naszym zwycięstwie, że ci, którzy nie zrozumieli najgłębszej istoty demokracji ludowej, ujawnili swe oportunistyczne i nacjonalistyczne oblicze właśnie na tym etapie rozwoju demokracji ludowej, kiedy jej socjalistyczna tendencja rozwoju odsłoniła się z całą wyrazistością. Nie rozumieli oni specyficznego splotu czynników, które spowodowały powstanie demokracji ludowej, nie uchwycili zasadniczej klasowej treści tej nowej odmiany ogólnej drogi do socjalizmu. Nie zrozumieli sprawy najistotniejszej w marksizmie-leninizmie, że decydującym czynnikiem przekształceń ustrojowych jest władza polityczna, jest państwo.

A władza nasza od pierwszej chwili jest klasowo-plebejska, a państwo nasze od pierwszej chwili jest klasowo-plebejskie. Takie jest państwo demokracji ludowej. 1 dlatego znajduje najmocniejsze oparcie właśnie w Związku Radzieckim.

Demokracja ludowa, jako nowa forma władzy politycznej mas pracujących z klasą robotniczą na czele, zabezpiecza w sposób najlepszy w obecnych warunkach historycznych nasz rozwój w kierunku socjalizmu. Potwierdza to doświadczenie minionego okresu od chwili naszego wyzwolenia, potwierdzają to nasze wielkie dotychczasowe osiągnięcia w odbudowie gospodarki narodowej i w odbudowie kraju. Ale nade wszystko potwierdza to sama polska klasa robotnicza, jej rosnący poziom ideowy i polityczny, jej wspaniały rozwój twórczy, jej wielka wola czynu i pracy w budowaniu fundamentów socjalizmu. Lenin pisał w 1916 roku:

„Wszystkie narody dojdą do socjalizmu, to jest nieuniknione, ale dojdą wszystkie niezupełnie jednakowo, każdy wniesie coś swoistego do tej czy innej formy demokracji, do tej czy innej odmiany dyktatury proletariatu, do tego czy innego tempa przeobrażeń socjalistycznych różnych dziedzin życia społecznego” [5].

Polska klasa robotnicza znaczy swą drogę do socjalizmu twórczym zapałem budowniczych fundamentów socjalizmu. Czyn Kongresowy polskich mas pracujących, ich wielki poryw pracy, którym wyrażają one swój stosunek do zjednoczenia partii robotniczych, swoje odczucie i zrozumienie historycznego znaczenia tej jedności dla dalszego marszu naprzód, ten niezwykły w dotychczasowych dziejach Polski, wielki Czyn Kongresowy — to najwspanialszy wyraz naszych osiągnięć narodowych w dziedzinie wzrostu świadomości politycznej i postawy ideologicznej polskich mas pracujących.

Jest dowodem siły i dojrzałości politycznej polskiego ruchu robotniczego, że potrafił on pokonać nurt reformistyczny i nacjonalistyczny, że nie dał się uwieść kuszeniom „złotego środka” i twardo stanął na gruncie ideologii marksizmu-leninizmu, że na gruncie tej jedynie rewolucyjnej ideologii, która prowadzi do socjalizmu, skonsolidował całą polską klasę robotniczą, uczynił z niej jeszcze bardziej zwartą siłę, przodującą narodowi.

Nie ma wątpliwości, ze zjednoczenie polityczne klasy robotniczej jeszcze wyżej podniesie świadomość, ofiarność ideową i entuzjazm ludu pracującego, że przyśpieszy tempo naszego budownictwa, zabezpieczy jeszcze szybszy marsz do socjalizmu.

Ale podstawowym, naczelnym warunkiem wzrostu tej świadomości politycznej jest wychowanie partii i wychowanie mas ludowych w duchu zrozumienia szczególnej wagi, jaką posiada łączność międzynarodowa mas pracujących na obecnym nowym etapie historycznym, etapie nowych, agresywnych ataków imperializmu na ruch robotniczy, na kraje demokracji ludowej, na państwo socjalizmu — ZSRR. Historia polskiego ruchu robotniczego, historia rewolucyjnego nurtu, który przewodził temu ruchowi, wreszcie historia walk wyzwoleńczych naszego narodu — to przede wszystkim wyraz głębokiego poczucia więzi międzynarodowej w walce o wolność i postęp, które było znamiennym rysem wszystkich największych naszych bojowników, najwybitniejszych postaci, najofiarniejszych przywódców ruchów wyzwoleńczych. Tradycje rewolucyjnego internacjonalizmu tkwią głęboko w polskiej klasie robotniczej od zarania jej wspaniałej i bohaterskiej historii. Może właśnie dlatego z tym większym uporem przedstawiciele liberalnej ideologii szlachecko-burżuazyjnej usiłowali wciskać się do ruchu robotniczego, tworząc w nim swoisty nurt nacjonalistyczno-reformistyczny pod postacią prawicowej PPS. Wyciągając właściwe nauki z historii i doświadczeń naszego ruchu, wiążąc te doświadczenia z analizą dzisiejszej sytuacji światowej — musimy z tym większą troską i bezwzględnością walczyć z przejawami tendencji i nastrojów nacjonalistycznych jako szczególnej formy nacisku, za pomocą którego wróg klasowy będzie usiłował powstrzymywać nasz rozwój, nasz pochód naprzód, nasze budownictwo socjalistyczne.

„Dawniej — pisze towarzysz Stalin – mówiono zazwyczaj o rewolucji proletariackiej w tym lub innym rozwiniętym kraju jako o oddzielnej, zamkniętej w sobie wielkości przeciwstawionej oddzielnemu, narodowemu frontowi kapitału jako swemu antypodzie. Teraz ten punkt widzenia już nie wystarcza. Teraz należy mówić o światowej rewolucji proletariackiej, ponieważ poszczególne narodowe fronty kapitału przekształciły się w ogniwa jednego łańcucha, zwanego światowym frontem imperializmu, któremu należy przeciwstawić wspólny front ruchu rewolucyjnego wszystkich krajów” [6].

Światowy front imperializmu, mimo ciężkiej porażki poniesionej w ostatniej wojnie przez ówczesną hitlerowsko-faszystowską awangardę imperializmu, uformował się dziś pod hegemonią imperialistów amerykańskich. Nie tylko odrodził się — stał się jeszcze bardziej napastliwy i agresywny, jeszcze chciwiej wyciąga swe macki, by ujarzmić i podporządkować sobie wszystkie słabsze narody świata. W tym celu usiłuje zjednoczyć wszystkie siły reakcji całego świata pod swym przewodnictwem, aby za wszelką cenę zmienić na swoją korzyść nowy układ sił międzynarodowych, będący wynikiem historycznego zwycięstwa ZSRR w drugiej wojnie światowej.

W nowym ugrupowaniu światowego frontu imperialistycznego szczególnie haniebną rolę wzięły na siebie przegniłe do reszty partie „socjalistyczne” lub „robotnicze” z nazwy, reprezentujące niesławną spuściznę II Międzynarodówki, tworzące dziś nową międzynarodówkę jawnej agentury imperializmu w ruchu robotniczym. Oportunizm, cechujący te partie przed wojną, stał się jeszcze bardziej reakcyjny i zdradziecki, przekształcił je w jawne bastiony podżegaczy wojennych. Zadaniem tych partii jest osłanianie grabieży imperialistycznych w Grecji, w Palestynie, w Indonezji, w Chinach, szerzenie nienawiści do ZSRR, do krajów demokracji ludowej, do ruchów wolnościowych w krajach, które stawiają opór grabieżcom. Partie „socjalistyczne” z nazwy przyjęły na siebie rolę jawnych obrońców polityki imperialistycznej, która łamie układy międzynarodowe, usiłuje zamienić Organizację Narodów Zjednoczonych w narzędzie imperializmu amerykańskiego, rozbudowuje bazy wojenne, sieje celowo panikę i niepokój, aby terroryzować psychicznie ludzkość i budząc strach czynić ją powolną planom nowej ery amerykańskiego panowania nad światem. Partie „socjalistyczne” z nazwy, imperialistyczne w działaniu, stanowią dziś przedni front walki przeciw rosnącym międzynarodowym siłom pokoju.

Nienawiść imperializmu i jego agentur „socjalistycznych” w stosunku do ZSRR i krajów demokracji ludowej pogłębia dziś fakt potężnego wzmocnienia się sił ludowych walczących <> wolność i pokój na całym świecie i nieustanny wzrost tych sił. Czyż wspaniałe zwycięstwa chińskiej armii ludowej, godzące w podstawy ekspansji imperialistycznej na olbrzymich obszarach Wschodu, nie muszą wywoływać nowego paroksyzmu wściekłości imperialistów i ich agentur? Związek Radziecki wyszedł z wojny światowej, w której dźwigał główny ciężar walki z siłami niemieckiego faszyzmu, nie osłabiony, jak oczekiwali imperialiści, lecz poważnie wzmocniony- Z kleszczy wpływów imperializmu światowego wyłamują się coraz to nowe tereny, kraje i narody.

Procesom demaskowania się partii „socjalistycznych” z nazwy, jako agentur imperializmu działających w ruchu robotniczym krajów zachodnio-europejskich pod komendą swych kapitalistycznych rządów, towarzyszy wzrost walki rewolucyjnej mas pracujących, który przyśpiesza narastanie elementów kryzysu kapitalizmu.

Doświadczenia historii ruchu robotniczego uczą nas, że nacjonalizm jest niebezpiecznym, bo zamaskowanym wrogiem dążeń wyzwoleńczych ludu i narzędziem rozbijania zwartości i jedności klasy robotniczej. Nacjonalizm jest przeciwieństwem rzeczywistego i głębokiego patriotyzmu. Patriotyzm — to gorące, szczere, pełne ofiarności uczucie społeczne, uczucie przywiązania do postępowych dziejów narodu, do jego kultury, do ziemi ojczystej, to duma z najlepszych jego tradycji, to poczucie odpowiedzialności za zaszczytny współudział ojczystego kraju w postępowych dziejach ludzkości. Patriotyzm proletariacki to walka rewolucyjna o lepszy i sprawiedliwszy ustrój społeczny, to gorąca troska o przodujący udział swego kraju w światowym ruchu rewolucyjnym. Patriotyzm proletariacki:

— to Czyn Kongresowy, to oddawanie wszystkich sił dla zwycięstwa socjalizmu we własnym kraju, dla przyśpieszenia zwycięstwa socjalizmu na całym świecie. Patriotyzm proletariacki

— to najgłębszy rewolucyjny internacjonalizm. Nie ma sprzeczności między patriotyzmem i internacjonalizmem. Przeciwnie, patriotyzm jest tylko wówczas szczery, prawdziwy i istotny, kiedy jest internacjonalistyczny. Nie można kochać szczerze i gorąco ojczyzny, gdy się nie walczy o wolność i postęp ogólnoludzki. Nacjonalizm — to symbol ciasnoty, egoizmu i zdziczenia, to uczucie antyspołeczne, to — jak wykazało doświadczenie ostatnich lat — w ostatecznym rachunku rezygnacja z suwerenności, zaprzaństwo narodowe.

Za parawanem nacjonalizmu ukrywali się zawsze ci, którzy zdradzali swój kraj. Nacjonalizm — to sztandar Arciszewskich, Zarembów, Mikołajczyków, Andersów, Borów-Komorowskich itp. ludzi, którzy zawodowo za judaszowe dolary szkalują Polskę przed światem.

Zatracenie czujności wobec tendencji nacjonalistycznych, przenoszonych do ruchu robotniczego przez nacisk otoczenia drobnomieszczańskiego — to wielkie niebezpieczeństwo, zaciemniające świadomość klasową. Pod wpływem nastrojów nacjonalistycznych wielu działaczy jugosłowiańskich zatraciło perspektywę rozwojową, ześliznęło się na pochylnię, która doprowadzi ich kraj do utraty niepodległości i samodzielności i wtłacza go już dziś w orbitę wpływów imperialistycznych [7]. Dlatego też walka z sekciarstwem nacjonalistycznym, walka o wychowanie mas pracujących w duchu proletariackiego internacjonalizmu, którego głębokie tradycje przejmuje Polska Zjednoczona Partia Robotnicza od swych poprzedniczek — to podstawowy i naczelny obowiązek każdego członka partii.

„Nowe Drogi”, styczeń — luty 1949 r.

Przypisy

[1] J. W. Stalin, Dzieła, t. 9, „Książka i Wiedza” 1951 r., str. 13—14.

[2] J. Stalin, Zagadnienia leninizmu. „Książka i Wiedza” 1951 r., str. 234.

[3] Ten kierunek rozwojowy nie wyklucza, oczywiście, koniecznego etapu zadań o charakterze burżuazyjno-demokratycznym. Przez taki etap musiały przejść — w mniejszym lub szerszym zakresie — poszczególne kraje demokracji ludowej w pierwszym stadium swego rozwoju. (Przyp. autora).

[4] W. I. Lenin, Dzieła wybrane, t. II, „Książka i Wiedza” 1951 r. str. 903.

[5] W. I. Lenin, Dzieła, t. 23, „Książka i Wiedza” 1951 r., str. 67.

[6] J. Stalin, Zagadnienia leninizmu, „Książka i Wiedza” 1951 r., str. 32.

[7] Od czasu przytoczonej tu wypowiedzi banda titowskich agentów i renegatów w Jugosławii doszła już do dna zdrady w stosunku do najżywotniejszych interesów narodów jugosłowiańskich — zaprzedała najbezwstydniej ich niepodległość i samodzielność w pacht amerykańskim imperialistom. (Przyp. autora).

Bolesław Bierut – Zwycięska idea jedności narodu

Przemówienie wygłoszone na wiecu przedwyborczym w Warszawie 23 października 1952 r.

Towarzysze! Obywatele! Wyborcy!


W najbliższą niedzielę naród polski wybierze posłów do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na podstawie nowej Konstytucji. Będzie to wielki dzień w życiu naszego państwa, wielki i doniosły akt w dziejach naszego narodu. Po raz pierwszy w historii Polski naród nasz przystępuje do wyboru naczelnych władz w państwie, zjednoczony w szeregach Frontu Narodowego — jako jedna wielka i potężna siła, jako naród złączony jedną wspólną ideą, wspólnym programem działania. Już sam ten fakt świadczy o olbrzymich przeobrażeniach, jakie dokonały się w naszym kraju, o sile wewnętrznej naszego narodu, o jego wzroście i dojrzałości.
Warto przecież przypomnieć sobie, jak wyglądały wybory w Polsce w okresie między dwiema wojnami światowymi. Społeczeństwo nasze stawało zawsze w tym okresie do wyborów rozproszkowane, zdezorientowane i w niemałej mierze obezwładnione oszustwem, uciskiem i terrorem stosowanym przez klasy pasożytnicze —- kapitalistów i obszarników, którzy coraz bardziej ograniczali lud pracujący w jego prawach. Prawdziwi obrońcy interesów mas pracujących, komuniści i rewolucyjni chłopi, byli ścigani i prześladowani w sposób najbardziej bezwzględny. Lecz nawet w takich warunkach skupiali oni dokoła swej rewolucyjnej i głęboko patriotycznej platformy duże rzesze wyborców. Decydowała jednak nie wola ludu, lecz mniej lub bardziej zamaskowane machinacje polityczne i oszustwa klik rywalizujących o miejsce we władzy, ale zgodnych ze sobą co do tego, że zadaniem władzy burżuazyjnej jest wzmocnienie kapitalistycznego systemu wyzysku mas pracujących oraz skrępowanie walki ludu pracującego przeciwko temu systemowi.
Władza kapitalistyczno-obszarnicza tłumiła każdy sprzeciw mas broniących swych praw i żywotnych interesów, wszystkie zaś jej organy, zarówno „wybierane”, jak mianowane z góry, były organami brutalnej dyktatury klas pasożytniczych, organami wyzysku, ucisku i terroru nad ludem pracującym, nad jego organizacjami politycznymi, zawodowymi i społecznymi, były organami gwałtu nad prawami ludu. Więcej nawet. Państwo kapitalistyczno-obszarnicze było nie tylko narzędziem sprzysiężenia przeciwko walczącemu o swój byt i swe prawa ludowi pracującemu, było ono narzędziem spisku przeciwko narodowi, przeciwko jego suwerenności i niepodległości. Kapitaliści zaprzedawali nasz kraj i oddawali go na żer szakalom imperialistycznym, wspólnie z nimi grabili i rabowali bogactwa ogólnonarodowe, wspólnie z najgorszymi wrogami Polski, państwami faszystowskimi, wspólnie z Hitlerem — przygotowywali haniebnie i zdradziecko niewolę Polski. Świadczą o tym niezbite fakty historyczne, potwierdziła to najstraszliwsza klęska narodu polskiego we wrześniu 1939 roku. Nie inaczej wygląda dziś sytuacja w krajach kapitalistycznych Europy zachodniej .
W swym historycznym przemówieniu na XIX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego towarzysz Stalin wskazał, że współczesna burżuazja nie pozwala sobie już na liberalizowanie.

„…Nie ma już tzw. «wolności jednostki» — prawa jednostki przyznawane są obecnie tylko tym, którzy posiadają kapitał, a wszyscy pozostali obywatele uważani są za surowy materiał ludzki, zdatny jedynie do wyzysku… Sztandar swobód burżuazyjno-demokratycznych wyrzucony został za burtę…” [1]

Potwierdzeniem głębokiej prawdy tych słów towarzysza Stalina jest to, co się dzieje dziś we wszystkich krajach kapitalistycznych. Weźmy np. Francję, gdzie grupy rządzące, wbrew pięknym tradycjom tego kraju, wyrzekają się niezawisłości, podporządkowują się służalczo miliarderom amerykańskim i nie przebieraj ą w środkach, aby zmusić naród francuski do uległości wobec generała-dżumy Ridgwaya, który wraz ze swymi sztabami i żołdakami zachowuje się we Francji jak w kraju okupowanym. Terror policyjny, areszty najwybitniejszych działaczy społecznych, brutalne metody faszystowskiego gwałtu nad obywatelami — oto codzienne wydarzenia w dzisiejszej Francji, która uchodziła niegdyś za kraj swobód demokratycznych. Podobną politykę usiłuje się narzucić narodom Anglii i Włoch, Belgii i Holandii.
Bo jakiż jest stosunek dzisiejszych rządów burżuazyjnych do najistotniejszej dla każdego narodu sprawy — do sprawy niepodległości i suwerenności narodowej? Oto co mówił na ten temat na XIX Zjeździe KPZR towarzysz Stalin:

„Dawniej burżuazja uchodziła za głowę narodu, broniła praw i niepodległości narodu, stawiając je «ponad wszystko. Obecnie ani śladu nie pozostało po «zasadzie narodowej. Obecnie burżuazja sprzedaje za dolary prawa i niepodległość narodu. Sztandar niepodległości narodowej i suwerenności narodowej wyrzucony został za burtę” [2].

Trafność tych słów, tej druzgocącej oceny istoty i charakteru polityki burżuazyjnej w okresie gnicia kapitalizmu potwierdza wymownie historia władzy burżuazyjnej w Polsce w okresie przedwojennym. Pod władzą burżuazji Polska była tylko jednym z pionków na szachownicy polityki międzynarodowej wielkich państw imperialistycznych: Ameryki, Anglii, Francji, a później Niemiec hitlerowskich. Wbrew najżywotniejszym interesom narodu polskiego uczyniono z Polski bastion wypadowy przeciwko ZSRR — jedynemu państwu, które zrzuciło z siebie okowy kapitalizmu i zwracało się do narodu polskiego z apelem przyjaźni i pokoju już w pierwsze dni Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej.
Już wówczas, w roku 1917, gdy Polska znajdowała się jeszcze pod butem niemiecko-austriackich okupantów, władza radziecka pod kierownictwem Wielkiego Lenina podejmowała decyzje gwarantujące Polsce niepodległość i suwerenność. Ale burżuazja polska wolała odrzucić te przyjazne i braterskie decyzje i apele Rewolucji Rosyjskiej, wolała pójść na służbę imperializmu i ciosem w plecy, wsparciem wojennej interwencji państw kapitalistycznych odpowiedzieć na wyciągniętą ku Polsce przyjazną dłoń narodów radzieckich.
Burżuazja polska przez cały okres swych rządów pałała nienawiścią i usiłowała wychowywać społeczeństwo w nienawiści do ZSRR wbrew najżywotniejszym interesom narodu polskiego. Pod wpływem nienawiści do ZSRR i w śmiertelnym strachu, aby naród polski, biorąc za przykład narody radzieckie, nie poszedł na drogę rewolucyjnych przeobrażeń społecznych — faszyzm polski sprzęgną! się haniebną przyjaźnią z faszyzmem hitlerowskim i doprowadził Polskę do zguby.
Dopiero gdy dzięki braterskiej pomocy narodów radzieckich lud pracujący w Polsce obalił raz na zawsze panowanie kapitalistów i obszarników, gdy sam ujął w swe ręce losy państwa, naród polski odrodził się, odżył, stanął twardo na nogi, rozpoczął nowe życie, nową epokę w swych dziejach, epokę potężnego rozwoju sił twórczych naszego narodu, jego gospodarki i kultury.
Krótki, kilkuletni zaledwie okres minął od chwili pierwszych wyborów po wyzwoleniu Polski z niewoli hitlerowskiej. Odbywały się one jeszcze w warunkach ostrej walki z tymi, którzy usiłowali cofnąć wstecz koło historii, wydrzeć władzę z rąk ludu pracującego, przywrócić panowanie kapitalistów i obszarników, oddać kraj nasz na łup rabusiów imperialistycznych. Ale polskie masy pracujące nie dopuściły do tego, nie dały sobie wydrzeć z rąk władzy, rozbiły bez pardonu niecne próby szpiegów, zdrajców i agentów imperialistycznych, którzy usiłowali znów wyprzedawać za dolary prawa i niezawisłość naszego narodu.
Dzięki zwycięstwu sił ludowych i patriotycznych Ojczyzna nasza w ciągu tych kilku lat wzrosła w siły, dźwignęła się wzwyż z dużą szybkością. Dzięki umocnieniu się władzy ludowej wyzwoliły się tkwiące w masach ludowych takie zasoby energii, woli i hartu, ofiarności i poświęcenia, inicjatywy i talentów, jakich nie znały nigdy poprzednie dzieje narodu. Oto dlaczego naród nasz staje dziś do wyborów zjednoczony i zwarty wewnętrznie, przeniknięty jednym duchem i jedną wolą. Jest to niezłomna wola obrony Polski Ludowej przed wszelkimi zakusami jej wrogów, nieugięta wola strzeżenia jej wolności i niepodległości jako najświętszego skarbu, którego żadna wroga siła nie potrafi już wydrzeć narodowi. Jest to nieodparta wola budowania nowego i lepszego życia w naszej Ojczyźnie, a równocześnie utrwalenia pokoju między narodami. (Burzliwe oklaski). Taki jest Program Frontu Narodowego w najkrótszym sformułowaniu.
Wynika z tego jasno., że Program Frontu Narodowego w Polsce Ludowej nie jest bynajmniej programem tymczasowym, ułożonym tylko na potrzeby agitacji wyborczej. Tak było dawniej z programami wyborczymi partii burżuazyjnych, które natychmiast po wyborach porzucały swoje programy jako niepotrzebne już świstki papieru i wracały do poprzedniej polityki — wprost przeciwstawnej do szumnych obietnic wyborczych. Dziś tak już nie jest i nigdy więcej nie będzie. (Długotrwałe oklaski). Dziś władzę w państwie trzyma mocno w ręku lud pracujący, który sam jest gospodarzem i twórcą swoich losów, równoznacznych z interesami narodu, z siłą państwa, z przyszłością Polski.
Siła i autorytet Programu Frontu Narodowego polega na tym, że jest on programem działania wyrosłym z tego, co masy pracujące już zdobyły i osiągnęły w ciągu minionych lat władzy ludowej, z ich dorobku i z ich doświadczeń. Spiżowym i niezniszczalnym fundamentem tego programu i opartej na nim jedności narodu jest Wielka Karta praw i zdobyczy ludu — Konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. (Burzliwe, długotrwałe oklaski). Niezłomną i niezawodną gwarancją trwałości i realności Programu Frontu Narodowego jest fakt, że wyraża on najistotniejsze, najżywotniejsze potrzeby, dążenia, tęsknoty mas pracujących, czyli olbrzymiej większości naszego narodu. Program ten wyraża najgorętsze pragnienia wszystkich ludzi, niezależnie od ich poglądów czy wyznania, partyjnych czy bezpartyjnych, ludzi, którzy kochają Polskę, którzy chcą wykuwać wielkość i siłę swej Ojczyzny oraz walczyć o zabezpieczenie trwałego pokoju i współpracy między narodami. (Oklaski). Nie ma i nie może być lepszego, słuszniejszego, szlachetniejszego programu działania w okresie, w którym żyjemy. Nie -ma i nie może być innego programu, który by w równym stopniu mógł zespolić, zmobilizować, zjednoczyć, uaktywnić wielomilionowe szeregi naszego narodu, robotników i chłopów, inteligencję i uczącą się młodzież, matki i dziewczęta — wszystkich prostych i uczciwych ludzi pracy, twórców kultury, sztuki, literatury, pracowników nauki, żołnierzy stojących na straży wolności i niepodległości naszego kraju.
Oczywiście, Program Frontu Narodowego jest nie do przyjęcia dla tych, którzy wysługują się agenturom podżegaczy wojennych, którzy spiskują przeciw Polsce Ludowej i pragną jej upadku. Są jeszcze, niestety, i tacy, którzy chcieliby, aby imperialiści przywrócili siłą dawny system wyzysku i grabieży i uczynili z Polski kolonię amerykańsko-hitlerowską, nową Generalną Gubernię, żerowisko dla małych i większych szakali, żyjących z wyzysku cudzej pracy, dla różnych hien i pasożytów tuczących się na cmentarzysku zbrodni — jak to miało miejsce za czasów Hitlera. Obecnie zaś uprawiają oni dywersję i sabotaż, szerzą oszczerstwa i plotki, czerpiąc natchnienie z fałszów amerykańsko-hitlerowskiej propagandy radiowej. Takie wyrodki i odszczepieńcy zajmują jawnie lub skrycie wrogą postawę wobec Programu Frontu Narodowego. Naszym zadaniem jest nie dopuścić do tego, aby takie elementy przeszkadzały nam w naszej twórczej pracy. (Oklaski). Naszym zadaniem jest czuwać na każdym kroku, aby paraliżować z miejsca wszelką podstępną i wrogą akcję zmierzającą często w sposób perfidny, obłudny, zamaskowany do rozbijania wewnętrznej spoistości i jedności narodu. Musimy pamiętać, że nasz marsz naprzód wymaga szczególnej czujności i troski o nasze budownictwo. Program Frontu Narodowego nabiera właściwej wagi i wyrazu dopiero wtedy, gdy go rozpatrujemy w świetle sytuacji ogólnej, w jakiej znajduje się świat dzisiejszy. Nie jesteśmy bynajmniej oderwani od życia innych narodów, od walk i tendencji, które ścierają się z sobą na arenie międzynarodowej. Nie ma dziś narodów żyjących w odosobnieniu, niezależnie od wydarzeń światowych. Wprost przeciwnie. Sytuacja międzynarodowa splata się dziś w większym niż kiedykolwiek stopniu z życiem i rozwojem narodów świata. Przede wszystkim zaś nie może dla nas, którzyśmy niedawno dopiero przeżyli straszliwą gehennę tyranii hitlerowskiej — być obojętny fakt, że na zachodzie Europy pod protektoratem amerykańskich podżegaczy wojennych tworzy się znów nowy Wehrmacht, nowa armia najeźdźców pod komendą wypuszczonych z więzień generałów hitlerowskich  i  pod  naczelnym  dowództwem  amerykańskich generałów, którzy zdobyli już najhaniebniejszą sławę ludobójstwa w Korei. Nie może być dla nas obojętny fakt, że wzbogaceni na wojnach miliarderzy amerykańscy knują gorączkowo nowe spiski przeciwko narodom, które bronią swej niezależności, że amerykańscy podżegacze wojenni, którzy czerpią olbrzymie, miliardowe zyski z przemysłu zbrojeniowego, pchają usilnie gospodarkę państw kapitalistycznych na tory niesłychanie szkodliwej i rujnującej dla tych narodów ekonomiki wojennej.
Winniśmy śledzić z najwyższą uwagą rozwój sytuacji światowej, ale równocześnie winniśmy wiedzieć i nigdy nie zapominać o tym, co jest najważniejsze dla prawidłowej oceny tej sytuacji. Układ sił w świecie zmienił się zasadniczo już po pierwszej wojnie światowej, z chwilą zwycięstwa Wielkiej Rewolucji Proletariackiej, której trzydziestopięciolecie przypada właśnie za dwa tygodnie. Zwycięstwo socjalizmu w ZSRR wyzwoliło w narodach radzieckich tak potężne siły twórcze, nadało ich rozwojowi taki rozmach, jakiego nie znały dotąd nigdy dzieje ludzkie. Sprawdzianem potęgi tych sił było rozbicie przez nie, niepokonanej zdawało się, machiny militarnej faszyzmu w czasie drugiej wojny światowej i wyzwolenie z niewoli faszystowskiej szeregu narodów europejskich. (Długotrwałe oklaski).
Rozwój sytuacji międzynarodowej po drugiej wojnie światowej jeszcze gruntowniej i w sposób decydujący wpłynął na dalszą zmianę układu sił w świecie w kierunku zwycięstwa idei wolnościowych i wyzwoleńczych. Doniosłym, historycznym wydarzeniem dla nowego układu sił w świecie było zwycięstwo wielkiego narodu chińskiego, który wyzwolił się z kajdan tyranii imperialistycznej. (Oklaski). Zwycięstwo władzy ludowej w Chinach wzmogło i spotęgowało walkę wyzwoleńczą narodów kolonialnych, zadało nowy potężny cios  systemowi imperializmu.
Kapitalizm jako system polityczny i społeczno-gospodarczy już od czasu pierwszej wojny światowej wszedł w okres pogłębiającego się wciąż i nieuleczalnego kryzysu. Po drugiej wojnie światowej kryzys ten wszedł w jeszcze ostrzejszą fazę. Gospodarka światowa rozpadła się na dwa rynki. Jeszcze bardziej wzmogły się przeciwieństwa między państwami kapitalistycznymi. Im brutalniej imperialiści amerykańscy wydzierać będą swym „młodszym partnerom”, a faktycznym wasalom, tereny wyzysku, źródła surowców i rynki zbytu, tym bardziej wzmagać się będzie opór tych ostatnich.
W swej epokowej pracy pt. „Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR” towarzysz Stalin dał genialnie jasną i głęboką analizę sytuacji gospodarczej zarówno w świecie kapitalistycznym, jak i w Związku Radzieckim. W sposób niezwykle ścisły nakreślił towarzysz Stalin wspaniałą, porywającą perspektywę rozwoju gospodarki społecznej w Kraju Zwycięskiego Socjalizmu. Rozwój ten zaczyna wstępować w nową, wyższą fazę, w okres przejścia od socjalizmu do komunizmu. (Burzliwe oklaski). Co oznacza to przejście do wyższej fazy gospodarki społecznej? Oznacza ono możliwość stopniowego osiągnięcia takich rozmiarów produkcji, która zabezpieczy społeczeństwu pełną obfitość dóbr i możność całkowitego i nieograniczonego zaspokajania przez ludzi wszystkich ich potrzeb.
Trzydzieści pięć lat temu Wielka Rewolucja Październikowa po raz pierwszy w dziejach ludzkich zapoczątkowała na gruzach starego ustroju nowy ustrój, ustrój socjalistyczny oparty na poznanych przez przodującą naukę społeczną prawach rozwoju społecznego. Potężną budową socjalizmu w najtrudniejszych warunkach, bo w zacofanym gospodarczo, wielomilionowym państwie, otoczonym nienawiścią świata kapitalistycznego, kierowali najwięksi i genialni wodzowie proletariatu — Lenin i Stalin. (Długotrwałe, burzliwe owacje). Socjalizm w ZSRR zmienił do gruntu warunki życia narodów tego kraju, rozwinął potężne siły wytwórcze i przy tym rozwinął je w tempie niebywale szybkim.
Na XIX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego przedstawiciele poszczególnych republik radzieckich dawali podziwu godne przykłady swych osiągnięć nie tylko z dziedziny gospodarki, ale również z dziedziny kultury, nauki, sztuki, literatury, szkolnictwa itp., przykłady, które w sposób niezwykle jaskrawy uwypukliły bezsporną przewagę i wyższość ustroju radzieckiego nad systemem kapitalistycznym. (Długotrwała owacja. Zebrani wstają z miejsc. Padają okrzyki: „Niech żyje Związek Radziecki, dążący do komunizmu! Niech żyje Stalin!”). W ciągu trzydziestu pięciu lat władzy radzieckiej produkcja przemysłowa Związku Radzieckiego wzrosła 39 razy, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich trzydziestu pięciu lat produkcja przemysłu wzrosła zaledwie 2,6 razy.
Jeśli porównać produkcję przemysłową ZSRR z ostatnich dwóch lat z produkcją przemysłową wszystkich lat pierwszej i drugiej pięciolatki, okaże się, że w latach 1951 i 1952 produkcja przemysłowa będzie o 22% większa niż w obu pięciolatkach łącznie. (Oklaski).
Kraje wyzwolone z pęt kapitalizmu — a więc Związek Radziecki oraz kraje demokracji ludowej, które zdobyły wolność dzięki rozgromieniu imperializmu niemieckiego i japońskiego — łączy przyjazna współpraca, wzajemna pomoc, braterskie stosunki, co wzmacnia i przyśpiesza rozwój każdego z tych narodów. Te nowe, nie znane poprzednim epokom stosunki międzynarodowej przyjaźni i współdziałania nie są bynajmniej czymś przypadkowym — wynikają one z samego charakteru ustroju socjalistycznego i jego ideologii, z zasady równouprawnienia i poszanowania wzajemnego, z dążenia do braterskiej wymiany swych osiągnięć.
Wynika z tego z całą wyrazistością, że w świecie obecnym istnieją dwie siły, dwa systemy, z których jeden sprzyja rozwojowi gospodarki i kultury ludzkiej, przyśpiesza i wzbogaca ten rozwój, drugi zaś hamuje postęp ogólnoludzki, ciągnie wstecz i niszczy życie narodów.
System socjalistyczny głosi zasadę pokoju, uważa za możliwe współistnienie różnych systemów społecznych i wymianę gospodarczą między nimi. System kapitalistyczny rozpętuje zbrojenia, podżega narody do wojny, grozi ludzkości nowymi klęskami i nowymi metodami masowego ludobójstwa. Burżuazyjni ideolodzy głoszą bzdurną teorię, że przyczyną głodu, nędzy, niedomagali w świecie kapitalistycznym jest nadmiar ludzi, że ziemia jakoby jest w stanie wyżywić tylko połowę obecnej liczby ludzi. Ten haniebny i bezecny fałsz potrzebny jest imperialistycznym podżegaczom wojennym po to, aby usprawiedliwić ich zbrodnicze plany wojenne.
Narody socjalistyczne — na odwrót — czynią wysiłki, aby zamienić bezpłodne obszary w urodzajne pola, stawiają przed nauką zadania pomnażania plonów i takiego przeobrażenia przyrody, aby zabezpieczała nieograniczoną obfitość dóbr i sprzyjała coraz bardziej rozwojowi ludzkiemu. (Oklaski). Nauka i polityka socjalistyczna nie tylko nie żywią obaw w związku ze wzrostem liczebnym ludności, ale — na odwrót — czynią wszystko w celu przyśpieszania tego wzrostu.
Nas, Polaków, napełnia radością fakt, że w ciągu tak krótkiego czasu, jaki mieliśmy w swym rozporządzeniu, polska służba zdrowia potrafiła znacznie obniżyć śmiertelność ludzi powodowaną epidemiami i chorobami, że dzięki naszym osiągnięciom gospodarczym i zdrowotnym przeciętny okres życia obywateli Polski Ludowej przedłużył się o 5 lat w porównaniu z okresem przedwojennym, a przyrost naturalny ludności Polski osiągnął dziś tak wysokie liczby wzrostu, jakich nigdy jeszcze Polska nie miała. („Oklaski). Cieszymy się z każdego nowonarodzonego dziecka i będziemy je otaczali coraz większą opieką. (Oklaski). Wiemy, że nasza praca, nasza rosnąca szybko w miarę uprzemysłowienia kraju produkcja, zarówno przemysłowa, jak rolna, zdoła coraz pełniej i lepiej zaspokajać potrzeby mas pracujących. Taki jest właśnie główny i podstawowy cel naszego rozwoju gospodarczego, naszego wielkiego Planu Sześcioletniego — planu uprzemysłowienia Polski i zabezpieczenia naszej gospodarce wyższej i nowoczesnej bazy technicznej. Rozwijamy naszą gospodarkę narodową po to i tak, aby zapewniła w maksymalnym stopniu zaspokojenie stale rosnących materialnych i kulturalnych potrzeb całego społeczeństwa. (Oklaski).
Polska Ludowa kroczy w szeregach narodów broniących pokoju. Wynika to z charakteru naszego ustroju ludowego, z naszych celów i zadań. Wiemy, że świat pokoju, demokracji i socjalizmu jest wielekroć silniejszy ideologicznie, politycznie i materialnie od tych sił, na które mogliby liczyć organizatorzy nowych napaści i prowokacji wojennych. (Burzliwe oklaski). Jesteśmy dumni z przyjaźni i poparcia narodów, które budują nowe, szczęśliwsze i szlachetniejsze życie, likwidując wyzysk człowieka przez człowieka. Szczególnie szczycimy się przyjaźnią narodów radzieckich, które zbudowały zwycięsko socjalizm i dziś rozpoczynają marsz ku wyższemu etapowi swego twórczego życia — marsz do komunizmu. (Burzliwa owacja). Nasz Front Narodowy w walce o pokój i Plan Sześcioletni ułatwi jak najbardziej twórczy wkład naszego narodu do ogólnoludzkiego dzieła zabezpieczenia trwałego pokoju i nieograniczonego postępu myśli i pracy wolnego człowieka.
Polska Ludowa — mimo olbrzymich zniszczeń wojennych — zdołała w ciągu siedmiu lat przekroczyć poziom przedwojennej produkcji przemysłowej przeszło czterokrotnie w przeliczeniu na głowę ludności, podczas gdy w ciągu dwudziestu lat przedwojennych produkcja przemysłu kapitalistycznego dreptała wciąż wokół poziomu z roku 1913, spadając w latach kryzysu znacznie poniżej tego poziomu. Czyż tylko ten jeden przykład nie świadczy o tym, jak głęboko zmieniły się warunki naszej pracy, jak wzrastają szybko nasze siły wytwórcze! Równorzędnie z tym wzrostem rośnie i róść będzie coraz szybciej człowiek, jego wiedza, jego kultura. (Oklaski).
Winniśmy, oczywiście, zdawać sobie sprawę z tego, że nasze budownictwo nowego życia znajduje się jeszcze w początkowym, najtrudniejszym okresie swego rozwoju. Ciężkim brzemieniem jest dla nas wiekowe zacofanie, jakie otrzymaliśmy w spuściźnie po obszarnikach i kapitalistach. Zbyt mało upłynęło czasu, aby je odrobić- Niemałych wysiłków wymaga też od nas jeszcze doniosła sprawa odpowiedniego zabezpieczenia obrony naszego kraju.
Rok 1952 nie był też rokiem wolnym od trudności: odczuliśmy skutki zeszłorocznej posuchy, daje nam się we znaki szkodnicza działalność kułaków i spekulantów, którzy wykorzystując te trudności chcą się tuczyć kosztem ludzi pracy. Ale rok 1952 był przede wszystkim rokiem rosnącej świadomości naszej bohaterskiej klasy robotniczej, która dała dowód swej dojrzałości politycznej i patriotyzmu, rozwijając coraz szerzej współzawodnictwo socjalistyczne i podnosząc znacznie naszą produkcję przemysłową w porównaniu z rokiem ubiegłym. Rok 1952 był rokiem wzrostu świadomości chłopów pracujących, którzy coraz sprawniej realizują swe obowiązki względem państwa ludowego. Rok 1952 był rokiem wielkiej dyskusji narodowej nad naszą Konstytucją, był rokiem uchwalenia tej wiekopomnej w dziejach narodu Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. (Oklaski). Wreszcie rok 1952 jest rokiem wielkiej kampanii wyborczej do nowego Sejmu — najwyższej władzy narodu.
Co jest rysem najbardziej znamiennym, najbardziej istotnym tych wielkich aktów, które mobilizują miliony ludzi? Ich cechą najbardziej znamienną jest umocnienie się w narodzie polskim przekonania, że kroczymy po słusznej drodze, po niezawodnej drodze, która prowadzi do dalszych zwycięstw, do coraz lepszego życia dla wszystkich ludzi pracy. (Burzliwe, długotrwałe oklaski. Zebrani wstają z miejsc i długo manifestują na cześć Bieruta).
Skąd płynie to przekonanie? Płynie ono z doświadczeń, które co dzień gromadzą miliony ludzi porównując swój ciężki los i swoją niedolę w ustroju kapitalistycznym z tymi możliwościami i z tymi warunkami, które powstają w tworzonym przez nich ustroju socjalistycznym, w Polsce, która przestała być dla nich macochą, a stała się Matką.
Masy pracujące odczuwają jeszcze niemało kłopotów i dolegliwości w życiu codziennym, widzą niejedną usterkę, widzą niemało braków i niedbalstwa, niemało przejawów bezduszności i biurokratyzmu w naszych urzędach i instytucjach i słusznie wytykają te braki i usterki. Ale masy pracujące wiedzą też coraz lepiej, że te braki i usterki mogą być zwalczone i będą zwalczone, że od wzrostu kontroli społecznej, od wzrostu śmiałej krytyki, od wzrostu aktywności i dyscypliny mas zależą lepsze wyniki naszej gospodarki, zależy usprawnienie pracy urzędów i instytucji, które im służą i im całkowicie podlegają. Masy rozumieją coraz lepiej, coraz pełniej głęboki demokratyzm naszego państwa w odróżnieniu od przedwrześniowego państwa dyktatury kapitalistów i obszarników. (Oklaski. Z sali padają okrzyki: „Niech żyje polska klasa robotnicza i jej awangarda PZPR!”).
Każdy uczciwy Polak widzi dziś, że narodowi przewodzi dzielna, bohaterska, zahartowana w walce i ofiarna klasa robotnicza, że jej sojusznikiem wiernym i niezawodnym jest nasze chłopstwo pracujące, że razem z nią kroczy nasza utalentowana, światła, zdolna do poświęceń inteligencja pracująca. Naród nasz, zjednoczony, scalający w sobie takie siły, nie boi się trudności, potrafi je pokonywać.
Bogata i piękna jest nasza ziemia polska. Kryje ona w sobie jeszcze wielkie nie wykorzystane skarby, które mogą służyć dalszemu rozwojowi naszego narodu. Nie wykorzystujemy jeszcze wielkiej siły naszych rzek, które czekają na uregulowanie, na wykorzystanie ich potężnych zasobów energetycznych. Wisła, Bug, Odra będą w ciągu kilkunastu lat przekształcone w nowoczesne arterie żeglugowe, powiązane wzajemnie z olbrzymią korzyścią dla transportu, dla rolnictwa i dla budowy szeregu wielkich i średnich hydroelektrowni oraz wielkich zbiorników wodnych, zabezpieczających kraj przed klęskami powodzi. Poważnego rozwoju oczekują nasze nie dość jeszcze intensywne poszukiwania geologiczne. Wzmożenie tych prac w najbliższych latach zwiększy niewątpliwie poważnie nasze rodzime zasoby surowcowe. Nasze rolnictwo wymaga szerszego stosowania nowoczesnej wiedzy agronomicznej i techniki. Wzmocnienie wysiłków w tym kierunku poważnie wzbogaci urodzajność naszej ziemi i wzrost naszej hodowli.
Musimy w myśl Programu Wyborczego Frontu Narodowego szybko rozbudowywać nasz przemysł — podstawę naszej siły i dobrobytu. Musimy szybciej odbudowywać zniszczone miasta, musimy w całym kraju budować więcej mieszkań dla ludzi pracy, dla nowych małżeństw. Szerokie i wielkie stoją przed nami zadania. Winniśmy dla ich wypełnienia jeszcze szerzej otworzyć drogę do pracy i nauki naszej młodzieży i milionom kobiet, wszystkim ludziom utalentowanym i uzdolnionym.
Najważniejszą sprawą jest pogłębiać nadal jedność narodu na gruncie Programu Frontu Narodowego. (Długotrwałe oklaski). Jest u nas jeszcze sporo ludzi noszących na sobie piętno wychowania kapitalistycznego, które zaszczepiało egoizm i sobkostwo. Nie łatwo jest im wydrzeć się z kręgu swych ciasnych zainteresowań i trosk. Nie widzą jeszcze dość wyraźnie, że ich los osobisty, ich pomyślność i powodzenie w życiu są nierozerwalnie związane z losem całego narodu, z ich udziałem we wspólnej pracy. Trzeba przyznać, że nie zawsze umiemy pomóc tym ludziom uwolnić się od ich zbyt ciasnego zasięgu życia. Powinniśmy głębiej sięgnąć naszą pracą wychowawczą, zaszczepianiem nowej, szlachetniejszej, socjalistycznej moralności. Trzeba też skończyć z papierkowym podejściem do ludzi. Winniśmy oceniać ludzi według ich szczerych i ofiarnych wysiłków w pracy — niezależnie od ich nieraz błędnej postawy w dawnych warunkach. Należy takim uczciwym ludziom stworzyć jak najpomyślniejsze warunki życia i pracy!

Drodzy przyjaciele!
Zjednoczeni wspólnym pragnieniem pomnażania siły i wielkości naszej umiłowanej Ojczyzny — pójdziemy w niedzielę do urn wyborczych, aby nie tylko spełnić osobiście swój obowiązek obywatelski. Sprawa wyborów to bynajmniej nie sprawa formalna, to nie tylko sprawa osobistego obowiązku. Dni wyborów — to wielkie dni mobilizacji mas i wzmocnienia wśród nich poczucia jedności naszego narodu w marszu ku lepszej przyszłości. (Oklaski). Poczucie tej jedności — to poczucie siły i wiary w zwycięstwo naszej wielkiej sprawy — sprawy pokoju, sprawy niepodległości Ojczyzny, sprawy postępu ogólnoludzkiego i dobrobytu ogólnonarodowego.
Idźmy wszyscy do wyborów z tym najgłębszym przeświadczeniem, że oddając swój głos na listę kandydatów Frontu Narodowego przyczyniamy się do zwycięstwa słusznej sprawy, świętej sprawy naszej niepodległości, szczęścia i wielkości Polski, przyczyniamy się do zwycięstwa radości pokoju nad grozą wojny, do umocnienia solidarności wszystkich sił wolności i sprawiedliwości nad siłami zniszczenia i grabieży, że oddajemy swój głos w imię pomyślności naszych dzieci, w imię pomyślności Polski. (Burzliwe oklaski).
Towarzysze! Obywatele!
Wysunęliście moją kandydaturę na posła do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Dziękując Wam za to zaufanie, pragnę oświadczyć, iż ze wszystkich swych sił będę się starał sprostać powierzonym mi przez Was obowiązkom i nie zawieść Waszego zaufania. (Burzliwe oklaski i gorąca owacja na cześć Bieruta).

„Trybuna Ludu”
nr 297 (1359) 24 października 1952 r.

PRZYPISY
[1] J.   W.  Stalin,  Przemówienie  na  XIX  Zjeździe   KPZR,   Warszawa 1952 I str. 13—14.
[2] Tamże, str. 14—15.

Stalin – Marksizm kontra liberalizm

WYWIAD PRZEPROWADZONY PRZEZ H.G. WELLSA „THE NEW STATESMAN AND NATION”, 27 PAŹDZIERNIKA 1934 ROKU

Wells: Jestem bardzo panu zobowiązany, panie Stalin, że zgodził się pan spotkać ze mną. Byłem ostatnio w Stanach Zjednoczonych. Odbyłem długą rozmowę z prezydentem Rooseveltem i próbowałem dowiedzieć się, jakie są jego naczelne idee. Teraz przyjechałem, żeby spytać pana, co pan robi, żeby zmienić świat.

Stalin: Nie tak wiele.

Wells: Wędruję po świecie jak zwykły człowiek i jak zwykły człowiek obserwuję, co się dzieje wokół.

Stalin: Ważne osoby publiczne, takie jak wy, nie są „zwykłymi ludźmi”. Oczywiście tylko historia może pokazać, jak ważna była ta czy inna postać publiczna; ale w żadnym razie nie patrzycie na świat jak „zwykły człowiek”.

Wells: Nie udaję skromnego. Mam na myśli to, że staram się oglądać świat oczami zwykłego człowieka, a nie polityka reprezentującego jakąś partię czy urzędnika państwowego. Wizyta w Stanach Zjednoczonych dała mi wiele do myślenia. Dawny świat finansjery upada; gospodarcze życie kraju jest reorganizowane według nowych zasad. Lenin powiedział: „Musimy nauczyć się, jak robić interesy” – nauczyć się tego od kapitalistów. Dzisiaj kapitaliści powinni uczyć się od was, zaczerpnąć ducha socjalizmu. Wydaje mi się, że w Stanach Zjednoczonych dokonuje się teraz głębokiej reorganizacji, powstaje gospodarka planowa, to znaczy socjalistyczna. Pan i Roosevelt zaczynacie z dwóch przeciwstawnych punktów. Czy nie ma jednak pewnego podobieństwa między Waszyngtonem a Moskwą, jeśli chodzi o idee, pokrewieństwa idei i potrzeb? W Waszyngtonie uderzyło mnie to samo, co tutaj; buduje się nowe biura, powołuje wiele organów kontroli państwowej, organizuje od dawna potrzebne służby publiczne. Tak jak u was niezbędni będą ludzie o zdolnościach kierowniczych.

Stalin: Stany Zjednoczone mają inny cel niż my tu w ZSRR. Cel, do którego dążą, jest wynikiem problemów gospodarczych, kryzysu ekonomicznego. Amerykanie chcą wyjść z kryzysu, opierając się na prywatnej działalności kapitalistycznej, bez zmian bazy gospodarczej. Starają się ograniczyć do minimum katastrofę, straty spowodowane przez istniejący system gospodarczy. Tu, jak pan wie, w miejscu starej zniszczonej bazy gospodarczej powstała nowa, zupełnie inna. Jeśli nawet Amerykanie, o których pan wspomniał, osiągną swój cel, to znaczy ograniczą straty do minimum, to nie wyrwą korzeni anarchii, która jest nieodłącznym elementem istniejącego systemu kapitalistycznego, Starają się zachować system gospodarczy, który nieodwołalnie musi – nie może, ale musi – doprowadzić do anarchii w produkcji. Z tego w najlepszym razie wyniknie kwestia nie reorganizacji społeczeństwa, nie zniesienia starego systemu społecznego, który prowadzi do anarchii i kryzysu, ale jedynie ograniczenia pewnych jego wad, ograniczenia pewnych wynaturzeń. Być może Amerykanom subiektywnie wydaje się, że reorganizują społeczeństwo; obiektywnie jednak zachowują obecną bazę społeczną. Dlatego, obiektywnie rzecz biorąc, nie będzie tam żadnej reorganizacji społecznej.

Nie będzie tam również gospodarki planowej. Co to jest gospodarka planowa? Jakie są jej cechy? W gospodarce planowej chodzi o likwidację bezrobocia. Przypuśćmy, że przy zachowaniu systemu kapitalistycznego jest możliwe ograniczenie bezrobocia do pewnego minimum. Ale na pewno żaden kapitalista nie zgodzi się na całkowitą likwidację bezrobocia, na likwidację armii bezrobotnych, bo to wytwarza presję na rynku pracy, zapewnia tanią siłę roboczą. Tu macie jeden ze słabych punktów „gospodarki planowej” burżuazyjnego społeczeństwa. Co więcej, gospodarka planowa zakłada zwiększoną produkcję W gałęziach przemysłu wytwarzających te dobra, których szczególnie potrzebują masy ludowe. Wiecie natomiast, że rozwój produkcji w kapitalizmie ma miejsce z zupełnie innych powodów a kapitał przepływa do tych działów gospodarki, w których jest największy zysk Nie zmusicie kapitalisty, żeby narażał się na straty i zgodził się na niższy zysk w imię zaspokojenia potrzeb ludu. Nie można więc stworzyć gospodarki pianowej, nie pozbywając się kapitalistów i nie znosząc własności prywatnej w środkach produkcji.

Wells: Zgadzam się w dużym stopniu z tym, co pan powiedział. Chciałbym jednak podkreślić, że jeśli kraj jako całość przyjmie zasady gospodarki planowej, jeśli rząd krok po kroku zacznie konsekwentnie  wdrażać, to finansowa oligarchia zmianie w końcu zniesiona i zapanuje socjalizm w rozumieniu anglosaskim. Idee Rooseveltowskiego „nowego ładu” przynoszą efekty i w moim mniemaniu są to idee socjalistyczne. Wydaje mi się, że zamiast eksponować antagonizm pomiędzy naszymi dwoma systemami gospodarczymi, powinniśmy m obecnych warunkach starać się znaleźć wspólny język i działać konstruktywnie.

Stalin: Mówiąc o niemożliwości wprowadzenia gospodarki planowej przy zachowaniu bazy gospodarczej kapitalizmu, nic chciałem w najmniejszym stopniu umniejszać wybitnych osobistych zasług Roosevelta, jego inicjatywy, odwagi i determinacji. Niewątpliwie Roosevelt wyróżnia się jako najsilniejsza osobowość wśród przywódców współczesnego świata kapitalistycznego. Dlatego jeszcze raz chciałbym podkreślić – moje przekonanie, że stworzenie gospodarki planowej w warunkach kapitalizmu jest niemożliwe, nie znaczy, że mam jakiekolwiek wątpliwości co do zdolności, talentu i odwagi prezydenta Roosevelta. Jeśli jednak okoliczności będą niesprzyjające, nawet najbardziej utalentowany przywódca nie osiągnie celu, o którym mówicie. Teoretycznie oczywiście, marsz krok po kroku w warunkach kapitalizmu do celu, który określił pan jako socjalizm w rozumieniu anglosaskim, nie jest czymś niemożliwym. Ale co to będzie za socjalizm? W najlepszym razie, biorąc do jakiegoś stopnia w karby najbardziej drapieżnych przedstawicieli kapitalistycznego wyzysku, można w szerszym zakresie wprowadzić zasady regulacji w gospodarce państwowej. To wszystko świetnie. Ale gdy tylko Roosevelt czy inny przywódca współczesnego świata burżuazji podjąłby poważne działania przeciwko fundamentom kapitalizmu, w sposób nieunikniony poniósłby całkowitą porażkę, Banki, przemysł, wielkie przedsiębiorstwa nie są w rękach Roosevelta. To wszystko jest własnością prywatną. Koleje, flota handlowa, wszystko to należy do prywatnych właścicieli. I wreszcie armia wykwalifikowanych robotników, inżynierowie, technicy – oni również nie podlegają Rooseveltowi, oni pracują dla prywatnych właścicieli. Nie możemy też zapominać o funkcji państwa w burżuazyjnym świecie. Państwo jest instytucją, która organizuje obronę kraju, organizuje utrzymanie „porządku”; to aparat do ściągania podarków. Kapitalistyczne państwo ma niewiele wspólnego z gospodarką w ścisłym znaczeniu tego słowa; nie jest ona w rękach państwa. Przeciwnie, to państwo jest w rękach kapitalistycznej gospodarki. Dlatego obawiam się, że mimo całej swojej energii i umiejętności Roosevelt nie osiągnie celu, o którym wspomnieliście, jeśli rzeczywiście taki ma cel. Może za kilka pokoleń będzie można w jakiś sposób zbliżyć się do tego celu; osobiście jednak myślę, że jest to mało prawdopodobne.

Wells: Ja być może bardziej niż pan wierzę w gospodarczą interpretację polityki. Dzięki wynalazczości i współczesnej nauce uruchomione zostały potężne siły dążące do lepszej organizacji, lepszego funkcjonowania społeczeństwa, to znaczy do socjalizmu. Organizacja i regulacja indywidualnych działań stały się wręcz mechaniczną koniecznością, niezależnie od teorii społecznych. Jeśli zaczniemy od państwowej kontroli banków, a potem wprowadzimy kontrolę nad przemysłem ciężkim i przemysłem w ogóle, handlem i tak dalej, to taka obejmująca wszystko kontrola będzie równoważna z państwową własnością każdej z gałęzi gospodarki. Będzie to proces socjalizacji. Socjalizm i indywidualizm nie są przeciwstawne jak czerń i biel. Jest między nimi wiele stopni pośrednich. Jest indywidualizm, który graniczy ze zbójectwem, jest także dyscyplina i organizacja, będące odpowiednikiem socjalizmu. Wprowadzenie gospodarki planowej zależy w dużym stopniu od zarządzających gospodarką, od wykwalifikowanej inteligencji technicznej, która krok po kroku może być przekonywana do socjalistycznych zasad organizacji. I to jest najważniejsze. Bo organizacja poprzedza socjalizm. Jest jeszcze ważniejsza sprawa. Bez organizacji socjalistyczna idea to tylko idea.

Stalin: Nie ma ani nie powinno być nierozstrzygalnego konfliktu pomiędzy jednostką a kolektywem, pomiędzy interesami jednostki a interesami kolektywu. Nie powinno być takiego konfliktu, bo kolektywizm, socjalizm nie negują, ale łączą indywidualne interesy z interesami kolektywu. Socjalizm nie może odseparować się od jednostkowych interesów. Społeczeństwo socjalistyczne jest w stanie samo w pełni zaspokajać osobiste interesy. Więcej: socjalistyczne społeczeństwo samo może silnie zabezpieczyć interesy jednostki. W tym sensie nie ma konfliktu pomiędzy „indywidualizmem” a socjalizmem. Czy jednak można zaprzeczyć że istnieje konflikt miedzy klasami, pomiędzy klasą posiadaczy, klasą kapitalistyczną, a klasą robotniczą, klasą proletariacką? Z jednej strony mamy klasę posiadaczy, w której rękach znajdują się banki, fabryki, kopalnie, transport, plantacje w koloniach. Ci ludzie nie widzą niczego poza własnymi interesami, zdobywaniem zysków. Nie poddają się woli kolektywu; ich celem jest podporządkowanie kolektywu sobie. Z drugiej strony mann klasę biedaków, klasę ; wyzyskiwaną, która nie posiada fabryk, zakładów ani banków, która jest zmuszona żyć, sprzedając kapitalistom swoją siłę roboczą i nie ma możliwości zaspokojenia swoich najbardziej elementarnych potrzeb. Jak można pogodzić takie sprzeczne interes i dążenia? Z tego, co wiem, Rooseveltowi nie udało się znaleźć sposobu pogodzenia tych interesów. I nie jest to możliwe, jak dowodzi praktyka. Nawiasem mówiąc, zna pan sytuację w Stanach Zjednoczonych lepiej niż ja, bo ja tam nigdy nie byłem i obserwuję sprawy amerykańskie z daleka. Mam jednak pewne doświadczenie w walce o socjalizm i to doświadczenie mi mówi, że jeśli Roosevelt rzeczywiście będzie próbował zaspokajać interesy proletariatu kosztem klasy kapitalistycznej, ta ostatnia pokaże mu, gdzie jest jego miejsce. Kapitaliści powiedzą: prezydenci przychodzą i odchodzą, a my zostaniemy; jeśli ten czy inny prezydent nie będzie chronić naszych interesów, znajdziemy sobie innego. Jak prezydent może sprzeciwiać się woli klasy kapitalistycznej?

Wells: Nie zgadzam się z tak uproszczonym podziałem ludzi na biednych i bogatych. Oczywiście jest taka kategoria ludzi, którzy dążą tylko do zysków. Ale czy nie są oni na Zachodzie oceniani równie krytycznie jak tutaj? Czy nie ma na Zachodzie wielu ludzi, dla których życie nie kończy się na zyskach, którzy są dość bogaci, chcą inwestować i czerpać dochody z tych inwestycji, ale nie traktują tego jako swój główny cel? Uważają inwestowanie za uciążliwą konieczność. Czy nie ma wielu zdolnych i pełnych poświęcenia inżynierów, zarządców gospodarki, którzy w swoich działaniach kierują się czymś innym niż zysk? Według mnie istnieje liczna klasa zdolnych ludzi, którzy przy znają, że obecny system jest niezadowalający, i którzy mają wielką rolę do odegrania w przyszłym społeczeństwie socjalistycznym. W ostatnich latach byłem bardzo zaangażowany w działania propagandowe -uważałem je za potrzebne – na rzecz socjalizmu i kosmopolityzmu w szerokich kręgach inżynierów, lotników, wojskowych i tak dalej. Nie ma co karmić tych ludzi dwubiegunową klasowowojenną propagandą. Rozumieją oni sytuację, w jakiej znajduje się świat. Wiedzą, że jest piekielny zamęt, ale uważają wasz klasowowojenny antagonizm za bzdurę,

Stalin: Sprzeciwiacie się uproszczonemu podziałowi ludzi na biednych i bogatych. Oczywiście istnieje średnia warstwa; istnieje inteligencja techniczna, o której wspomnieliście; należą do niej bardzo dobrzy i bardzo uczciwi ludzie. Ale są wśród nich także źli i nieuczciwi i jeszcze inni. Przede wszystkim jednak ludzkość dzieli się na biednych i bogatych, na posiadaczy i wyzyskiwanych; nieakceptowanie tego fundamentalnego podziału i antagonizmu pomiędzy biednymi a bogatymi oznacza nieakceptowanie fundamentalnego faktu. Nie neguję istnienia pośredniej warstwy, która staje po stronie jednej albo drugiej z tych dwóch klas pozostających w konflikcie lub też zajmuje w tej walce neutralną lub półneutralną pozycję. Ale, powtarzam, nieakceptowanie tego fundamentalnego podziału społeczeństwa i rej fundamentalnej walki między dwiema głównymi klasami oznacza ignorowanie faktów. Ta walka trwa i będzie trwać. O jej wyniku przesądzi klasa proletariuszy, klasa robotnicza.

Wells: Ale są przecież ludzie, którzy nie są biedni, ale pracują, i to produktywnie?

Stalin: Oczywiście, są drobni posiadacze ziemscy, rzemieślnicy, drobni sklepikarze; to nie oni jednak decydują o losie państwa, ale masy pracujące, które wytwarzają to wszystko, czego potrzebuje społeczeństwo.

Wells: Ale istnieją różne rodzaje kapitalistów. Są tacy, którzy myślą tylko o zyskach, o tym, żeby się bogacić; ale też tacy, którzy gotowi są ponosić ofiary. Na przykład stary Morgan. Ten człowiek myślał tylko o zysku; był zwykłym pasożytem w społeczeństwie; tylko gromadził bogactwo. Weźmy jednak Rockefellera. Jest świetnym organizatorem; dał godny naśladowania przykład, jak zorganizować transport ropy. Czy choćby Ford. Oczywiście ma na względzie głównie swój interes. Ale czy to nie zapalony organizator racjonalnej produkcji, od którego i wy się uczycie? Chciałbym podkreślić, że ostatnio w krajach anglojęzycznych dokonuje się zmiana stanowiska wobec ZSRR. Powodem tego jest przede wszystkim pozycja Japonii i wydarzenia w Niemczech. Ale oprócz powodów wynikających z polityki międzynarodowej są też inne. Wielu ludzi zrozumiało, że system oparty na prywatnym zysku już się załamuje. Wydaje mi się, że w takich okolicznościach nie powinniśmy eksponować antagonizmu pomiędzy naszymi dwoma systemami gospodarczymi, ale dążyć do połączenia wszystkich konstruktywnych działań, wszystkich konstruktywnych sił na jednej linii. Mam wrażenie, że jestem bardziej lewicowy niż pan, panie Stalin – według mnie stary system ma się już bliżej końca, niż pan myśli.

Stalin: Mówiąc o kapitalistach, którzy dążą tylko do zysków, do tego, żeby się bogacić, nie chcę powiedzieć, że są to bezwartościowi ludzie, niezdolni do niczego innego. Wielu z nich niewątpliwie ma wielkie talenty organizatorskie, czego nie śmiałbym negować. My, ludzie radzieccy, dużo uczymy się od kapitalistów. I Morgan, którego scharakteryzował pan tak niekorzystnie, był niewątpliwie dobrym, zdolnym organizatorem. Ale jeśli chodzi o ludzi przygotowanych do odbudowy świata, to nie znajdziecie w ich szeregach tych, którzy wiernie służą sprawie zysku. My i oni stoimy na przeciwległych biegunach.

Wspomniał pan Forda. Oczywiście, to zdolny organizator produkcji.

Ale czyżbyście nie wiedzieli, jaki jest jego stosunek do klasy robotniczej? Nie wiecie, ilu robotników wyrzucił na bruk? Kapitalista jest przywiązany do zysku i żadna siła na ziemi nie może go od niego oderwać. Kapitalizm zostanie zniesiony nie przez „kierowników” produkcji, nie przez inteligencję techniczną, ale przez klasę robotniczą, bo wyżej wspomniana warstwa społeczna nie odgrywa niezależnej roli. Inżynier, kierownik produkcji, nie pracuje tak, jak by chciał, ale jak mu każą, w taki sposób, jaki służy interesom jego pracodawcy. Są oczywiście wyjątki; istnieją ludzie z tej warstwy, którzy ocknęli się z odurzenia kapitalizmem. Inteligencja techniczna może w pewnych warunkach dokonywać cudów i przysłużyć się ludzkości. Ale też może wyrządzić wiele szkody. My, ludzie radzieccy, mamy niemałe doświadczenie, jeśli chodzi o inteligencję techniczną. Po rewolucji październikowej pewna część inteligencji technicznej odmówiła udziału w budowie nowego społeczeństwa; sprzeciwili się tej budowie i sabotowali ją. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, żeby wciągnąć inteligencję techniczną do tego dzieła; próbowaliśmy na różne sposoby. Nie minęło wiele czasu i nasza reedukowana inteligencja techniczna chętnie przyłączyła się do nowego systemu. Dziś najlepsza część tej inteligencji znajduje się w pierwszych szeregach budowniczych socjalistycznego społeczeństwa. Pamiętając o tym, jesteśmy dalecy od niedoceniania wad i zalet inteligencji technicznej i wiemy, że z jednej strony potrafi ona szkodzić, a z drugiej – dokonywać „cudów”. Oczywiście, byłoby inaczej, gdyby dało się jednym pociągnięciem oderwać duchowo inteligencję techniczną od świata kapitalistycznego. Ale to utopia. Czy wielu przedstawicieli inteligencji technicznej odważy się zerwać ze światem burżuazji i zabrać do przebudowy społeczeństwa? Czy waszym zdaniem wielu jest takich ludzi, powiedzmy, w Anglii czy Francji? Nie, znajdzie się niewielu, którzy zechcą zerwać ze swymi pracodawcami i zacząć przebudowę świata.

Poza tym, czyż możemy tracić z oczu fakt, że aby przekształcać świat, trzeba mieć siłę polityczną? Wydaje mi się, panie Wells, że nie doceniacie znaczenia siły politycznej, nie uwzględniacie jej w swojej koncepcji. Co mogą zdziałać ci wszyscy, nawet przy najlepszych intencjach na świecie, jeśli nie potrafią zdobyć się na przejęcie władzy i tej władzy nie posiadają? W najlepszym wypadku będą w sianie wspomóc klasę, która przejmie władzę, ale sami świata nie zmienią. Tego może dokonać tylko potężna klasa, która zajmie miejsce klasy kapitalistycznej i stanie się suwerennym panem jak wcześniej tamta. Tą klasa jest klasa robotnicza. Oczywiście trzeba korzystać z pomocy inteligencji technicznej i jej także w zamian pomagać. Nie należy jednak liczyć, że inteligencja techniczna odegra jakaś niezależna rolę w historii. Transformacja świata to wielki, skomplikowany i bolesny proces. Do tak ważnego zadania potrzebna jest potężna klasa. Na długie rejsy nadają się tylko wielkie statki.

Wells: Tak, ale na długie rejsy potrzeba także kapitana i nawigatora.

Stalin: To prawda, ale przecie wszystkim na długie rejsy potrzeba wielkiego statku. Kim jest nawigator bez statku? Nic nieznaczącym człowiekiem.

Wells: Wielkim statkiem jest ludzkość, nie klasa.

Stalin: Najwyraźniej zakładacie, panie Wells, że wszyscy ludzie są dobrzy. Ja natomiast nie zapominam, że wielu jest złych. Nie wierzę w dobroć burżuazji.

Wells: Pamiętam, jak wyglądała sytuacja inteligencji technicznej kilkadziesiąt lat temu. Wtedy inteligencja techniczna była nieliczna, ale pracy nie brakowało i każdy inżynier, technik czy inteligent miał robotę. Dlatego inteligencja techniczna była klasą najmniej rewolucyjną. Teraz jednak ludzi z wykształceniem technicznym jest w nadmiarze i ich mentalność bardzo się zmieniła. Ci, którzy przedtem nie chcieliby słuchać rewolucyjnych haseł, teraz są nimi bardzo zainteresowani. Ostatnio jadłem obiad w Royal Society, naszym wielkim angielskim towarzystwie naukowym. Prezydent wygłosił przemówienie o planowaniu rozwoju społecznego według zasad naukowych. Człowiek stojący dziś na czele Royal Society wyznaje rewolucyjne poglądy i jest rzecznikiem naukowej reorganizacji społeczności ludzkiej. Wasza klasowowojenna propaganda jest już anachronizmem. Następują zmiany w mentalności.

Stalin: Tak, wiem i należy to tłumaczyć faktem, że kapitalistyczne społeczeństwo znalazło się w ślepej uliczce. Kapitaliści szukają, ale nie mogą znaleźć z tej ślepej uliczki wyjścia, które nic uwłaczałoby godności tej klasy i byłoby zgodne z jej interesami. Mogliby jakoś wyczołgać się z kryzysu na czworakach, ale nie potrafią znaleźć sposobu, który pozwoliłby im wyjść z niego z podniesioną głową, tak by nie zaprzepaścić całkowicie interesów kapitalizmu. To, oczywiście realizują szerokie kręgi inteligencji technicznej. Dużą jej część zaczyna łączyć wspólnota interesów z przedstawicielami tej klasy, którzy są w stanie wskazać drogę wyjścia ze ślepej uliczki.

Wells: Ze wszystkich ludzi tylko pan, panie Stalin, wie coś o rewolucji z praktyki. Czy masy kiedykolwiek się buntują? Czyż nie jest tak, że rewolucję wywołuje mniejszość?

Stalin: Żeby wywołać rewolucję, potrzebna jest przodująca mniejszość rewolucyjna; ale nawet najzdolniejsza, pełna poświęcenia i energii mniejszość jest bezradna, jeśli nie ma choćby biernego poparcia milionów.

Wells: Choćby biernego? A może podświadomego?

Stalin: Częściowo także pół instynktownego i pół świadomego, ale przez poparcia milionów nawet najlepsza mniejszość jest bezsilna.

Wells: Obserwuję propagandę komunistyczną na Zachodzie i wydaje mi się, że we współczesnych warunkach brzmi ona bardzo staromodnie, bo jest to propaganda powstańcza. Propaganda na rzecz gwałtownego obalenia systemu społecznego sprawdzała się, kiedy była skierowana przeciwko tyranii. Ale we współczesnych warunkach, kiedy system i tak się załamuje, należałoby położyć nacisk na efektywność, kompetencje, produktywność, a nie na powstanie. Według mnie ton powstańczy już nie działa Komunistyczna propaganda na Zachodzie jest nieznośna dla konstruktywnie myślących ludzi.

Stalin: Oczywiście stary system się załamuje, gnije. To prawda. Ale jest też prawdą, ze podejmuje się nowe wysiłki, żeby innymi metodami, każdymi środkami, chronić, ratować ginący system. Wyciągacie błędny wniosek ze słusznego założenia. Słusznie stwierdziliście, że stary świat się wali. Ale mylicie się, myśląc, że zawali się sam z siebie. Nie, zmiana jednego systemu na inny to skomplikowany i długi proces rewolucyjny. To nie proces spontaniczny, ale zmagania; to proces połączony z walką klas. Kapitalizm gnije, ale nie można go porównać z drzewem,  które przegniło do tego stopnia, że musi się zwalić na ziemię.

Nie; rewolucja, zmiana jednego systemu społecznego na inny, zawsze polegała na walce, walce bolesnej i okrutnej, na śmierć i życie. I za każdym razem, gdy do władzy dochodzą ludzie nowego świata, muszą oni bronić się przed próbami przywrócenia siłą starego porządku; ludzie nowego świata muszą stale być czujni, stale gotowi do odparcia ataku starego świata na nowy system.

Tak, macie rację, mówiąc, że stary system się załamuje; ale nie załamuje się sam z siebie. Weźmy na przykład faszyzm. Faszyzm to reakcyjna siła, która próbuje zachować stary świat poprzez przemoc. Co zrobicie więc z faszystami? Będziecie się z nimi kłócić? Przekonywać ich? To jednak nie przyniesie żadnego skutku. Komuniści w żadnym razie nie idealizują metod siłowych. Komuniści jednak nie chcą, żeby wzięto ich z zaskoczenia, nie mogą liczyć, że stary świat sam zejdzie ze sceny, widzą, że stary system gwałtownie się broni, i dlatego mówią klasie robotniczej: odpowiadajcie gwałtem na gwałt; róbcie wszystko, co możecie, żeby konający system was nie przygniótł, nie pozwólcie sobie założyć kajdan na ręce, ręce, którymi obalicie stary system. Jak pan widzi, komuniści traktują przemianę jednego systemu społecznego w inny nie jako proces spontaniczny i pokojowy, ale skomplikowany, długi i gwałtowny. Komuniści nie mogą ignorować faktów.

Wells: Ale proszę popatrzeć, co się dzieje w kapitalistycznym świecie. To nic jest zwykły upadek, to wybuch reakcyjnej przemocy, która przemienia się w gangsteryzm. I wydaje mi się, że jeśli przyjdzie do konfliktu z reakcyjną i tępą siłą, socjaliści mogliby odwołać się do prawa i zamiast traktować policję jak wroga, powinni wspierać ją w walce przeciwko reakcjonistom. Moim zdaniem metody starego sztywnego powstańczego socjalizmu są już bezużyteczne.

Stalin: Komuniści opierają się na bogatym historycznym doświadczeniu, które uczy, że przestarzałe klasy z własnej woli nie schodzą ze sceny. Niech pan sobie przypomni siedemnastowieczną Anglię. Czy nie mówiło się, że stary system społeczny gnije? Ale czy Cromwell nie musiał znieść go siłą?

Wells: Cromwell działał, opierając się na konstytucji i w imię porządku konstytucyjnego.

Stalin: W imię konstytucji użył siły, dokonał egzekucji króla rozwiązał parlament, aresztował jednych i ściął innych

Albo weźmy przykład z naszej historii. Czy nie wiadomo było od długiego czasu, że system carski gnije, załamuje się? A ile krwi musiano rozlać, żeby go obalić?

A co z rewolucją październikową? Czy nie było wielu takich, którzy wiedzieli, że tylko my, bolszewicy, wskazujemy właściwe wyjście? Czy nie było wiadomo, że rosyjski kapitalizm upada? Wiecie jednak, jak wielki był opór, ile krwi rozlano, żeby bronić rewolucji październikowej przed wszystkimi jej wrogami, wewnętrznymi i zewnętrznymi,

Albo weźmy Francję z końca XVIII wieku. Długo przed 1789 rokiem było jasne, jak przegniła jest władza królewska, system feudalny. Nie dało się jednak uniknąć powstania ludu, walki klas. Dlaczego? Bo klasy, które muszą opuścić scenę dziejów, nie chcą uwierzyć, że ich rola się skończyła. Nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Wydaje im się, że pęknięcia w rozpadającym się gmachu starego porządku dadzą się naprawić, że chwiejący się gmach starego porządku może być odnowiony i uratowany. Dlatego właśnie wymierające klasy chwytają za broń i odwołują się do wszelkich środków, żeby ocalić swoją pozycję jako klasy rządzącej.

Wells: Czy na czele Wielkiej Rewolucji Francuskiej nie stało kilku prawników?

Stalin: Nie neguję roli inteligencji w ruchach rewolucyjnych. Czy Wielka Rewolucja Francuska naprawdę była rewolucją prawników, a nie ludu, skoro osiągnęła zwycięstwo, wzywając do buntu wielkie masy ludowe przeciwko feudalizmowi, w obronie interesów trzeciego stanu? I czy ci prawnicy należący do przywódców Wielkiej Rewolucji Francuskiej działali w zgodzie z prawem starego porządku? Czy nie wprowadzili nowych, burżuazyjno-rewolucyjnych praw?

Bogate doświadczenia historyczne uczą, że jak dotąd żadna klasa z własnej woli nie ustąpiła miejsca innej. Nie ma takiego precedensu w historii świata. Komuniści nauczyli się tej lekcji historii. Komuniści chętnie widzieliby dobrowolne odejście burżuazji. Ale taki obrót wydarzeń jest niemożliwy, tego uczy nas doświadczenie. Dlatego komuniści chcą być przygotowani na najgorsze i apelują do klasy robotniczej o czujność, o gotowość do walki. Kto chciałby takiego wodza, który usypia czujność swoich żołnierzy, wodza, który nie rozumie, że wróg sam się nie podda, że musi zostać zmiażdżony? Postawa takiego wodza to oszustwo, zdrada klasy robotniczej. Dlatego to, co wydaje się panu staromodne, jest w rzeczywistości rewolucyjnym środkiem bezpieczeństwa dla klasy robotniczej.

Wells: Nie przeczę, że należy odwoływać się do siły, ale sądzę, że formy walki powinny być dostosowane do możliwości, jakie stwarza istniejące prawo, którego trzeba bronić przed reakcyjnymi atakami. Nie ma potrzeby dezorganizowania starego systemu, bo sam dostatecznie się dezorganizuje. Dlatego wydaje mi się, że bunt przeciwko staremu porządkowi, przeciwko prawu jest czymś przestarzałym, staromodnym. Nawiasem mówiąc, specjalnie przesadzam, żeby wyraźnie wyeksponować prawdę. Mogę sformułować mój punkt widzenia następująco: po pierwsze, Jestem za porządkiem; po drugie, atakuję obecny system, bo nie jest w stanie tego porządku zapewnić; po trzecie, myślę, że klasowowojenna propaganda może zniechęcać do socjalizmu tych wykształconych ludzi, których socjalizm potrzebuje.

Stalin: Aby osiągnąć wielki cel, cel ważny społecznie, musi istnieć główna siła, przedmurze, klasa rewolucyjna. Następnie konieczne jest zorganizowanie sił pomocniczych: w tym przypadku taką siłą pomocniczą jest partia, do której należą najlepsze siły inteligencji. Przed chwilą mówił pan o „wykształconych ludziach”. Ale co myślą ci wykształceni ludzie? Czyż wielu wykształconych ludzi nie stało po stronie starego porządku w siedemnastowiecznej Anglii, we Francji pod koniec XVIII wieku, w Rosji w epoce rewolucji październikowej? Stary system ma na swoich usługach wielu wykształconych ludzi, którzy go bronią, którzy sprzeciwiają się nowemu systemowi. Oświata to broń jej działanie zależy od tego, czyje ręce ją trzymają, i od tego, wobec kogo ma być użyta. Oczywiście, proletariat, socjalizm, potrzebuje ludzi z wyższym wykształceniem. Ludzie prości nie mogą pomóc proletariatowi w walce o socjalizm, w budowie nowego społeczeństwa. Nie neguję roli inteligencji; wręcz przeciwnie – podkreślam ją. Pytanie jednak, o jakiej inteligencji mówimy? Bo są różne rodzaje inteligencji.

Wells: Nie może być rewolucji bez radykalnych zmian w systemie oświaty. Wystarczy powołać się na dwa przykłady – przykład Niemiec, które nie tknęły dawnego systemu oświaty i dlatego nigdy nie zostały republiką; i przykład brytyjskiej Partii Pracy, której brak determinacji, by domagać się radykalnej reformy w systemie oświaty.

Stalin: To słuszne spostrzeżenie.

Pozwolicie, że ustosunkuję się do trzech poruszonych przez was kwestii. Po pierwsze, główną rzeczą podczas rewolucji jest istnienie społecznego przedmurza. Przedmurzem rewolucji jest klasa robotnicza.

Po drugie, potrzebna jest siła pomocnicza, którą komuniści nazywają partią. Do partii należą pracownicy umysłowi i te elementy inteligencji, które są ściśle związane z klasą robotniczą. Inteligencja jest silna tylko wtedy, gdy współdziała z klasą robotniczą. Jeśli przeciwstawia się klasie robotniczej, jest niczym

Po trzecie, jako dźwignia zmian potrzebna jest siła polityczna. Nowa siła polityczna tworzy nowe prawo, nowy porządek, który jest porządkiem rewolucyjnym.

Nie jestem za żadnym konkretnym rodzajem porządku. Jestem za tym porządkiem, który odpowiada interesom klasy robotniczej. Jeśli jednak jakieś prawo starego porządku może być wykorzystane do walki o nowy porządek, to należy to stare prawo wykorzystać. Nie mogę nie zgodzić się z waszym postulatem, że powinno się zaatakować obecny system, bo nie zapewnia ludziom niezbędnego porządku.

I wreszcie, mylicie się, jeśli sądzicie, że komuniści lubują się w przemocy. Chętnie porzuciliby oni metody siłowe, gdyby klasa rządząca zgodziła się ustąpić miejsca klasie robotniczej. Jednak doświadczenie historyczne przemawia przeciwko takiemu założeniu.

Wells: Ale w historii Anglii był taki przypadek, że jedna klasa przekazała władzę innej. W latach 1830-1870 arystokracja, która miała jeszcze znaczne wpływy pod koniec XVIII wieku, z własnej woli, bez walki, przekazała władzę burżuazji, która z sentymentu wspierała monarchię. Przekazanie władzy doprowadziło do ustanowienia rządów oligarchii finansowej.

Stalin: Niezauważalnie przeszliście od tematu rewolucji do tematu reform. To nie jest to samo. Nie sądzicie, że ruch czartystów odegrał wielką rolę w przeprowadzeniu reform w dziewiętnastowiecznej Anglii?

Wells: Czartyści dokonali niewiele i zniknęli bez śladu.

Stalin: Nie zgadzam się z wami. Czartyści i ruch strajkowy, jaki zorganizowali, odegrał wielką rolę; zmusili oni klasy rządzące do wielu ustępstw w zakresie prawa wyborczego, w zakresie zniesienia tak zwanych martwych okręgów wyborczych i w zakresie niektórych punktów wymienionych w Karcie praw ludu. Czartyzm odegrał ważną rolę historyczną i zmusił część klas rządzących, które chciały zapobiec wielkim wstrząsom, do pewnych ustępstw, reform. Ogólnie rzecz biorąc, trzeba stwierdzić, że wszystkie klasy rządzące, angielskie klasy rządzące, zarówno arystokracja, jak i burżuazja, okazały się mądrzejsze, bardziej elastyczne z punktu widzenia swoich interesów klasowych, z punktu widzenia utrzymania swojej władzy. Weźmy przykład, powiedzmy, z historii współczesnej – strajk generalny w Anglii w 1926 roku. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłaby każda burżuazja w obliczu faktu, ze Rada Generalna Związków Zawodowych wezwała do strajku, byłoby aresztowanie przywódców związku zawodowego. Brytyjska burżuazja nie zrobiła tego i postąpiła bardzo mądrze z punktu widzenia własnych interesów. Nie wyobrażam sobie, że taką elastyczną strategię zastosowałaby burżuazja Sianów Zjednoczonych, Niemiec czy Francji. Żeby utrzymać swoją władzę, klasy rządzące Wielkiej Brytanii poszły na niewielkie ustępstwa, reformy. Ale błędem byłoby sądzić, że były to reformy rewolucyjne.

Wells: Ma pan lepsze zdanie o klasach rządzących mojego kraju niż ja. Czy jest jednak różnica między małą rewolucją a wielkimi reformami? Czy reformy nie są małą rewolucją?

Stalin: Ze względu na ciśnienie oddolne, presję mas, burżuazja może czasami zgodzić się na częściowe reformy na bazie istniejącego systemu społeczno gospodarczego. Działając w ten sposób, kalkuluje sobie, że dzięki ustępstwom zachowa władzę. To jest istota reform. Rewolucja natomiast oznacza przejęcie władzy przez inna klasę. Dlatego nic możemy nazwać żadnych reform rewolucją. Dlatego nie możemy liczyć, że zmiana systemu społecznego dokona się jako niezauważalne przejście z jednego systemu w inny poprzez reformy, poprzez ustępstwa ze strony klasy rządzącej.

Wells: Jestem panu bardzo wdzięczny za rozmowę, która wiele dla mnie znaczy. Wyjaśniając mi różne sprawy, pewnie przypomniał pan sobie, jak wykładał pan podstawy socjalizmu w nielegalnych kółkach przed rewolucją. Obecnie są na świecie tylko dwie osoby, których opinii, każdego zdania słuchają miliony – to pan i Roosevelt. Inni mogą prawić kazania, jakie tylko chcą; to, co mówią, jednak nigdy nie zostanie opublikowane i nie będzie nikogo interesować. Nie mogę jeszcze właściwie ocenić tego, co zostało zrobione w pańskim kraju; przyjechałem dopiero wczoraj. Ale widziałem już szczęśliwe twarze zdrowych ludzi i wiem, że dokonało się tu coś bardzo znaczącego. Kontrast z rokiem 1920 jest ogromny.

Stalin: Można było zrobić więcej, gdyby bolszewicy byli mądrzejsi.

Wells: Nie – gdyby ludzie byli mądrzejsi. Dobrze by było wymyślić pięcioletni plan przebudowy ludzkiego umysłu, któremu jeszcze trochę brakuje, żeby mógł powstać idealny porządek społeczny. [Śmiech].

Stalin: Zamierzacie zostać na kongresie Związku Pisarzy Radzieckich?

Wells: Niestety, czekają mnie różne obowiązki i mogę zostać w ZSRR tylko tydzień. Przyjechałem, żeby spotkać się z panem, i jestem bardzo zadowolony z naszej rozmowy. Zamierzam jednak porozmawiać z pisarzami radzieckimi o możliwości ich wstąpienia do Pen Clubu. To międzynarodowe zrzeszenie pisarzy założone przez Galsworthy’ego; po jego śmierci ja zostałem przewodniczącym. Organizacja jest wciąż słaba, ale ma oddziały w wielu krajach i co ważniejsze, przemówienia jej członków są publikowane i szeroko komentowane w prasie. Pen Clubowi zależy na tym, to znaczy na swobodnym wyrażaniu opinii – nawet opozycyjnych. Chciałbym przedyskutować te sprawę z Gorkim. Nie wiem, czy jesteście już gotowi na taką wolność…

Stalin: My, bolszewicy, nazywamy to samokrytyką. Stosujemy ją powszechnie w ZSRR. Jeśli jest coś, co mogę dla pana zrobić, proszę się nie krępować.

Wells: (wyraża podziękowania)

Stalin: (dziękuje za wizytę)